anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Koralinka ma ostatnio dwa ulubione zawody. Pierwszy czyli zakonnica (o ile można to nazwać zawodem) ujawnia się u sąsiadki. Młoda od razu jak tylko jest w pokoju rzuca się na czworakach do stolika gdzie leży różaniec i bierze go do buzi (tzn jeden koralik a reszta jej zwisa). W taki oto sposób się modli i wychodzi jej to całkiem nieźle. Różaniec można odłożyć wymemłany dopiero przy wyjściu.
Drugi zawód o którym młoda marzy to zegarmistrz. Ostatnio co tylko zobaczy zegarek na mojej ręce to magiczne słowo:
-uuuuuu
i mama daje w końcu zegareczek do ręki. Dobrze że jest w miarę odporny bo boję się myśleć co może z nim zrobić. Oblizany był już wiele razy, grubość skórzanego paska sprawdzana była organoleptycznie oraz zębowo no i dzisiaj młoda odkryła że nie da się go założyć ani na oczy (tak jak rodzice noszą okulary) ani na ucho (tak jak rodzice rozmawiają przez komórkę). Może za jakiś czas zajarzy że to się nosi na ręce bo jeszcze nie próbowała sobie założyć w dobre miejsce. A ja dzięki niej szukam zegarka mniej więcej 10x dziennie w weekendy i ok 4x dziennie w dni powszednie.
Łącząc oba zawody albo będę miała zegarmistrza z zakonnymi zapędami albo zakonną panią zegarmistrz (nota bene to pewnie niezła fucha) albo no właśnie… albo co?
***
Karolina nauczyła się wstawać. W końcu zajarzyła że sama dupki na rękach nie podniesie tzn nie podciągnie się do stania więc wpadła na genialniejszy pomysł. Będąc na czworakach podnosi tyłek do góry i próbuje iść rękami po czymś pionowym czyli albo po nodze mamy albo po meblach. Tempo opanowywania ma neizłe bo wczoraj zajarzyła metodę a dziś już całkiem sprawnie jej to szło. Aż boję się myśleć co będzie dalej.
***
Mateo jęczy mi dzisiaj że chce nosić na szyi medalik z Maryją. Na szczeście ten który mu pożyczył kolega w przedszkolu nie pasuje do mojego starego łańcuszka więc problem się rozwiązał na chwilę. Młody jednak chyba o tym szybko nie zapomni więc pewnie będę musiała się za czymś rozejrzeć szczegłolnie że KUBA (no tak, on jest większym autorytetem niż mama) taki nosi.

Jestem jestem

2 komentarzy

Nie mogę… w robocie taki młyn że ja dziękuję, w domu nie lepiej bo dzieciaki są wymagające, kupa prania i prasowania w kącie i brak sił na wszystko mnie potrafi wykończyć.
Ale może napiszę co się u mnie dzieje bo trochę się zmieniło. Ano w końcu dochapaliśmy się autka – VW Sharan. Najpierw kolega przez prawie 2 tygodnie nas zwodził że nie idzie go zarejestrować, że jeszcze kolejny dzień jest potrzebny itd. W końcu Mężulek wziął sprawy w swoje ręce i w ciągu jednego dnia autko nagle dało się zarejestwować – cuda co nie? Oczywiście auta nie widziałam w realu bo nie było jak, tylko zdjęcia i przekazy ustne. No i dzisiaj miał nastąpić ten dzień kiedy zobaczę to wieeeelkie cudo którym mam jeździć. Mężulek zaparkował sobie na poboczu przed moją pracą i czekał na mnie w autku. Naaaagle!!! Jakiś van wrąbał mu się w auto i przetarł oraz wgniótł cały lewy bok, urwał elektryczne lusterko i zbił szybę boczną….. i uciekł. Mężulek na szczęście poleciał za nim i faceta zgarnał na drugiej ulicy zabierając mu kluczyki. Okazało się że facet miał nieźle w czubie więc wezwaliśmy policję no i tak sobie staliśmy 2h spisując wszystko co się da i czekając na zmiłowanie żeby nas wypuścili. Zrobili badania alkomatem i wysżło – bagatela- że facet ma 2,8 promila!! No a ja zobaczyłam autko już w formie nadającej się jedynie do klepania i malowania… :( Juz nie miałam się siły denerwować ale najchętniej to bym facetowi wydrapała oczy. A najgorsze jest to że on był tak narąbany że nie skojarzył, że miał wypadek! A jakby na miejscu naszego auta stała matka z dzieckiem? też by jej nie zauważył??
***
Karolina robi się coraz większą cwaniarą. Opanowałą parę symbolicznych powiedzonek typu: uuuuu, yyyy, UUUU, YYYY i teraz albo krzyczy pokazując na coś albo lekko zniża głos też gestykulując. Oczywiście w 90% chodzi o jedzenie a jak nie wiadomo o co chodzi, to też chodzi o jedzenie. Na szczęście stanęła z wagą i nie przekracza magicznej liczby 11 kg. Ale i tak jest niezła klucha do noszenia.
****
Byliśmy w Gliwicach u mojej mamy i brata. Oczywiście bracholek dostawał białej gorączki na widok tego co dzieciaki robią z jego misternie układanymi bibelotami. Ale w momencie gdy Karolina w przedziwny sposób urwała pluszowego kła jego maskotce (od dziewczyny of course) to leciały już groźby wysłania do domu.
Oczywiście się nieźle obłowiłam w ulubionym sklepie. Nie mówię już o zimowych butach dla młodzieży (Mateuszowi kupiłam Gore-texy a młodej skórzane trzewiki), dwóch kurtkach zimowych dla Mateo (w tym jedna puchowa North Pole a druga ocieplana NEXT), dwóch bluzach na jesień dla młodego oraz kurtce do pasa na stójce w kolorze czarnym, którą mój brat skwitował pytaniem co to za skóra. Potem dwa dni po przyjeździe dokupiłam sobie białe trzewiki na obcasie z klamrą z boku i mogę szpanować. Oczywiście mój mężulek stwierdził że coś mi się chyba stało że się ubieram tak młodzieżowo… ale kurna chata! czy ja mam 31 lat czy też może 50 kiedy to już nie wypada chodzić tak ubraną? Przecież pępka nie pokazuję, a że mam ładne nogi i w miarę sylwetkę proporcjonalną wszędzie to nie mogę się ubrać w dopasowane rzeczy czy co? Duąż frajdę sprawia mi włażenie w takie ciuchy bo w końcu schudnięcie po ciąży 31 kg to nie lada wyczyn… przynajmniej dla mnie.
***
W pracy usłyszałam że dostanę 13tkę (WOW) i za pisanie raportów będę rozliczana dodatkowo godzinowo (WOW WOW) więc już przeliczam skórę na niedźwiedziu :) A tak na serio to cieszę się że powoli coś się zmienia. Teraz mają zatrudniać nową osobę do pomocy mi i na pewno będzie to dziewczyna – i dobrze.

No dziewczyny przyznaję się bez bicia że się zapuściłam jak dziadowski bicz. Zwalę to jednak na robotę której mam teraz 2x więcej bo chłopak który ze mną pracował odszedł w zeszły poniedziałek. Tak więc same rozumiecie….
Na to wszystko jeszcze przypałętała mi się jeszcze jakaś infekcja. Zaczęło się niewinnie od katarku w czwartek, w piątek była już powódź, w sobotę zaczęło mnie boleć gardło, w niedzielę w gardle była gula a w nosie pełno smarków, po południu w niedzielę mój głos osiągnął swoje maximum możliwości po czym…..odmówił posłuszeńswa, w poniedziałek w pracy koleżanka mnie nie poznała przez telefon a słyszymy się często, we wtorek skrzypiałam jak zardzewiała płyta a dzisiaj już powoli zaczynam odzyskiwać swój naturalny tembr choć jeszcze trochę mi zostało. Tak więc same rozumiecie jaki dramat przeżywałam i jak się męczyłam w robocie gdzie naprawdę wiszę na telefonach załatwiając przeróżne rzeczy i tłumacząc ludkom jakie są procedury.
***
Od razu dementuję jakoby Karoilnka spała w dzień nie wiadomo ile. Jeśli jedna drzemka w postaci 1h (przypominam że młoda nie skończyła jeszcze 11 mcy) lub dwie drzemki po 40 min można uznać za szczyt wysypiania się no to ja PASUJę! Od paru dni walczę z jej katarem (cieeekawe skąd go ma) i do tego podejrzanymi bólami brzucha nie wiadomo skąd bo nic nowego nie jadła. Wczorajsza noc wyglądała jak kalka sprzed paru tygodni czyli mniej więcej co godzinę pobudka i albo się nudzę albo chcę trochę mleczka albo sama nie wiem czego chcę.
***
Karolina sprawnie przemieszcza się po mieszkaniu i czatuje na otwarte drzwi. Dziecko ma syndrom „zamkniętych drzwi” albo „maltretowanego kociaka” bo jak tylko widzi że gdzieś są drzwi uchylone to puszcza się w te pędy. Najgorsze jest jak człowiek nie zdąży wyjść przez drzwi wyjściowe bo nagle na dole pojawia się mała kluska i jeszcze awanturuje się że ktoś ją usiłuje przenieść w inne miejsce.
Wczoraj Mateo poszedł do toalety i nie zamknął drzwi. Nagle słyszę:
- Mama weź Karolinę!!!
Biegnę w przekonaniu że coś się dzieje a tu młody siedzi na tronie i próbuje stękając skupić się na wiadomo czym a przed toaletą karolina usiadła po turecku i się patrzy co braciszek robi. Chłopak nie mógł się totalnie skupić…. ale to skupienie u Karoliny mnie totalnie rozbroiło. Zapomniałam dodać że młoda skorzystała oczywiście z uchylonych drzwi… teraz Mateusz napewno będzie je zamykał!

W poniedziałek Mateo dotarł do domu kulejąc. Nie wiadomo co się stało bo niby wypadku żadnego nie było ale chłopak ledwie chodził. Następnego dnia oczywiście już czołgał się przy ścianach tłumacząć że nie może wogóle stanąć na nogę która go bolała w pachwinie. Podejrzewałam jakąś rwę kulszową albo inne badziewie więc zostawiłam go w domu celem wyjaśnienia co się z nim dzieje. Opiekunkę oczywiście szybko na tyle oczarował że woziła go po domu na fotelu komputerowym bo on biedny nigdzie dojść nie może. Na szczęście po południu wkroczył mężulek i nagle się okazało że dziecko chodzić już może i jest o wiele lepiej niż z rana. Podejrzewam że z rana to była lekka histeria i próba ustawienia sobie rodziców ale i tak najlepiej poszło z opiekunką.
***
Usypianie Karoliny zaczyna być coraz trudniejsze. Wczoraj jak już udało mi się ją spoziomować to dziecko co chwilę albo wypluwało mi smoczek w twarz, albo lizało moje ręce albo też robiło tzw „pierdzioszki”. Najśmieszniejsze było to kiedy Karolina miała już zamknięte oczy i ja w myślach liczyłam chwile kiedy będę mogła po angielsku wyjść gdy nagle fontanna plucia + smoczek wylatujący na jakieś 30 cm w górę. Po 20 minutach ja byłam już totalnie opluta i oblizana a Karolina zmęczona tymi działaniami na tyle, że padła.

flirtowanie

2 komentarzy

Kurcze kochani zestresowałam się ostatnio. Ale od początku. Pamiętacie że byłam na międzynarodowej konferencji z mojej pracy prawda? No więc na tymże spotkaniu poznałam Miszę – Ukraińca z którym załapałam niesamowity kontakt. Świetnie się dogadywaliśmy, super się bawiliśmy na ostatniej imprezie – generalnie miodzio. Facet nie powiem – przystojny, były marynarz więc tym bardziej podkręciło to moją wyobraźnię. Po przyjeździe do domu Misza odezwał się do mnie przez Skype i tak się prawie codziennie słyszymy w pracy. Dobrze mi się z nim rozmawia, mam wrażenie jakbym znała go od lat.
Problem w tym że Misza zaczął mnie adorować czy też podrywać – jak kto woli. O tym że dla niego jestem wyjątkowo atrakcyjną kobietą usłyszałam chyba tydzień temu i od tego czasu mam totalny stres. Wytłumaczyłam mu że nie chcę aby nasza znajomość miała znamiona flirtu bo wtedy będę ją musiałą ukrócić z racji bycia fair w stosunku do męża. Zrozumiał – ale tylko na jeden dzień.
Zaczęłam się czuć jakbym rzeczywiście z nim flirtowała chociaż tego nie robiłam ale nie mówiłam nic mojemu mężulkowi.
Aż do piątku kiedy to zwierzyłam się Rositsie – koleżance z pracy – na co ona wysłała mi treść smsa którego dostała od Miszy po spotkaniu. No i od razu ODETCHNEłAM bo okazało się że na jego liście nie jestem jedyną super atrakcyjną laską. Odstresowałam się, w ramach żartu powiedziałam o tym mężowi, przestałam traktować na poważnie to co on pisze i od razu czuję się lepiej.
Ale nie da się ukryć że dzięki jego uwagom poczułam się naprawdę sexi a nie jak mamuśka z dwójką dzieci jak to było wcześniej.
***
W sobotę znalazłam w second handzie niesamowite spodnie oraz bardzo fajną bluzę. Oczywiście nie omieszkałam przymierzyć i tu był koniec mojej niezależności – zakochałam się w tym stroju. Musze wam zrobić zdjęcie spodni bo są naprawdę nietypowe (jeansy) a do tego dość obcisłe i najważniejsze: TO JEST ROZMIAR S!!. Do tego obcisła bluza zapinana na zamek z kapturem i dzisiaj czuję się po prostu wyjątkowa w pracy. No ale chłopakom nie będę wchodzić w oczy (dla niezorientowanych przypominam że pracuję z 3 chłopakami w pracy – wszyscy mniej wiecej w moim wieku lub lekko młodsi)

środek tygodnia

6 komentarzy

Nie za długo nacieszyłam się tym że Dżdżownica znowu śpi znośnie czyli budzi się do 4 razy na noc. Dzisiejszej nocy młoda przypomniała sobie że ma w paszczy zęby i obudziła się najpierw o 22 kiedy się kładłam, potem 22:30, następnie 23:15 a potem to już był horror na kółkach. Do godziny 3 budziła się po prostu ciągle, nie pomagało przeniesienie do naszego łóżka. O 3 dałam jej trochę Calpolu bo już powoli wysiadałam a o 4 wręczyłam młodą nieprzytomnemu właśnie obudzonemu mężowi z informacją, że ja się wynoszę do drugiego pokoju, aby odespać trochę tą nockę.
***
Czy zauważyliście może że ZAWSZE gdy mąż zaczyna was przytulać to albo:
- obudzony synek przyczłapie się i walnie pomiędzy was
- najmniejsze dziecko będzie miało koszmar i zaczyna wrzeszczeć jak oszalałe
- dzwoni sąsiadka z przemiłym zapytaniem czy nie możemy jej pomóc, bo telefon ZNOWU nie działa
Dzisiaj mój mężulek o 7 obudził mnie w łóżku u młodego (na dole bo mały śpi na górze). Położył się obok i nie minęło 5 min a Mateo zaczął się tak rzucać po swoim łóżku że grożba zarwania zaczęła być realna. Po chwili zszedł z góry, nie zaważając nas poszedł do toalety a potem przez jakieś 10 min szukał nas w naszym łóżku w sypialnii. Jakoś to go ocuciło + Karolina która jak mały budda siedziała sobie w łóżku w śpiworku więc wyczaił że rodzice pewnie zamelinowali się gdzieś indziej. I tu skończyło się miłe przebudzenie które mężulek mi zafundował. JA CHCĘ WIĘCEJ NIŻ 10 min!!

Po piątkowej notce biegnę poinformować że jeszcze ciągnę. Dziecko zlitowało się trochę i w piątek budziło się jedynie co 1h więc rano miałam co prawda oczy na zapałki ale obudziłam się bez okropnego kaca. Po południu udzieliłam Dźdźownicy lekcji poglądowej na temat tego, że mama ma dosyć i że zastanawia się nad wyborem zdjęcia które umieści na aukcji allegro lub eBay w zależności od humoru. Dziecko zrozumiało o co chodzi bo w sobotę w nocy do 12 obudziło się tylko bagatela 3 razy dając mi lekko odżyć ale za to od 3 do 5:30 szwędało się po łóżku, dłubało mi we oczach, lizało mi ręce i robiło jeszcze wiele rzeczy których nawet nie pamiętam za bardzo. W ten oto sposób rano wyglądałyśmy jak dwa ZOMBIE – mały i duży. W sobotę już mi wieczorem puszczały nerwy a mój mężulek inteligentnie stwierdził że jak ja wstaję w nocy to umiem lepiej uśpić małą itd. Kurde mol!!! Co to ja jestem robot czy co? Na pewno nie perpetum mobile jak on uważa!
***
Tak czy owak po zdechłej sobocie przyszedł czas na zdechniętą niedzielę podczas której postanowiliśmy jednak kupić przyczepkę dla Młodej i wybrać się na wycieczkę rowerową (jakby miała mało jeżdżenia codziennie do pracy co nie?) Wycieczka sfinalizowana, Mateo pojęczał że ciężko mu jechać, że ma zniszczony rower(jakbym tyle razy zaliczała glebę co on to też bym miała zniszczony), że ma mały rower (chce większy), że jeszcze_coś_ale_nie_pamiętam. Młoda zsiurała się tak że bokami jej wypłynęło na środku pola przy wietrze conajmniej 8 w skali Bouforta więc jechała z mokrymi pachami do domu i się mocno wkurzała.
Ale przecież nie przebiorę jej do rosołu przy takim wietrze co nie?
***
Hitem wczorajszego dnia okazały się ogórki małosolne mojej roboty. Młoda oczywiście dostawałą ataków spazmów kiedy tylko zobaczyła, że chcę ją nakarmić zupką. Ale jak dostała pół ogóra do gryzienia (zęby dają jej do wiwatu) to od razu stwierdziła, że to dobry układ – ona żuje ogórka a mama między gryzieniami wciska zupkę. Zastanawiałam się jeszcze nad opcją przegłodzenia dzieciaka bo Karolina ma zasoby tłuszczu jak młody wieloryb ale zlitowałam się nad moim dzieciątkiem.


  • RSS