anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

Mój mały zrobił dzisiaj rano przegląd szafek w kuchni. Ja oczywiście pluskałam się w łazience, nagle przylatuje Mateusz i wyciera sobie język, pluje na prawo i lewo oraz mówi że wypił sok cebulowy. Na początku nie zwracałam uwagi na jego wygłupy ale jak zaczął sobie pchać ręce do buzi to szybko polecieliśmy zapić to paskudztwo (co prawda nadal nie wiedziałam skąd mu się wziął sok cebulowy bo nie robiłam żadnego). Po wypicu połowy butelki wody mineralnej i trzykrotnym wytarciu języka ręcznikiem Mateo zaprowadził mnie do szafki i pokazał ten słynny „sok cebulowy”. No i nie zgadnicie czego się napił:


Octu! Dobrze że nie łyknął sobie sosu sojowego bo zwymiotowałby na miejscu. No i tłumacz dziecku że jak ładna butelka to zawartość może być już niezbyt smaczna.
No nic… do następnego…picia

Kurcze znowu w połowie pisania notatki skasowało mi całość. Mam tego dosyć.
No dobra zacznę tworzyć od nowa chociaż przedtem napisałam już naprawdę dużo.
***
Zastanawiam się czemu żaden facet nie doświadczy chociaż na próbę bycia w ciąży? Naprawdę wyjaśniloby to wiele rzeczy, rozwiązało wiele problemów i zapobiegłoby to wielu nieporozumieniom. Wczoraj w trakcie rozmowy z moim lubym powiedziałam mu jak się czuję (tzn do dxxx) i generalnie czego od niego oczekuję (tzn. zrozuienia). Czy to moja wina że od 3,5 miesiąca czuję się tak jakbym miała grypę żołądkową + inne dolegliwości? Czemu za fakt bycia w ciąży mam być jeszcze karana niezrozumieniem przez stronę męską? To takie niesprawwiedliwe.. A ja tylko chciałabym usłyszeć że on to rozumie a za to słyszę:
EEE przesadzasz!!! No ciśnienie mi się podniosło o jakieś 50 ale byłam na tye padnięta bo to była późna godzina że odpuściłam sobie. No ale buzuję w środku na maxa.
***
Na dworze denna pogoda a ja zrobiłam sobie po raz pierwszy od niepamiętnych czasów dzień wolnego. Maciej zawiózł Mateo do babci a sam pojechał na spotkanie oazowe natomiast ja powiedziałam że się źle czuję i nigdzie nie jadę. Po pierwsze rzeczywiście źle się dzisiaj czuję ale to pewnie przez pogodę (leje juź 4 raz) a po drugie myśl o spotkaniu przy torcie (rocznica ślubu jednej z par) przyprawia mnie o totalne mdłości. Chyba bym tam wywinęła pawia, jedyne co toleruję to mięcho, mięcho i jeszcze raz mięcho + pomidory. Ciekawe czy będzie dziewczynka? Jeśli tak to napewno nie zostanie wegeterianką.
***
Wczoraj wywiesiłam marynarkę Maćka aby wyschła na słońcu. Co prawda wisi w altance ale już dzisiaj 4 x nachodzi mnie refleksja czy nie należaloby po nią iść. Kiedy jednak dochodzę do konstruktywnego rozwiązania problemu, na dworze robi się prawie ciemno (oooo tak jak teraz) i następuje urwanie chmury. To chyba jakiś znak więc marynarka wisi sobie dalej spokojnie i ciągnie z powieterza co tylko się da. Ciekawe czy choć trochę jest suchsza niż wczoraj z rana?
Dodatek: wyjrzałam przez okno, droga do altanki to rzeczka, teraz napewno mam powód aby nie iść bo gumiaków się jeszcze nie dorobiłam
***
Mam doła z powodu kreacji na ślub który ma być za 3 tygodnie. We wszystkim wyglądam albo jak nadmuchana dziewczyna albo cena odzieży ciążowej jest taka że zaczynam od liczenia zer od tyłu. I niech mi ktoś nie mówi że ciąża jest tania bo od razu mogę rzucić z rękawa co już musialam wymienić w garderobie:
- kurtka przeciwdeszczowa (co prawda w mojej zepsuł się zamek ale do tego nikt nie przewidział że można mieć trochę więcej w pasie niż przewidziane 65 cm)
- biustonosze (no cóż, jak się z miseczki B robi C albo i D to tak jest… jak chodzę w starych to mam wrażenie że jestem armatą i zaraz wybuchnę)
- figi (zastanawiam się nad opcją ucięcia wszystkich gumek – ale jak to się będzie wtedy trzymać bo pasa niet a właściwie jest tyle że większy niż biodra)
- parę bluzeczek na lato (czemu przez lata nosiłam bluzkido pasa i nikt nie powiedział mi dziewczyno szykuj się na ciążę, kupuj tylko szerokie i długie zeby zakryć brzuch? teraz mam wrażenie że jeszcze 2 mce i większość z nich będzie się kończyć pod biustem
- spodnie (przed chwilą dokonałam niezłego zakupu na allegro, ciekawe tylko czy się w nie zmieszczę?)
Tak czy owak mam do wyboru: wyglądać ładnie i być szczuplejszą o jakieś 200 zł (nie wiem jak to będzie z butami bo stopy mi zaczynają puchnąć – Jezu lepiej nie myśleć bo butów na jedno wyjście sobie napewno nie kupię) albo wyglądać jak mamuśka za mniejszą kasę i mieć pewność że sukienkę jeszcze ubiorę po ciąży. No i mam dylemat – dylemat kobiety w ciązy który z pewnością nie będzie rozwiazany

BRRRRR

3 komentarzy

No i przed chwilą wpisałam tak długą notatkę że piersi mi opadły jak się okazalo że się nie zapisała tylko mnie wyrzucilo z bloga. Brrrr!
***
Dzisiaj mieliśmy straszny ubaw z Mateusza. Na dobranockę była bajka o panie Bałaganie który zabiera dzieciom porozrzucane zabawki. No a po bajce kiedy Mateusz miał iść sprzątać znalazło się chyba z 1000 powodów by tego nie robić. Wtedy Maciej w tajemnicy zadzwonił do kolegi który przedstawił się naszemu synkowi jako Pan Balagan. Mateusz po rozmowie tak wysprzątał swoj pokój że aż lśniło. Po wysprzątaniu z pomocą taty zadzwonił do pana Bałagana aby mu powiedzieć że już jest porządek i nie musi przychodzić do niego. Gdy rozmowa się przedsłużała postanowiłam porozmawiać z panem bałaganem i poprosiłam Mateusza o słuchawkę na co usłyszałam:
- Jeszcze nie – i do słuchawki – chcę żebyś poznał mojego dziadka – i Mateusz poleciał do dziadka pokoju i mu wręczył słuchawkę.
My osunęliśmy się po prostu na podłogę ze śmiechu.
***

Ostatnio sporo ludzi naokoło zieje pesymizmem. Wszyscy mówią że nawet jakby się starali to i tak nie mają wpływu na to że świat jest zły i że wiele niekorzystnych i niemiłych rzeczy dzieje się wokoło. No cóż chyba stoję w opozycji w stosunku do nich bo uważam że swoim optymizmem, uśmiechem oraz radością życia można zarażać innych naokoło i powodować że świat staje się choć trochę lepszy. Znam ludzi dobrych i tych którzy uważają się za złych bo w przeszłości zrobili coś naprawdę złego i teraz nie umieją tego wymazać z pamięci i zacząć życie na nowo i wiem że jeśli da się ludziom drugą szansę, nie będzie się ich oceniać przez pryzmat ich wczesniejszych zachowań to jest szansa że się zarażą naszym optymizmem i zmienią się na lepsze.
Coś w tym jest aby nadstawiać drugi policzek jak cię uderzą w pierszy (wersja świecka: nie rób drugiemu co tobie niemiłe).
***
Ostatnio znajomy pastor powiedział mi że jeździ raz w miesiącu do więzienia i uczy więźniów języka angielskiego. Miłe – pomyślałam sobie – poświęca swój czas aby dać drugą szansę innym. Ale na tym koniec, nic więcej nie zrobi przecież. No i co się dowiedziałam? Że jeden z więźniów który się tam mocno udzielał właśnie wychodzi na wolność i pastor zaprosił go na sobotni obiad do swojego domu aby poznał jego rodzinę. WOW – to moja reakcja – ja bym się chyba nie odważyła, chociaz z drugiej strony trzeba brać przykład z ludzi których się podziwia prawda? A ja go podziwiam bo to niesamowity człowiek a jego rodzina po prostu jest suuuuper (jak się ma 10 dzieci to spotkanie rodzinne to już małe wesele).
***
Tak czy owak nadal jestem optymistką i próbuje przekonać o tym mojego kolegę z pracy ktory przy każdej nadarzającej się okazji przypomina mi że należy być podejrzliwym w stosunku do ludzi i nie ufać nikomu. Ale przez takie podejście człowiek staje się zamknięty i smutny a ja taka nie chcę być, wystarczy mi smutku w moim życiu abym sobie jeszcze w ramach masochistycznych praktyk dodawała dodatkową dawkę. PO CO? czy ktoś zna odpowiedź na tak banalne z pozoru pytanie?

No i wcale mi nie przechodzi a juz jest 13 tydzień. Kurcze zaczyna mi to naprawdę dawać w kość ale po piątkowej rozmowe z szefem wiem że muszę chodzić do pracy jeśli chcę do czegoś wracać. No nic, przychodząc do domu mam tak zwaną poobiednią drzemkę aby doprowdzić się do stanu użyteczności.
***
Nie wiem jak to się dzieje ale gdy idziemy na jakąś imprezę i późno wracamy to jakoś się trzymam do wieczora a kiedy nie mam takiej mobilizacji to po pracy muszę się położyć bo bóle brzucha i ogólne osłabienie dają mi w kość.
***
Jestem pod koniec trzeciego miesiąca i właśnie odkryłam że noszenie torebki (noszę w niej dużo rzeczy, scyzoryk już wyciągnęłam bo jest za ciężki) oraz jedzenia na dany dzień (teraz to już nie wystarcza jedna torba) potrafi zmęczyć. Co prawda dzisiaj opakowanie serka Tosca nie miało 100g ale 0,5kg (przy moim spożyciu serka stwierdziłam że będę kupować hurtem) ale nie miałam chyba w torbie więcej niż 2kg. No i przyszłam do pracy normalnie zmachana i wymęczona noszeniem. Zapomniałam doliczyć Kropelki…. to już będzie parę kilo więcej.

No więc odkryłam nową chorobę u mojego Mateusza czyli alergię na paputki.
Objawy – przy prośbie o ubranie paputków są dwie reakcje alergiczne:
- tupanie nogami że Mateusz nie wie gdzie one się znajdują, histeryczny płacz kiedy każemy ich szukać
- kładzenie się w przedpokoju na dywanie i płacz że Mateusz ma złamane nóżki i nie może ubrać paputków (skąd on wziął ten tekst?)
Antidotum:
Chwila samotności w pokoju gdzie młody ćwiczy zaciekle swój już zachrypnięty głosik oraz skakanie na nogach ewentualnie tupanie. Do tego sprawdzanie ile uderzeń w szybę drzwi rodzice wytrzymają.
Rozwiązanie problemu:
- wyjazd do ciepłych krajów gdzie zbędne są paputki
- przyklejenie tychże butów prosto do nogi dziecka
- kupienie stoperów do uszu i spokojne oglądanie telewizji.
Na razie nie mogę się zdecydować na żadną opcję chociaż pierwsza kusi najbardziej.

EPILOG:
Udało mi się kupić paputki na rzepy, to co że mają dwa kwiatki, dobrze że są inne niż te wcześniejsze. Mateusz zaakceptował nowy nabytek ale wczoraj przyszedl z przedszkola z informacją że Martusia mu wmawia że to są paputki dla dziewczynek. Co za tupet!!

Już wiem jak się czuła Pamela kiedy sobie powiększyła piersi!!
Wczoraj wieczorem doszłam do wniosku że ciąża to przygotowanie kobiety do operacji piersi. Jeśli komuś odpowiada noszenie dwóch kamyczków (mnie piersi powiększyły się chyba o dwa numery, czuję się jak napompowana laleczka) to może sobie robić takie zabiegi upiększające. Ja w tym żadnych korzyści nie widzę prócz tego że każdy biustonosz jest za mały i mam ciągle wrażenie że jak sie pochylę to zaraz mi piersi wyskoczą.
***
Dobrze że wczoraj u ginekologa nie było tej niemiłej pani położnej. jak dziś pamiętam jak mi tłumaczyła przy piewszej ciąży że mam hartować sobie piersi do karmienia czyli nacierać je szorstką gąbką i polewać zimną wodą. Gdyby teraz mi coś takiego powiedziała to chyba bym jej odpysknęła. Nie dosyć że mnie bolą te napompowane piersi to jeszcze mam sobie specjalnie dodawać bólu?? Niedoczekanie wasze….
***
Zastanawiam się jaki jest sens w tym aby w już w drugim miesiącu organizm zmieniał wielkość piersi. Rozumiem tuż przed porodem kiedy przygotowuje się do karmienia, kiedy sprawdza czy wszystko jest ok i czy dzidziuś będzie mógł korzystać z dobrodziejstw mleczka mamusi. Nota bene nikt mie nie powie że bezzębny 4 kilogramowy dzidziuś jest przecież taki bezbronny…. Jak Mateusz się dosysał do piersi to normalnie czułam wszystkie połączenia nerwowe, które łączyły pierś, tak jakby chciał z niej wszystko wyssać. Nie mówiąc już o tym jak cudownie mnie załatwił swoją bezzębną buzią co odczuwałam do końca karmienia czyli przez kolejne 11 miesięcy.
***
Patrząc jednak z parspektywy bólu w czasie karmienia i tak wiem że dla mojej Kropelki zrobię to samo mimo że pewnie znowu będę płakać przy karmieniu bo nie mogłam wtedy zagoić piersi (jak dziecko chce pić co 2-3h to nie ma szans aby się rany zagoiły). Oby mi się udało karmic bobaska jak najdłużej bo to takie piękne uczucie (prócz fizycznego bólu którego doświadczałam) kiedy dzidziuś leży ci przy piersi i łapką trzyma za pierś tak jakby chciał powiedziec: To moje!

I znowu po raz kolejny okazuje się że Bóg bardzo dobitnie mi daje znak. Ale może zacznę od samego początku. Dzisiaj miałam lekko rzecz nazwawszy podły nastrój. Nie dosyć że wahania nastroju to jeszcze przeświadczenie że generalnie niczego ze swojego życia nie rozumiem. Wtedy usłyszałam od swojego Przyjaciela że muszę podziękować Bogu za to że jestem, za siebie. Wydało mi się to bardzo dziwne, zawsze dziękuję za innych, za zdarzenia, za dary którymi mnie obdarza ale za siebie? To trochę tak jakbym dziękowała Panu za to że nie jestem taka jak denegeraci i ludzie których potępiam.
Tak czy owak wzięłam sobie to do serca i postanowiłam pogadać o tym z Panem. Idąc do domu wpadłam na pomysł wskoczenia do second handu chociaż wiało tak jakby zaraz miało się rozpadać. Podjęłam jednak decyzję że idę pomimo możliwości zlania w drodze powrotnej. Przypomniałam sobie co prawda że w portmonetce mam aż 2 zł i nic więcej ale coś powodowało że ani brak kasy ani wiatr i zimno mnei nie przeraziły.
No i dotarłam na miejsce, przejrzałam wszystko i na sam koniec sprawdziłam czapki z daszkiem. No i znalazlam śliczne brązowe rękawiczki, co prawda najpierw jedną ale potem po dokładnym przeszukaniu kosza znalazła się i druga.
Pełna wątpliwości co do ceny podeszłam do wagi i co wyskoczyło: 1,50 zł!! Uradowana zapłaciłam niebotyczną cenę (jakby na to nie spojrzeć było to 75% moich wszystkich pieniędzy, przy takim przeliczeniu może się wydawać że rękawiczki kosztowały dużo więcej).
Potem biegiem do autobusu na który bylam już spóźniona 2 min ale i autobus się spóźnił chociaż musiałam go gonić (dzięki Kropelko że się nie zbuntowałaś) no i na koniec przyjeżdżam do domu, otwieram szafę i wyciągam szalik upolowany w zeszłym tygodniu.
Chwila zastanowienia i bystrego oka oraz sprawdzenie metek i BINGO – to jest komplet. No i jak tu wierzyć w przypadki?
Bóg dał mi jasny sygnał że moja rozmowa z Nim została wysłuchana. Wróciła mi radość życia, czarne chmury mojego nastroju poszly precz (dodam tylko że również na dworze od razu zrobiło się przyjemnie i nie ma już wiatru, deszcz poszedł sobie do domciu). Chyba muszę obgadać jeszcze parę spraw z Najwyższym bo widzę że on tylko na to czeka.

USG

1 komentarz

Oto i moja Kropelka.


http://www.labfoto.pl/dyna/imgp.mhtml?id=1193189;gid=17930

Dzisiaj byłam u lekarza i pan doktor powiedział że jak na 12 tydzień (gdzieś mi uciekł jeden tydzień bo mi z wyliczeń wychodziło że 11) to moja kruszynka jest bardzo ruchliwa. I rzeczywiście jak patrzyłam na ekran to aż dziwiłam się że można tyle rzeczy robić na raz. Maluszek pływając sobie wierzchał i nogami i rękami a do tego jeszcze robił piruety. Dobrze że jest na razie malutki to nie czuję tego szalonego aerobicu w moim brzuchu ale coś zdaje mi się że kroi się następny bardzo ruchliwy dzieciak. Mateusz tez nie umiał usiedziec 5 minut bez ruchu, ciągle się wiercił i był bardzo ruchliwy. Czyżby powtórka z rozrywki?
***
Wyniki krwii i moczu wyszły OK. Co prawda mam odczyn kwaśny ale nie dziwię się zupełnie przy mojej diecie gdzie kwaśne i ostre potrawy są na porządku dziennym. Do tego zaczęły mi smakować posolone pomidory więc nadrabiam wszelkie solne zaległości – nie za zdrowo ale co ja na to teraz poradzę?
Pan doktor mówił abym przyprowadziła męża i dziecko następnym razem to pokaże wszystkim maluszka na USG – miły człowiek prawda?
***
Znowu zaczęłam mieć bóle brzucha po zjedzeniu obiadu. Sama już nie wiem czy po prostu późne jedzenie bo po 17:00 nie wpływa tak tragicznie na mój żołądek bo jak kupie sobie w pracy obiad to nie mam takich problemów.

No i przekroczyłam magiczną cyfrę 30 lat. Nie czuję się specjalnie inaczej, napewno jestem bardziej dojrzała niż w zeszłym roku bo ostatni czas wiele w moim życiu zmienił.
Z prezentów niefizycznych (w sumie to nawet takich nie było….) to dostałam dwie miłe a nawet rzekłabym że przemiłe chwile. Jedną od brata Tadeusza który po raz pierwszy do mnie zadzwonił właśnie w moje urodziny domyślając się mojego marzenia (gratuluję) a drugi od przyjaciółki którą wczoraj odwiedziliśmy całą rodziną i która pamiętała o moim święcie. Obie chwile równie miłe i równie przyjemne, nie ma zwycięzcy bo ogłaszam REMIS.
***
Mój mały diabełek przez weekend pokazał swoje różki. Nie dosyć że nie słucha nas to jeszcze od razu krzyczy jak mu kazę ubrać paputki (wygląda na to że jest to dla niego najgorsza kara ze wszystkich możliwych). Przeprowadziłam z nim rozmowę i potem już pamiętał że nie ma krzyczenia jak mu się coś nie podoba, bo inaczej będą kary za nieposłuszeństwo. Ciekawe jak długo będzie o tym pamiętał?
***
Maciek jest chyba trochę zazdrosny o książki które dostałam od brata Tadeusza. Sam nie przeczyta i ocenia po okładce (??) bo nie wiem po czym innym. Myślę że zazdrosny jest o tą więź jaką mam z bratem, bo jest ona specjalna i dość głęboka. Może chciałby abym z nim też miała taką więź, jednak jest to niemożliwe bo brata traktuję jak powiernika a z mężem na pewne tematy związane z wiarą, sumieniem czy grzechem nie porozmawiam nigdy.
***
Mama do mnie wczoraj rano zadzwoniła i powiedziała mi najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek słyszałam: że od 9 myśli sobie że w ciągu ostatnich 30 lat nie spotkała ją piękniejsza rzecz niż urodzenie mnie. Tak mnie przytkało i tak mi ścisnęło gardło że nie umiałam wykrztusić niczego sensownego. Najpiękniejsze życzenia jakie kiedykolwiek dostałam.
Co prawda Brat Tadeusz też mi życzył łaski Bożej przypominając o tym że moje imię czyli Anna znaczy Łaska.
***
Chyba jestem wielką szczęściarą prawda?


  • RSS