anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

Wczoraj byliśmy na Farewell Party Roz. Było fajnie, dżdżownica czarowała wszystkich naokoło swoimi uśmiechami więc panowie się rozczulali a dziewczyny kwiczały nad nią jakie to kochane dzieciątko. Mateusz trochę się nudził bo nie było dzieciaków w jego wieku (najmłodsze jest o jakieś 5lat starsze) więc plątał się pomiędzy mieszanką polsko-amerykańską. Aż do pewnego momentu!
Pojawił się ON!!! Czyli BRIAN!!! [wow wow]
Wprowadził w zdumeinie moją córę która raczej jest odporna na mężczyzn i strasznei ich czaruje. A tu nic! Wpatrywała się w niego i wpatrywała aż w końcu zrobiła usta w podkowę i stwierdziła że nie gustuje w Afroamerykanach. Za to Mateo….. dużo by opowiadać. Najpierw Brian przybił z nim piątkę. Potem okazało się że ma suuuper łańcuch przypięty do spodni i jak Mateusz zaczął go oglądać i dotykać to od razu Brian mu obiecał taki sam (będę miała dziecko obwieszone żelastwem). A potem się zaczęło!
Kurcze to trzeba było widzieć. Dodam że komunikacja między Mateuszem a Brianem jest dokładnie na poziomie Karoliny czyli ZEROWA z powodu bariery językowej. To jednak niczemu nie przeszkodzilo. Od przybijania piątki przeszli szybko do żółwików (mój mężulek mnie oświecił że to nazwa z „rybek z ferajny” – a propos to oczywiście jak włączamy bajkę dla Mateusza to mężulek zawsze się dołącza badziej jeden) a potem Mateo zaczął z rozbiegu skakać na Briana, Brian go podnosił na jednej ręce (wow te bicepsy!) itd. I tak zabawa a dokładniej kociokwik trwał do 22. Dodam tylko że wokół chłopaków zebrał się tłumek który kwiczał tak samo jak Mateusz. A Brian tak świetnie się z nim bawił że na koniec musiałam jako tłumacz symultaniczny zasugerować Brianowi że ma do nas przyjść. Potem poszliśmy do Shelley i oznajmiliśmy że niestety [no sorry Wodzu] spadła na 2gie miejsce w rankingu bo Brian wyszedł na prowadzenie.
Do tego jeszcze wymogliśmy na niej żeby umówiła z Brianem kiedy nas odwiedzają.
Zgadnijcie jakie było pierwsze pytanie Mateusza dzisiaj o 7 rano:
- kiedy przychodzi do nas Brian?
a kiedy tłumaczyłam mu że za pół roku Brian wraca do stanów do swojej rodziny to usłyszałam:
- przecież Brian jest już duży, nie musi mieszkać ze swoją rodziną, może u nas zostać!
No cóż. Ta argumentacja mnie powaliła na kolana. Dzisiaj wyprodukowaliśmy 2 obrazki dla Briana, leżą zaklejone w kopercie na której Mateo napisał koślawo „FOR BRIAN”. Kurcze. to jest miłość od pierwszego spojrzenia!!
***
Pojechaliśmy dzisiaj do muzeum w Szreniawie (jeśli ktoś nie wie to jest to muzeum agrorolnictwa). Najpierw przeszłam ciężką batalię słowną z mężulkiem który o 15 stwierdził ze do Szreniawy jest tylko 10km więc możemy jechać na rowerach a Dżdżownica w przyczepce. To co że festyn kończy się do 18 i pewnie byśmy mniej więcej na tą godzinę tam zlądowali. To co że zaczynało już być wietrznie. To co że na prognozie pogody jest jak BYK że od 15 ma lać(argumentacja: Jest już 15:10 i nie leje!!!). W końcu postawilam na swoim i pojechaliśmy autem. Oczywiście zanim dojechaliśmy to już kapało. Ale jesteśmy twardzi (nie wpadliśmy na to żeby wziąć kurtki przeciwdeszczowe lub chociaż parasol bo po co?) więc dziecko do wózka i bach na festyn. A na festynie na polu kukurydzy otworzyli labirynt. No to my wózek przed siebie i do labiryntu. Gdzieś w połowie drogi do środka rozpadało się na dobre. i teraz decyzja… co robić. Kurcze ręce mnie bolały od tego pchania, koła wózka wyglądają jakbyśmy go ciągnęli po zaoranym polu (w sumie niedużo się pomyliłam bo tam ludzie rozorali cały labirynt), końca ani początku nie widać.
Zaczęłam już zastanawiać się nad opcją „na przełaj” ale doszłam do wniosku że wózek nie wytrzyma. Młody zaczął krzyczeć że „koniec świata” i że „zginiemy tutaj” a to wszystko w sporym deszczu gdzie cała trójka z nas miała tylko swetry i to nie przecideszczowe. Musieliśmy wyglądać nieco komicznie. Jak już doszliśmy do wyjścia to akurat trochę zelżało…. nie ma to jak szczęście.
Czy wasze dziecko dostaje spazmów oraz ataku padaczkopodobnej rzucawki jak słyszy magiczne słowo „sprzątamy”? Bo Mateusz dzielnie froteruje wtedy każdą podłogę, najlepiej mu wychodzi w kuchni bo tam jest najbardziej ślisko. Aż boję się myśleć co będzie gdy Karola do niego dołączy – chyba będziemy musieli zmienić mieszkanie bo za mało podłóg tutaj mamy.

Dzisiaj przy kolacji przekonałam się jak bardzo perfidna potrafi być nasza córunia. Jako dobrzy rodzice uczymy synka żeby nie siorbał przy piciu. On oczywiście co jakiś czas sprawdza czy pamiętamy o tym czego mu zakazujemy i dzisiaj nastąpił taki dzień. Młody zaczął siorbać mleko a Dżdżownica wpadła w tak histeryczny śmiech że rodzice zamiast od razu tłumaczyć synkowi że to niehigieniczne, obrzydliwe i niekulturalne po prostu stali w drzwiach kuchni i skręcali się ze śmiechu. W ten oto sposób Karolina wymusiła na nas wysłuchanie całej szklanki siorbania. A po fakcie nie bylo sensu już komentować że nie wolno bo przecież sami pozwoliliśmy co nie?
***
Ulubione połączenia żywieniowe Mateusza:
-Mamo a czy do kiełbaski (takiej raczej ostrej) mogę chleba z miodem?
-Synku, kochanie nie bo nie pasuje!
- Mamusiu to może chleba z nutellą?
- Synku, żabciu.. to naprawdę nie pasuje!
- Mamusiu a może chleba z dżemem?
- SYNKU…..TO NIE PASUJE
zaczynam się zacinać jak stara płyta gramofonowa. Najgorsze jest to że chłopak ubzdurał sobie że chleba nie da się inaczej zjeść jak z miodem/dżemem lub nutellą. W każdym innym przypadku chleb to TRUCIZNA i to śmiertelna. Nie pomaga tłumaczenie że z chlebem jemy różne rzeczy jak na przykład szynkę, ser żółty lub jajko. Każda z tych rzeczy osobno smakuje ale na chlebie staje się czymś obleśnym.
Jak dziecko leczyć z CHLEBOFOBII?
***
Jak już wszyscy piszą o swoich przywarach to ja dodam jedną: CZYTANIE. Najlepszym miejscem na czytanie jest oczywiście? TOALETA. na pytanie dlaczego odpowiem szybko: bo mogę się zamknąć a synka już wytresowalam że jak mama siedzie w toalecie to jest to święty czas i pod żadnym pozorem nie wolno go zakłócać. Co prawda zdarza się że młody kładzie się wtedy pod drzwiami i albo wsuwa jakieś karteczki albo prowadzi monolog. Nie mogę się już doczekać kiedy Karolina do niego dołączy. Już widzę jak będę mogła się skupić na tak prostych czynnościach jak siedzenie na klopie.
Ale wracając do czytania to potrafilam pożerać książki, w szpitalu w czasie ciąży szła mi jedna na dzien. Dodam że wszystko co czytam jest w wersji angielskiej w ramach doskonalenia swoich umiejętności językowych jak i również zapędów masochistycznych żeby sobie utrudniać życie.
Drugą moją słabością są?? KSIĄżKI. Heh, to jakoś mocno koresponduje z tym co napisałam wcześniej o czytaniu więc dodam tylko że Mateusz ma imponującą bibliotekę książek różnej maści (nawet jakieś szwedzkie komiksy o Donaldzie), w tym mniej więcej 1/3 po angielsku. Dzisiaj kupilam kolejne 3 ksiażki i widzę że naprawdę mu się spodobały.
Kurcze tracę fortunę na książki mimo że wiele udaje mi się kupić wyjątkowo okazyjnie w second handach (tak jak to było dzisiaj, całość kosztowała mnie aż 3zł). Dla Karoliny czekają już 2 reklamówki z książeczkami więc pewnie też będzie histeryzowac przy ich układaniu. Ależ jestem wredną matką która kupuje dzieciakom książki aby je dręczyć codziennym sprzątaniem.
Wracając do książek mam sporą biblioteczkę po angielsku a raczej ją miałam bo przy przeprowadzce wydalam 4 reklamówki fajnej beletrystyki a ok 40 kolejnych książek sprzedałam. A tu znowu zaczyna się zapełniać mój ENGLISH SHELF.
***
A TERAZ HICIOR DNIA DZISIEJSZEGO
Po specerze z dzieciakami wchodzę do domu i widzę co? pomyte naczynia! Jezuuu, musialam się chwycić blatu bo mi się zakręciło przed oczami. Ale nie… to prawda. No więc podchodzę do zlewu, sprawdzam, rzeczywiście się nie kleją i są pomyte. Czym prędzej lecę do pokoju i przymilam się do mężusia dziękując mu za pomoc.
- a może tak częściej tzn codziennie – uprzejmie dopytuję
Na co mężuś:
- a Voyagera kupimy?
Dla niewtajemniczonych rozmawiamy o tym autku już od lutego bo mój mężulek tweirdzi że w Mondeo to on się nie mieści rodziną. i tu uwaga główny argument: BO SIĘ PIELUCHY NIE MIESZCZĄ!!
Ale to nie on będzie musiał tą kolubryną zaparkować między maluszkiem sąsiada a drugim autem drugiego sąsiada który uważa że ja też powinnam mieć najwyżej malucha i to jeszcze z opuszczanym dachem żeby nie trzeba było otwierać drzwi bo to strata miejsca parkingowego. Kurcze blade, jak ja tym gdziekolwiek zaparkuję? a napewno nie przed moim ulubionym ciucholandem do którego wpadam co jakiś czas po drodze z pracy mając na zaparkowanie, obejście dwóch pięter oraz zmierzenie i zapłacenie dokładnie 33 min 20 sec. NO powiedzcie JAK?

Dentysta

1 komentarz

Muszę pochwalić mojego synka bo był naprawdę dzielny u dentysty. Pani doktor wierciła mu w trzech zębach a on jęknął tylko jeden raz. Przed wizytą miałam już wizję w których używałam stalowych lin do zamocowania go na stałe w fotelu ale okazało się to zbyteczne. Przy okazji dowiedziałam się kiedy moje dziecko bolą zęby.
Na pytanie pani doktor:
- po zjedzeniu czego boli cię ząbek?
Mój synek odpowiedział:
- po zjedzeniu czegoś niedobrego!
Grunt to mieć odpowiedź na każde pytanie co nie?
***
Młody jest wielce szczęśliwy że pani doktor pozwoliła mu jeść czekoladę a kazała odstawić wszelkie gumy do żucia, gumy mamba, żelki oraz twarde cukierki (których i tak nie dostawał). Grunt to zdrowe odżywianie więc wczoraj wspólnie wciągnęliśmy pół czekolady. Dzisiaj powtórka z rozrywki.
***
Dżdżownica wczoraj przeszła samą siebie. Przy jedzeniu kolacji młodej zamykały się oczy więc szybko szuflowałam żeby zdążyć zanim zamknie paszczę na dobre. Ufff zdążyliśmy wciągnąć kaszkę zanim młoda na dobre się rozdarła że odczepcie się wszyscy ode mnie do jasnej ciasnej, ja chcę spać!
o 19:15 padła na dobre po czym ja spokojnie usiadłam sobie przed kompem kontemplując to co znalazłam na swoim blogu czyli kolejne wpisy. Nie minęło 40 min jak młoda się obudziła. No to ja szybko szczupakiem rzuciłam się do niej, podstawilam cycka licząc że mleczko znowu ją uśpi a tu XXXX. Młoda zjadła i dalej się wierci no to ja wersja trzymania na kolankach i tulenia do piersi. Młoda odstawiła histerię typu: ja już jestem duża i nie potrzebuję się przytulać do Twoich cycków!
Ok. przyjęłam do wiadomości i uznałam że niech sobie ryczy to może się zmęczy. Poryczała chwilę po czym uznała że jest tak wyspana że chce się bawić. No i o godzinie 20 miałam totalnie wyspane dziecko – Młoda!! coś ci się chyba pomyliło!
Kurcze blade, do 21 usypiałam dziecko próbując wszelkich pozycji łącznie z kiedyś opisaną „na kłodę”. Ta ostatnia na szczęście zaskoczyła i Karolina padła jak długa. Ufff!

Te ćmy doprowadzą mnie do zawału serca lub innych dolegliwości. Wczoraj chcę sobie zrobić kawkę i podnoszę czajnik a tam co?? Kurde mol! Na palniku siedzi sobie jedna taka i łypie oczami.
Nie jestem pewna czy to nie był atak ćmy Jackassa bo oni lubią takie głupie pomysły typu podpalanie tyłka itd. Ewidentnie się prosiła jędza. Odstawilam histeryczny krzyk (bo tak jak węży i pająków się nie boję tak latające ćmy są paskudnie obleśne) na co przylecial mężulek. Od razu okazało się że nie potrzeba mi wcale kawy bo ciśnienie od razu podskoczylo mi o jakieś 150 minimum. Mężulek chciał spalić ją żywcem ale odstawiłam jeszcze gorszą histerię że nie będze tutaj w MOJEJ kuchni całopalenia i innych rytuałów.
Dostałam do potrzymania Dżdżownicę a mężulek postanowił zabić ćmę w sposób bardziej kontaktowy (bliskie spotkania trzeciego stopnia?). No i na firance mam ślad po masochistycznej ćmie która marzyła o byciu spaloną żywcem (może jest z Indii i właśnie straciła męża? who knows?)
***
Dżdżownica stwierdziła że nie będzie się uczyć tak jak inne dzieci normalnego stania bo i po co. Ostattnio to co odstawia to woła o pomstę do nieba. Staję za nią i trzymam ją za ręce a ona nie! przecież to jest za łatwe więc puszcza jedną rękę i chcąc coś podnieść z podłogi w mięczyczasie chce jeszcze zrobić piruet o 90 st. Na razie idzie jej kiepsko ale dzielnie ćwiczy. Druga wersja to odwracanie się od razu o 180 stopni przy jednoczesnym puszczeniu się łóżka czy innej stabilnej rzeczy przy której stoi. No to jej idzie lepiej, rzucanie się na szczupaka opanowała do perfekcji. A rodzice niech się uczą trybem eksternistycznym jak takiego szczupaka wyłowić zanim zetknie się z ziemią a co!
***
Mateusz dzisiaj pojechał do dentysty. Był dzielny nie powiem bo jęknął tylko raz a miał aż 3 ubytki. Ślicznie wszystko zaplombowane, trwało to ponad pół godziny ale pani doktor była super! i wzięła tylko po 30 zł za dziurę więc jestem zadowolona.
***
Zapomniałam dodać że dzisiaj rano młody mnie objechal że go nie obudziłam jak szłam po bułki o godzinie 6:50! No powiedzcie który z was ma tak kochane dziecko które chce się o tej porze zwlec z łóżka aby się przejść do sklepu z mamusią? Od razu tłumaczę że chodzi o to że mamy umowę, jak młody idzie ze mną do sklepu to mu się trochę skapnie drobniaków. Chlopak tak uzbierał już ponad 20 zł i widać że ma konkretny cel bo co tydzień w sobotę ubiera się w mig i o 7 jesteśmy już w sklepie. Ech ta młodzież, jak coś za kasę to od razu na skrzydełkach co nie? Kurcze co z niego wyrośnie?
***
Wersje zasypiania Karoliny:
- z palcem w moim nosie
- z paltem w moim oku
- z rękami (które miała wcześniej w moim nosie) na moich włosach
- z moimi wlosami nawiniętymi na dwa palce (uwaga nie próbuj tego sam w domu! wersja drastyczna bo albo odcinasz włosy albo czekasz aż młoda sama puści co się rzadko zdarza)
- z piersią w paszczy (taaa to jet wymarzona pozycja mojego dziecka, pierś w paszczy przez całą noc, a jeśli już tego nie może to chociaż jakaś rureczka do piersi co mama?)
- a to jest już najbardziej drastyczna dla mojego kręgosłupa czyli „na kłodę”. Ta wersja wymaga ode mnie trzymania młodej na rękach i chodzenia tanecznym krokiem po naszym pokoju. każda próba odłożenia po mniej niż 15 min kończy się restartem. Ta wersja jest praktykowana przy nocnych nasiadówach z ząbkowaniem. Dzięki niej mama niedługo będzie taką kulturystką jak Pudzian.
- zapomniałam dodać o wersji „na latawiec” czyli leżymy na środku łóżka, rozkładamy rączki a niech mama się martwi jak spać na szerokości 15 cm zaraz przy krawędzi. Ta wersja kończy się moją wyprowadzką albo w nogi dziecka (gdy nie pozwala się odłożyć do łóżka z powodu ząbkow albo ma jakiś gorszy dzień czyt. co jakiś czas) albo do drugiego pokoju co witam z radością bo wreszcie nie słyszę jak się wierci co mnie totalnie wybudza

Nie zapiłam się na śmierć chociaż powiem szczerze że mała lampka winka dobrze mi zrobiła.
W weekendy raczej nie włączam kompa więc pisanie na blogu jest nieco utrudnione.
W niedzielę rano Mateusz przyszedł do mnie do łóżka i zadał poważne egzystencjalne pytanie:
- Czy mogę już do ciebie mówić Mamusiu?
/dla niewtajemniczonych odsyłam do wcześniejszej notatki w której opisałam jak to Mateuszowi wykreśliłam ze słownika słowo MAMA/
Biedaczek przyjął z godnością fakt że musi się sam ubierać, oczywiście przy zakładaniu skarpetek znowu była histeria bo jak się próbuje wciągnąć skarpetkę bez naciągania na stopę to tak jest. Mama jako miłosierna Samarytanka pokazała synkowi jak się zakłada skarpetę prawidłowo. Mateo oczywiście rogalik od ucha do ucha bo przecież jednak wymusił na mamie żeby mu pomogła i jedną skarpetkę ma z głowy. A tu niespodzianka! Po tym jak zademonstrowałam zakładanie skarpety, ostentacyjnie ją ściągnęłam i wręczyłam zdziwionemu młodemu tłumacząc że teraz może sprobować sam. HE HE HE
***
Wczoraj pojechaliśmy do mojej przyjaciółki Reni. Dzieciaki (Mateusz + Ania + Ignaś) bawili się nawet fajnie chociaż ta pogoda chyba też na nich źle wpływała bo ciągle się walili po głowach. Ale i tak przebojem wieczoru okazał się kot (rudy w paski) w wieku 2 mcy. Kotek był taki rozrywkowy że moje ręce po paru h byly całe czerwone. Nawet parę razy pomylił Karolinę z moją ręką więc trochę też jej się oberwało (dzielna dziewczyna nie pisnęła nawet chociaż zaskoczona była). Tak czy owak pod koniec wieczoru dzieciaki wyprawiały już cuda z tym kotkiem i ja znudzona rzuciłam hasło:
- jeszcze tylko musicie go pocałować pod ogonem!
No i tak jak pisałam w temacie, moje dziecko jest bardzo posłuszne bo kot został pocałowany pod ogonem zarówno przez Mateusza jak i Anię. Co prawda potem tłumaczyli sobie że pocałowali go obok ale jakoś kiepsko im szło to tłumaczenie.

No i znowu zaatakowały. Spokojnie dzisiaj postanowiłam sciągnąć pranie z balkonu a tu niespodzianka: MAM NOWYCH DZIKICH LOKATORÓW!
Zanim się obejrzałam doliczylam się 4 latających ciem w tym jedna mnie normalnie potraktowała z buta i popluła!! Chamstwo i tak w bialy dzień!!
Potem pobiegłam po aparat żeby uwiecznić te które były mniej rychlawe i nie chciało im się od razu zwiewać, chyba liczyly na to że zamknę balkon i dam im dalej spać. A oto dwie które udało mi się namierzyć

darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków

Dzisiaj mialam ciężki dzień z Mateuszem. Koniec końców ustaliliśmy że od dzisiaj nasze dziecko samo robi większość rzeczy czyli ubieranie, mycie, zęby, sprzątanie itd. Długo by pisać o tym co nas do tego zmusiło ale dzisiejszy dzień dał mi nieźle popalić jeśli chodzi o psychiczne wykończenie. Czuję że czeka nas niezła przeprawa chociaż czy może być jeszcze gorzej jeśli chodzi o histeryzowanie? Trudno będziemy postrzegani przez sąsiadów jako wredni rodzice albo będzie na nas donos że katujemy dziecko. Ciekawe że jak się mocno uderz to tak nie wyje jak przy sprzątaniu książek czy innych zabawek. Dzisiaj jak pierwszy raz poukładal książki to mu Maciej pokazał jak ladnie się wywalają z półki. Po trzeciej próbie odpowiedniego ułożenia okazało się że jednak można i powiem szczerze że lepiej bym sama tego nei ułożyła. Ale histeria taka jakbyśmy go ze skóry obdzierali. Ech zaczyna się nowa era dla naszej rodziny.
***
Po chwili namysłu piszę jednak co się stało żeby lekko odreagować.
Dzisiaj byliśmy rano na zakupach no a potem oczywiście mężulek zanurkował w neta. Ja dwoję się i troję, kuchnia wygląda jak pobojowisko (nie ma miejsca żeby cokolwiek położyć bo po śniadaniu nie posprzątałam jeszcze) bo nie da się rozpakowywać zakupów i jednocześnie karmić mikroskopijnymi kawałkiami brzoskwini Dżdżownicy licząc na to że się jeszcze nie udławi.
W końcu po karmieniu ona zaczyna marudzić więc ja raz dwa w ciuchy i chcę z nią wyjść. Mój mężulek wszedł do kuchni ż eby sobie zrobić kawkę (będzie miał w końcu 2h samotności w necie co nie?) i chyba się przeraził bo przyleciał do mnie że on już przejedzie się z małą na rowerze żeby zasnęła. Po chwili zastanowienia odkryłam jednak powód dla którego tak szybko się zgodził. Po pierwsze w piątek kupił uchwyt na komórkę na rower a po drugie sprawdzał nową automapę :) Wszystko jasne.
A ja zostałąm jęczącym dzieckiem oraz takim rozpierdz…..elem w kuchni że szok. Dobra 2h i się wygrzebałam. Młody jęczy żebym się z nim pobawiła. Mężulek z Dżdżownicą wraca więc szybki obiadek i trzeba się zbierać na plac zabaw bo obiecałam dziecku. To co ze idzie deszcz… przecież obiecałam. oblecieliśmy 4 place, na piątym trafiliśmy na dzieci a młody do mnie tekst: mama pobaw się ze mną! Normalnie ciśnienie podskoczyło mi do 200, zastanawiam się czy widać to na twarzy ale ze spokojem w glosie tłumaczę że nie po to łaziliśmy szukając dzieci zebym to ja się z nim bawiła. Kurde mol! a młodą to mam sobie uwiesić przy piersi żeby w międzyczasie jeszcze jadła tak? bo oczywiście młoda leży w wózku i zamiast spać jęczy że nie ma smoczka w paszczy. To co że sama sobie go wyciąga co chwilę bo właśnie niedawno zaskoczyła że fajny dzwięk to wydaje .
Wróciliśmy po chili do domu, walnęłam dzieciaki mężusiowi, wydarłam się na wszystkich, powiedziałam że słowo MAMA nie istnieje w słowniku do końca dnia, usiałam w kuchni i otworzyłam sobie gazetę. Oczywiście nie mija parę minut a młody krzyczy: mama a młoda wyje żeby ją nosi.
A ja totalny zlew , niech mąz też ma coś z wychowywania dzieciaków. Jak usłyszałam jeszcze raz po chwili mama to wybuchnęłam, wykrzyczałam wszystko co mi się cisnęło na język i zamknęłam się w pokoju żeby pogadać z koleżanką. Mężulek włożył Dżdżownicę do ciężarówki i przez 40 min woził ją w tą i z powrotem przede mną a ja totalny zlew, rozmawiam z przyjaciółką o problemach wychowawczych z młodym który obraził się i zabarykadował w swoim pokoju. Jeeezu… mam dosyć, marzy mi się lampka wina i chyba zaraz po nią skoczę do kuchni żeby odreagować.

zabawa

Brak komentarzy

KOCHAM:
* mojego męża
* moje dzieciaki
* moją mamę i mojego brata Tomka

LUBIE:
* zabawy z dzieciakami
* czytanie im książek
* wspólne oglądanie tv
* jeść wiśnie, śliwki, truskawki (czyt. wszystkie owoce)
* nasze wspólne wyjazdy w weekendy

PRAGNE:

* zdrowia dla moich bliskich
* stabilizacji rodzinnej i finansowej
* odwiedzić znowu rodzinne strony mojego taty
* pojechać na wycieczkę do Anglii i często tam znowu wracać

UWIELBIAM:

* zakupy w second handach
* książki po angielsku
* CSI
* kawę oraz marcepan
* mówić po angielsku i rosyjsku

NIE TOLERUJE:

* palenia
* narkotyków
* nadużywania alkoholu
* chamstwa oraz dwulicowości

BOJE SIE:

* błędów wychowawczych
* utraty pracy

POWODUJE U MNIE USMIECH:

* moje dzieciaki
* małe prezenciki od bliskich
* fakt że ktoś o mnie pamięta (niekoniecznie rodzina)
* telefon od przyjaciół

TEGO NIE ROBIE:

* nie pale
* nie piję mocnych alkoholi
* nie biję dzieci

WIERZE:

* w Boga
* że nam się uda jako rodzinie
* w prawdziwą przyjaźń

CHCIALABYM:

* abyśmy byli szczęśliwi i zdrowi
* nie zamartwiać się o kasę i inne sprawy
* mieć własną działeczkę nad jeziorem

ZALUJE:

* że nie zawsze kierowałam się rozumem ale uczuciami
* że czasem chcę za wszelką cenę postawić na swoim, idąc po trupach

DOŁĄCZACIE SIę DO ZABAWY?

Ech.. dużo by gadać. No ale zacznę od początku
***
Karolina ma znowu problem z oczami które jej zaczęły wczoraj ropieć. Dzisiaj rano przez 10 min jej czyściłam żeby cokolwiek widziała. Mam nadzieję że kuracja świetlikiem da efekty tak jak to było w ostatnim przypadku. Tak czy owak biedna jest ta moja dziecina.
***
Mama Ania ma potworny katar. Złapało mnie w piątek (dziękuję koledze z pracy) a w niedzielę osiągnęło apogeum. Czułam się jakby po mnie walec przejechał a do nosa ktoś mi wepchał dwa kawałki ligniny. Co prawda Karolina mnie do tego wcześniej przygotowywała zasypiając z palcami w moim nosie ale i tak szok był przeokrutny.
***
Mateusz nadal nie wydobrzał po tych sprawach z uczuleniem. Biedaczek ma taki głód na słodycze że wczoraj rzucił się wręcz na rodzynki, potem były suszone śliwki a na końcu przegryzł suszonymi morelami aż wkroczyłam do akcji i zamknęłam wszystko w szafie bojąc się że go zemdli. NIE ZEMDLIŁO a za godzinę pytał się czy może znowu rodzynki. Zaczynam z przerażeniem przeliczać ile mnie będą te słodkości kosztować, chyba pójdę z torbami jak on będzie się tak rzucał na suszone owoce. A możę samemu trochę podsuszyć??
***
Wczoraj wieczorem doszliśmy zgodnie do wniosku że kary Mateusza najbardziej dotykają oczywiście kogo? RODZICÓW. No bo jak inaczej skomentować fakt że dziecko cały dzień ma zakaz oglądania telewizji. Ale to niech rodzice się martwią jakich rozrywek mu dostarczać jeśli nie może to być czytanie i ogladanie żadnych bajek. No tak… to już jest nasz kłopot, to jest tak jak się karze dzieci! WREDNI RODZICE co nie? niech mają za swoje
***
Karolina tak już oswoiła kotka sąsiadki że ostatnio wogóle od niej nie ucieka. Wczoraj prawie mu dłubała w oku a on dzielnie znosił te tortury. No muszę go tutaj pochwalić.
***
Wczoraj do sąsiadki przyszli znajomi z małym sznaucerkiem. Oczywiście moje dzieciaki prawie rzuciły się na tego zwierza co bardzo jemu odpowiadało bo to rozrywkowa bestia. Mateusz rzucał jej piłeczkę a Karolina próbowała nadążyć wzrokiem za nią co było dla niej wyjątkowo nie do osiągnięcia jako ze pies był jak błyskawica zamknięta w pokoju.
***
Wczoraj oglądałam Filharmonię Uśmiechu Malickiego. Ten pianista to dla mnie żywy dowód na to że mozna sprzedać muzykę klasyczną w niesamowicie atraktyjnie opakowanym show. Ubawiłam się nieziemsko gdy dwóch barytonów (w tym jeden który mi się BAAARDZO spodobał – ciekawe dlaczego jest taki podobny do Edwarda Nortona, mojego ulubionego aktora) śpiewało WYGINAM ŚMIAŁO CIAŁO wśród pań w strojach ludowych o średniej wieku pow. 50 lat i krągłościach nie do pozazdroszczenia. No to było po prostu SUUUPER. Ubaw aż po pachy. Generalnie cały show trwał ponad 2h i powiem że nie nudziłam się wogóle bo naprawde był na wysokim poziomie.

Ząbki

1 komentarz

No i znowu ząbkujemy. Czemu tylko w nocy co? Wczoraj mała spała jak zająć pod miedzą do 22, ciągle się budziła więc byłam uziemiona w pokoju przy kompie żeby pilnować i szybko ją spowrotem usypiać.
O 12:30 zrobiła pobudkę a 1:45 zaczęła już tak ryczeć że w końcu dostała środek przeciwbólowy. Biedactwo nie pozwalała sobie dotknąć dziąsełek a jak próbowałam jej rozmasować maścią to strasznei się rzucała. Padła na dobre ok 2:30. Z powodu ząbkowania zaczęła mnie gryźć i powoli zaczynam się przekonywać do swojej decyzji żeby ją ostatecznie odstawić od piersi. W nocy ugryzła mnie 4 razy i powiem szczerze że pod koniec to już miaam fobię że jak dam jej pierś to znowu mnie ugryzie. A to żadna przyjemność!
***
Wczoraj moja ukochana Karolinka zrobiła pierwsze 3 kroki. Dziewczyna się przeokropnie rzuca że jej nie dajemy stac przez całą dobę (nawet w nocy mnie łapała żeby tylko się podciągnąć i na nogi). Wczoraj krokiem posuwistym poszła do przodu. Już zaczynałam się denerwować że mamy następcę Jacksona bo kroki w moonwalku opanowała całkiem nieźle – do tyłu jakoś łatwiej jej idzie chodzenie (od razu dementuję – nie jest spod znaku Raka). Wniosek: czeka nas od teraz chodzenie z rękami na wysokości 60cm nad ziemią. Witajcie pogięte kręgosłupy!
***
Kupiłam Mateuszowi folię na łóżko ,taką na cały materac z gumką po bokach żeby się nie zsuwała. Oczywiście była „walka” z mężulkiem żeby to założyć bo dziecko będzie spało na folii, będzie oczywiście spocone i wogóle bleee. No ale właśnie dzięki temu udało mi się dzisiaj uratować materac bo mały przyleciał o 2 w nocy że się posikał. Mam nadzieję że nie odziedziczy po mnie tych problemów z pęcherzem bo nikomu tego nie życzę, ciągłe badania, lekarstwa i wizyty po przychodniach. A awersję do koloru żółtawego (jak tabletki Furagin – wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) mam do dziś – i namów mojego mężulka aby w domu na ścianach był inny kolor niż znienawidzony kanarkowy.

Potrzebne produkty:
- 3 galaretki najlepiej różnych kolorów
- i puszka mleka skondensowanego niesłodzonego
dzielisz mleko na 3 porcje (równe), robisz galaretki każda na 200 ml wody. Czekasz aż galaretki się lekko zetną.
Każdą porcje mleka spieniasz (ubijać jakieś 2 min) i dodajesz do tego galaretkę. Jeszcze chwilę mieszasz i rozlewasz na blachę. Blachę wkładasz do lodówki. Za jakieś 10 min wylewasz drugą porcję i potem trzecią za podobny okres czasu.
Jeśli galaretki były dobrze ścięte to musisz je podgrzać w ciepłej wodzie bo muszą być w formie półpłynnej – inaczej będą grudki
Ptasie mleczko znika u mnie w jeden dzień. Mateusz wcina go dwoma rękami i jeszcze mu mało – trzeba siłą je odbierać !!


  • RSS