anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

Jeśli tak ma wygladać koniec upałów to ja proszę o rezerwację do Finlandii!
Niby trąbią że mają przyjść zimne dni a dzisiaj co prawda słóńca nie ma ale itak jest potwornie gorąco. Albo to mnie się już tylko zdaje. Może słońce za mocno mi przypiekło na głowę?
***
Kropelka zrobiła się tak ruchliwa że czasami kopnie mnie i nie zegnie nogi a z brzucha mi się robi stożek. Śmiesznie to wygląda, na razie miałam tak raz ale ten maluch jest uparty i wcale nie chce zmienić położenia mimo że z pewnością jest niezbyt wygodne. Ale najważniejsze jst WŁASNE ZDANIE PRAWDA?
***
Mateusz ostatnio nie da sobie powiedzieć niczego. Od razu histeryzuje, tupie nogami lub pięściami o stół. Jeśli mu to nie przejdzie to zapowiadam ciężkie kary w postaci nie czytania bajek wieczorem. Będzie ciężka przeprawa ale ja też mam dosyć tego ryku.
***
Wczoraj wyciągnęłam swój skarb – kamień który wygląda trochę jak wielki ząb dinozaura. Dostałam go od taty jak byłam mała i teraz mój maluch dostał go ode mnie. Z racji zainteresowania dinozaurami kamień został od razu zidentyfikowany jako ząb tyranozaura (nawet pasuje wielkością do tego co jest narysowane w naszym najnowszym hicie książkowym) i w nocy Mateo już spał z nim.
***
Drugą obsesją mojego dziecka jest bycie Kapitanem. Od momentu jak kupiliśmy mu kapitańską czapkę chodzi w niej cały czas niezależnie od tego czy jest w domu 35 czy 5 stopni. Na nasze prośby o ściągnięcie czapki bo mu się pot leje po oczach reaguje totalną histerią więc co zrobić? Jak ją wyprałam w piątek to całą sobotę ryczał o czapkę aż w końcu (dzięki Bogu) wyschnęła bo moje nerwy były już na wyczerpaniu. Wczoraj poinformował nas że musi ubrać czerwoną bluzę z długim rękawem bo tak chodzą Kapitani. No i co z tego że było 31 stopni? To nie zmienia faktu że chodził pół dnia w bluzie. To się nazywa MIEĆ WŁASNE ZDANIE.
***
Wniosek: moje dzieci mają własne zdanie niezaleźnie od tego ile ich ono kosztuje. Jak tak dalej pójdzie to będziemy mieć ciężki żywot rodziców

Jeśli w ciągu najbliższych paru dni nic się nie zmieni to ja się wyprowadzam do Skandynawii. Idzie się wściec z tymi temperaturami – czemu ja jestem taka monotematyczna?
***
Wczoraj mój maluch zgubił zakrętkę do mazaków. To nie takie zwykłe mazaki ale takie które zchodzą z ubrań więc są dość drogie. Oczywiście zawsze go uczulamy że o pewne rzeczy musi dbać i nie ma na to bata. No i stalo się. Zakrętka wywędrowała chyba na nogach (taka była oficjalna wersja mojego synka) bo cały wieczór jej szukaliśmy. Niestety w momencie gdy się nie odnalazła podjęliśmy kroki ostateczne czyli Mateusz dostał karę za rozrzucanie swoich rzeczy. Najgrosza rzecz jaką mu rodzice mogli zafundować to nieczytanie bajki wieczorem. Dostał takiej histerii że mu zagroziłam że jak się nie uspokoi to jutro będzie miał kolejną karę. To jakoś podziałało i Mateusz padnięty zasnął na swoim łóżku ale dzisiaj o 7 juz byl na nogach.

Powoli zastanawiam się co zrobić ze sobą w te upały. Nie zapowiada się że się coś zmieni przez następne dni a ja nie wiem już w co się ubierać aby było przewiewnie. W tramwajach jest tak gorąco że jak wysiadam po takiej przejażdżce to normalnie pot cieknie mi po nogach. Dobrze że chociaż tylko po nogach a nie w innych miejscach które są bardziej widoczne. Tak czy owak nie jest to przyjemne i ciężko jest się do tego przyzwyczaić. Wracam do domu i mam ochotę wszystko rzucić w kąt i paść na wyrko pod wiatrakiem. Pytanie czemu tego zrobić nie mogę? Ano Mateo dziś bawil się ze mną w Mrówkę Śmieszkę i jak się położył na mnie (dodam że byl nagutki bo majteczek nie liczę) to czułam że się rozpływam…aż ciężko się było odkleić.
***
W zeszłym tygodniu na firmowej imprezie u Macieja było jakieś lokalne piwo z browaru. Trochę tego nabraliśmy i teraz jak wracam do domu to sobie wypiję dwa lub trzy łyczki tego zimnego trunku. W sobotę kupiłam kwas chlebowy ale wtrąbiłam go szybciej niż kupiłam więc chyba poszłabym z torbami gdybym chciała się tym opijać.Kwas chlebowy to jest to!
***
Kropelka wierci się jak oszalała późnym wieczorem – po 23. Chyba rannym ptaszkiem nie będzie bo na razie uwielbia wieczorne zabawy w brzuszku. Szkoda że nie bierze pod uwagę faktu że ja o tej porze jestem już nie do życia.
***
Udało mi się dzisiaj wypatrzyć śliczną sukienkę Mothercare z jeansu. Taką długą z dwoma rozporkami po bokach i ładnie podkreślającą brzuszek. Kupiłam ją chyba tylko z tego powodu że to jest rozmiar S a ja się w niego jeszcze mieszczę i od razu się podbudowałam że nie jestem taka gruba. Ciężko mi się żyje z faktem jak moje ciało zmienia się pod wpływem ciąży, czemu musi mi się odkladać tłuszczyk zamiast wszystko iść w brzuszek i dzidziusia? Przeraża mnie fakt ile będę musiała wysilku włożyć w zrzucenie tych nastu kilogramów które mi zostaną po ciąży. To nie jest sprawiedliwe, nie dosyć że całe życie walczę z nadwagą to jeszcze po ciąży tyle mi zostaje. Dla zainteresowanych dodam że odchudzałam się już parę razy, raz 10kg, potem znowu 10 kg potem +20 w ciąży i kolejne zrzucanie do normalnej wagi. Mój organizm nie może już znieść tych wszelkich wyzwań które stawiam przed nim.
***
Ostatnio wraca mi apetety na slodkie. Drożdźówka z serem jest najlepszą rzeczą na świecie ale staram się ją dawkować tylko jak dużo chodzę (np wypad na miasto bo wtedy spalę te kalorie) albo nie częściej niż raz na tydzień. Gdybym się nie hamowała to pewnie jadłabym ją codziennie bo tak mnie kręci. A tu ciągle sobie człowieku odmawiaj. W połogu jak będę karmić to przynajmniej będę miala powód do tego żeby nie jeść żadnych ale to żadnych słodyczy, czekolad i innych pustych kalorii. To są akurat produkty które maluszki nie lubią w swoim mleku i nawet dobrze bo dzięki temu mam pretekst do odmawiania sobie wszelkich przyjemności.

Bezapelacyjnie nr jeden to…

…..
……
warzywniak przy pętli junikowskiej. Spytacie dlaczego? bo jest w nim….KLIMATYZACJA.
Jak tam wchodzę to po prostu szok terminczny. Dwie minuty dopasowywania się do temperatury 18-20 stopni a potem poooowolne kupowanie owoców które są pyszne i drogie-niestety

Nr dwa to…

….
…..
kaźdy napotkany rzeźnik. Od razu odpowiadam że u rzeźnika napewno (!!!) jest klimatyzacja bo inaczej miałby problem z temperaturą mięska.

Nr trzy to…

….
…..
sklep second hand przy Arenie. Dlaczego? bo można się tam napić wody mineralnej. Co prawda ostatnio byly małe problemy bo jak była woda to nie było kubeczków ale mnie to nie przeszkadza. Podchodzę do pani, robię maślane oczka i pytam czy nie ma jakiś kubeczków udająć głupią. W minutę dostaję piękny umyty kubeczek do którego nalewam sobie fantastycznie zimnej wody mineralnej.

Chyba mój ranking nikogo nie zaskoczył bo przez te upały robię się monotematyczna. Chyba przedawkowałam już tę pogodę.
***
Jutro Marta chce mnie wyciągnąć nad wodę. Widząc swoją reakcję na dzisiejsze temperatury (od 14-16 miałam wycięty czas z życiorysu, leżalam i odpływałam w tym upale) już boję się myśleć co będzie jutro.

Upały

2 komentarzy

No i dzisiaj wbiłam się w moją jedyną sukienkę która jeszcze na mnie pasuje. Co prawda opina mnie niemiłosiernie ale czego się nie robi dla upałów prawda? Wczorajszy dzień był tragiczny, po prostu spływałam potem a tankowałam wodę mineralną jak najęta. Dobrze że dzisiaj niebo zachmurzone chociaż temperatury spadły do jakiś 25-27 stopni a nie do 18 jak by się mi marzyło.
***
Od jutra zaczynam swój samotny weekend. Nie żebym się smuciła z tego powodu, o nie… Maciej bierze Mateusza na kajaki, jedzie z 6 ojcami którzy też biorą swoich chłopaków. Ja mam wolne na ten okres, umowiłam się z Renią na sobotę a w niedzielę ma przyjechać do mnie Marta i może wybierzemy się nad jeziorko. Napewno wyskoczę jeszcze do sklepu second hand bo to jedna z nielicznych okazji żeby spokojnie w niedzielę przejrzeć trochę rzeczy. Już nie mogę się doczekać jak wyjadą. Ale jestem wyrodna matka, nie mogę się doczekać wyjazdu synka z mężem… :D
***
Na owoce tracę po prostu fortunę, nic nie schodzi niżej niż 5-6 zł a ja jednak dużo owoców jem. Staram się pilnować żeby nie objadać się pustymi kaloriami więc wcinam owoce a i tak waga idzie do góry – już 8kg do przodu a to dopiero 21 tydzień ciąży. No widać od powietrza i wody mineralnej tez można przytyć. Tak czy owak wczoraj kupiłam sobie 0,5kg wiśni ale pod koniec jedzenia tej porcji (na dwa razy) już spuchłam bo były strasznie kwaśne. Dzisiaj skusiłam się tylk ona 0,3kg bo wczorajszy dzień dał mi popalić. czekam z niecierpliwością aż śliwki stanieją bo na razie są na poziomie 6zł i mocno nadwyrężają mój budżet domowy. Pieniądze rozchodzą mi się w straszliwym tempie i nie wiem gdzie je zostawiam (większość w sklepie warzywnym niestety).

Upały

1 komentarz

Kurcze blade… nie można być w ciąży jak jest tak gorąco. Jak wsiadam do tramwaju to mam wrażenie że ten upał lejący się prosto z wagonu zabije mnie w ciągu 5 sekund. Wczoraj ledwie dowlokłam się do domu mając nadzieję że nie padnę przed ostatnim zakrętem – niestety żeby od tramwaju dojść do domu mam do pokonania około kilometra. Nawet kropelka czuje się nijako bo wierzga mi że jej się nie podoba gdy jest tak gorąco. Najgorzej jest wieczorem kiedy na dworze jest już chłodno a dom nagrzany od całodniowego upału nie moze się wychłodzić. Najchętniej ubrałabym się w strój kąpielowy albo wogóle bez niczego i tak bym sobie chodziła po domu.
***
Wróciłam do pracy po 10 dniach zwolnienia lekarskiego. Moje oko nabrało już normalnych kolorów więc mogę się pokazywać na ulicy bez okularów słonecznych które i tak nie za dużo zasłaniały. W sumie to nie trafił mi się najlepszy okres bo upał jest okropny i nawet w chłodnym biurze (no powiedzmy że chłodnym) jest tak gorąco że idzie się podłamać. Wczoraj jak przyszłam z pracy to po prostu położyłam się i przez godzinę byłam nie do życia. Dobrze że Mateusz to zrozumiał bo też mu dokuczał ukrop i nie bardzo się garnął żeby mnie ściągać z łóżka.
***
Wczoraj Mateusz w ramach ulżenia sobie w czasie upałów postanowił sam się obciąć. Wyciął sobie piękny placek na górze głowy i dzisiaj ma iść z opiekunką do koleżanki na generalne cięcie włosów. Wyglądało to po prostu śmiesznie ale chłopak dzielnie bronił swojej decyzji że chciał sobie po prostu skrócić włosy – żeby jeszcze miał takie długie….
***
Mateusz ostatnio ma bardzo zajęte weekendy. Ostatni weekend to dwudniowy festyn w związku z 10leciem firmy mojego męża. Był nawet magik i mateuszowi udało się czarować. Był taki przejęty i naprawdę wierzył że zaczarował ten parasol. Oczywiście nie chciał powiedzieć jakie magiczne zaklęcie powiedział (no jednej koleżance powiedział na uszko ale to była tajemnica). Następnego dnia był wyjazd do muzeum etnograficznego i tam pełno takich uciech jak bryczka czy kucyk a dodatkowo dużo dzieci więc wybawił się tak że już sam mówił że jest zmęczony. We wtorek mąż wziął go na wycieczkę (jednodniową) nad morze z Amerykanami. Już po jednym dniu mój maluszek twiedzi ze rozumie bajki po angielsku (czasem mu takie włączamy, niech się osłuchuje) a jak mi czytał coś z książeczki to z fajnym akcentem próbując naśladować wymowę amerykańską.
W sobotę Maciej bierze Mateusza i z gromadką ojców z synami jadą na dwa dni na kajaki. Mam nadzieję ze pogoda dopisze bo ja już mam rozplanowane dwa spotkania z przyjaciółką i koleżanką no i może jakiś wypad do sklepu??
***
Jest dobrze!! Byle trochę upały zelżały bo jak tak będzie dalej to ja składam oficjalny protest.
***
Za kilkanaście minut moja mama z bratem przekracza granicę ukraińską bo jadą do Żytomierza. Jestem z nimi sercem i duchem bo to magiczne dla mnie miejsce. czuję że tam zostało moje serce i tam są moje rodzinne strony chociaż tam się nie urodziłam.
***
Wrociłam do domu i przeżyłam szok termiczny. Siedzę sobie przed komputerem, godzina 19 a w domu mam 33,5 stopnia ciepła! To tak jakbym była teraz na Saharze. Znowu Mateo nie będzie mógł usnąć bo jest tak gorąco. Suuuper perspektywa na wieczór.

Czy ktoś z was czytał tą książkę w dzieciństwie? jeśli nie to macie trochę czasu na nadrobienie zaległości bo jest to piękna historia o rodzinie która zostala z powodu wojny rozdzielona. Tak piękna że trudno się od niej oderwać i tak czarodziejska że pobudza wyobraźnię dziecka do granic możliwości.
Własnie przed chwilą skończyłam oglądać film „Five children and IT” na podstawie tej książki. Niestety mam go tylko w wersji angielskiej co powoduje że nie wszystkie dialogi są dla mnie zrozumiałe. Ale nie o to chodzi, film jest świetnie zrobiony, oddaje urok książki co nieczęsto się zdarza no i pobudza nasze emocje. Mogę tylko dodać że poryczałam się chyba 3x w ciągu filmu bo naprawdę momenty były wzruszające. POLECAM.
***
Piękny siniak na całe oko powoli blednie i dzięki Bogu bo wyglądałam tak jakby mi ktoś przyłożył pięścią. W sobotę jest impreza u mojego męża w pracy i oczywiście idziemy – ja z pięknym siniakiem na pół czoła i podbitym okiem oraz rozwalonym ramieniem (już zaczyna mi odpadać strupek ale za to wcale lepiej to nie wygląda). Będę musiała każdemu tłumaczyć co się stało, a może po prostu wymaluję się na fioletowo i jak drugie oko przybierze podobne barwy to nie będzie się to tak rzucać w oczy? muszę poćwiczyć przed wyjściem….
***
Kropelka oczywiście kopie jak najęta. Teraz czuję ją już pod ręką tyle że maluszek jest wyjątkowo nieprzewidywalny i nie mogę dać poczuć jego ruchy Mateuszkowi lub Maciejowi. Chyba muszę jeszcze poczekać parę tygodni….
***
Mateo uwielbia bajkę „Rodzina Pytalskich”. Wczoraj tłumaczyl babci jak działa ucho, dobrze że wiedzialam o czym mówi bo babcia napewno nie zalapała tekstów typu: mózg przesyła informacje do bębenka, kowadełko, strzemiączko i coś tam… teksty w tym stylu mnie po prostu rozwalają. Dzieciak łapie wszystko i dobrze że woli takie bajki niż jakieś beznadziejne typu „goń, walnij i uciekaj”

Jeśli ktoś szuka darmowego kurortu (z góry zaznaczam że karmią podle i przesalają) to mogę dać namiary, zresztą są bardzo łatwe: szpital miejski w Gdyni. Spędziłam tam pełną dobę i musiałam na własne żądanie się wypisać bo nie chcieli mnie wypuścić. A ja to się stało? Otóż mój maluszek Mateo zaaferowany faktem że już wpuszczają na statek (Błyskawica) tak biegał i skakal koło mnie jak szliśmy (b. szybko) że podłożył mi haka. Skutek? Piękny szczupak na beton na prawy bok.
Rezultat: największe obrażenia to ramię (mocno zdrata skóra oraz piękny siniak), piękny siniak na całą skroń (a jak zaczął puchnąć po 2h od wypadku? nigdy czegośtakiego nie widziałam, to dzięki temu znalazłam się w szpitalu bo zaczęłam wyglądać jak Frainkenstein), całe oko zsiniałe (nawet białe cienie nie pomogły, co chwilę mnie się dzisiaj pytano gdzie tak się załatwiłam) no i trochę odrapane ręce.
Stan rzeczy nabytych: porysowany zegarek i wygięte okulary. Dzięki Bogu że nic się nie zniszczyło.
Tak czy owak w szpitalu od razu na ginekologię, badania na prawo i lewo, RTG czaszki (założyli mi 4 kaftany, razem jakieś 4x10kg, nie mogłam z tym się ruszać), podpisywanie setek dokumentów że jestem świadoma że jestem w ciąży itd. W międzyczasie sprawdzanie temperatury, 2x pobieranie krwii (bo zapomnieli jednego badania) i budzenie o nieludzkiej 5:45 żeby wymyć salę. Jedzenie tragiczne, trąbią na prawo i lewo że kobieta w ciąży ma zwiększony pobór kalorii a my dostawałyśmy rano 2 kanapeczki + dwa jajka, obiad totalnie niezjadliwy (tylko dało się przełknąć ziemniaki, reszta wylądowała w koszu) a na kolację o 5 dwie skibki + miód. Przy takim jedzeniu sklepik na dole robi furorę ale nie w weekendy bo akurat trafiła mi się sobota. Niedużo brakowało a chodziłabym po ścianach z głodu bo przecież 5 posiłków dziennie itd, dobrze że nie bylam na początku ciąży bo wtedy regularnie co3-4 h musiałam coś zjeść konkretniejszego.
Tak czy owak z 2 pelnych dni nad morzem spędziłąm tam tylko jeden i do tego nie mogłam się kąpać (rana na ramieniu ciężko mi się goi, co podniosę rękę to mi się znowu jątrzy). Ale dobre i to prawda?
***
Muszę się jednak przyznać do dużego plusa wizyty w szpitalu. Na dwóch USG wyszło że chyba będzie dziewczynka. Już dzisiaj pojechałam do miasta i udało mi się kupić 5 bluzeczek (czyżbym była monotematyczna? wszystkie były rózowe dziwnym zbiegiem okoliczności). Będzie kicha jak okaże się że to chłopak. Eeeee tam. najwyżej będzie chodził w różowych ubrankach.

No i znowu wpadam na chwilę na bloga. Nawet za bardzo nie mam kiedy cokolwiek tutaj napisać a to dlatego że w firmie środek sezonu – kto wymyślił ze najwięcej ciężarówek rozwala się w wakacje? – do tego kolega z którym pracuję poszedł na dwutygodniowy urlop i ja musiałam wszystkie sprawy przejąć. Dawno nie miałam takiego zap…… (przepraszam za słownictwo ale tak niestety było) bo nie dosyć że prowadziłam dwa razy więcej spraw to jeszcze zrobiło się ich o połowę więcej niż zazwyczaj. No i dzięki temu zamiast nowych 3 spraw dziennie otwierałam nawet do 7 co powodowało że wychodziłam z pracy totalnie wypompowana. Na szczęście dwutygodniowy maraton się skończył i znowu jesteśmy wszyscy w firmie – dzięki Bogu.
Do tego jeszcze kupujemy mieszkanie. Jesli ktoś nie przechodził tej drogi to od razu zapowiadam że to droga przez męczarnie. Nie dosyć że ostatnie tygodnie co wieczór gdzieś jechaliśmy na oglądanie mieszkań to jak już wybraliśmy nasze nowe lokum w Luboniu to okazało się że następnego dnia zmieniają się przepisy o kredytach walutowych. Nikt nic nie wie, dobrze że już 2 dnia znaleźliśmy osobę w banku w kredytach która conieco nas olśniła swoją wiedzą na temat tego co się pozmieniało.
Generalnie wieczór w wieczór padam do łóżka tak zmęczona że nie mam nawet siły zasnąć. To jest jakieś wytłumaczenie dlaczego nie piszę. Nie wyobrażam sobie przeprowadzki i urządzania w takiej sytuacji mieszkania, wtedy to chyba skończę swój żywot bo skąd wziąć na to tyle siły?
***
W piątek nad ranem wyjeżdżamy nad morze na weekend. Mateo jest już mocno podkręcony wizją morza bo przecież jeszcze go nie widział. Ciekawa jestem jak mu się spodoba?
***
Sprawa wyjazdu na English Camp się sama rozwiązała. Okazało się że kurs odbędzie się w Poznaniu bo nie zebrała się wystarczająca ilość ludzi. No i moje wakacje poszły na drzewo!!! Mieliśmy trochę odpocząć w górach a tu kicha! Trudno się mówi, z ddrugiej strony może jednak dobrze bo akurat będziemy w trakcie załatwiania kredytów.


  • RSS