anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

Po dwóch dniach jeżdźenia do pracy rowerem chciałam spisać listę przewinień polskich kierowców bo nieco się wkurzyłam wczoraj na tych badzieji:

Pierwsza sprawa to wyprzedzanie roweru na grubość lakieru – nie ma to jak bliski kontakt z karoserią samochodu podczas jazdy rowerkiem

Druga sprawa to podjeżdżanie do roweru i krzyczenie przez otwarte okno jakiś głupich komentarzy – czy ja mam z tyłu napisane „Zaczepiajcie mnie” czy co? Przecież idzie zawału dostać jak jakiś cichszy samochód pojedzie i taki nastolatek lub facet o poziomie nastolatka nagle zaczyna krzyczeć hasła typu „Pedałuj szybiejc”

Trzecia sprawa to przeświadczenie że rower nie powinien jeździć po drogach – a to jest moje święte prawo i nie dam się spychać na bok tylko dlatego że oni mają 4 kółka a ja tylko dwa.

Czwarta sprawa – czy to moja wina że roweru nie można zostawic zapiętego przed firmą nawet jeśli jest monitoring? już to przechodziłam w innych firmach, jedynym rozwiązaniem jest wniesienie roweru na pierwsze piętro po bardzo stromych schodach lawirując między rusztowaniami oraz malarzami. Miodzio! Dzisiaj mi szef firmy poniżej zwrócił uwagę że będzie ustawiony stojak na rowery. Heh… jak mi wypłaci odszkodowanie to z przyjemnością zostawię tam rowerek bo wcale mi nie jest na rękę to noszenie po schodach. W przeciwnym razie niech się wypcha.

No i doczekałam się w końcu przyjazdu mojego bracholka Tomka wraz z jego koleżanką a moją przybraną kuzynką Katią z Ukrainy. Dzięki temu wczoraj ćwiczyłam swój rosyjski i muszę przyznać że szło mi nieźle ale pod koniec przeczuciliśmy się wszyscy na angielski bo cała brać go rozumiała, a po rosyjsku mówię tylko ja sama. Oczywiście maluchy były tak podekscytowane perspektywą zobaczenia wujka Tomka że nie mogły zasnąć. Nawet Karolina coś wyczuwała i zamiast trzeć oczy przed 40 min krzyczała sobie w pokoju i bawiła się nogami co jakiś czas probując mi wydłubać oko. Mateusz w afekcie zdąrzył zbić mój ulubiony wazon i dostał zakaz schodzenia na dół z łóżka piętrowego. Oczywiście wygadałam się że Tomek jedzie do niego z prezentem. No więc wchodzi mój brat, oczywiście musiał od razu iść do Mateo przywitać się. Po chwili słyszę w drugim pokoju jak młody chlipie. Sprawdzam czy wszystko w porządku a co się okazuje? Że wujek Tomek NIC MU NIE DAł! SKANDAL!
No to wezwaliśmy wujka Tomka na dywanik i prezent od razu się znalazł. Trzej rycerze – WOW! Mateo spał z nimi dzisiejszej nocy.
***
Dzisiaj Karolina z samego rana miała kontakt z Tomkiem. Oczywiście jako faceta czarowała go równo. Najpierw niby że nieśmiało się zbliża, puszcza ze dwa uśmiechy nr 5, Tomek jej odpowiada, uwaga – kontakt wzrokowy nawiązany, młoda odwraca wzrok i chowa się w rękaw mamy niby że onieśmielona, ale okiem łypie co robi Tomek i po chwli znowu go czaruje i przysuwa się coraz bliżej. A jak Tomek przestaje się nią interesować to go zaczepia łapiąc go za przedramię.
Niezła z niej kokieciara.

Dzięki Karolinie czuję się jak prawdziwy Sapiens. Aktualnie połowę czasu spędzonego z nią w domu przeżywam w wersji pochylenia o 90 stopni. Od razu czuję zespolenie z naszymi pierwszymi przodkami człekokształtnymi. Dzięki MŁODA!
Tak czy owak pokonujemy kilometry, Karolina dzielnie drepce a najlepiej się jej chodzi bez skarpetek – bo gołe nogi w tym upale i przy wilgotności ponad 90 stopni po prostu się kleją do podłogi.
Ostatnio Mateusz chyba coś przeczuwa bo co się nie odwróci to młoda już drepce do niego. Kurcze Młoda jest tak w niego wpatrzona że jak tylko znika z jej pola widzenia to ona chce wstawać i za nim.
Jak na 8,5mca to całkiem nieźle jej idzie, jak się dobrze rozpędzi to za jednym razem przejdzie nawet cały pokój co jest niezłym wyczynem przy jej gabarytach.
Jutro wybieram się na polowanie na grubą rybę czyli ViVa ciucholand. Mam zamówień tyle że chyba muszę wziąć więcej gotówki bo i ubrania i buty, może znowu będą Tupperware? ale bym się obłowiła… suuuper. Z racji niekarmienia młodej mogę sobie poszaleć i zamiast wracać po 30 min buszowania dam sobie może ze 40 co? Jutro Shelley przyjeżdża na noc więc robimy sobie nasiadówkę zwaną Girls Pyjama Night! Mniód pitny jest więc się spijemy i jak przestaniemy sie dogadywać w jakimkolwiek języku to do wyrka i spanko. Zapowiada się ciekawie.
***
W ramach deja vu: moja zmiotka nadal pachnie perfumami Hugo Boss. Nie ma to jak uprzyjemnianie sobie tak niemiłej czynności co nie? Pokażcie mi który dom w którym wylewa się takie ilosci perfum na zmiotki i miotły… HA! mam was… takie dobrodziejstwo jest tylko w moim domu. Normalnie mnie szlag trafia bo co biorę zmiotkę to przypomina mi się to zdarzenie które spowodowało że zmiotka mi teraz pachnie. Łza mi się w oku kręci na myśl o tym że we włosach tej zmiotki znajdują się cenne krople perfum. Co prawda zastanawiałam się nad wersją delikatnego polewania wodą z kranu i zbierania tejże wody do jakiegoś pojemniczka aby w ten sposób odzyskać część utraconego JA ale po obejrzeniu zmiotki dokładniej doszłam do wniosku, że chyba nic z tego nie wyjdzie. Ech.. cieżkie jest życie kobiety

Ech szkoda gadać. Kto wymyślił instytucję końca wakacji co? Dzisiaj byłam pierwszy dzień w pracy ale jak można efektywnie pracować jeśli przez tydzień człowiek się byczył co?
***
A oto w lekkim skrócie zmiany w naszym życiu.
Karolina z Mateuszem przeżyli bliskie spotkanie 3 stopnia z morzem – i wyszli z tego cało. Dżdżownica osiągnęła wyżyny swoich możliwości manualnych bo na kocyku złapała pasikonika. Gdy biedaka wyratowałam to był już bez jednej nogi. Zastanawiałam się potem czy to skutek wylizania go przez Karolinę czy też nieszczęśliwego wypadku przy pracy we wcześniejszym okresie. No cóż, wystającej nogi z buzi młodej nie widziałam ale mogła ją niespostrzeżenie połknąć mając na uwadze program na Discovery który często oglądam czyli „Szkoła przetrwania”. Brrrr mam nadzieję że za larwy i inne robactwo się nie zabierze bo tego chyba nie przeżyję.
***
Mateusz wszedł w etap nawiązywania przyjaźni na całe życie po pierwszej godzinie znajomości. Nad morzem poznał fajnego kolegę (nieco młodszego) z którym potrafił bawić się do upadłego. Ich pomysły były co prawda lekko kontrowersyjne (plucie porzeczkami przez płot na chodnik i ulicę) ale koniec końców nie wyczaiłyśmy z koleżanką kto był prowodyrem – niestety podejrzewam mojego Robaczka. Tak czy owak po tygodniu wyjazd jedynie przypieczętował przyjaźń a rozstanie wyglądało jak z melodramatów bo wręcz trzymal się Norberta i wył z rozpaczy. Chyba nadawałby się jako statysta do filmów z okresu wojennego kiedy to Gestapo zabierało kogoś z domu.
***
W wieku 8,5 miesiąca oficjalnie zakończyłam karmienie piersią. Karolina zaczęła z premedytacją mnie kąsać więc podałam jej swoje warunki ale nie trafiłam na podatny grunt – czyżby kobitka nie rozumiała po polsku? Od wczoraj pije z kubka niekapka mleko modyfikowane i nie wiem czy to jest efektem tejże zmiany że w nocy obudziła się tylko JEDEN RAZ! Ludzie… czemu ja wcześniej na to nie wpadłam tylko tak sie męczyłam z karmieniem nocnym i wstawaniem do małej? szkoda gadać!!!
Z drugiej strony dzisiaj w pracy musialam mieć szeroką bluzę bo ukrycie dwóch balonów o rozmiarze conajmniej C nie jest takie łatwe. Jedyne o czym myślę przez cały czas to CYCKI! Bolą mnie jak jasna ciasna, staram się jak najmniej ściągać żeby tylko nie dostać zapalenia piersi ale i tak czuję się jak wypchana lala – teraz już wiem jak się czuje Pamela po operacji plastycznej! Koszmar w ciapki. Z przodu mam po prostu wielkie baloniki a położenie się na boku jest wręcz niemożliwe bo mnie tak bolą że nawet lekki dotyk powoduje, że chętnie bym zabiła z zimną krwią.
***
Aha. muszę się pochwalić – leciałam SAMOLOTEM. Wiem wiem. to nie jest żaden wyczyn w momencie gdy co druga osoba lata do Irlandii lub Anglii używając tego środka lokomocji. A jednak mimo tego jestem pełna emocji które nota bene wykrzyczałam, gdy pilot zaczął gwałtownie pikować w gorę lub w dół. To jest naprawdę fajne!!!
***
Znowu jestem kobieta a to oznacza że raz na miesiąc należy mnie omijać wielkim łuuuukiem z racji zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Okres dostałam w połowie urlopu na środku wielkiej łąki gdy czekaliśmy sobie na inscenizację bitwy średniowiecznej więc możecie sobie wyobrazić moją radość w oczach. Najlepsze jest to że miałam przez parę godzin objawy choroby lokomocyjnej i siedziałam naprawdę zielona w samochodzie. Na dodatek automapa mojego męża pokazała nam drogę na skróty skutkiem czego ok 30km zrobiliśmy po wiejskich zadupiach gdzie asfaltu nie uświadczysz. Gdy jechaliśmy kolejny kilometr po dziurach takich że można spokojnie podwozie urwać a wycofać nie ma się jak, ja probowałam uśpić Karolinę która dała popisowy koncert życzeń w wersji na 40 min. Przy okazji takiej pozy chyba jeszcze nie miałam – klęczenie na przednim siedzeniu i pochylanie się do fotelika Karoliny żeby mogła dotknąć moje włosy i się uspokoić – niech żyje FETYSZYZM! Dodam że tak rzucało po samochodzie że cud iż na czubku głowy nie mam śliwy wielkości pomarańczy. No ale dojechaliśmy po jakiejś godzinie (niech żyje oszczędność czasu i paliwa) więc nie mam się co czepiać tej automapy prawda? No i tak siedzimy sobie na polu, ja walczę z mdłościami i nagle oświecenie! Kurcze blade, musieliśmy się zbierać do domciu bo oczywiście w sobotę po południu nie kupisz nigdzie w promieniu 15 km żadnych podpasek o tamponach nie wspominając.
***
Odkryłam kolejną zależność. Moje zajścia w ciążę zawsze miały miejsce tydzień po tym jak kupiłam w promocji duuuży zestaw tamponów. Jaki wniosek? omijam wszelkie promocje tamponów i na wszelki wypadek podpasek i wkładek higienicznych też. Lepiej licha nie kusić.
***
A to tylko pro forma: Karolina ma 8,5 mca i umie już pierwszą figurę breakdance czyli siedzimy na podłodze i obracamy się wokół własnej osi. Cwaniara nie próbuje raczkować bo mama zakłada tak ciężkie pieluchy że to jej wina iż młoda jeszcze nie raczkuje. A co ja poradzę na to że właściwie niedługo przekroczymy magiczną wagę 10kg a mama będzie zmuszona kupić sobie podpórki pod ręce do noszenia młodej bo już nieźle daje się w kość?

Oj kochani kochani mam taki zapierpapier w pracy że dopiero dzisiaj odkopałam się z zaległości zeszłotygodniowych – koszmar w ciapki co nie? Tak czy owak świętując dzisiejsze odkopanie postanowiłam nieco napisać bo zbliża się termin WD czyli Dzięki ale Wyjeżdżam.
***
Z nowości to Karolina vel Dżdżownica stwierdziła że jak to Dżdżownice zwykle robią zacznie chodzić bez raczkowania. Jak się ją posadzi to dupka jest przyklejona super glue i sama jej nie ruszy na więcej niż parę centymetrów. Ale dać babie paluchy a za chwilę już stoi wyprostowana i wypina dumnie swój biust o numerze -1. A potem kroczek za kroczkiem oczywiście w międzyczasie ćwicząc wyrzuty biodra to w prawo to w lewo. Idzie jej na tyle dobrze że przedpokój przejdzie wzdłuż i w szerz. I nie bój tu się o takiego malucha….co?
Już nie mogę się doczekać szperania w szafkach i tego typu. Dzisiaj schowałam chemię do łazienki do tajemniczej skrytki ale podejrzewam że nie minie dużo czasu jak ją odkryje (a Mężulek nie dorobił 5 par zapasowych drzwiczek z kafelek więc będzie niezła jazda)
***
Mateusz od wczoraj chodzi w opasce (POLAROWEJ!!) na głowie z wetkniętymi piórami i udaje Indianina. To co że mu pot zalewa oczy, na to też jest wytłumaczenie – przecież opaska nie pozwala potowi dostać się do oczu mamo!
Dzisiaj się już nad nim zlitowałam i rano pocięłam szelki w których i tak wyglądał gejowato i zrobiłam mu prawdziwą opaskę. Jak przyszłam po młodego do przedszkola to okazało się że cały dzien w niej chodził. jak chłopak ściągnął ją w końcu to przez następne 2h miał odbity odcisk na włosach a czoło miał w paski.
***
Czy wasze dzieci też mówią z pelną buzią? no Mateuszowi się nie dziwię bo przygody kulinarne powodują u niego rozwiązłość lingwistyczną ale ostatnio dołączyła do niego Dżdżownica. Dziecko pije sobie z piersi i nagle przypomina jej się że mama nie słyszała jeszcze tego kawału więc zaczyna nadawanie. Po chwili stwierdza że cycek jej przeszkadza więc albo go wypluwa i dalej nadaje albo wraca do jedzenia. Oj boję się że dzieci mnie zagadają jak będą starsze..

Ano moi mężczyźni pojechali na spływ kajakowy a ja ostałam się z Dżdżownicą sama. Zrobiłam sobie z Shelley babski wieczór i bardzo się cieszę że się nam tak udał. Oczywiście młoda była w skowronkach bo ciągle się coś wokół niej działo skutkiem czego wczoraj spała raz godzinę i raz 10 min i do 20 dociągnęła bez problemu. Podejrzewam że bdyby nie fakt że ją wrzuciliśmy do auta to by jeszcze dłużej rozrabiała. A my kolejno w ramach babskiego wieczoru zaliczyłyśmy:
- wypad do galerii na przymierzanie sukienek i spódnic (dzięki temu nabawiłam się depresji bo nie zmieściłam się w żaden rozmiar 38 co to chyba robią w Chinach gdzie 38 oznacza po prostu monstrualne kształty)
- poplotkowałyśmy o facetach
- w domciu otworzylyśmy miód pitny i szybko wtrąbiłyśmy po kieliszku skutkiem czego stałyśmy się niesamowicie gadatliwe podczas projekcji „The painted veil” czyli u nas „Malowany welon”.
Tak abstrachując od wszystkiego to muszę powiedzieć że film oglądałam przede wszystkim dla mojego ukochanego Edwarda Nortona. Dzien wcześniej zrobiłam sobie projekcję filmu „iluzjonista” i oba te filmy polecam bo Norton jest po prostu boooski. Jak tylko się pojawia to ja prawie mdleję na jego widok. Gdyby tylko skinął w moją stronę to miałabym zawał na miejscu – to murowane. Zastanawiam się czemu mój mężulek go nie przypomina i doszlam już dlaczego. Za czasów panieńskich nie znałam Nortona a byłam zapatrzona w Muchę czyli wyłupiastoocznego Jeffa Goldbluma oraz gejowatego Ruperta Evereta. Na szczęście Mężulek żaby z wyłupiastymi oczami nie przypomina a zachowań metroseksualnych nie przedstawia. No i dzięki Bogu że nie jest do nich podobny bo było by kiepsko z naszymi finansami – w końcu operacje plastyczne dużo kosztują co nie?
***
Dźdżownica po licznych namowach na leżenie na brzuchu doszła do wniosku ze spełni marzenie mamusi i przy licznych narzekaniach i postękiwaniach wyfroterowała 1m powierzchni przedpokoju u Shelley w wersji na raka czyli przesuwając się do tyłu. Nie planuje już powtórzyć tego wyczynu więc musi to mamusi już wystarczyć na dobrych parę miesięcy. Aktualnie awanturuje się o to że nogi jej nie sluchają i ze nie umie chodzić tak dobrze jak tego pragnie. WRRRRedne nogi co nie.
***
Czy ktoś ma patent na dziecko które nie umie się obrócić pod kołdrą? Bo Dżdżownica się budzi jak chce się odwrócić na drugi bok bo jej kołdra przeszkadza. Próbowałam śpiworka ale z marnym skutkiem, zmieniłam kołdę na cieńki koc ale tak samo ją pzygniata i biedne dziecko nie umie się o własnych siłach obrócić bez budzenia. Dobrze że nie jest uczulona na kołdrę tak jak Mateo bo ten dostawał spazmów jak tylko ją poczuł na sobie – rodzic to jednak sprytna bestia i jakoś udawało się go oszukać.

No więc śpieszę aby opisać swoje mordercze zapędy z ostatniej nocki.
Zaczęło się ok 21 kiedy to młoda zamiast grzecznie spać zaczęła się wybudzać i nie umiała zasnąć przy piersi. Pierś – nie, smoczek – nie, lulać – nie… wszystko na nie. W końcu padłyśmy obie. Po 22 się obudziłam, szybka akcja zrzucania ubrania i spowrotem do łóżka do spania. Nie minęło 10 min, mężulek już chrapie a ja słyszę że Mateo płacze. No więc szybko wstaję i co słyszę? że mu w uszach muzyka gra! Boże!!! Miałam ochotę mu powiedzieć: CHłopie! Opanuj się!
No ale nic zagryzłam zęby, wytłumaczyłam dziecku że nie ma żadnej muzyki i wróciłam do pokoju. Kolejne 10 min a młody się drze że mu muzyka gra! No nic, zwlokłam się ponownie, uspokoiłam dziecko, położyłam rękę na jego buzi i tak chłopak zasnął. A ja też prawie bo ocknęłam się po chwili nie wiedząc gdzie jestem – dobrze że się trzymałam drabinki bo pewnie bym padła jak długa. Człowiek to się umie dopasować do sytuacji co nie?
Ok. 23 a ja znowu w łóżku. Kurcze blade, nie zmrużylam nawet oka gdy Dżdżownica rozpoczęła swoją solówkę. Najpierw jedna pierś, potem druga, potem leżenie – nie, przekulanie na boczek – nie, noszenie – PRZECIEż MóWIę żE NIE!. Wycie kojota – TAK. W końcu ugięłam się po którejś minucie i poszłam zrobić trochę herbatki – TAK TAK! ale to nie uśpiło GADA!
No nic, do pólnocy nosiłam aż w końcu odpuściłam sobie, położyłam na łóżko i mówię:
- Kobieto zdecyduj się co chcesz ! i wiecie co ona … ta glizda zrobiła? Odwróciła się na bok i po chwili zasnęła. Kurcze miałam ochotę palnąć sobie w łeb. No ale o 12:30 spowrotem wylądowałam w łóżku i do 3 miałam nieprzerrwany przez muzykę i Bóg wie co jeszce sen. O 3 kolejne karmienie, o 4 następne, o 6 ostatnie i koniec spania. Dobrze że dzisiaj nie zaspałam bo byłoby cienko.

nie piszę bo:
- w pracy dym taki że aż głowa boli, tyle wchodzi nam zleceń a oczywiście kolega poszedł sobie na urlopik a ja jeszcze przejęłam jego sprawy
- w domu pokłóciłam się z mężem więc mam lekko wisielczy humorek (gdybym zaczęła pisać to pewnie bym się na nim wyżyła – mam ku temu zapędy ale na razie się wstrzymuję bo nie będę taka wredna, niech zna moją litość)
- Dżdżownica co noc między 3-5 robi sobie ćwiczenia oddechowe i chyba już na dobre zdecydowała że jest to świetna pora na nadrabianie zaległości w kontaktach międzyludzkich
- drugi dzień z rzędu obudziłam się nieprzytomna słysząc jak opiekunka otwiera mieszkanie kluczem, dzisiaj miałam 0,5h na umycie głowy, ubranie się, nakarmienie piersią i wyjście z domu – nawet mi się udało!
To tak po krótce. Więcej jak lekko odżyje bo aktualnie zachowuję się trochę jak jakieś widmo


  • RSS