anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

ograniczenia

1 komentarz

MAM JUŻ DOŚĆ!!
Krew mnie zalewa że to koniec 6 miesiąca a mnie już ciąża tak mocno ogranicza. Ostatnio mam problemy z chodzeniem i to nie z tego powodu że mi się nie chce tylko brzuch mi się napina i mnie potem paskudnie boli – witajcie pierwsze skurcze.
Od paru dni czuję się kiepsko, w pracy juz nie moge wysiedzieć tyle godzin bo mnie boli brzuch, czuje napięcie i generalnie jak przychodze do domu to już jestem do niczego.
Wystarczy że zrobię pranie, jakieś mycie podłogi i potem mogę sobie zrobić od razu przerwę na jakieś 2-3h bo mam skurcze. Nie chcę brać leków rozkurczowych i wnerwia mnie to że zrobię pare rzeczy i od razu jestem do niczego.
Przy Mateuszu byłam cały czas mocno aktywna, do końca 7 miesiąca pracowałam a potem jeszcze mieliśmy remont w domu i też wiele rzeczy robiłam. Teraz fakt planowanej przeprowadzki mnie tak stresuje że szok bo wiem że nawet głupiej szmaty nie będę mogła wziąć do ręki bo od razu będę musiała się kłaść ze skurczami. Tylko że mężczyźni tego nie zrozumieją że skurczy nie można lekceważyć bo raz przechodziłam je (miałam napięty brzuch cały wieczór) to przed spaniem już prawie ryczałam że chcę do szpitala na zastrzyk ze środkiem rozkurczowym.

Kurcze ale mi mój mężulek popsuł humor. Nie dosyć że wciągnęłam dzisiaj jedne spodnie które okazaly się być na styk a byly na mnie ciągle za duże (czytaj: po prostu po raz kolejny poczułam że idzie mi w biodra!) to jeszcze wieczorkiem kiedy pożaliłam się swojemu ukochanemu że źle mi z tym że każda kaloria idzie mi w biodra to usłyszałam:
-TO JEDZ MNIEJ!
No i krew mnie zalała, a potem rozryczalam się na maxa. Ludzie ja nie jem wcale dużo więcej, podaję co zjadłam dziś;
- rano bulka grahamka (spora) posmarowana serkiem z papryką + szynka + plasterek pomidora (dwie połówki bułki)
- koło 11 40 dag śliwek
- 13 drugie śniadanie czyli druga bułka – ten sam zestaw
- 15 40 dag wiśni
- 17 7 pierogów z serem
- 19 3 pierogi + trochę arbuza
I to wszystko…. dlaczego czuję się tak jakbym wciągnęła 4000 kcal? Paranoja paranoją ale naprawdę po takim tekście czuję się jakbym obżerala się całymi dniami i nic nie robiła tylko oglądała telewizję. A czy ktoś pomyślał o mnie? że rano wcześnie wstaję aby zrobić obiad na popołudnie, potem przygotowanie dziecka do przedszkola, sama biegnę na tramwaj, dalej 8h roboty umysłowej, powrót do domu (te 2km na piechotkę dają mi czaem w kość, robi mi się przed oczami ciemno), wieczorem jeszcze obiad, zmywanie i sprzątanie po obiedzie, zabawa z dzieckiem i dopiero padam na dziubek.
***
Nawet własny mąż tego nie umie docenić. Przepraszam, kończę bo mi się kręci łza w oku i zaraz zaleję klawiaturę

W sobotę wyciągałam swoje rzeczy ciążowe na chłodniejsze dni. Okazało się że część rzeczy została pogryziona przez szerszenie (świnie nie szerszenie) i nadaje się jedynie na wyrzucenie. Ale miałam humor! Kurcze żeby tak mi zniszczyć dobry nastrój.
No i faktem stało się że z moich ciepłych rzeczy na ciążę nie ostała się nawet połowa, zresztą w zeszłym roku po akcji z teściem który mi wyrzucił dwie reklamówki ciążowych rzeczy do ubrań dla Caritasu (potem je odzyskiwał ale nie przyniósł do domu nawet 1/3 w tym tych rzeczy które kupiłam sobie jako nowe) niedużo mi tego zostało. Zaczynam znowu buszować na necie w poszukiwaniu cieplejszych bluz bo chodzenie w bluzkach z krótkim rękawem może jest i fajne ale robi się już trochę chłodno. Ten sam problem zaczyna być z butami bo większość butów nie jest z gumy więc jak mi nogi puchną wieczorem to wracam do domu z płaczem i bąblami na nogach. Na szczęście jeszcze tak zimno nie jest aby nie móc założyć japonek (dzisiaj trochę mi chłodno ale czego się nie robi dla wygody nóg)
***
Wyskoczyłam na chwilę do sklepu przy mojej pracy i kupiłam sobie po prostu śliczne paputki do nowego domu. Są białe w niebieskie kropki, z boku mają kokardkę w kolorze fioletowym. W dotyku są takie aksamitne, wogóle nie używane, wrzucę je do prania i wydzie cudeńko. Zresztą mieszkając w bloku nie potrzebuję mieć papuci w których mogę wyjść na dwór bo tam nie ma takiej potrzeby (bieganie do garażu czy coś w tym stylu).
***
Wczoraj byliśmy z wizytą u mojej przyjaciółki Reni. No i się zestresowałam bo ona robi się coraz szczuplejsza a ja coraz grubsza. Chyba zaczynam mieć fobię na punkcie kilogramów które mi jeszcze przyjdą z czasem. JA SIĘ BOJĘ BYĆ GRUBA!! W perspektywie mam machanie nogami i hantlami przed tv tylko pytanie czy pół roku tak jak przy mateuszu wystarczy abym wróciła do swojego rozmiaru? Jezu, ja się tego tak boję że szok. Tyle lat byłam gruba że teraz nie chcę przez to znowu przechodzić. Choćbym się miała zagłodzić (Matko, zaczynam mówić jak anorektyczka – he he, anorektyczka z wagą 75kg, nieźle to brzmi prawda?)
***
Dzisiaj udało mi się kupić dwie pary rajtuzków dla Kropelki. Są takie małe że wyglądają trochę jak rękawiczki a nie rajtuzy. Oczywiście są różowe i jak będzie chłopak to też będzie w nich chodził.
***
Zaczynamy się zastanawiać nad imieniem. Ja jestem za Marysią albo Zosią, Maciej coś mówi o Joasi albo Zosi czyli chociaż w jednym miejscu się zgadzamy. Ale zobaczymy, może Marysia przejdzie bo najbardziej mi się podoba. Kropelka miałaby imię po swojej babci z Gliwic.

Już zaczynam się stresować faktem że po ciąży będę musiała przejść drogę przez mękę jeśli chodzi o powrót do normy. Kusi mnie powoli wydać niektóre ze swoich ubrań koleżankom ale z drugiej strony nei mogę się już poddawać.
***
Dziś na onet.pl znalazłam taki artykuł:

http://zdrowie.onet.pl/1351679,2040,0,1,,jedna_z_najwiekszych_tajemnic,styl_zycia.html

Strona internetowa dla kobiet które mają dość wyretuszowanych zdjęć modelek wracających na wybiegi po 2-4 tygodniach po porodzie i wyglądających kwitnąco. Można tam zobaczyć zdjęcia kobiet bez retuszu – może nie takie piękne jak modelki ale prawdziwe. Ludzie przyzwyczaili się że w ciąży i po niej kobieta powinna wyglądać kwitnąco bo taka jest moda a to nieprawda. Nie każda kobieta ładnie przybiera na wadze w ciąży, nie każda kobieta kwitnie od bycia matką… nie każda. Docinki ludzi typu wyglądasz jakbyś już miała rodzić bo masz taki duży brzuch (mówimy o połowie ciąży) albo grubnie pani w oczach (autentyczne) są wyjątkowo nie na miejscu i potrafią zdołować człowieka na maxa. Czy to moja wina że mój organizm ładuje na zapas wszędzie gdzie tylko może? Niejedzenie nie jest rozwiązaniem, pilnuję się jak mogę, ograniczam jakiekolwiek słodycze ale takie mam geny – moja mama też przytyła prawie 30kg w ciąży odżywiając się naprawdę wzorcowo. To nie wina kobiet że jedne wyglądają ładniej a drugie nie i nie jest na miejscu piętnowanie ich za to i pokazywanie palcem.
Pewnie że ładnie jest być piękną, mieć malutki brzuszek i po prostu biegać w ciąży do 9 miesiąca ale tak wygląda tylko 5% populacji. Żeby chociaż faceci pojęli że my też czujemy się z tym fatalnie bo w dobie ciała trudno jest nie wpaść w obsesję na punkcie ciała nie mówiąc już o nałogowym odchudzaniu lub wręcz głodzeniu. A w ciąży niestety nie można robić żadnej z tych paru rzeczy więc kobiety cierpią. A wystarczyłoby jedno lub dwa miłe słowa od mężczyzny który zauważyłby grubsze i piękniejsze włosy (w czasie ciąży prawie nie wypadają tak jak to jest naturalne, natomiast w pół roku po ciąży wszystko się nadrabia – tragedia) albo fakt że staramy się ładnie wyglądać w dobie rozmiarów 36 (kiedy ja w pasie mam już chyba z 90!). Czy ktoś to wogóle zauważy?
Parę dni temu próbowałam ubrać się jeszcze w swoje stare rzeczy i jak zobaczyłam się w lustrze to aż jęknęłam jak grubo wyglądam. Mąż oczywiście puścił to mimo uszu a ja liczyłam na to że powi mi choć jedno słowo które mnie podniesie na duchu. Czy to miłe czuć że bielizna staje się ciasna, biustonosz zaczyna gryźć pod pachami a bluzki po prostu podjeżdżają pod biust jak idziesz po ulicy? Który mężczyzna chce tego spróbować? może by to ocuciło paru macho że ciąża to nie przelewki i my też potrzebujemy wsparcia duchowego a nie tylko kasy na ubrania ciążowe.
***
Zauważyłam że oglądam się za kobietami zastanawiając się czy będę tak wyglądać po ciąży. Chyba wpadam w obsesję ale fakt kolejnych kilogramów mnie tak dołuje że trudno uwierzyć. Już zaczynam planować sobie jak będę ćwiczyć codziennie po ciąży i że w pół roku muszę ale to muszę wrócić do normy bo akurat będą wakacje. To chyba zaczyna być chore! Z jednej obsesji w drugą nieprawdaż?
***
Na koniec dla zainteresowanych

http://www.maternitygallery.com/

***
A to coś w temacie:
http://news.bbc.co.uk/1/hi/health/4232009.stm – a nie mówiłam?
***

Ale się Cieszę. Czy ktoś wam mówił że to jest dziwne że człowiek cieszy się że przez nastepne n-lat będzie musiał co miesiąc bankowi oddawać kasę? No ja się cieszę!!
Tak czy owak nasze upragnione gniazdko jest już prawie nasze i skakać mi się chce z radości bo to taka piękna chwila. Co prawda pracy będzie co niemiara ale co tam prawda?
***
Coraz częściej dokuczają mi uporczywe bóle dolnych partii nóg. Podejrzewam że to przez fakt że sporo chodzę bo do pracy mam prawie 20 min na piechotkę a do tego dodatkowe kilogramy dają znać o sobie. Problem w tym że nocny odpoczynek już nic nie daje, nogi nie są w stanie wytrzymać takiego obciążenia więc jak wstaję to już mnie paskudnie mocno bolą. Na razie się zaparłam i będę do pracy chodzić dalej ale pewnie pod koniec miesiąca jak wybiorę się do lekarza to już skończy się moja sielanka związana z pracą. Bądź co bądź to już 6 miesiąc (24 tydzień skończony) i 11kg na karku więc trochę już za mną jest.
***
Coraz częściej czuję się zmęczona, ostatnio znowu wróciły bóle żołądka związane z jedzeniem ciepłego posiłku, zastanawiam się nad jedzeniem zimnego obiadu – może to pomoże? Generalnie wieczory są nieciekawe a mąż wcale mi nie pomaga w obowiązkach bo przecież to moje obowiązki prawda? nie będę się użalać ale jego podejście jest mocno wkurzające i tak mi podnosi ciśnienie że kawy nie musze już pić. Ogólnei to nawet mam ochotę na kawę i coś słodkiego ale jak przyjdzie co do czego to właściwie odrzuca mnie od jedzenia. Wczoraj wracając do domu robiło mi się już słabo więc od razu jak wpadłam do kuchni to coś przekąsiłam i osłabienie odeszło .To chyba dlatego że ostatni posiłek jadłam o 13 a potem tylko trochę wiśni i nic więcej do 17:30.

No i przydusiło mnie aby znowu wybrać się do lekarza. niestety mojego prowadzącego nie było bo właśnie dzisiaj zaczął swój 2tygodniowy urlop. Apeluję do wszystkich ginekologów – wam NIE wolno chodzić na urlopy jak prowadzicie ciążę!
Tak czy owak zostałam przymuszona przez jakieś paskudztwo czyli grzybicę która mi się przypałętała. PRóbowałam własnymi siłami się wyleczyć ale nic z tego nie wyszło. Kiedy już doszłam po 3 dniach do etapu kiedy jestem w stanie zabić bo mnie tak swędzi i drapie to nie było już żartów. Zadzwoniłam dzisiaj do lekarza i umówiłam się. Oczywiście moja hipoteza że to grzybica (ciekawe które jeziorko tak mnie załatwiło) została potwierdzona za 50zł po czym dostałam receptę na lek który od razu bym sobie zaaplikowała gdyby był ogólniedostępny i aż wydałam 1,08zł!
Jestem przeszczęśliwa że dzięki mnie lekarka się wzbogaciła!
Dopytywałam się oczywiście jak wygląda sprawa zwolnień lekarskich, gdybym chciała wziąć zwolnienie na 2 tygodnei a potem je przedłużyć to czy to obejmuje wizytę. Oczywiście że tak – zaraz wyślę swojemu szefowi informację że jeśli chce mnie w pracy szybciej to proszę na stół 50zł na lekarza bo inaczej zostaję na zwolnieniu cały miesiąc.
***
Byliśmy w Malborku. Śliczne miejsce, tłumy straszne mimo tragicznej pogody. Mateuszowi zamek się podobał ale po godzinie był już znudzony chodzeniem więc wyszliśmy i oczywiście do straganów. Naciąnął mnie na miecz drewniany i teraz cały dzień z nim chodzi i udaje rycerza. Najgorsze że rycerz walczy z dinozaurami które muszę animować swoją biedną ręką a to powoduje że mam obite palce bo Mateusz zaciekle z nimi walczy. No i teraz z kłującego małego miecza rycerskiego przerzuciliśmy się na poważną broń sieczną w postaci drewnianego miecza. NIE polecam!

Ciekawe że zauważam pewne nieścisłości w tym co mówi rząd. Podobno rodzi się coraz mniej dzieci i to jest niezaprzeczalna sprawa. Pytanie tylko czemu w przedszkolach państwowych likwidują grupy przedszkolaków jakby wogóle nie było małych dzieci?
Dwa dni temu dzwoniłam po państwowych przedszkolach w Luboniu k/Poznania. I co stwierdziłam? Że jeśli nie zgłosiłaś dziecka w lutym i nie miałaś szczęścia dostać się na listę to nie masz miejsca dla swojego malucha. Nawet próba zagrania na uczuciach (że jestem w ciąży, że nie wiedziałam itd) nie zadzaiałała bo przedszkola są ograniczone przez ustawę. Normalnie doła miałam wielkiego przez to.
Potem przyszła kolej na prywatne przedszkola i okazało się że tylko w jednym pani zgodziła się zrobić wyjątek i mi przyjąć dziecko, reszta od razu spuszczała mnie na drzewo a przecież biorą a to wielką kasę i do tego jeszcze nie są ograniczeni liczbą dzieci w grupie.
Dzisiaj jedziemy wszyscy oglądnąć to nowe przedszkole i jeśli wszyskto będzie oki to poddpisujemy dokumenty i wpłacamy zaliczkę aby nasz maluch mógł potem tam uczęszczać. Będę miała kawałek bo podobno 3 przystanki autobusem ale lepsze to niż przywożenie Mateusza do Poznania do państwowego przedszkola bo kto to zrobi jak Maciej bedzie w trasie? przecież nie wezmę noworodka pod pachę w środku zimy i nie pojadę po Matiego autobusem a potem tramwajem.
***
Grunt to dobra organizacja pracy oświaty prawda?
***
W jeansowej sukience którą sobie kupiłam już chodzę bo się trochę ochłodziło. Co prawda moja mama pewnie dostanie zawału jak ją zobaczy bo ona jest zdania że kobieta w ciąży powinna chodzić w za dużych ubraniach i maskować brzuch. To samo zresztą stwierdził kolega z pracy (starszy) ale nie będę się przejmować tym, wyglądam już grubo więc nie będę się dodatkowo pogrubiać za dużymi ubraniami. Zresztą jak faceci mają brzuch to też nie chodzą w za dużych koszulach prawda? Ja przynajmniej jestem wytłumaczona bo od razu widać ze jestem w ciąży (najpierw brzuch a potem idzie reszta) a oni?
A co tam. bedę w tej sukience chodzić bo zawsze mi siętakie podobały, póki się w nią miesczę to będę i basta (nota bene to jest rozmiar S więc jestem po prostu przeszczęśliwa że się jeszcze mieszczę w taki rozmiar – chyba 2x zawyżony ale co tam)

No i mam doła. Dlaczego? Bo zadzwoniłam dzisiaj do przedszkola państwowego w Luboniu i dowiedziałam się że nie ma najmniejszych szans aby mój synek chodził do normalnego przedszkola bo na liście rezerwowej jest już 70 dzieci! Jeny…. toż to katastrofa. Co ja mam dziecko trzymać w domu jak od 2,5 roku chodzi do przedszkola i w domu dostaje na głowę? a może mam go codziennie autobusem i tramwajem wieść gdzieś do Poznania z nowonarodzoną kropelką pod pachą? Świetna perspektywa prawda?
Tak się zdowłowałam tą rozmową z dyrektorką przedszkola że normalnie ryczeć mi się chce z tego powodu. to takie niesprawiedliwe i nie bardzo wiem co mogę zrobić.


  • RSS