anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

No i mieliśmy wczoraj kolejny kryzys. Ale zacznę od początku. Po zakończonym antybiotyku Karolinka ewidentnie zaczęła mieć problemy z brzuszkiem czyli opróżnianie się i bączki. Trwało to już tydzień i uznałam że to już za długo. W poniedziałek postanowiłam że odwiedzimy naszą ukochaną prywatną panią doktor aby obejrzała to nasze zjawisko. Przy okazji spytałam się o ten siniak na nosie który nie znika i dowiedziałam się że to naczyniak i powinien w ciągu najwyżej 6 mcy zniknąć sam. Po tym tygodniu kiedy Caro spała po 20-40 min i ciągle się budziła w dzien miałam już dosyć wszystkiego. Nawet psychicznie nie mogę odetchnąć od dziecka. Za to wczoraj DżDżownica Karolina (najpierw był RoBaczek ale Mateusz się oburzył że to on jest robaczek – fakt, był pierwszy więc zmieniliśmy koncepcję nazywania naszych dzieciaków) dała niezły popis. Zaczęłam usypianie i jak zasnęła to chciałam wyciągnąć pierś. Nagle WYCIE. oki. daję smoka… jeszcze gorzej… noszę…. tragedia….. no dobra – pierś po 4 min. No to śpimy dalej. Po 20 min powtórka i tak walczyłam z nią do 22:20. Pod koniec miałam załamkę i wylam już z nią. Położyłam do łóżeczka i usiadłam obok bo nie miałam już sily jej nosić a trzymanie na rękach nic nie dawało. Ale po 5 min ochlonęłam i spowrotem było karmienie piersią. Miałam ochotę to wszystko rzucić. To takie obciążenie psychiczne że faceci chyba nigdy nie zrozumieją. Tak przez parę godzin dziennie mieć przy piersi ssaka który wyciąga z ciebie wszystkie soki. Najgorsze jest to że jak ciągnie pustą pierś to ma niezły wciąg i po jakimś czasie to zaczyna już boleć ale w środku, jakby nerwy.

Niby choroba się skończyła ale dziś czuję się kiepsko i chyba mnie znowu rozkłada. Ale jak ja mam wyleżeć tą anginę jak sama się zajmuję dzieckiem a mój bobasek śpi w ciągu dnia może ze 2-3h przez cały dzień?
***
Dzisiaj w nocy Karolinka zrobiła mi prawdziwą malinkę na piersi. Kiedy się w nocy obudziła i skapnęła że nie ma piersi w paszczy postanowiła się sama obsłużyć i rzuciła się na to co leżało przed nią i zachęcająco pachniało mleczkiem. Niestety dziewczyna nie trafiła w środek ale lekko o 5cm w lewo a ja obudziłam się gdy już miała w paszczy wciągnięte conajmniej pół piersi. No i rano pokazała się piękna malinka. Mąż zazdrosny chyba nie jest ale dziwne to bo od niego malinki nie miałam a od mojej córeczki dostałam.
***
Wczoraj dorwałam się do pępka mojego Mateusza i go gruntownie odświeżyłam i wyczyściłam. Ludzie, nawet nie wiecie ile świństwa może tam się znajdować. Aż się przestraszyłam ale sytuacja została opanowana i teraz pępuszki moich dzieciaków aż odbijają światło z czystości.
***
Dzisiaj po raz pierwszy robiłam sama zakupy z Karolinką w Auchan. Nie ma to jak jedna osoba która musi obsługiwać dziecko i robić zakupy jednocześnie. Karolina doszła do wniosku że leżenie w nosidełku jest potwornie nudne więc musiałam ją trzymać w pionie przez cały czas, do tego drugą ręką pchać wózek z zakupami no i jeszcze brać udział w slalomie gigancie między półkami. Ale zabawa, mówię wam! Aż mi ręce zdrętwiały, jedna od trzymania na wysokości pasa 5kg żywej wagi a druga od pchania pewnie z 20kg na wózku.
***
Jestem niepoprawną poszukiwaczką gratisów w sklepie. Dzisiaj wypatrzyłam śliczne kubeczki z Liptonem. No i z związku z faktem że są dwa wzorki kupiłam od razu dwie mega paki. Mężulek ma zapewniony zapas herbaty na następne 2 lata. Ale za to ja mam śliczne kubeczki w których od przyjazdu wypiłam już chyba ze 4 herbaty – nawet nie wiecie jak super mi smakowały mimo że to był koper na wzdęcia maluszka i inne ziołowe świństewka.

Chrzciny

1 komentarz

No i już po chrzcinach. Były z przeżyciami które zaraz napiszę bo warto to uwiecznić na pamiątkę. Po pierwsze mała cały dzień była marudna i mało co spała więc jako „kukułcze jajo” podrzuciliśmy ją na chwilę do sąsiadki żeby chociaż trochę wysprzątać i przygotować się na najazd gości. Mama z Tomkiem przyjechali koło 14 a ja nawet ziemniaków nie miałam jeszcze zrobionych bo my pożywiliśmy się tylko pierogami żeby było szybciej. Potem na 18 mieliśmy iść do kościoła gdy okazało się godzinę wcześniej że mama chrzestna z rodzinką miała jakiś wypadek (na szczęśie niegrożny) i stoi przed Lesznem bo facet który go spowodował nie chce iść na ugodę ale woła o policję. No to my zaraz za telefon do ks. Artura z pytaniem co będzie jak chrzestna nie dojedzie. W planach był nawet chrzest w domu gdyby tam utknęli na dobre. No ale w końcu facet się zgodził i dał kasę więc rodzinka chrzestnej jechała dalej. O 18 w kościele Maciej przypomniał sobie że nie wzięliśmy z domu świecy wiec pojechał. No ale jak to mężulek nie wiedział gdzie takie coś może leżeć więc po chwili przyjechał do kościoła i w czasie mszy mnie pytał gdzie to leży. Potem pojechał ponownie zarazem ściągnąć z trasy chrzestną aby się nie pogubiła z dojazdami. No i przed 19 w końcu wszyscy na koniec mszy dotarli do kościółka. Potem okazało się ze chrzestna myślała że ja kupię szatkę a ja – że chrzestna. Ks. Artur boki z nas zrywał gdy mu powiedzieliśmy jak wygląda sytuacja. Ale jakoś się poratowaliśmy szatką pożyczoną od księdza z parafii. Do kościoła dotarły też Shelley i Rossie więc zaprosiłam je potem do nas do domu na kolację. Impreza się udała a w niedzielę była powtórka z obiadem.
Jak wszyscy goście pojechali to wieczorem mała odstawiła taki koncert że ja już robiłam przegląd swojego menu w przekonaniu że coś jej zaszkodziło – tylko co? W końcu zadzwoniłam do koleżanki z pytaniem co i jak bo ona jest spec od karmienia a ona mi na to że jej córunia też odreagowała tak chrzest i jak babcia wzięła ją na ręce to od razu zasnęła. W tym momencie moja mama wzięła małą na ręce ode mnie i słuchajcie – rzeczywiście Karolinka zasnęła po 10 min. A mnie ryczała prawie 2h!
***
Jestem SŁOMIANĄ WDOWĄ. Maciej wyjechał w poniedziałek do Niemiec na coroczne szkolenie i do czwartku muszę sobie jakoś radzić. Na szczęście jest pani Bożenka – sąsiadka – bo bez niej to chyba byśmy wszyscy się tutaj zaryczeli.
***
Mamy problem z Mateuszem. Teraz już przyznaję że to problem a nie tylko epizod w jego życiu. Ostatnio robi nam histerie o samodzielne ubieranie się lub cokolwiek o co go poprosimy. Nic nie daje rezultatu, nagrody i kary są bezużyteczne bo widzę że on chce zwrócić na siebie uwagę w ten sposób. Nie chce być samodzielny bo to oznacza że mama nie będzie już mu pomagać i poświęcać mu czasu. Dzisiaj rano ubierał się 40 min histeryzując na podłodze. Potem była powtórka jak musiał złożyć piżamkę. Dobrze że mam w miarę silne nerwy i to wytrzymałam ale miałam ochotę naprawdę go palnąć bo takie wycie jakie odstawił było naprawdę okropne. Wiem że muszę mu poświęcać więcej uwagi ale nie odłożę Karoliny żeby wyła a to jedyne rozwiązanie bo wieczorem jest już marudna. Ech.. trzeba to chyba przeżyć bo widzę że Mateusz jest zadowolony że ma siostrę ale ta zazdrość niestety wychodzi w ten sposób.
***

Dzisiaj z rana nie wytrzymałam bo od 3 nie mogłam już spać tak mnie bolało gardło. Zadzwoniłam do przychodni żeby się umówić i trochę im pojęczałam że muszę zostawić dziecko z sąsiadką i żeby było bez kolejki. No to kazali mi przyjechać w 15 min bo inaczej bedę czekać na stoją kolej. W tempie ekspresowym nakramiłam małą, ubrałam się i zaczęłam wyjeżdżać autkiem z parkingu. No i stało się – przytuliłam się błotnikiem do znaku drogowego koło którego mój mężulek zaparkował samochód. KTO PARKUJE SAMOCHÓD W TAKIM MIEJSCU, CO?!
Samochód pięknie odrapany nadaje się do klepania i wycenili to na 500 zł bo mamy podobno najdroższy rodzaj farby – perłowa. Po cholerę mi taka farba, muszę teraz za nią bulić prawie 400 zł!
No ale wyobrażam sobie jakie wrażenie to autko robiło 14 lat temu. Przecież to chyba była limuzyna a nie zwykłe auto na te czasy. Mnie rozwalają najbardziej podgrzewane siedzenia – to jest najlepsza rzecz na świecie
***
Mateusz przyszedł dzisiaj z przedszkola potwornie pokiereszowany po prawiej stronie twarzy. Okazało się że miał bliskie spotkanie III stopnia z podłogą ale patrząc na to co ma na twarzy jakoś nie umiem sobie wyobrazić co musial zrobić. Mateusza opowiadanie nie trzyma się kupy więc pozostają domysły. Ech te dzieciaki

No i doigraliśmy się…przy Mateuszu problem ciemieniuchy to jakieś 2-3 smarowania glowy tym świństwem które dają w aptece natomiast przy Karolince okazało się to być poważnym wyzwaniem. Zaczęło się jakieś tydzień temu więc zaczęłam smarować oliwką. To nic nie dało więc kupiłam specyfik w aptece. To pieroństwo tak trudno się rozsmarowywuje że szok, a zmyć to potem z głowy jest jeszcze gorzej. Niestety to też nie pomogło. W końcu pojawiła się położna i powiedziała że po zmiękczeniu tych strupków trzeba je delikatnie podważać szczotką i pomagać sobie paznokciem. Jako że szczotka nie dawała wymiernych rezultatów przeszłam od razu do etapu drugiego. Zauważyłam że przy piersi Karolince zupełnie nie przeszkadza że grzebię jej we włosach jak koczkodan. W ten oto sposób nasze popołudniowe karmienia urozmaicone zostały przez mozolne ściąganie ciemieniuchy. Jako że jest ona na prawie połowie głowy pierwszy dzień zdrapywałam godzinę. Dostałam po tym skrętu głowy bo cały czas się trzeba nachylać. Dzisiaj było nieco lepiej bo straciłam na to jedynie pół godziny + 15 min po wieczornym kąpaniu.
Zadziwiające jest to że ewidentnie jest to ingerencja w skórę dziecka która robi się czerwona bo muszę jednak podrapać a moja mała nic sobie z tego nie robi. Po prostu ŚPI! Niesamowite w jakich warunkach dzieciaki potrafią zasnąć. Nic ich wtedy nie rusza.
***
JESTEM CHORA!
Dwa dni temu mnie nieźle przewiało na spacerze, wczoraj to nawet myślałam żeby jechać na pogotowie wieczorem bo już nie mogłam przełykać ale jakoś trochę się to uspokoiło przez noc. Co prawda nadal boli mnie gardło i to dość mocno ale nie mam już gorączki ani dreszczy. Niech żyje NUROFEN FORTE. Niestety reszta leków którymi próbuje się wykurować to albo leki dla dzieci albo leki homeopatyczne bo innych nie wolno mi brać przy karmieniu piersią. Dobrze że mam panią Bożenkę która mi dzisiaj poszła na spacer z małą więc nie muszę marznąć i mogę się skuteczniej kurować.
***
Nie ma jak wysłanie mężczyzny po płyn do kąpieli z szamponem do drogerii. Maciej kupił oczywiście płyn z szamponem ale miał do mnie pretensje że nie powiedziałam mu że ma być dla dwumiesięcznego dziecka (ten który kupił był od 1roku życia) Ech ci mężczyźni!
Poleciałam do drogerii i wymieniłam na odpowiedni preparat. Pani śmiejąc się powiedziała że mąż chciał na początku kupić szampon w saszetce (taki jednorazowy) ale jak go zaczęła wypytywać to wyciągnęła że to ma być dla dziecka. Widząc Mateusza pomyślała pewnie że to dla niego więc dała jakiś szampon o zapachu Coca Coli. A mnie się w domu jeszcze oberwało że mężulek taki bidulek bo nie wiedział że szamponem dla rocznego dziecka nie można kąpać naszej laluni!

Mój Mateusz mnie totalnie rozbraja, dzisiaj mieliśmy mieć gości więc chciałam jak najwięcej wysprzątać, zrobić szybko obiad, zrobić ciacho no i jeszcze tysiąc innych rzeczy. Kiedy udało mi się uśpić Karolinkę rzuciłam się w wir przygotowań no i w połowie robienia ciasta mała się obudziła. No więc ja gnam do pokoju i mówię do Maćka żeby zajął się bobaskiem bo ja muszę dokończyć to co zaczęłam. Na to Mateusz:
- Mamo, ja się nią zajmę – i pognał do pokoju rozmawiać z małą. Kochany chłopak a właściwie to już mężczyzna.
Trzeba przyznać że chętnie jej pokazuje zabawki, chce się do niej przytulać, daje jej smoczek no i całujemy się wszyscy na dobranoc. Prawdziwa harmonia, chociaż czekam kiedy zaczną się równo bić bo mój mężulek z siostrą prowadzili zaciekłą wojnę.
***
Zmiana przedszkola wyszła nam na dobre, tutaj może jest moloch ale bardzo dobrze prowadzony, Mateusz ma religię 2x w tygodniu, rytmikę 2x w tygodniu, aikido 1x w tygodniu, angielski 2x w tygodniu. Raz w tygodniu dzieci mogą wypożyczać książki z biblioteki, raz w miesiącu jest teatrzyk oraz zespół który im gra. Do tego we wtorek bal maskowy. W związku z tym że to przedszkole sportowe to jest dwa razy w roku olimpiada z medalami. Prócz tego dzieci mają ogromny karmnik oraz przedszkolne kotki. Czego tam nie ma to ja już sama nie wiem.
Co prawda po pierwszym dniu w przedszkolu młody był tak zmęczony że cały wieczór wył o wszystko więc niezła była ta histeria. Nawet sąsiadka się dopytywała co się dzieje bo tak się to niosło po bloku. Ale jakoś przebrnęliśmy ten kryzys i teraz jest już dobrze.
***
Dzisiaj Mateo przy modlitwie podziękował za nowe przedszkole. To chyba dobry znak prawda?


  • RSS