anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

Jeny, jestem tak zmęczona i skacowana jak chyba nigdy dotąd. Dzisiaj rano wstałam z bólem mięśni i przeświadczeniem że chyba nie dotrę na rowerze do pracy. Dowlec się co prawda dowlokłam ale jakieś 5 min dłużej pedałowałam i trochę się uchapałam mimo że jeszcze tydzień temu nie robiło to na mnie wrażenia. Jestem taka zmęczona tym nocnym wstawaniem że jest mi już wszystko jedno że na korytarzu jest syf na podłodze, że powinnam dzisiaj umyć łazienkę, że góra brudnych rzeczy powoli zaczyna przerastać możliwości kosza na bieliznę. Marzę o tym żeby naszprycować dziecko środkami przeciwóblowymi bo od 19:30 kiedy zasnęła budziła się już 4 razy. Nie mogę co chwilę dawać jej mleka bo przecież nie będzie piła 15x w nocy! Nie mogę przecież dać Karolinie Dipherganu który działa na dzieciaki usypiająco bo jest od 2 roku życia. Mogę ją tylko nosić na rękach (bagatela prawie 11 kg) i marzyć o tym żeby usnęła. Albo usiąść i płakać z bezsilności z nią. Wczoraj lekarz powiedział że po prostu tak moje dziecko przechodzi ząbkowanie. Zatłuc takiego lekarza i to grzechotką!
Mam ochotę rzucić się z gołymi rękami na każdego kto mi coś mówi o byciu silną. Bo ja już nie mam do tego siły, marzę żeby położyć się na korytarzu i leżeć tak do rana na dywanie, dzieci niech wyją, chodzą po mnie a ja nic. Powinnam teraz pluskać się pod prysznicem ale ogarniają mnie fizycznie mdłości jak pomyślę że mam wstać z krzesła. W aktualnym stanie mogę z czystym sumieniem powiedzieć że mogłabym się nie myć z tydzień a i tak by mi to zwisało i dyndało – naprawdę!
Zastanawiam się jak długo jeszcze tak pociągnę. Dwa dni temu wywaliłam mężulka do drugiego pokoju bo i tak nie wstaje do Karoliny (zanim on się zwlecze to młoda już wypluwa płuca). Czekam tylko na moment jak zwyzywam go za to że wogóle istnieje bo już niedużo mi brakuje – jakiś 3 nocek może. Tyle sobie jeszcze daję, a jeśli w poniedziałek nic się nie poprawi to zawożę moje dziecko do lekarza i zostawiam mu pod drzwiami na noc – to będzie moja zemsta!

Śpieszę donieść, że nie kupiłam jednak jogurtownicy, która od jakiegoś czasu pojawiała się w moich marzeniach. Po przejrzeniu zasobów allegrowych i osiągnięciu punktu zwrotnego czyli zakodowaniu sobie w głowie że stówki nie wywalę na takie coś, sięgnęłam po wypróbowany sposób czyli grupy dyskusyjne. I co się okazało? że można jogurcik zrobic metodą DOMOWĄ.
A oto spis potrzebnych rzeczy:
- litr mleka w folii
- jogurt naturalny Bakoma lub Zott
- mliko w proszku (że też coś takiego jeszcze robią)
- termos (ale taki który trzyma temperaturę a nie to badziewie co mam w domu)
I TO WSZYSTKO!
Gotujemy mleko z folii, potem odkładamy aby uzyskało temp ok 50 st C, wrzucamy łychę jogurtu i dwie łychy mleka w proszku, mieszamy w prawo (broń Boże w lewo bo wyjdzie maślanka :) ) 5x szepcząc pod nosem magiczne formuły, wlewamy całość do termosa (ale nie takiego jak ja mam!), zakorkowywujemy i po 12h otwieramy. Jogurt taki że łycha staje (naprawdę wychodzi mi bardzo gęsty) i idealny do wszelkiego rodzaju konsumpcji.
Z racji posiadania badziewnego termosu opatulam go jeszcze kocem tak na wszelki słuczaj i dzięki temu utrzymuję dłużej niż 1h temperaturę. Na szczęście dostałam stary termos z szerokim dnem (a nie to co mam czyil termos do którego ledwie łyżka wchodzi nie mówiąc już o jakiś usilnych moich próbach umycia go od środka czymś innym niż szczoteczką do zębów).
Właśnie skonsumowam sobie porcję jogurtu z płatkami owsianymi i zaczyna mi się chcieć wierzgać – czyżby za dużo owsa?

No tak… opuściłam się straszliwie ale od razu zwalam to na Dżdżownicę. Od soboty daje mi nieźle popalić. Po tygodniu odkryłam przebijające się dwie dwójki więc znam już powód takiego spania jak zając pod miedzą. Nie zmienia to faktu że coraz trudniej jest mi się zmobilizować do wstania z samego rana nie mówiąc już o jakimś robieniu obiadu czy coś w tym stylu. Przyjeżdżam do domu totalnie wypluta i jedyne co to mam ochotę wszystkich wywalić z pokoju i położyć się myśląc o niebieskich migdałach. Po chwili jednak włącza mi się czerwone światełko że nie mogę być taką wyrodną matką bo dzieciaki czekają z niecierpliwością na mój powrót. No więc ze zbolałą miną bawię się z nimi a po uśpieniu (nareszcie) mam czas na pranie, prasowanie i sprzątanie. Podziwiam matki które mają więcej niż dwójkę, to po prsotu nie do przerobienia jeśli się pracuje zadowodowo.
***
W sobotę pojechaliśmy do znajomych na ognisko. Wzięliśmy Shelley w ramach wczuwania się w polskie klimaty. Okazało się że Shelley po raz PIERWSZY piekła kiełbaski na ognisku. Wcześniej robiła tylko mashmallows które dla mnie są po prostu obrzydliwie słodkie. Na szczęście nie musieliśmy ich jeść tylko konkrety tzn kiełbachę i sałatkę. Dodatkowo opędzlowaliśmy krzaki z malin chociaż dzieciaki szybko się skapnęły gdzie poszła mama z Dżdżownicą i ruszyły pędem w moim kierunku żeby zjeść te maliny do których jeszcze nie dotarłam. JEST NIEŹLE
***
W niedzielę było kolejne spotkanie naszego kręgu. No i tu niespodzianka – zostaliśmy wybrani w tajnym głosowaniu na prowadzących nasze spotkania w tym roku. Jestem nieco zestresowana tym faktem, Maciek był po prostu zszokowany ale ja się jakoś spodziewałam takiego obrotu sprawy. Może to pozwoli nam się mocniej zaangażować a przy okazji popracować nad tymi sprawami które leżą i kwiczą cichutko.
***
Nasza Dżdżownica staje się prawdziwym robalem czyli zaczyna się przemieszczać. Co prawda na razie raczkuje gdy czuje mobilizację w postaci:
1. mamy która stoi 2 kroki obok i od 10 min mówi do Karoliny – chodź do mnie
2. chrupka, okruszka lub innego badziewia które można wciagnąć. To się nazywa mobilizacja!

Będę monotematyczna. Niestety Karolina znowu nie daje spać i dzisiaj obudziłam się po raz pierwszy z kacem (na szczęście nie moralnym). Od soboty czyli po 4 nocce kiedy to mam conajmniej jednogodzinne popisy wokalne a oprócz tego budzenie w nocy co 1-1,5h czuję się podle. Zaczynam zastanawiać się nad aukcją na eBay lub allegro ale podobno to niedozwolone. Nikt nie chce kupić uroczego MALUSZKA?
A tak na serio to mam nadzieję że te zęby jej wyjdą w koncu bo ile mogą męczyć co? Młoda ma podkrążone oczy a ja nie moge jej szprycować ciągle lekami na noc bo po prostu mi jej żal i po godzinie wycia daję jej coś na ból. Potem zasypia i jest oki na parę godzin – dzięki Bogu że zbiliża się weekend i będę mogła odespać (albo i nie)
***
Wczoraj obejrzałam 8MM z Nicolasem Cage. Powiem szczerze że oglądanie takiego filmu samej w domu jest niezłym wyzwaniem – nie polecam bo potem nie mogłam zasnąć. Zaczęłam dzisiaj szperać po sieci w poszukiwaniu informacji o „snuff films” czyli o głównym temacie filmu i jestem przerażona że takie rzeczy można znaleść na necie. BOŻE. Własnie trafiłam na dokument BBC o serii GUINEA PIG inspirowanej na snuff films i po 5 minutach musiałam to wyłączyć bo sceny są tak realistyczne, że musiałabym być chyba masochistką żeby z własnej i nieprzymuszonej woli to oglądać. Nie wiem jak kogoś może coś takiego kręcić…. to już jest totalne zboczenie.
Ale film od którego wszystko się zaczęło czyli 8MM jest naprawdę dobry i warto obejrzeć jak wygląda podziemie samego biznesu pornograficznego.
***
Chciałam dodać że jesteśmy osaczeni przez kotka o imieniu Tymuś. Kotek pojawił się jakiś tydzień temu przed naszą klatką i od razu było widać że to biedne stworzonko było przez kogoś wywalone z domu bo bardzo lubi dzieci i ciągle się do nich łasi. Tak czy owak załatwiliśmy koleżankę która przygarnie kotka ale co za tym idzie parę razy przynieśliśmy go do domu żeby się z nim pobawić. Efekty? Tymuś jest zakochany w Mateuszu, Karolina jest zakochana w Tymusiu, Mateusz jest zakochany w Karolinie i Tymusiu – NIEBEZPIECZNY TRÓJKĄT SIĘ ZROBIŁ.
Tymuś wczoraj o 6 czatował na drzewie przy naszym oknie i jak tylko zobaczył że w końcu wstaliśmy to zaczął domagać się mleka po Karolinie (tego z nocy które mi zostanie). Dzisiaj czekał już przed naszymi drzwiami żeby wślizgnąć się jak tylko pani Danusia otworzy drzwi. Boję się myśleć co będzie jutro – będzie czekał przy drzwiach i wpuszczał ludzi za okazaniem przepustki? albo tak jak to robią na wsi przy weselach, zatarasuje przejście i będzie czekał na mleko, jak je dostanie to wpuści panią Danusię do domu. Ech robi się coraz ciekawiej z Tymusiem. Choć muszę przyznać że kotek jest po prostu uroczy i pozwala się Karolinie tarmosić ile wlezie. A Karolina nawet przy Tymku zrobiła się bardziej uważna, mniej ciągnie i nie dłubie już w oczach.

No więc okazało się ze dzisiejszy dzień Karolina spędzi u pani Danusi w domu. Maciej zapobiegawczo umówił się że ją przywiezie o godzinie (UWAGA!!) 6:30 żeby zdążyć na 8:00 do pracy w Sadach. Nie przewidział jednak tego że Karolina o godzinie 3 nad ranem postanowi zrobić sobie 2h sesję wokalną i padnie dopiero tuż przed 5. Oczywiście zegarek był ustawiony na 5 ale mnie obudził dopiero o godzinie 6, Maćka wogóle. W taki to sposób Karolina wsiadła do auta dopiero po 7, o 7:30 Maciej był już u p. Danusi po czym wracał się do domu ponieważ ….. zapomniał laptopa oraz teczki. Ciekawe o której był w pracy?
***
Po ostatniej nocy stwierdzam że moja córunia bardzo dba o moje zdrowie. Nie pozwala za długo spać bo to nie jest za zdrowe, dba o ukrwienie skóry poprzez sesje szczypania po twarzy oraz dodatkowo funduje mi domowej roboty tatuaże w kolorze czerwonym przedstawiające jej 4 zęby. W nocy postanowiła połączyć dwa ostatnie zabiegi i zamiast szczypania chciała mi skasować policzek swoimi siekaczami ale w ostatniej chwili umknęłam przed jej paszczą. uffff.
***
Wczoraj byliśmy w sklepie z firankami. Marzy mi się jakaś fajna firana ale nie bardzo wiem co z niej chcę bo nie jestem typem kobiety szyjącej, więc stoję sobie w sklepie i oglądam firany dywagując nad tym co z tego można zrobić.
W końcu mówię:
- jeszcze się muszę zastanowić co chcę zrobić z tą firaną
Na co mój ukochany synek:
- jak to co? POWIESIĆ JĄ!!
Pani sprzedawczyni parsknęła śmiechem i powiedziała:
- no dzieci rodzą się teraz taaaakie mądre.

Od paru dni na wiadukcie na Głogowskiej zwijają asfalt z jednej nitki. Dzięki temu samochody stoją sobie w pięknym korku, a ja wczoraj zostałam otrąbiona przez wieeelką ciężarówkę, jak śmiałam zajechać jej drogę na długości 15 m (po potem jest już pobocze po którym mogę się swobodnie ślimaczyć przy wjeździe na wiadukt). Pan Duże Auto był zszokowany, że taką machiną musi jechać za głupią babą na rowerze nie mówiąc, że na 13 m postanowił jednak mnie wyprzedzić co zrobił na grubość lakieru. Dodam również że 10 m dalej stanął znowu w korku a ja go ponownie wyprzedziłam – hehehe.
No ale przewidywalność naszych kierowców jest po prostu rozbrajająca.
Co do oszczędności Poznaniaków to ciekawa jestem, czy położą nowy asfalt teraz, czy może dopiero tuż przed Euro, bo wtedy nie będzie zajechany.
***
Wczoraj Mateo mocno mnie wkurzył. CHłopak ma ode mnie portfelik, w którym trzyma drobniaki które zbiera na jakąś zabawkę. Oczywiście po raz kolejny zbierałam te drobniaki to z podłogi to z plecaka gdy się wysypały, bo znowu portfelik był gdzieś ciepnięty. No i dopiął swojego, zarekwirowałam wszystkie pieniążki do niedzieli. Ryk był niewspółmierny do wysokości kasy, którą biednemu dziecku zabrałam. Oczywiście usłyszałam:
- Bo wy zawsze dajecie a potem zabieracie!
Oczywiście po pół godziny błagania, żebym oddała kasę Mateo prawie klęczał przede mną, a miałam wrażenie że cokolwiek bym mu wtedy kazała (łącznie ze zjedzeniem jakiegoś robactwa) to pewnie by zrobił. Ech szkoda że tego nie wykorzystałam, bo posprzątałby mi dom i zrobił prasowanie…. marzenia!
Dzisiaj o 6:45 młody przywlókł się do sypialni, położył się na moim brzuchu i zaczął wiercenie dziury czyli:
- Mamusiu ja już wiem jak się obchodzić z pieniążkami, będę ich pilnować bla bla bla bla – czy mogę je dostać spowrotem?
Chłopak chciał wykorzystać mój fakt że byłam lekko nieprzytomna (Karolina ma katar i kiepsko spała) oraz to że mnie przydusił więc mój mózg pewnie nie działa na pełnych obrotach.
Na szczęście na słowo pieniążki od razu się ocknęłam i przypomniałam sobie że zarekwirowana kasa leży na mojej półce do niedzieli. Jutro pewnie powrótka z wiercenia dziury – już nie mogę się doczekać.

No muszę powiedzieć że jestem zadowolona. Wyjazd na coroczne spotkanie agentów sieci w której pracuję zakończył się świetną imprezą. Powiem tylko że nie żałuję zostawienia dzieciaków z Mężulkiem a samej imprezowania w towarzystwie prawie samych facetów. Nie będę się opisywać bo dużo by było ale powiem szczerze że jeden to mnie nawet troche podrywał. Fajnie było znowu zobaczyć ten błysk w oczaach faceta mimo że sama nie bylam tym zainteresowana. Ech po prostu odżyłam i to w znaczeniu kobiety również.
Ale mój mężulek był najlepszy przed wyjazdem. Przychodzę do domu o 17, rano mam jechać a tu jeszcze nie spakowana ani przygotowana. Wyciągam kieckę, żakiet i zaczynam wszystko przymierzać. Bądź co bądź przecież prawie 2 lata w tym nie chodziłam co nie? No więc zaczynam jęczeć że nie mam się w co ubrać, że wszystko mi się nie podoba itd. Na to mój ukochany mężulek stwierdził że jedziemy do Starego Browaru coś kupić. No i pojechaliśmy.
Najpierw było wybieranie stanika, obeszliśmy parę sklepów gdzie w końcu trafiłam na niezłą przecenę i od razu fundnęłam sobie dwa. Drugie odkrycie – mam znowu inny rozmiar biustonosza i wszystkie wcześniejsze mogę sobie wyrzucić. Ludziska… .biust mi zmalał!buuuu
No ale wracając do tematu, najważniejsza część garderoby na wyjazd służbowy kupiona, idziemy sobie po galerii, fajny sklep z super spódnicami, wchodzimy i przymierzam parę. Mój mężulek wypatrzył śliczny żakiet i chciał abym go przymierzyła. Podchodzę i widzę cenę…. 999 ZŁ! Na to mężulek pyta się pani sprzedawczyni:
- no ale chyba z tym paskiem ta cena?
Na co pani mu rezolutnie odpowiada
- taaa, ale bez tej koszuli pod spodem.
Na tym skończyła się rozmowa o przymierzaniu….
Niczego innego nie kupiliśmy bo wszystko nam zamknęli przed nosem, kto wymyślił żeby sklepy zamykać o 21 co?

Oj działo się działo ale trudno mi powiedzieć czy w sumie wyszło na lepsze czy też na gorsze. No ale od początku
Niestety we wtorek zmarła moja ukochana Babcia Helenka. Miała 91 lat i była niesamowicie cudownym człowiekiem. Jeszcze w zeszłym roku ją odwiedziłam i byłam szczęśliwa że nadal jest sprawna umysłowo mimo że ciało już odmówiło posłuszeństwa i babcia nie wstawała sama. Muszę powiedzieć że przeżyła napewno piękne życie, miała super dzieci nie mówiąc już o wnukach i prawnukach które ją odwiedzały co jakiś czas. Niestety odległość ponad 500km była dla nas trudna do przeskoczenia na weekend więc nie mieliśmy szansy na częstsze jej odwiedzanie niż jakieś generalne zjazdy rodzinne.
No więc w środę spakowaliśmy się do samochodu i cała noc jazdy aby o 5:30 trafić do Przeczycy gdzie miał się odbyć pogrzeb. Niby smutna okazja ale po rozmowie z rodziną doszliśmy do wniosku że po raz kolejny udało się babci połączyć rodzinę bo gdyby umarła parę dni wcześniej lub parę dni później nie wszyscy by mogli przybyć. A tu niespodzianka – trafiła w jedyny dzień kiedy WSZYSCY MOGLI PRZYJECHAć.
Nie powiem żeby było wesoło ale z drugiej strony spotkanie z moją rodziną było tak miłe i pełne wspomnień że naprawdę dobrze się bawiłam. BYŁO SUUUPER.
Mateo zakochał się tak mocno w wujku Marcinie (mój kuzyn) że kiedy wyjeżdżaliśmy w piątek w nocy z Przeczycy to po prostu płakał. WUJEK MARCIN JEST NAJLEPSZYM WUJKIEM (PIERWSZE MIEJSCE W RANKINGU).
Ciocia Katia (Ukrainka) też była ale Marcin przebił ją podnoszeniem Mateusza lub robieniem nietoperza albo innymi zabawami siłowymi więc dziewczyna była bez szans.
***
W sobotę wieczorkiem w naszym domu pojawili się dawno nie widziani Flo & Sanna z Niemiec. Znamy się z Flo już ponad 10 lat ale nie widzielismy się od urodzin Mateusza więc kawał czasu.
Następnego dnia Flo pobił wujka Marcina bo okazało się że komunikacja pozawerbalna jest bez zarzutu i po paru godzinach Mateo nie mógł się od niego odkleić. W poniedziałek wieczorkiem Mateusz poprosił mnie żebym przetłumaczyła wujkowi takie zdanie:
- Mamusiu spytaj się wujka Flo czy od jutra mogę przestać do niego mówić wujek a zacząć mówić TATO? A do cioci Sanny będę mówił MAMO.
Na moje pytanie czy nie chce żebym była jego mamą usłyszałam
- bo ja chcę tak mówić tylko na chwilę, bo ja się do nich bardzo przywiązałem.
Wujek FLO musiał czytać wieczorem bajki, tulić do snu i tylko brakowało żeby Mateo zaproponował Sannie wymianę łóżek.
Ech te dzieci


  • RSS