anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

Kopiący maluszek

1 komentarz

No mój jeszcze tak mocno nie kopie ale czasami nie mogę czytać książki opartej na moim brzuszku tak się wierci.
A tutaj można zobaczyć jakie tańce odstawiają maluszki jeszcze u mamusi w brzuszku.

No i mam co chciałam. Rozpoczęłam eksterminację pająków a przynajmniej tak zapowiadałam no i mam co chciałam. Dzisiaj spotkałam się z jednym takim przy mikrofali a jemu nawet nie ruszyła się jedna nóżka jak mnie zobaczył. Twarda sztuka co nie? Co prawda od mojej deklaracji nie zabiłam ani jednego ale za to mam na swoim sumieniu jedną szczypawkę. No i chyba zgadały się i zaatakowały mój dom. Co za cholery jedne! Wiedzą że mam do nich słabość a łapanie ich w słoik i wynoszenie na dwór nic nie daje. I co ja mam z nimi zrobić?
***
Wczoraj koleżanka chciała mi pożyczyć parę ubrań ciążowych. Pocieszając mnie że na nią były jeszcze lekko luźne w pasie wyciągala je kolejno z szafy. Ubrałam sukienkę – w pasie na styk, spodnie – w pasie ledwo dopięłam. I tutaj wymiękłam bo niestety chyba moja Kropelka jest dużo bardzoej wymagająca jeśli chodzi o przestrzeń życiową niż córeczka Ani.
***
Kupiłam sobie dwie pary kolczyków (artystycznych). Dzisiaj przyszły i jedne już ubrałam. Najważniejsze że są długie i lekkie i o to chodziło
Pierwsze kolczyki oraz druga para. Po co ja kupuję długie kolczyki jak ma mi się maluszek urodzić i w nich chodzić nie będę mogła? Nie ma to jak przewidywanie tego co może się dziać z nimi jeśli będę je nosiła przy maluszku.

No i zakończył się okres życia w którym mogę powiedzieć że jestem odpowiedzialna za swoje wewnętrzne organy. Ostanio Kropelka upodobała sobie jako poduszkę mój żołądek przez co nie wiem już co robić. Czuję się głodna i wiem że powinnam zjeść a wszystko mi rośnie w ustach bo żołądek ściśnięty przez mojego Robaczka. No więc nie jem a Kropelka po parunastu minutach zmienia zdanie i przenosi się na wątróbkę zostawiając żołądeczek w spokoju. Tak bawimy się w ciuciubabkę, idzie mi nieźle ale i tak jestem na przegranej pozycji. Nawet po głupim jabłku (malutkim) mi się odbija, cofają mi się soki trawienne jak Kropelka mnie kopnie no i wogóle do niczego. Chyba przerzucę się na chlebek z białym serem bo po tym przynajmniej będzie mi trochę przyjemniej

Niedziela

Brak komentarzy

No i od dwóch dni się kuruję… Kicha do kwadratu bo tylko tak mogę to nazwać. Dzisiaj zrobiłam obiad i trochę się szwendałam po domu ale nigdzie nie wychodziłam. Myślałam że mi przejdzie ten ból gardła a tu nic, jest nawet gorzej. Piję hektolitry syropków dla dzieci pożyczonych od Mateo, wypijam conajmniej 3 herbaty z obrzydliwym sokiem z malin i psikam się Tantum Verde ale czuję przez skórę że będę musiala się wybrać do swojego lekarza rodzinnego. A jak to zrobić jeśli w sobotę sprzedaliśmy autko?
***
Jutro robię sobie totalną labę, cały dzień pod kołdrą ze szklanką tej obrzydliwej herbaty bo widzę że jeśli jutro mi nie przejdzie to chyba będę musiała się wybrać do lekarza.
***
Od wczoraj wprowadziliśmy nowy zwyczaj podpowiedziany na comiesięcznym spotkaniu Domowego Kościoła. Przed modlitwą wieczorną zaświecamy świeczkę i Mateusz ma pilnować żebyśmy nie zapomnieli. Wczoraj nauczyłam go że po zapaleniu podnosimy świeczkę i mówimy: Światło Chrystusa. No i dzisiaj był już efekt, Mateo całe popołudnie śpiewał sobie do melodii przedszkolnych przyśpiewek tekst: CIało Chrystusa. Normmalnie szczęka opadła… Najgorsze jest to że nie chce dać się przekonać że Ciało należy zamienić na Światło. PRzy modlitwie wieczornej trudno było się skupić bo Maciej prawie dostał głupawki słysząc ten tekst.
***
Pępek wyszedł mi na wierzch!!!! Normanie mam ciągle wrażenie że dostałam przepukliny bo nie pamiętam żebym w ciąży z Mateuszem miała coś podobnego. Z braku piżam a dokładniej górnych części piżam które by się dopinały na brzuchu byłam zmuszona sięgnąć po piżamę którą spakowałam do pawlacza zaraz po urodzeniu Mateusza. Kurcze, to już prawie 5 lat od kiedy w niej spałam. No ale miejsca na brzusio mi napewno nie zabraknie choćbym miała mieć czworaczki, to mam jak w banku!
***
Kropelka dzielnie ćwiczy kopnięcia, w szczególności gdy siedzę lub półleżę. Mateusz dzisiaj słuchał siostrzyczki i go kopnęła w ucho – niech chłopak poczuje że będzie miał siostrzyczkę bojowniczkę prawda?

Wczorajsza wizyta u lekarza prowadzącego moją ciążę przyprawiła mnie o dobry nastrój. A oto nowości:
- maluszek w 3 tygodnie przybrał na wadze 700g! (to prawie podwojenie wagi biorąc pod uwagę że 3 tyg temu ważył jedynie 900g)
- Kropelka obróciła się glową w dół i z tego powodu tak mnie dusi (ale o tym później)
- nic złego się nie dzieje i jeśli nie weźmiemy pod uwagę faktu że stawy kolanowe mi zaczynają nawalać to jestem szczęśliwą mamuśką która nosi pod serduszkiem 2 pary nóżek równo kopiących po żebrach)
***
Zalecenia pana doktora: mam przez następne 4 tygodnie (bo skończyłam wlaśnie 30 tydzień ciężkiej harówki jako mamuśka) mocno się oszczędzać. No i wynik dzisiejszego dnia jasno wszystkim niezorientowanym daje do zrozumienia że własnie przystąpiłam dzielnie do wykonywania tychże zaleceń. Z rana odprowadziłam szybko maluszka do przedszkola i o 8 byłam już na przystanku tramwajowym, tam do jednego tramwaju, potem przesiadka na drugi, potem autobus, biegiem na ryneczek bo dzisiaj właśnie byl nowy towar w nowo odkrytym second handzie – upolowałam sobie śliczny fartuszek do kuchni, koszulę do spania do szpitala (pewnie po szpitalu będzie nie do doprania więc z czysstym sercem ją wyrzucę) i dwie śliczne sukieneczki dla mojej Kropelki). Potem krótki spoczynek w kawiarni (czemu ta kawa jest taka droga?), szybki spacerek do pracy, biegiem na autobus, przejście przez Jeżyce, odwiedzenie ulubionego sklepiku z różnymi bibelotami (dorwałam Muppet Show Christmas Story – uwielbiam tą bajkę a także drewnianą planszę do gry w smoki – ale będzie zabawa wieczorem) w potem biegiem na autobus żeby wrócić do domu. Bilans dzisiejszego dnia to powrót do domu o 12:15 gdzie od 7:40 bylam na nogach. Padlam od razu ale po 15 min obudził mnie dzwonek do drzwi. Kto o takiej porze przychodzi do ludzi co?
***
Wczoraj dotarło do mnie że musze dokonać eksterminacji pająków z mojego domu. Długo się buntowałam, ratowałam im życie ale po tym jak wielgachny pająk przeszedł mi wieczorkiem przez pokój strasząc że mnie w nocy napadnie zmieniłam zdanie. Wczoraj kolejny taki stwór (gdzie one się takie duże upasły co?) łaził po łazience i został spłukany do kanalizy. Chyba nigdy nie odważę się na brutalne zabicie kapciem, jakoś pająki są dla mnie pożytecznymi stworkami i nie umiem się ich tak pozbyć. Co innego kanaliza czy mąż ktory nie wytrzymał mojego jęczenia o zajęcie się tym pająkiem.
***
Czy wspominałam że Kropelka równo wali mnie zarówno popachwinach jak i w żebra? Ostatnio mam problemy żeby leżeć i oglądać telewizję. Z jednej strony jest to wskazane bo wtedy nie napina mi się brzuch i nic nie grozi dziecku ale zdrugiej strony tak mnie dusi że ledwie wytrzymuję. Zarekwirowałam już jaśka Maciejowi i śpię na poduszce (co prawda płaskiej) + dwa jaśki ale nie daje to takiego efektu jak bym chciała. W nocy często się budzę bo nie mogę złapać tchu i niestety dopóki Kropelka nie zdecyduje się na obniżenie swojego środka ciężkości czyli na przyjęcie pozycji już do porodu a co za tym idzie obniżenie się brzucha będę to musiala dzielnie znosić.
***
Aaaaa, do tego wszystkiego doszły jeszcze problemy ze zgagą, na początku ciąży mnie mdliło jak nie jadłam a teraz mnie mdli jak zjem a jak nie jem to mi słabo. Nie wiem co gorsze…..

http://www.smog.pl/wideo/3953/apsik/

No comments – dostaję głupawki za każdym razem jak to oglądam

Naprawdę zmienia się nam pogoda bo dzisiaj tak mnie pogryzły komary że ciągle się drapię po nogach – ooooo i teraz mnei tak swędzi ze zaraz sobie rozdrapię tą prawą nogę.
Do tego w czasie mojego pobytu w szpitalu moi mężczyźni wyhodowali piękną populację muszek świntuszek (czyt. owocówek) których za Chiny Ludowe nie idzie się teraz pozbyć. Czy ktoś ma sposób jak wszystko w kuchni szczelnie zapakować tak aby głupia muszka się nie przecisnęła? Myślałam już o folii ale chyba jedynym rozwiązaniem jest zamknięcie kuchnii i zagazowanie wrednych stworów które działają mi potwornie na nerwy. Ciekawe jak moi faceci znieśliby tygodniowe zamknięcie kantyny….. Już to widzę… tiaaa ciekawy widok.
***
Biustonosze zaczynają mnie cisnąć, wkurza mnei fakt że zaczynam wyglądać i czuć się jak krówka przed wydojeniem i przez to raczej zacznę spać w staniku ale bez fiszbinów bo jeszcze mi się to świństwo wbije w nocy i co wtedy? na porodówkę czy może na ojom?
***
czy już pisałam że na Jarochowskiego (moja wymarzona porodówka) są nowe łóżka w salach do porodów? już nie mogę się doczekać żeby je sprawdzić – Jeny, nigdy bym nie powiedziała że kiedykolwiek uslyszę takie słowa ze swojej klawiatury.
***
Kupiłam dzisiaj kilka malutkich skarpetek, jedne są takie małe że nawet palec nie wejdzie bez rozciągania. Jak maluszek urodzi się z wagą 4kg to skarpetki wydam chyba jakiejś dziewczynce na laleczkę. No ale i tak są śliczne, rozczulilam się normalnie. Chciałabym mieć takiego maluszka 2,5kg żeby choć raz je ubrać. Ale generalnie większy maluch jest lepszy bo przynajmniej nie wypadnie przez palce.

No i masz ci los, mało się ruszam, dużo wypoczywam, staram się nie denerwować chociaż ostatnie dwa dni z Mateuszem dały mi do wiwatu (chłopak chyba się nie wysypia bo jest taki marudny że trudno z nim wytrzymać) a dzisiaj znowu mam bóle podbrzusza. Nie wiem sama co mam robić, dzisiaj dzwonię do lekarza żeby mi powiedział co mi wolno a co nie. Zaczyna się kiepski okres, powoli spłukujemy się z kasy, ja już napewno przekroczyłam swoje limity w tym miesiącu a tu końca wydatków nie widać. Mialam iśc do lekarza w przyszłym tygodniu bo nasz ukochany NFZ załatwił mnie tak na cacy że szok – za każdą wizytę muszę płacić bo nie przysługuje mi pożądna opieka medyczna w ciąży (wizyta raz na 3 mce to lekka przesada nie sądzicie?). W poniedziałek chciałam iść po zwolnienie lekarskie bo akurat mi się kończy ale boję się że u lekarza wyląduję wcześniej – oby nie!
***
Kupiliśmy rowerek dwukołowy dla Mateusza. Oczywiście mój mąż nie chce zamontować żadnego kija żebym mogła pomóc synkowi więc widzę to wszystko w czarnych kolorach. Wczoraj Mateo po 10 min już nie chciał próbować bo Maciej go za szybko puszcza i chłopak się boi. Czy aby ja nie jestem przewrażliwiona?? Ech, to chyba przez oglądanie tego dokumentalnego serialu „Niania na telefon” – swoją drogą to wychodzi na to że większość tych porad sami stosujemy w naszym życiu (dzisiaj oglądałam akcję z likwidacją smoczka oraz kubka). W zeszłym tygodniu wyrzuciłam dwa kubki niekapki bo przeciekały i w końcu był powód żeby się ich pozbyć. Nawet poszło nam szybko i bezboleśnie, przeszliśmy na słomki których pokaźny zapas kupiłam już w Ikei.
***
Nasz maluszek chyba z nerwów zaczął znowu sikać w nocy. Po paru takich akcjach spowrotem wróciliśmy do ceratki chociaż miałam już nadzieję że wszystko wróci do normy. Widać chłopak też przeżywa ciążę, remont i inne sprawy które nam się ostatnio zwaliły na głowę.
***
Ostatnio mam spore problemy z oddychaniem. Kropelka równo się rozpycha, na razie jest głową w górę bo mnie mocno kopie w pachwiny i pewnie dlatego tak mocno się pcha do góry. Jak leżę na płasko to po 5 min mam problemy ze złapaniem oddechu, spanie to męczarnia bo na boku też nie jest zbyt wygodnie z racji brzucha który wcale nie idzie do przodu ale również i na boki. Niedługo będę musiała sypiać na siedząco – koszmar!
Z „przyjemnych” objawów ciąży mogę jeszcze wymienić zgagę która ostatnio zaczyna mi dokuczać, czyżby Kropelka nie zostawiała nawet kawałeczka miejsca w żołądku na normalne trawienie? Takie to małe a tak się rządzi. Już widzę jaki to będzie silny charakterek (w sumie po Mateuszu dużo mnie nie zdziwi)

Aż głupio mieć taką przerwę ale po części była ona spowodowana darmowym kurortem w szpitalu św Rodziny w Poznaniu (Polecam wszystkim dziewczynom i ciężarówkom).
Niby mnie przyjęli na 48h – normalnie czułam się jakbym była na policji, a skończyło się na 9 dniach. A wszystko przez jakieś głupie bakterie które mi wychodowali z posiewu. Może to i dobrze że mnie zatrzymali ale nie powiem żebym nie miała wielkiego doła w poniedziałek jak mi zakomunikowali że zaczynają mnie antybiotykować. No i dostawałam papu w żyłę 4x na dobę. Najgorsze były nocki, pierwsze przebudzenie o 12 na kroplówkę, potem po 4 na mierzenie temperatury, po 5 na mierzenie ciśnienia a o 6 znowu w żyłę kroplówa. O 7 zaczynało się życie szpitala i nawet przy usilnych próbach nie dało się spać. 9 dni w takim kurorcie i jak wróciłam do domu to 2 dni wogóle spać nie mogłam w swoim własnym łóżku bo ciągle mi się wydawało że mnie zaraz ktoś obudzi – to chyba już jest fobia prawda?
Co do żywienia to lepiej karmią nawet w więzieniu, tutaj po prostu ciągle chodziłyśmy głodne i wydawałyśmy fortunę w sklepiku w którym można było kupić jedynie słodycze i inne świństwa. Najpierw schudłam 0,5kg a potem wróciłam do swojej dawnej wagi +13kg.
Najgorzej szpital przeżywał mój kurczaczek Mateo.
***
Wczoraj pani w przedszkolu mi powiedziała że zrobił się bardzo płaczliwy i nie można mu zwrócić na nic uwagi bo od razu histeria. No ale co ja mam zrobić z faktem że lekarz mi kazał się oszczędzać i nie chodzić za dużo? Nie mogę żyć w takim samym tempie jak kiedyś bo się wykończę albo wczesniej pojadę na porodówkę bo już mam 1cm rozwarcia. Już niedługo, chyba jakoś w kupie damy radę.
***
Maciej jest na etapie remontowania naszego mieszkania więc ciągle jest w rozjazdach przez co jak wraca to jest już totalnie wypluty i nie ma nawet siły na zabawę z Mateuszem. On pewnie też to odczuwa, mama częściej musi odpoczywać, tata ciągle zmęczony… trudna sytuacja.
***
Moja Kropelka zmieniła imię, Maciej uznał że chce mieć Kamilkę. W sumie imię jest ok więc nie oponuję za mocno.
Dwa tygodnie temu nasza Kamilka miała około 930gr i jest już sporym smoczkiem w porównaniu do dzieci innych dziewczyn z którymi leżałam. Chyba nie mam co liczyć na szybki poród i małe dziecko, znowu będzie taki mały klocuszek jak tak będzie dalej rosło jak na drożdżach.
***
Siedzę już w domu na L4 bo antybiotyki mnie osłabiły no i wystarczy już pracy bo to nie na moje siły. Jeżdżę sobie czasem do miasta żeby przejść się po sklepach – ale sobie we wtorek kupiłam śliczny szlafroczek (krwista czerwień z miękkiej frotki), Mateuszowi zrobiłam niespodziankę kolejną bluzą z tyranozaurem (coś czuję że zimą będzie tylko w niej chciał chodzić) no i sobie kupiłam jakieś cieplejsze rzeczy na jesień (taaa, szczególnie ta bluzeczka H&M Mama z krótkim rękawkiem). Do tego nadrabianie zaległości w ręcznikach i innych rzeczach które będą musiały znaleść się w naszym nowym domku – ciekawe czy uda nam się go wyremontować przed urodzinami Kropelki?


  • RSS