anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2006

Wczoraj w ramach „nie ma nic innego to trudno” włączyłam mecz i chwilę go oglądałam. Zamiast spokojnie delektować się tym że 20 przystojnych facetów biega w krótkich spodenkach po murawie musiałam co chwilę zmieniać położenie bo Kropelka wyjątkowo się wierciła. Maciej oczywiście nie wierzy że 17tygodniowe dziecko może mi już włazić na pęcherz i chociaż 5 min temu byłam w toalecie jak maluszek mnie kopnie albo nadepnie to po prostu mam wrażenie że nie byłam w tym przybytku conajmniej 2 dni. Tak czy owak mam teorię na temat tego dlaczego Kropelka była taka ruchliwa wczoraj:
- albo uważała że mecz jest najgłupszą rzeczą którą można oglądać wieczorem (miałam jeszcze do wyboru Forum ale chyba bym musiała naprawdę na głowę upaść aby to włączać)
- albo uważała że Japończycy (ale przystojniaki… kurcze wymiękałam) po prostu zapomnieli po co przyszli na murawę
- albo po prostu chciała już wyjść.
Opcja trzecia wydaje się najbardziej prawdopodobna. Maluszek ciągle schodzi mi dośc nisko i jak tak dobrz pójdzie to za parę tygodni naprawdę sobie przekopie tunel. Niby dziecko takie małe ale jak tak będzie dalej to skończy się na jakiś plastrach na brzuchu żeby zakryć siniaki. I jak ja się wytłumaczę ludziom że cała posiniaczona a mąż mnie nie bije? Nikt mi nie uwierzy.

Oj długo długo. A to dlatego że zeszły tydzień był naprawdę na wariackich papierach bo i długi weekend przed nami i poważny wyjazd na ślub kuzyna, przygotowania do wesela, zakup prezentu i wiele wiele innych spraw. Ogólnie rzecz biorąc czuję się dobrze, mogłam sobie pozwolić nawet na jakieś małe szaleństwo typu bycie na weselu do 11 – dłużej nie byłam w stanie wytrzymać.
***
Dla wszystkich tych którzy nie utrzymują kontaktów z rodziną (kuzyni, wujkowie, ciocie) przekazuję ten komunikat: Rodzina to jest to!. Byłam wprost zachwycona faktem że mogę spotkać się z całą rodzinką od strony mamy bo przyjechali naprawdę wszyscy co do jednej osoby. Po pierwsze bardzo ich lubię, po drgie atmosfera jest wtedy naprawdę niesamowita – ciekawe poczucie humoru ma moja rodzinka a po trzecie po prostu było extra. Wiem że to dziwne gdy ktoś mówi że lubi zjazdy rodzinne ale w naszym przypadku nie jest to siedzenie przy stole i jedzenie. Bardzo żałuję że nie ma już corocznych zjazdów na Zielno do Babci ale jest to naprawdę trudne do zrobienia (my mamy ponad 500 km do babci). Kiedyś gdy cała rodzina przyjeżdżała, dom tętnił życiem, czuło się miłość i więzy rodzinne, coś czego wiele osób niestety nie doświadcza.

Bieżnia

3 komentarzy

Dzisiaj wyjątkowo czuję się jak bieżnia. Dlaczego spytacie? Bo Kropelka usilnie kopie mnie w lewy dolny róg brzucha (o ile brzuch moze mieć rogi oczywiście). Tak czy owak albo uprawia biegi na bieźni albo doszła do wniosku że tam jest droga nazewnątrz i kopie tunel. Wróciłam własnie z toalety (no cóż… ten temat zaczyna pojawiać się coraz częściej, odchodzi problem mdłości bo nie są już takie tragiczne ale za to toaleta….jejku) a jak moja Kropelka zaczyna wiercić się w tamtej okolicy to mam wrażenie że nie byłam w ustronnym miejscu conajmniej pół dnia. Tak łatwo jest oszukać mózg który wie że przed chwilą przecież był w ubikacji. Tak czy owak to dopiero początek 16 tygodnia a ja juz zastanawiam się jak to będzie wyglądać za parę miesięcy: zostanę wielką piłką do kopania czy też będę miała odbite wszystkie organy wewnętrzne?
Kropelka rzeczywiście jest ruchliwa,oooo znowu ją czuję. Co za wiercipięta, nie mogłaby iść spać co? 15 tygodni a już ma taki temperament?? Gospodi Pomiluj!

Oglądam sobie telewizję no i nic dziwnego by w tym nie było bo film ciekawy – czekał prawie miesiąc od momentu gdy go nagrałam – gdyby nie fakt że po raz pierwszy poczułam swojego bobaska. Śmieszne uczucie, mam wrażenie że ktoś mi chodzi w środku, delikatnie puka w brzuszek i czeka aż mu odpowiem. Nie mogę się doczekać momentu kiedy bedzie to czuć pod ręką a dzidziuś w 15 tygodniu ma już około 10 cm więc nie jest najmniejszy prawda?

Niniejszym oświadczam – Kropelko, otrzymałam sygnał i czekam czekam i jeszcze raz czekam na ciebie.
***
Właśnie przeczytałam że maluszek w tym wieku może mieć już 90gr i może już nauczyc ssać kciuk. Jestem pod wrażeniem tego co mój maluszek już może umieć. Byle tak dalej mój malutki geniuszu!!
***
W ramach urozmaicenia choroby czyli szkarlatyny kupiłam Mateuszowi 5 dużych dinozaurów. Co prawda miał być smok ale w zastępstwie dinozaury mogą go udawać. Przy takiej ilości oczywiście teraz ja muszę udawać Recynarza (czyt rycerza) co powoduje że nigdy ale to nigdy nie mam szans na jakąkolwiek wygraną gdy wszystkie się na mnie rzucają. No cóż, awansowałam, ze smoka zostałam Recynarzem tylko szkoda że zawsze jestem na przegranej pozycji.
***
Zapomniałam dodać że ostatnio częściej bywam w toalecie. Niby to dopiero 15 tydzien a ja już znam rozkład wszystkich pobliskich kawiarnii i nie mam już żadnych oporów aby w demonstracyjny sposób wejść i spytać się czy mogę prosić o klucz do toalety mimo napisu że mogą z niej korzystać tylko klienci. Zbankrutowałabym gdybym chciała wszędzie kupować picie (bez sensu, przecież po niej latam cześciej) a po słodyczach bym nie weszła w drzwi. Suuper perspektywa prawda?
W piątek w pracy nie było w pracy wody, mimo usilnych prób trzymania się z daleka od wody nie udawało mi się utrzymac z dala od toalety i kolega śmiał się że co 20 min kursuję. Dobrze że nie muszę odbijać karty bo okazałoby się że połowę swojego czasu przeznaczam na wycieczki krajznawcze w ustronne miejsca. oooo znowu czuję powołanie. No nic, wytrzymam jeszcze 5 min i potem będę pędem leciała czując się jakbym wypiła conajmniej 2l wody. A ja wcale dużo więcej nie piję…ok 2l dzienie to nie przesada prawda? Zaczynam odczuwać toaletowy raj kobiet, po urodzeniu będzie weselej, nauka latania a’la Małysz przez pierwszy tydzień – już nie mogę się doczekać tej chwili…

No i wczoraj wydawało mi się że będzie bardzo miły dzień, miałam sobie w końcu kupić coś na ten XXXXX ślub (po trzech tygodniach ciągłego przymierzania mam już dosyć nawet tego wyjazdu który jest za tydzień), do tego fryzjer i spotkanie z koleżanką z którą nie widziałam się prawie od roku.
Zaczęło się naprawdę fajowo, kupiłam sobie śliczną bluzkę, czarna z cekinami i srebrną nitką, na udzie wyszyta srebrna róża, na ramiączkach – MioDZio. Co prawda cena była o dwa razy wyższa od tego co założyłam ale panie w sklepie narawdę się zachwycały mną i twierdziły że wogóle nie widać że jestem w ciąży więc się dałam skusić. A niech tam!

Potem był fryzjer. Co prawda miał włączony jakiś sportowy kanał i przy każdej prawdopodobnej akcji przy bramce (mecz piłki nożnej) aż nożyczki mu zastygały w locie a ja wstrzymywałam oddech żeby ujść z życiem bo co by było gdyby okazało się że to nam Polakom wbito gola? Ostatecznie nie straciłam uszu (trochę pokłute) i mam nadal parę oczu więc chyba źle nie jest.

W międzyczasie zadzwonił Maciej że Mateo znowu ma gorączkę i ma czerwone policzki. Nie umierał jednak więc spotkałam się przez godzinkę z koleżanką i wróciłam szczęśliwa że mogłam się choc na chwilę wyrwać z domu. No i co zastałam? Obrażonego męża że mnie nie ma tyle w domu, dowiedziałam się że moja fryzuja znowu jest niesymetryczna i mu się nie podoba i a na bluzke nawet nie spojrzał. Zepsuty wieczór na maxa.

Na dodatek dzisiaj Maciej pojechał z Mateuszem do lekarza bo dostał wysypki i okazało się że ….. znowu mamy SZKARALATYNĘw domu. Cisną mi się na usta bardzo niecenzuralne słowa bo czemu akurat mój maluszek przechodzi to drugi raz jeśli większość dzieci nie załapała się nawet na jeden raz? No i jak tu nie wierzyć że nieszczęścia chodzą parami?

Nasz przyszłotygodniowy wyjazd na ślub kuzyna stoi pod znakiem zapytania bo nie wiadomo jak Mateo zareaguje na antybiotyk (ostatnio to przewracał się pod wpływem wiatru prawie przez cały tygdzień). A ja kupiłam taką drogą bluzkę – do diaska!

No nic, staram się jakoś pogodnie podchodzić do problemu ale Scarlet Fever napawa mnie strachem bo co druga koleżanka pyta się mnie na gg czy jest to dla mnie groźne? Kobitki!!! nie straszcie mnie, mam się z domu wyprowadzić? Zresztą Mateusz zaraża już od paru dni i jeśli miało tak być to pewnie już jestem trędowata. Wierzę jednak w ochronę Pana i w to że nie skrzywdzi nas (zaczyna mnie swędzieć skóra na brzuchu, z ciąży czy ze szkarlatyny??)

Kolega z pracy śmieje się że jak dzwonię do jakiejś firmy (a pracę mam taką że kontaktuję się z wieloma osobami) to na wyświetlaczu pojawia się:
„Ona jest wolna, można się z nią umówić na kawę” bo ciągle dostaję jakieś propozycje kawy a wczoraj nawet i szampana. Dzisiaj dorobiłam się kontaktu do dobrego prawnika w Anglii (chce ktoś może) nie mówiąc już o prywatnych detektywach również w Anglii. Jak będę tam miała problemy to wiem do kogo się zgłosić prawda?

Chyba przed swoim nazwiskiem w mailach powinnam pisać – ona jest w ciąży z drugim dzieckiem!

Ale powiem wam szczerze że jest mi miło kiedy rozmawiam z kimś na temat typowo związany z moją pracą czyli o jakimś ładunku a potem dostaję na koniec informację że bardzo miło się rozmawiało i gdybym gdzieś tam była w okolicy to zaproszenie czeka i jest co jakiś czas ponawiane. Tak czy owak fajnie pracuje się z facetami prawda? Jutro mam odbierać Anglików z lotniska, ciekawe jak zareagują na mój wygląd bo w rozmowie byli przemili i już wiem prawie wszystko o dzieciństwie tego Anglika który mieszkał koło polskiej rodziny na północy Anglii. Chyba powinnam sobie spisywać te opowieści bo niesamowite jest to co ludzie obcy mi mówią przez telefon jak się dobrze nawiąże rozmowę.

Właśnie przed chwilą koleżanka powiedziała mi że…. UWAGA…
Mam ZALOTNY GŁOS
Do tego jeszcze kolega z pracy powiedział że mój sposób prowadzenia rozmowy powoduje że mało który facet jest na to odporny i w większości przypadków przeskakują nagle z rozmowy o sprzedaży rur na propozycję kawki.
Ale ten zalotny głos to mi się podoba….dzięki Martuś

Udało nam się Mateusza jakoś zwieść na Dzień Dziacka że nie kupujemy żadnej zabawki ale parę dni potem pojawiła się kolejna okazja – czwarte urodziny. Co prawda są dopiero jutro ale w sobotę objechaliśmy wszystkie sklepy z zabawkami żeby kupic coś wartościowego a nie głupotkę. Wiem że Mateo ostatnio choruje na rycerzy (w jego języku to Recynarz) więc wymyśliłam jakiś zamek, niestety cena takiego zestawu wbiła mnie w parkiet więc wystarczyło tylko na jednego wojownika. No i rzeczywiście bardzo mu się ten rycerz spodobał (polecam, Mega Bloks, cena jednego to około 30zł), rusza nogami ,rękami, ma opuszczany hełm no i świecący miecz (dziś już wyczerpała się bateria). No i co z tego że jest rycerz jeśli nie ma SMOKA? No i Mama musiała to udawać smoka to w końcu przekonała synka ze pluszowy osiołek tez może być niesamowicie groźnym smokiem. W ten sposób nie jestem za mocno podźgana tym mieczem a biedny osiołek pewnie przeklina dzień w którym został prezentem mojego synka. Nietesty statyczny smok jest do niczego więc muszę podkładać głos, animować zabawkę no i do tego rzucać się na krowy które pasą się na pobliskiej łące. Pełen etat jak nic!


  • RSS