Mateusz wziął 7 par CZYSTYCH majtek i przywiózł też 7 par CZYSTYCH majtek. Dodam że NIC NIE BYŁO PRANE.
ktoś umie rozwiązać zagadkę?
Dziw bierze że po tygodniu chodzenia w jedych majtkach (bo zapominał je zmieniać) nie uciekły mi one same z kosza na brudne rzeczy
W ten weekend nasze dzieci popisały się pomysłowością jak rodziców puścić z TORBAMI:
- w sobotę Karolina przyszła do nas do łóżka w jednym srebrnym kolczyku. Dodam że kolczyk ciężko się zakłada, jest zapinany i napewno sam stamtąd nie wywędrował. Zapomnialam wspomnieć że wkrętki które wcześniej nosiła też przyniosła w kawałkach bo w jakiś dziwny sposób zgubiła się zakrętka - też trzeba się nieźle namęczyć, żeby ją ściągnąć
- w niedzielę Mateusz jadąc rowerem w czasie drogi na kąpielisko zaliczył glebę bo jeździł zygzakiem. Rozpacz byla taka, że następne dwa kilometry uszy nam nieźle puchły od jego wycia, jęczenia i złożeczenia ale dojechaliśmy w jednym KAWAŁKU (uszy nie odpadły). Po wypadku podczas wyciągania chusteczek chłopak oczywiście nie zamknął plecaka i połowa rzeczy mu wypadła. Na kąpielisku nie mogliśmy znaleść moich okularów pływackich więc wpadłam w czarną rozpacz. Gdyby to były zwykłe okulary to bym machnęła ręką ale kupiłam sobie taki wypaśny model na zakończenie sezonu na pływalni.
Update: kolczyk znalazł się na podłodze w łazience wdeptany w posadzkę (już naprawiony) a okulary w innym plecaku przełożone w zamieszaniu. Dzieci wyszły na ZERO :)
Wczoraj zostawiłam w samochodzie butelkę z wodą mineralną. Gdy wróciłam po pracy i chciałam się jej napić odkryłam, że ZA DARMO mam wodę o temperaturze idealnej do zalania zielonej herbaty. To się nazywa oszczędność
skomentuj (0)
Ostatnie tygodnie były dość zakręcone - prawie jak lody włoskie z automatu - więc trudno było się skupić na ich nie lizaniu (tylko pisaniu bloga). No więc chyba wystarczy lizania i należy zrobić update tego co się w życiu Anulii działo...a działo się działo...
Pierworodny zakończył klasę pierwszą i jako jeden z pięciu uczniów został wyróżniony. Po ilości uwag w dzienniczku oraz ilości zarekwirowanych Bakuganów (którym potem niestety ktoś pomógł przenieść się do innego wymiaru) nigdy bym tego nie podejrzewala stąd nawet większa moja radość.
Odbyły się urodziny Mateo. Takiej zgrai chłopaków jeszcze u nas w domu nie było a że tato włączył playstation i chłopaki pograli sobie w MAUPKI okazały się być to najlepsze urodziny naszego dziecka. W następnym tygodniu każdy z chłopaków obowiązkowo odwiedzał Mateusza chyba licząc na powtórkę z Playstation a tu yyyyyyyy!!! błąd w rozumowaniu. Aha.. jeśli dziecko ci mówi że chce tort to wcale nie ma na myśli tortu tylko ewentualnie nutellę bo tort urodzinowy potem jedli wszyscy naokoło prócz tych najbardziej zainteresowanych.
Karolinka ma nową psiapsiółeczkę Zosię, której mama zaprosiła nas na weeekend nad jeziorem do ich domku. Ale wiecie. to nie było zaproszenie typu
- Hey.. co robicie w weekend? może pojedziecie z nami nad jezioro
ale dokładnie takie:
- hey, własnie wyjeżdżam z miasta, co robicie dziś? może się spakujesz i przyjedziesz do nas?
Taaa.. po prostu z grubej rury i za to tę dziewczynę chyba lubię. Dzięki temu spędziłam dzień w lesie nad jeziorem a rano gdy się pakowałam moja córa mi powiedziala:
- Mamo, kiedy już pojedziesz?
Nie sądziłam, że tak szybko zaczną się takie odzywki, myślałam że dopiero nastolatki tak gadają a moja 3,5 letnia córa wyprowadziła mnie z błędu.
Dziś pytam się córki czy idziemy kupić owoce. Na to ona mówi:
- tak idziemy po te... no jak one się nazywają... aaa wiśnie
- nie wiśnie tylko czereśnie - tłumaczę jej.
Na co ona odpowiada rezolutnie (grunt to umieć uciec z tematu który ci nie odpowiada)
- a w naszym przeszkolu jest ciocia kucharka która ma na imię yyyyy CZEŚNIA.
No i wróciliśmy do bezpiecznych tematów dla mojej córeczki.
Moi mężczyźni pojechali na męski spływ kajakowy Ojciec+Syn. Mateo dzwoni codziennie z nowościami typu: siedzę do 11 w nocy, mieliśmy wojnę na szyszki, jednemu 9 latkowi tak walnęła piłka, że się poryczał a taki duży. Dziś natomiast oznamił że łowił ryby na larwy much i sam musiał je znajdować. Dumny był z tego jak nie wiem co.... a potem dowiedziałam się od mężulka że dziś dzień "uciekającego białka" czyli jedzą tylko to co złapią. Mam nadzieję, że młodemu nie przyjdzie na myśl sprawdzić czy dżdżownice równie smacznie smakują jak kwaśne żelki Haribo. Chłopaki mają już plany na organizowanie takich spływów dla naszych znajomych więc chyba im się dość podoba.
Czasami prawie nic a często malutkie rzeczy które powodują, że nasze życie robi się kolorowsze.
Dziś na przykład był to slima który próbował mi włamać się do garażu i ukraść samochód. Dobrze że go dorwałam jak próbował uchylić drzwi by się wśligznąć do środka i je wybić wyjeżdżając naszym bolidkiem.
Te ślimaki naprawdę mają tupet.
***
Karola ostatnio zaprosiła stado mrówek na nasz balkon zostawiając im kawałki jabłek na podłodze. Dobrze że następnego dnia je zauważyłam bo koledzy mrówki się już skrzyknęli i pewnie na swoim mrówkowym portalu umieścili ogłoszenie o darmowym ŻARCIU na balkonie Anuli.
Kolejny festyn zaliczony z loterią fantową. Tym razem dziecko moje nie uszczęśliwiło mnie stadem świetlików maskotek (ostatnio dorobiliśmy się aż 4 dorodnych wypasionych sztuk wielkości 3cm każda) lecz ... KOSIARKĄ! Szkoda tylko że do kosiarki nie dają darmowego metra kwadratowego chodniczka do koszenia. Co prawda kolega zaproponował, że nam za darmo posadzi trawę z rolki na balkonie ale jak weźmiemy od niego nawodnienie więc balkon z wysokości 2m skurczyłby się do 1,5m. No nie wiem czy to taka atrakcja dla mnie.. chyba się nie skuszę.
Ostatecznie mogę sobie taką trawę z rolki rozłożyć przed balkonem, skosić raz na tydzień i ją spowrotem zrolować stawiając w kącie balkonu. Hm... propozycja niczego sobie.
Planowaliśmy miły piątkowy wieczór Ja i mężulek... dzieciaki właśnie zmęczone zbierały się spać i wystarczyła jedna sekunda a sytuacja diametralnie się zmieniła. Zamiast tego mam bardzo pobudzone dzieciaki + 1l oliwy na podłodze kuchni + pod szafkami.
Wylałam już wszystkie możliwe NEUTRALIZATORY i poważnie zastanawiałam się nad zlizywaniem oliwy z podłogi (w końcu godzinę wcześniej ją myłam !) a w chwili obecnej mam piękną ślizgawkę w kuchni i dzieci które staną na głowie, żeby tylko matka nie była na nie zła.
Zaczynam zastanawiać się czy w takiej sytuacji nie wymóc na Karoli jakiejś obietnicy typu: Będziesz zawsze nas słuchać! lub Przed 16tką nie pojadę pod namioty z chłopakiem! tylko jak tu uzyskać dowód żeby za 10 lat pomachać jej przed oczami jak właśnie sprzedaliśmy kamerę? Hm... opcja nagrywania na komórkę wchodzi w grę ale tam tylko 20 sekund się nagrywa więc musimy przećwiczyć kilka razy czy mieścimy się w czasie.
Ech.. wracam do kolejnego naoliwiania podłogi - moje kafelki przeszły
lifting najnowszej mody. Jedyny plus z tego że jak nam zaleje kuchnię
(woda musiałaby pewnie podnieść się o jakieś 10m) to wodę będziemy
zbierać w kropelkach a nie wiadrach tak ładnie się po naoliwionej
powierzchni skropli.
Wniosek: piątkowy wieczór + zmęczone dziecko + oliwa na półce poniżej 2m = ślizgawka kuchni / lifting kafelków
No a z miłego wieczoru nici bo zdążyłam się już pokłócić z mężem o pierdołę typu a tej szafki to wyżej nie idzie podnieść?
Update: Teraz to nawet lekarstwo za głośno żuję (tabletki Tantum Verde są FE) w opini mężulka
Karola rośnie na małą kobietkę i zaczyna mieć fochy ala paniusia. Otóż zawsze jej marzeniem było spać na górnym łóżku u Mateusza. W skutek choroby Mateo musiał zejść na dolne łóżko (niezbyt się miło haftuje z wysokości 2m) więc Karola została przeniesiona na górę. I tak jak jeszcze parę dni temu było jęczenie że ona chce na górę tak na górze okazało się że córa chce NA DÓŁ!
Miałczenie kota w czasie rui to nic co młoda odstawiła pierwszej nocy. Nawet próba położenia się z nią na chwilę nie zdała rezultatu za to spowodowała panikę w oczach młodego który leżał na dole i widział jak się ugina łóżko (no niby to wersja dla dorosłych ale trochę miałam obaw żeby wejść na górę).
***
Deszcze i niepogoda spowodowały stan depresyjny u części społeczeństwa. Widzę jak rano wychodzą na chodniki i niewidzącym wzrokiem ograniają okolice, widzę ja snują się po ulicach licząc na to, że nikt ich nie rozjedzie lub uszkodzi. Trzeba niezłej finezji, żeby w czasie drogi do pracy nie mieć wypadku i kogoś na sumieniu ale co człowiek może zrobić na pojawiającą się nutę depresyjną w społeczeństwie ślimaczym?
Moje dzieciństwo było kolorowe i piękne choć bez markowych ciuchów czy gumy do żucia DONALD.
Nikt jednak mi nie zabierze wspomnień takich jak:
- zbieranie skrzeku na pobliskim jeziorze i hodowanie kijanek w domu
- zbieranie zaskrońców z ulicy w czasie lęgu aby nikt ich nie przejechał
- chodzenie z koszykiem na żaby (i przyprawianie w ten sposób babci o stan przedzawałowy)
- hodowla raków w słoikach
- reanimacja nietoperzy które się zaplątały w sieci
- jedzenie ziemniaków, które babcia ugotowała dla świnek - były NAJLEPSZE na świecie!
- spanie z kotami w sianie
- zabieranie żywych myszy kotom i próba ich reanimacji (zazwyczaj niestety nieskuteczna ale dzięki temu babcia w domu miała myszy)
i wiele wiele innych świetnych historii które opowiadam moim dzieciom.
NIEWIELE a może AŻ TYLE?
Poranek przed pracą. Tradycyjny szybki make-up. Dzieciaki obok z zaciekawieniem podpatrują.
Córa podaje mi tusz do rzęs (no bo jest w różowej tubce) żebym go użyła na co ja jej tłumaczę że na codzień nie tego nie stosuję.
Mati tylko spuentował:
- To dobrze, bo ty nie potrzebujesz takich NARKOTYKÓW.
******
Ostatnio Karolina i Mateusz prowadzą cięte dysputy na temat tego, do kogo należy brzuch mamy. Karola twierdzi że, ona była w brzuszku Mamy a Mateusz w brzuszku Taty i nie ma innej opcji, natomiast Pierworodny próbuje przekonywać ja (na razie bez skutku) że jej wizja jest lekko skrzywiona bo oboje byli w brzuszku Mamy. No ale dla Karoli określenie WCZEŚNIEJ-PÓŻNIEJ jest nie do przełknięcia, no bo jeśli Mati był w brzuchu Mamy to GDZIE U LICHA BYŁA ONA?