anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Czarnobyl

4 komentarzy

Dzisiaj 20. rocznica wybuchu reaktora w Czarnobylu. Znowu posmutniałam bo całkiem niedaleko od Czarnobyla znajduje się Żytomierz – miejsce urodzenia mojego taty oraz miejsce życia moich dalekich kuzynów. Smutno mi bo wielu osób mi bliskich już tam nie ma, odeszli z powodu choroby popromiennej oraz białaczki która tam zebrała krwawe żniwo. Znowu zaczynam tęsknić za tym pięknym miejsce ktore w moim sercu jest dla mnie prawdziwą ojczyzną. Dziwnie to zabrzmi dla kogoś kto czegoś takiego nigdy nie poczuł, jak miasto na Ukrainie może być dla mnie ojczyzną jeśli bylam w nim może z 5 razy a od 15 lat nie przekraczalam nawet granicy ukraińskiej? Przecież się tam nie urodziłam ani nie wychowałam więc dlaczego?

Nie umiem wytłumaczyć swoich uczuć ale czuję że moje serce tam znalazło swoje miejsce i tam zostało kiedy ostatni raz wyjeżdżałam. Myślę czasami o tym co pamiętam z tamtych chwil, nie ma tego dużo ale i tak cała moja dusza raduje się gdy o tym myślę i zarazem smuci że nadal jest tak daleko. Mój brat z mamą w tym roku pojadą na tydzien do Żytomierza w odwiedziny. Ile bym dała żeby znowu znaleść się w tamtym czarodziejskim dla mnie miejscu? Wiele, naprawdę wiele.
***
Oglądając krótkie przypomnienie o Czarnobylu przypomnial mi się mój wujek który był milicjantem i był w jednej z pierwszych jednostek ktora przyjechała na miejsce i dwa tygodnie w namiotach mieszkala parę kilometrów od reaktora. Na skutki nie trzeba było długo czekać, wujek umarł parę lat potem na chorobę popromienną tak jak zresztą inni milicjanci.
Pokój jego duszy. Oraz duszy tych ktorzy do niego dołączyli z powodu tej tragedii.

Anoreksja

Brak komentarzy

Kropelka tak zawładnęła moim układem pokarmowym że jestem już przekonana iż rozumiem co czują anorektyczki po jedzeniu. Aktualnie zjedzenie normalnego obiadu (żadnego ciężkostrawnego, zazwyczaj coś nietłustego i lekkiego) graniczy z cudem. Od dwóch miesięcy co parę dni po zjedzeniu normalnego posiłku mam takie bóle brzucha że muszę poleżeć ze 2-3h żeby mi się wszystko uspokoiło.
Dzisiaj było podobnie, zjadłam obiad a potem leżałam w łóżku i zwijałam się z bólu. I nie ma tutaj wyjścia bo jeśli przerzucę się na rzeczy które mój organizm toleruje (czyli woda mineralna, chleb, korniszony i serek almette) to nabawię się awitaminozy na 100% a do tego odzwyczaję żołądek od normalnego ciepłego jedzenia a to grozi poważnymi problemami z trawieniem w późniejszym okresie.
No więc męczę się, dwa miesiące minęły a ja powoli tracę siły. Na widok obiadu wszystko staje mi w gardle jak sobie przypomnę co dzień wcześniej przechodziłam więc co 2-3 dzień odpuszczam sobie ciepłe jedzenie i zjadam jakąś kanapkę. Powoli tracę nadzieję że to się nie skończy.
***
Ja znowu chcę normalnie jeść a nie przeżywać katusze przy każdym ciepłym posiłku.

Kryzys

1 komentarz

Wczoraj z powodu mdłości miałam powazny kryzys. Totalnie się rozkleiłam i nie umiałam dojść do siebie. Czułam że ta sytuacja z pracą, zakupami, prowadzeniem domu i wychowywaniem dziecka a dodatkowo nieprzyjemnymi oznakami ciąży przerasta mnie o głowę. Rozryczałam się jak mała dziewczynka ale chyba potrzebowałam takiego ujścia swoich uczuć.
***
Dzisiaj jest już lepiej, może potrzebowałam to wszystko z siebie wyrzucić, czuję się lepiej fizycznie i psychicznie, ale pewnie okaże się wieczorem że znowu o 8 musze się położyć i odpoczywać. Za parę dni jedziemy do Babci na Śląsk i Mateusz już nie może się tego wyjazdu doczekać. Dzisiaj kazał sobie pokazać na zegarze (próbowałam go przekonać do tego że tutaj trzeba mówić jeszcze o kalendarzu ale nie zrozumiał) kiedy jedziemy do ukochanej babci. Wytłumaczenie mówiace o wielu godzinach chyba do niego nie dotarło, musze przygotować się na słowną potyczkę popołudniu.
***
Czytałam tekst o wiecznym chłopcu. Taki Mały książę który nie chce dorosnąć, ciągle czegoś szuka, kocha marzenia, fantazjuje o niebezpiecznych wyprawach i często nawet je próbuje (niebezpieczne sporty). Znam paru takich wiecznych chłopców, którzy otaczają się drogimi zabawkami, nie przepuszczają okazji do zabawy i ciesza się życiem pełną parą. Szkoda tylko ze za parę lat obudzą się z „ręką w nocniku” i dojdą do wniosku że ich życie pozornie tylko ma sens. Tak naprawdę to jest puste a oni próbują wypełnić tą pustkę kupując sobie kolejne drogie zabawki i zapijając smutki na niekończących się imprezach.
***
Znowu natknęłam się na archetyp cnót rycerskich które dla mężczyzny powinny byc ważne: odpowiedzialność, równowaga wewnętrzna, umiejętność samokontroli, odwaga, siła, zdolność do poświęceń, wierność, odporność, uczciwość, szlachetność.
To są cechy które chciałabym kiedyś zobaczyć u mojego synka, nie wiem jednak jak go kształtować żeby takie cechy miał. Wierzę jednak że Bóg pokieruje moimi czynami i pozwoli mi we właściwym czasie podjąć właściwą decyzję aby go nauczyć lub pozwolić aby inni go nauczyli tych cech.

Zamówienie

2 komentarzy

Wczoraj Mateusz złożył zamówienie na siostrzyczkę (już wczesniej zostało przyjęte) oraz na braciszka. Potem wyjaśnił mi że on teraz w brzuszku ma synka i jak się urodzi to nazwiego McDonald’s albo Guffy. Dla dziewczynki jeszcze nie wymyślił imienia.
No tak zamerykanizowane dziecko a tak sie staramy żeby nie wpadło w wir reklamy.
***
Powoli zaczynają mnie denerwować zapięcia na brzuchu. Dzisiaj muszę już siedzieć z rozpiętym guzikiem w spodniach bo każdy ucisk powoduje powiększony dyskomfort a co za tym idzie w późniejszym etapie i ból.
Niby prawie nic nie widać a ja mam wrażenie że mi spodnie się w pasie wpijają zębami w brzuch.
***
Juz nie mogę się doczekać końca pierwszego trymestru bo zazwyczaj wtedy przechodzą te uciążliwe objawy ciążowe. To ciągłe zmęczenie mnie dobija, wczoraj poszliśmy na chwilę na Cytadelę i po 3h musiałam 3h leżeć i odpoczywac bo tak mi było słabo i niedobrze. No i jaki w tym sens? W świetle tych zdarzeń trochę się boję jechać na tygodniowy urlop na długi weekend ale teraz niczego nie będe odwoływać. Jakoś przeżyję a może i zmęczenie nie będzie takie duże – czuję się momentami jak 80latka z tym męczeniem się po każdej rzeczy.

Dzisiaj w sklepie Mateusz przed podejściem do kasy mówi do mnie:
- Mamusiu a pieluszki?
Na to ja:
- Mateuszku przecież ty już nie używasz pieluszek bo nie siusiasz w nocy
- Mamusiu, ale musimy kupić pieluszki dla siostrzyczki!!
To mówi samo za siebie prawda?
***
W tym samym sklepie w alejce z zabawkami Mateusz podbiega do zabawek dla dziewczynek i wyszukuje laleczkę z zestawem ubrań. Przynosi mi ją i mówi:
- Mamusiu to dla naszej małej dziewczynki, jak się urodzi to dostanie.
***

Głód

1 komentarz

Kropelka ma takie wielkie potrzeby że co dwie godziny mogłabym spokojnie zjeść suty obiad. Teraz zamiast mdlić mnie od jedzenia mdli mnie ciągle z głodu ale robię sobie przerwy większe niż 2h i się męczę. Łatwo dać się oszukać przekonaniu że w ciąży kobieta je za dwoje, prawda jest taka że powinien być dodany jeden posiłek (ok. 300 kcal) a nie 1000 tak jak by to maluszek chciał teraz. Co za zachłanny dzidziuś, taki głodomór. To ze sam nie może jeść wcale mu nie przeszkadza, korzysta z mojej gościnności i namawia mnie na małe conieco (w postaci posiłku dla faceta pracującego fizycznie-conajmniej!)
***
Powoli odczuwam posiadanie starszego brata, fajne uczucie, można się poradzić i wysłuchać bardzo rzeczowych agrumentów. Co prawda czasami to boli kiedy ktoś mówi że źle rozumujesz, złą drogą idziesz ale przecież o to chodzi aby mieć kogoś kto ci pomoże wybrać dobrą ścieżkę. Z drugiej strony czuję że idę trochę na łatwiznę korzystając z takich porad bo przecież to jest zdawanie się na opinię drugiej osoby a nie wybieranie samemu. Z kimś obok mnie jest mi łatwiej, spokojniej i rzeczowiej patrzę na dany problem i rozkładam go na części pierwsze. Wcześniej było to trudne bo w chwili obecnej a przed ciążą również myślałam zawsze emocjonalnie i trudno mi było rzeczowo podejść do danego problemu.

Jaki wniosek?
Dobrze jest mieć brata – i starszego i młodszego
***
Tomek mocno rozwija się w swoich umiejętnościach manipulacyjnych (patrz linki-galeria Smoothart) i coraz bardziej podobają mi się jego pomysły. Zdjęcie z prima balleriną mam już na pulpicie i codziennie spoglądam na niego.

Adopcja

2 komentarzy

Dwa dni temu podjęłam historyczną decyzję – zaadoptuję mojego przyjaciela brata Tadeusza. Fajnie to brzmi i powiem szczerze że ta decyzja nie jest rzucona z rękawa ale poważnie przemyślana. Takiech decyzji nie podejmuje się hop siup.

Tak czy owak na swoje 30 urodziny dzięki tej adopcji otrzymam STARSZEGO BRATA. Już nie mogę się doczekać, to niecały miesiąc więc jakoś to przeżyję chociaż świadomość że będę miała prawdziwego brata który swoją mądrością i roztropnością będzie mnie czasem prostował jest po prostu urzekająca. Zawsze marzyłam o starszym bracie, niestety moje prośby nie zostały spełnione i dostałam młodszego braciszka. Nie powiem że nie cieszyłam się z niego bo czuję się mocno związana z Tomkiem i wydaje mi się że mam z nim naprawdę dobry kontakt.
Jednak starsze rodzeństwo to starsze rodzeństwo, to ktoś kogo się można poradzić kiedy nie chce się martwić rodziców, ktoś kto ciebie zrozumie jeśli zrobisz jakieś głupstwo, powie ci kazanie na ten temat a potem przytuli (chociaż wirtualnie) i powie że wszystko będzie dobrze, to ktoś komu się można wyżalić kiedy się jest w dołku i zapytać o radę kiedy jest się w kropce.
Strasznie cieszę się że moje oczekiwania na starszego brata zostały uwieńczone sukcesem – lepiej późno niż wcale prawda?

Muszę jeszcze poważnie przemyśleć jak to załatwić formalnie i zabieram się do przygotowywań – nawet perspektywa urodzin czyli spotkania wszystkich moich przyjaciół i znajomych nie jest już taka kusząca jak ten prezenci który wygląda na to że wpadnie w moje łapki już za 3 tygodnie.

Teraz Brat Tadeusz będzie podwójnym bratem – ten to ma szczęście, nie dosyć że jest Bratem zakonnym to jeszcze bratem przez małe b – co nie świadczy o tym że jest to gorsza odmiana brata oczywiście.

Dzisiejszy dzień był mocno stresujący dla mnie. Może bezpodstawnie jak się potem okazało ale i tak emocje wzięły glowę nad rozumem. Po 10 dniach wróciłam znowu do pracy, trochę sie przy tym rozleniwiłam a trochę rozbestwiłam. Tak czy owak przypłacilam to okropnymi mdłościami i wymiotami (dobrze że rano niczego nie przełknęłam) zanim dostarłam do pracy.
Bałam się bardzo że zastanę na swoim biurku wypowiedzenie albo naganę. Zawsze byłam ufna do ludzi ale ostatnie dwa miejsca pracy mi to skutecznie wybiły z głowy. Każde słowo wypowiedziane przez moich przełożonych od razu ubieram w niewiadomo co i już doszukuję się ukrytego sensu. Powinnam trochę przystopowac z tym fatalizmem ale stres mnie zjada. Chciałabym znowu podchodzić do ludzi z otwartym sercem i ufnym umysłem ale mam wrażenie że po raz kolejny zostanę wykorzystana i porzucona jak zepsuty but.
Chyba muszę jeszcze trochę poczekać na wyleczenie swojej duszy. W moim stanie będzie to ciężkie bo wszystko czuję dwukrotnie: dwa razy bardziej się cieszę i dwa razy mi smutniej. Skutki zresztą widać już w moim życiu – wczoraj dwa razy płakałam (w sumie to nawet nie pamiętam dlaczego) no i nie wiem ile razy się śmiałam. Oby ten stan nie zdominował mojego życia bo takie przechodzenie z jednego stanu emocjonalnego do drugiego jest uciążliwe i bardzo męczące.

Święta?

1 komentarz

Pierwsze święta kiedy to nie mam wysprzątanego domu na błysk, kiedy nigdzie nie idziemy i nikt do nas nie przychodzi, kiedy to cisza świat nam się powoli udziela, ten spokój i brak troski o doczesne dobra. Umyte okna nie są najważniejsze w te święta i nie wstydzę się że nie podołałam obowiązkom które Święta Wielkiej Nocy nakładają na Panie Domu. Dlaczego mamy czuć się niewolnicami kuchni? Przecież swięta mają być radosnym okresem a nie odpoczywaniem po tygodniu ciężkich robót w kamieniołomach domowych. Kropelka przypomniala mi o tym wszystkim i bardzo z tego powodu się cieszę, bo właśnie o to chodzi w naszym życiu – cieszyć się tym co jest niezauważalne na pierwszy rzut oka.
***
Mój Mateusz jest takim ciamajdą że ręce opadają. Ciągle coś rozlewa, wylewa, rozsypuje, wysypuje, przewraca, wywraca…. Trochę mi go żal bo przeprasza a Maciej się denerwuje na niego, ja rozumiem młodego ponieważ sama taka byłam w dzieciństwie. To po prostu jest od cibie silniejsze, nie widzisz wielu rzeczy na drodze i ciągle się na nie nabijasz. Te niegojące się siniaki i zadrapania to dla mnie była codzienność. Widać Mateusz idzie w tym samym kierunku i nie można wszystkieo w życiu naszego dziecka zmienić, podejścia do życia i sposobu go widzenia napewno nie idzie

No i zaczęło się, mam znowu skoki hormonalne ktore objawiają się tym że z płaczu mogłabym przechodzić w śmiech. I jak z tym walczyć? Tak czy owak wygląda na to że Kropelka zdominowala moje życie nawet w tej sferze – moich nastrojów. Nie wygląda to zbyt wesoło z perspektywy naszego małżeństwa ale mój ukochany powinien to rozumieć, ja staram się nad tym panować ale trudno jest w ciąży zapanować nad emocjami.
***
Dzisiejsza msza święta upłynęła pod znakiem Kropelki. Na niczym nie mogłam się skupić, ciągle zastanawiałam się jak to będzie, co mnie czeka itd. Zupełnie nie umiałam wyłączyć się od wolnych myśli, wrócić do rzeczywistości, no coż, mdłości tak mocno o sobie przypominały że trudno było zapomnieć że jest się w ciąży. Może jutro będzie lepiej ??


  • RSS