anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

Dzięki temu że od soboty jest u mnie mama naprawdę czuję się jak nowo narodzona. Co prawda przeraża mnie fakt że mała śpi tylko na rękach (ale za to jak słodko) czyi powtórka z rozrywki bo Mateusz też taki był, ale i tak jestem bardzo zadowolona że mam czas na zrobinie czegoś w domu, chwilę dla Mateusza no i chociaż 10 min na ćwiczenia rozciągające które mam robić codziennie. To niesamowite jak człowiek łatwo może odżyć jak da się mu trochę odsapnąć.
***
Karolinka trochę przystopowała w piersią. Co prawda jak się obudzi to nie mija 10 min i już jest rwetes o cyca ale wcześniej to było 10 sec więc chyba idziemy w dobrym kierunku. Dzisiaj tak często jej już nie musiałam przystawiać jak przez ostatnie dni kiedy to wisiała mi prawie przez cały czas przysypiając między ciągnięciami. Pierwszy kryzys laktacyjny (a właściwie to drugi bo pierwszy trwał prawie 2 tygodnie – o zgrozo!) mamy za sobą. Lekarka dzisiaj mi przypomniała (rozmawiałam z nią przez telefon) że następny horror czeka mnie za jakieś 3 tygodnie kiedy będziemy mieć 6 tygodni życia. No cóż. czas zbierać siły bo nie dam się tak łatwo.
***
Ze spaniem w nocy jest trochę gorzej. Tak się cieszyłam że mała przesypia po 3h na raz a tu kicha. Rzeczywiście jak wieczorem zaśnie to śpi długo czyli od 21 do 12 lub 1 a czasami i zdarzało się do 2 ale potem za to chce do piersi co pół godziny aż do 6-7 więc nici ze spania. Na dodatek ściągam jeszcze pokarm i w sumie dzisiaj spałam do 12 a potem to było przysypianie i obracanie się z dzieckiem z jednej piesi na drugą a w takich warunkach nie bardzo idzie spać jak masz pierś w paszczy odkurzacza przemysłowego. Miałam kryzys dziś po południu ale mi przeszło – zaczęłam pić Ricore (kawa zbożowa + kawa naturalna) w bardzo osłabionej formie czyli jedna łyżeczka na kubeł i to mnie trochę stawia na nogi. Nareszcie coś co lubię.
***
Wczoraj kupiłam sobie drożdżówkę. Miałam już taką ochotę na coś dobrego po świętach gdzie moje jedzenie było obrzydliwe (dla bardziej zorientowanych dodam że to był niedoprawiony rosół jedynie na pietruszce i marchewce + gotowane mięso – po 4 dniach nie mogłam już na to patrzeć). Niestety mała wieczorem puszczała takie bąki i tak płakała że chyba na trochę wybiła mi takie przysmaki – ja chcę makowca!!!!!
Dzisiaj spróbowałam 2 ciasteczka Petitki Łódeczki, Karolina co prawda wieczorem znowu się prężyła ale nie wierzę że to z tego powodu bo jak mam dzień bez żadnych nowości to wieczorem i tak mamy problemy z bąkami. To chyba tak zwane kolki chociaż u nas długo nie trwają i jeszcze pierś trochę uspokaja więc idzie wytrzymać.
***
Moja mama czyli babcia jest zachwycona Karolinką. Twierdzi że jest bardzo dziewczęca i że ma śliczną buzię. Już nie mogę się doczekać momentu jak będzie się uśmiechać do mnie bo na razie robi to w czasie snu i wygląda to po prsotu tak że wymiękają kolana – po prostu miodzio.

O kobiecie

Brak komentarzy

Pozwolę sobie zacytować coś co dostałam od brata Tadeusza mailem. Najszczersza prawda – przeczytaj
***
STWARZANIE KOBIETY
Kiedy Bóg stworzył kobietę, był to już 6 dzień jego pracy i w dodatku po godzinach…Pojawił się anioł i zapytał:
– Czemu tyle czasu Ci to zajmuje?
Bóg mu odpowiedział:
– Widziałeś zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastikowa, ma 200 ruchomych części, wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia. Ma łono, w którym się mieści dwoje dzieci naraz, które znika (kiedy, pojęcia nie mam). Ma taki pocałunek, który leczy każdą rzecz od startego kolana do złamanego serca.
Anioł starał się powstrzymać Boga:
– To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra.
– Nie mogę – powiedział Bóg. Jestem tak blisko skończenia tego dzieła.
Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
– Ale zrobiłeś ją taką miękką?
– Ona jest miękka, ale przy tym twarda. Nawet nie wiesz ile może znieść lub osiągnąć.
– Będzie myśleć? – spytał Anioł
Bóg odpowiedział:
– Nie tylko będzie myśleć. Będzie rozumować i negocjować.
Anioł zauważył coś, zbliżył się i dotknął policzka kobiety.
– wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się jej dać za wiele rzeczy.
– To nie skaza, to łzy.
– A po co są łzy?- zapytał Anioł
Bóg powiedział:
– Łza, to jest forma, którą ona wyraża swą radość, wstyd, rozczarowanie, samotność, ból i dumę.
Anioł był pod wrażeniem.
– Jesteś geniuszem. Pomyślałeś o wszystkim, to prawda, że kobiety są zdumiewające.
***
– Kobiety mają siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci, przezwyciężają trudności, dźwigają ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości i radości. Uśmiechają się, kiedy chcą krzyczeć, śpiewają kiedy chcą płakać, płaczą kiedy są szczęśliwe i śmieją się kiedy są zdenerwowane. Walczą o to, w co wierzą, sprzeciwiają się niesprawiedliwości, nie zgadzają się na „nie” jako odpowiedź, kiedy wierzą, że jest lepsze rozwiązanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale dzieciom tak… Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochają bezwarunkowo, płaczą kiedy ich dzieci osiągają sukcesy i cieszą się, kiedy przyjaciele odnoszą sukcesy. Łamie się im serce, kiedy umiera przyjaciel, cierpią kiedy tracą członka rodziny, ale są silne kiedy nie mają skąd wziąć siły. Wiedzą, że objęcie i pocałunek mogą uzdrowić zranione serce. Kobiety są różnych kolorów, wielkości i kształtów. Prowadzą samochody, latają samolotami, wysyłają Ci e-maile, żeby powiedzieć, że Cię kochają. Serce kobiety jest tym, co powoduje, że świat się kręci.

No więc wczoraj szczęśliwie zlądowali w poznaniu moja mama z bratem. Nie mogli się nacieszyć naszą małą kruszynką no i oczywiście Mateuszem. Musiałam wszystko opowiadać no i oczywiście pochwaliłam za te cudownie przesypiane nocki. Tradycyjnie mała zasnęła gdzieś po 21 po którymśz kolei cycu w ciągu ostatnich 15 min.
***
Około 23:20 wstałam żeby odciągnąć pokarm a w międzyczasie Tomek poszedł do toalety i z przyzwyczajenia zamknął się na zamek. Zamknął i tak już zostało. Maciej próbował przez pół godziny otworzyć toaletę normalnymi sposobami, obudzili mi małą która zaczęła przekąskę przy cycu a jak przyszło do rozwalania ściany przy zamku (nawet przyszedł sąsiad zza ściany że mu psa obudziliśmy (była już prawie 1 w nocy) i że mu szczeka jak oszalały) no to skończyło się spanie.
***
Karolinka zmieniła zdanie co do spania w nocy i od tej pierwszej do samego rana co pół godizny albo i częściej budziła się i do piersi. No i właściwie nie wyspałam się zupełie ale jakoś nie odczuwam tego strasznie. Najgorzej bylo rano bo mnie zaczęła boleć głowa, teraz jest oki ale pewnie jak przyłożę głowę do poduszki to odpłynę.
***
OHO OBUDZIŁA SIĘ ZOŁZA MAŁA
Ostatnie wieści z pola bitwy: mała dostała zowu cyca i śpi – ciekawe jak długo, zdążę się wykąpać czy też nei?
***
OK. wracając do opowiadania o dniu dzisiejszym. Od rana Mateo był marudny, w końcu epogeum przypadło na wyjście do kościoła, ostawił taką histerię że Maciej wrócił do domu i skutkiem czego dotarl do kościoła z młodym dopiero na ostatnie 15 min bo Mateusz musiał się oczyścić i uspokoić w swoim pokoju. Potem był czas Karoliny. Maruda straszna, rzucała się przy piersiach jakby chciała je odgryść, w końcu dałam jej 20ml mleka modyfikowanego myśląc że jest głodna a w nocy niczego nie odciagnęłam bo kiedy. Ale to chyba nie było to bo o 19 juz zawodziła na dobre. Zmęczona? Wykończona? Tak można powiedzieć o Karolince ale też o mamie tego brzdąca bo głowę mam dziś kwadratową. Byle do wiosny ziomale, byle do wiosny. Może wtedy lepiej się z nią dogadam bo na razie mnie totalnie ignoruje a próby wyciągnięcia z tego niemowlęcia informacji o co u diaska tu chodzi nie zdają egzaminu. Czyzbym była nieprzekonująca? :)

No i nastąpił ten dzień kiedy malucha wzięliśmy w końcu do supermarketu. Buntowałam się długo żeby jej tam nie brać ale jak mam wysyłać mężulka po zakupy to przywozi mi jedynie połowę produktów (bo mu nie napisałam gdzie leżą a on nie będzie szukał po całym sklepie) albo zupełnie inne niż zamówiłam (bo żle przeczytał albo ja nieczytelnie napisałam – do wyboru ww zależności od pory dnia). Do teraz ratowałam się przynoszeniem wszystkiego z Piotra i Pawła ale po ostatnich zakupach prawie ręce mi odpadły więc jednak musiałam się poddać presji i zapakowawszy Karolinkę wybraliśmy się do Auchan oraz Leroy. W tym pierwszym spała jak zabita – normalnie miała dziewczyna fazę że hej. Gorzej było w Leroy bo tam się obudziła więc musiałam ją nakarmić w dziecięcym pokoju. No a potem jeszcze był szybki wypad do jubilera po prezent dla Mamy (kurcze po raz pierwszy totalnie opróżniłam swoje konto, na serio – do ZERA) gdzie mała wyła w samochodzie a mężulek próbował jej zatkać dzioba smoczkiem. Nota bene liczyłam na to że może drugie dziecko wychowam bez smoczka ale po tygodniu zmieniłam zdanie bo młoda ma taki odruch ssania że najchętniej by z mojej piersi zrobiła sobie smoczek jak nie ma tego sztucznego. Tak czy owak ukłony dla wynalazców smoczka silikonowego!!

Karolina dziś pobiła wszelkie rekordy siedzenia przy piersi. Z rana do 11 wisiała mi prawie cały czas bo do piersi przystawiałam co 20 min. Po południu była powtórka z rozrywki i tak ciągnie się do chwili obecnej – właśnie przestałam karmić i wpakowałam smoczka w paszcze bo odruch ssania ma tak mocny że mam wrażenie że ten smoczek zaraz połknie.
***
Wczoraj przepisaliśmy się do innej przychodni. Dla niezorientowanych dodaję że do tej przychodni (pierwszej) przepisaliśmy się 2 tygodnie temu ale po dwóch wizytach u pediatry miałam dosyć. Nie dosyć że facet to jeszcze z takim podejściem że wychodziłam od niego roztrzęsiona (KURCZE, MAŁA ZNOWU SIĘ OBUDZIŁA!! JEDNA PIERŚ, DRUGA, WYCIE PRZEZ 15 MIN I W KOŃCU PADŁA) więc zebraliśmy manatki i przenieśliśmy się do drugiej przychodni. Nie będzie mnie lekarz dołował i to wtedy gdy mam chore dzieci. Najbardziej wkurzył mnie jednak tym że ledwie spojrzał na Mateusza i od razu że dziecko alergik i że musi brać leki alergiczne przez długi czas. A może to coś innego ? Ta lekarka wysłała do laryngologa żeby sprawdził trzeci migdał bo to może być powód tego kaszlenia. A leki na alergię kazała odstawić – i dobrze.
***
Przyszła mi dziś do głowy myśl aby wypić sobie słaaaabej kawki. Co prawda nie czuję się śpiąca w ciągu dnia bo mała daje się wyspać – jako tako bo dziś miała tylko 2h ataku ssania piersi w nocy – ale mam już dosyć kawy zbożowej w ilościach hurtowych czyli ile wlezie w ciągu dnia.
***
Znowu przyjechał rehabiitant. Ocenił postępy moich ćwiczeń i stwierdził że całkiem nieżle jak na ten brzuch który miałam w ciąży. Teraz mieszczę się w rozmiar 40 i mam nadzieję że dojdę do swojego 38 bez problemu. Co rpawda to jeszcze 9kg in plus ale chyba jakoś to idzie zrzucić prawda?

No i znowu minął nam dzień. Dzisiaj mała stwiedziła że żadnych spacerków nie robimy, pozwoliła mi jedynie kupić chleb i potem tak rozdarła paszczę że trzeba się było szybko ewakuować. Zastanawiałam się czy jej nie jest zimno ale miała tyle cieńkich warstw że chyba musiałaby być gadem zimnokrwistym aby jej było zimno. No cóż, może po prostu nie lubi leżeć plackiem i patrzeć na gondolkę?
***
Co do tego leżenia plackiem to widać już jak na dłoni że Karolina nie lubi leżeć w poziomie. Pion – oooo tak! Kiwa się jak stary pijak ale dzielnie walczy, dziś jak leżała na brzuszku to podniosła głowę wysoko i oparła się na przedramionach. Co prawda to było może 5 sekund ale i tak byłam w szoku bo pamiętam jakie cyrki przechodziliśmy z Mateuszem który po prostu nienawidził leżenia na brzuchu (na plecach zresztą też – Karolina chyba idzie w jego ślady).
***
Popołudniowe ataki głodu nadal się powtarzają. Dzisiaj dostała do paszczy dodatkowe 20ml. Na szczęście nie jst to dużo wc nie mam jakiś dużych wyrzutów sumienia ale i tak się długo łamałam. Moje piersi jednak muszą odpocząć od tej paszczy choć na pół godziny a wieczorem jest to po prostu niemożliwe bo mała jest tak do mnie przyssana że trzeba podważać szczękę aby od niej wydrzeć mój kawałek ciałka.
***
Karolinka zaczyna się uśmiechać. Na razie robi to przy karmieniu gdy jest już w fazie spania i jest to tak prześliczne że żałuję iż nie ma jak tego nagrać albo sfilmować bo tak krótko trwa. Nie mogę się doczekać kiedy będzie to robiła w sposób kontrolowany.
***
Moja lalunia ma taką okrągłą główkę z tyłu że normalnie do zagłaskania. Mati nie chciał leżeć na boku więc jego głowa była bardziej płaska.
***
A oto i zdjęcie
Moje dwa robaczki: Lalunia i mój Mężczyzna

No więc powoli się docieramy. Aktualnie zauważyłam tendencję do napadów głodu od godziny 14 do samego wieczora. Lekarka od laktacji powiedziała że wtedy organizm produkuje najchudsze mleko i wiele dzieci się wtedy denerwuje że nie jest to takie smaczne i tłuściutkie jak mleko w nocy. Mam na spokojnie karmić na żądanie i wszystko się unormuje.
No to karmię. Dziś nie wiem ile to było już godzin ale od tej 15:30 praktycznie co pół godziny mała domagała się żarcia. No to dostawała. Nawet jako bonus dostała 40 ml z nocy ale to jej było mało.
***
Czy wspominałam już że Karolina postanowiła sama się obsługiwać przy piersi? Zasłania ją rękami, potem głowa w prawo, w lewo, w prawo i rzut otwartą paszczą na cyca. Jak trafi to czuję wszystkie nerwy aż do kręgosłupa – to jest nie do opisania. Jak nie trafi to robi buzię w szparkę i bawi się jak spagetti – jeszcze gorsza opcja. Moje próby utrzymania jej i wsadzenia w paszczę tego naturalnego smoka raczej schodzą na panewce. Staram się jak mogę ale młoda potrafi mnie zaskoczyć nie raz i nie dwa. Tak manewruje że jak tylko zakryje pierś to od razu puszcza szturm na przybytek mleczka. Na razie mnei nie załatwiła tak jak w szpitalu i mam nadzieję że tak zostanie.
***
Dzisiaj aż mnie wieczorkiem kusiło żeby dać jej w paszczę trochę mleka modyfikowanego, chociaż 20ml żeby trochę odpuściła bo aż teraz czuję że mnie kłuje w piersiach od tego ciągłego trzymania ich w paszczy odkurzacza przemysłowego. Wczoraj nawet wyciągnęłam ciepłą piżamę bo niby jest mi gorąco i po domu chodzę na bosaka w krótkim rękawku ale po takim wieczorze z paszczakiem to aż dostałam dreszczy tak mi było zimno. Dzisiaj chyba też w nią wskoczę bo mam dosyć.

NARESZCIE

3 komentarzy

Jest już nas dwie: Mama + Karolinka. Ale może zacznę od początku.
W piątek pierwszego grudnia postanowiliśmy jednak na dobre przenieść się do nowego mieszkanka. No i załadowaliśmy cały dobytek na samochody i w końcu stanęliśmy wszyscy wieczrkiem skonani we własnym mieszkaniu zapakowanym skrzętnie w kartony w ilości niepoliczalnej.
Całą sobotę rozpakowywanie, a wieczorkiem przy Larze Croft wzięły mnie delikatne skurcze. Czekałam 3h no i w końcu Maciej pojechal po Karolinę (opiekunkę) a ja spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechaliśmy na porodówkę. Tam w końcu mnie przyjęli i podłączyli do KTG a po 2h Maciej pojechał do domciu bo wszystko się rozeszło po kościach.
Następny dzień spędziłam na patologii ciąży śpiąc prawie cały czas (lekarz powiedział że muszę dużo chodzić żeby się zaczął poród – HA HA).
***
W poniedziałek lekarz podjął decyzję że wywołujemy poród więc komfortowo, bez skurczy pojechałam sobie do „wagonu” czyli sali do porodów u św. Rodziny gdzie drzwi są jak w pociągach.
Podłączyli oksytocynę i kazali czekać. Była 10:30. Koło 12 przyjechał Maciej bo już dostałam pierwsze skurcze. Ale wszystko szło powoli, skurcze były ale nie takie żeby od razu chodzić po ścianach więc o 14 Maciej zebrał się do Lubonia po Mateusza żeby go podrzucić znajomym bo i tak do 16 bym pewnie nie urodziła żeby go zdążył odebrać. O 15 wysłałam mu jeszcze SMS że wszystko idzie w dobrym kierunku ale powoli a jak przyjechał o 15:30 to ja już „chodziłam po ścianach” i zastanawiałam się czy prosić o środki przeciwbólowe czy też dołączyć się w chórze do drugiej rodzącej. Dostałam w żyłę ale dokładnie jeden skurcz przed skurczami partymi i po 10 min był koniec.
***
Urodziła się Karolinka, 4100 g, 54 cm długości, 10 w skali Agpar czyli wszystko w należytym porządeczku. Potem przyszedł czas na gorsze sprawy czyli szycie. Przy Matim byłam mocno pokiereszowana ale Karolinka dopełniła dzieła. Lekarka szyła mnie po 3 razy bo wszystko jej pękało. Tak czy owak osłabiona ale bez maluszka w brzuchu trafiłam na poporodowy. Miałam w ciągu 4h wstać bo takie są procedury ale nie byłam w stanie. Dostałam dodatkowe 2h w bonusie na święta ale to nei pomogło. Nie będę się rozpisywać nad tym co i jak w każdym bądź razie do następnego dnia do 12 miałam wstac do toalety.
***
Rzeczywiście wstałam i z pomocą pielęgniarki doszłam do drzwi toalety ale na tym film mi się urwał. Ludzie! Po raz pierwszy zemdlałam w całym swoim życiu! tak czy owak posadzili mnie na toalecie a ja jeszcze dwa razy odpłynęlam. po takich cyrkach lekarz podjął decyzję że należy dokonać transfuzji bo za dużo krwii straciłam przy porodzie. Przez następne 5h dopajali mnie 3 kroplówkami z płynami ustrojowymi i 2 z krwią (nota bene to co oddawałam kiedyś w ramach krwiodawstwa wróciło do mnie – musi być równowaga w naturze co nie?). Po takim zastrzyku energetycznym jakoś zwlokłam się z łoża boleści po to aby uświadomić sobie że siedzenei na pupie to jeszcze gorsze przeżycie.
***
Tak czy owak w czwartek 6 grudnia wylądowaliśmy w domciu całą czwórką. No i zaczęła się jazda. Mała mnie ak pogryzła (gryzoń bezzębny – nowy gatunek) że mi krew leciała z piersi i kazali mi w szpitalu ją odstawić. Przyjechałam do domu i położna to samo stwierdziła – brak pokarmu, zmasakrowane piersi no i trzeba kupić mieszankę i z butli. Miałam totalnego doła, ryczałam co chwilę i wogóle kwalifikowałam się na depresję poporodową. Dobrze że koleżanka znalazła mi telefon do lekarza udzielającego porad latacyjnych i dzięki niej zobaczyłam światełko w tunelu. Przez całe 3 dni odciągałam co 1,5h mleko laktatorem i karmiłam małą przez strzykawkę swoim mlekiem i modyfikowanym. Umordowałam się straszliwie bo nie dosyć że laktator zajmował średnio pół godziny każde odciąganie do dodatkowo jeszcze ta strzykawa gdzie karmienie trwało dłużej niż godzinę. Ech było ciężko ale w poniedziałek Karlinka wróciła do piersi i właściwie już powoli wychodzimy na prostą i mam nadzieję że neidługo odstawimy zupełnie znienawidzoną przeze mnie strzykawkę (zniszczę ją komisyjnie!!)
***
Mała jest fajowa, co prawda na razie mamy 4 możliwości czyli:
- śpi – wtedy jest najukochańsza
- je – też nieźle chociaż wsys ma taki jak odkurzacz przemysłowy, czasami mam wrażenie że mi wyciąga wszystkie żyły i aż mnie strzyka gdzieś przy kręgosłupie
- nie śpi – taaaa, tych okresów jest najmniej, a szkoda bo jak się tak rozgląda to jest po prostu przeurocza
- ryczy – generalnie ten stan jest najgorszy, co rpawda powoli przechodzimy na stan trzeci po obudzeniu ale chyba jeszcze nam sporo brakuje.


  • RSS