anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

Wczoraj inteligentnie postanowiłam wyczyścić łazienkę. W czasie czyszczenia doszłam do wniosku że w końcu trzeba wyczyścić filtr w pralce więc go wyciągnęłam i oczyściłam. Oczywiście jak to JA tradycyjnie coś mnie rozproszyło i odłożyłam filtr bez wkręcenia go spowrotem na miejsce. Po 10 minutach przypomniało mi się że mam zrobić pranie więc szybkim ruchem wrzuciłam ręczniki i zapuściłam pranie zostawiając przy pralce ciekawską Karolinę. Wyszłam.
Nie minęło 5 min a ja w kuchni zaczęłam się zastanawiać co to za pluskanie w łazience i co młoda tym razem wykombinowała. Gdy dotarłam do łazienki na podłodze było jakieś 3 cm wody a Karolina z zaciekawieniem oglądała jak pralka wyrzuca z siebie kolejne hektolitry.
A potem było tylko zbieranie wody z podłogi i wzrok męża typu „NO COMMENTS” chociaż w końcu nie wytrzymał i zaczął się dopytywać jak można ZAPOMNIEĆ założyć filtr.
***
Karolina się nam rozłożyła i dzisiaj pewnie wylądujemy u lekarza po pracy. Tak czy owak ostatnie dwie nocki mieliśmy nieeeezbyt ciekawe bo młoda się strasznie rzucała po łóżku i miała mi potwornie za złe że nie pozwalam jej zejść z łóżka.
Nota bene w środę w nocy kiedy to mieliśmy pierwszą z serii nieprzespanych nocek kiedy w końcu udało mi się młodą uśpić, przeniosłam się do pokoju Mateusza żeby jeszcze troche się przespać (bałam się ruszać młodej rozwalonej na mojej połowie łóżka). Nagle w nocy słyszę: MAMMA. Otwieram oczy i nadal mam wrażenie że śpię bo przed łóżkiem stoi mała postać z czymś w ręku i krzyczy MAMMA. Gdy już wzrok się dostosował do mroku odkryłam że to Karolina z kontaktową lampką w ręce. Młoda w nocy się obudziła, zeszła z łóżka, wyciągnęła z kontaktu lampkę i po ciemku przyczłapała się do drugiego pokoju żeby mnie obudzić.
Oczywiście kochany mężulek chrapał w najlepsze i wogóle nie był świadom że dziecko od niego uciekło z łóżka.

Ech te dzieci. Wczoraj młody przegiął pałę i to na maxa więc wieczorem dostał do kalendarza ROBALA o co była histeria większa niż wszystkie inne zebrane do kupy (nie o to że się robali boi ale fakt że ma przechlapane i w niedzielę za tydzień napewno już nie dostanie nagrody za cały tydzień posłuszeństwa)
Od czego się zaczęło?? Od tego że Karolina pluskając się z Mateuszem wylała jakieś 0,5l wody poza brodzik więc Maciej poprosił Mateusza żeby przyniósł szmatę do podłogi do starcia.
Wtedy to usłyszeliśmy że:
- primo – on ZAWSZE wszystko musi robić
- secundo – nikt inny w domu NIC nie robi
i jeszcze parę takich tekstów.
Oboje z mężem się wkurzyliśmy bo chłopak lekko przesadził więc dostał robala.

Dzisiaj rano wcale nie było lepiej, poprosiłam go o przyniesienie pieluchy (uwaga – POPROSIŁAM a nie kazałam) a już usłyszałam wykład moralizatorski typu że on ZAWSZE wszystko musi sam w domu robić, że nie ma czasu odpocząć i odetchnąć i tym podobne.
Potem jeszcze odpysknął mężowi i zaliczył kolejnego robala za pyskówkę oraz takie gadanie bzdetów.
A jak szliśmy do przedszkola to mu powiedziałam że jak nie chce mi pomóc to ja też mu nie pomogę na co tak zaniósł się płaczem że aż przechodząca osoba skomentowała że pięknie śpiewa. Ale co tam – jak Bóg Kubie tak Kuba Bogu prawda? Serce mi się rozdzierało ale nie zawiązałam mu tej chustki na szyi – niech wie że jeśli ja go o coś proszę to ja też chętnie mu pomogę ale w drugą stronę też to działa.
Oczywiście teksty że on WSZYSTKO w domu robi też leciały przed przedszkolem na co już nie wytrzymałam i się go zapytałam czy on SPRZąTA, ROBI ZAKUPY, PIERZE BRUDNE MAJTKI I WSTAJE W NOCY DO KAROLINY? no cóż…. nie odpowiedział….

Już sama nie wiem czy taki dzisiejszy restart go w końcu otrzeźwi… jakoś słabo to widzę ale może jestem (a nawet nie może ale napewno bo przecież okulista to potwierdził okularami) krótkowzroczna?

Dla znających angielski otrzymałam wczoraj taką informację mailem wraz z potwierdzeniem wyświetlenia mojego maila w Japonii

This Return Receipt only acknowledges that the message was displayed on the recipient’s computer. There is no guarantee that the recipient has read or understood the message contents.

labirynty

2 komentarzy

Mateo wczorajszy wieczór spędził na rysowaniu labiryntów. Co prawda z labiryntem nieduzo to miało wspólnego ale sam pomysł był niesamowity. Przed spaniem przyniósł mi wszystkie 3 rysunki i zaczął tłumaczyć:
-… a tu masz trzy życia…
-…a tutaj jest dźwignia, jak ją przesuniesz to przeniesiesz się w inne miejsce…
-…tutaj uważaj bo mieszka Wampir DraGula..(dzisiaj z rana zaczął się dopytywać kto to jest DRAGULA)…
-…to są wszystko męskie labirynty, nie ma babskiej wersji…
No cóż, przy takim natłoku DraGul oraz innych paskudztw (kurcze dziewczyny skąd on to bierze jeśli nie ogląda takich bajek?) ja wysiadłam i stwierdziłam że labirynt jest nie do przejścia.

Dzisiaj rano oczywiście pojawił się kolejny problem. Mateo postanowił labirynty zabrać do przedszkola (jakoś mam wrażenie że wszyscy chłopacy w jego grupie zaczęli się wyścigować kto ładniejszy labirynt wymyśli) a tu tato wystawił śmieci i kazał mu po drodze wynieść. Na szczęście wkroczyła mama i dziecko nie musiało się martwić o to że nie ma 3 rąk. Jak już wyrzuciłam śmieci to Mateo podszedł do mnie na ulicy i mnie uściskał mówiąc:
- dziękuję ci Mamusiu że za mnie wyrzuciłaś śmieci!
Ech … i jak tu nie pomóc dziecku? z drugiej strony powinnam być bardziej stanowcza bo to jego obowiązek wyrzucać śmieci. Ale co tam…dla takich słów czasem warto nagiąć swoje zasady prawda?
***
Dzisiaj rano podczas procesu ubierania się przez Mateusza Karolina weszła mu do pokoju, porwała majtki, założyła je na głowę i uciekła. Chwilę później goły Mateo biegał za Karoliną (ubraną w majtki) która z piskiem uciekała do drugiego pokoju. I tak zaczął się nasz dzień o godzinie 6:45 z rana.

No i ten weekend będzie chyba nam się czkawką odbijał sporo czasu…. a czemu? bo niestety Karolina zamiast zakończyć swoją tygodniową przygode z kaszelkiem postanowiła ją przedłużyć ale w wersji hardcore, co powoduje że jutro pewnie pojedziemy jednak znowu do lekarza (kurcze pójdę z torbami przez tą młodą). Ech te dzieciaki…
***
Jednak sam weekend był bardzo miły bo usłyszałam wiele słów o tym jakie grzeczne mam dzieci a takie słowa zawsze są dla mnie jak miód dla miśków.
***
Walentynki i po walentynkach. Osobiście wcale nie jestem zwolenniczką tego sztucznie napędzanego przez media amerykańskiego święta bo naprawdę można w innym dniu i w inny sposób okazać miłość niż miśkiem czy poduchą w kolorze czerwonym. Denerwuje mnie takie chrząkanie gdy ktoś się mnie spyta co mąż ze mną robił w walentynki a ja mu odpowiem że był to dla nas zwykły dzień… bo był i będzie w następnych latach. Nie będę się na niego złościć z tego powodu że nie dostałam bukietu kwiatów oraz zaproszenia na romantyczną kolację pośród całej restauracji zapełnionej samymi parami… brrr! Są inne metody i inne sposoby na okazanie miłości i ja je preferuję (chociaż jeśli to przeczyta to niech wie – na romantyczną kolację się NIE OBRAŻĘ o nie!)
A na zakończenie wszystkiego powiem tyle – dostałam zmywarkę ale jeszcze jej nie uruchomiłam, czyżbym się jej bała? NIE, tyle że instrukcja obsługi każe siedzieć przed nią conajmniej 2h zanim się ją pierwszy raz włączy…. a ja nie mam kiedy :(

Przyjechala Babcia do dzieciaków. Wyciągnęla młodego na spacer co on wykorzystał i w markecie wciąlnął ją podstępem do sklepu z zabawkami. Oczywiście oglądał wszelkie zabawki po czym babci pokazał żołnierzyka i z uśmiechem na ustach powiedział:
- ten jest mały więc napewno niedużo kosztuje prawda babciu?
No i stał się szczęśliwym posiadaczem kooolejnego żołnierzyka.

Następnego dnia babcia odprowadzała Mateusza do przedszkola. Niestety po drodze jest sklep z bibelotami i młody ślini się za każdym razem jak tamtędy przechodzi czyli conajmniej 2x dziennie. Mateo oczywiście z tektem do babci:
-Babciu jak mi kupisz ten kwiatek (taki materiałowy – któego ja nota bene mu nie kupiłam jak mnie prosił) to codziennie będę na niego patrzył jak wyjedziesz już i ciebie wspominał.
Kurcze, na razie nie przynieśli tego kwiatka ale jakoś słabo widzę jutrzejszy powrót z przedszkola… a może wyręczyć babcię i samej się przejść po niego??

Karolina nauczyła się już podstawowej zasady kobiecej czyli łzy mogą wiele… Jak tylko czegoś nie dostanie albo czegoś rodzice nie zrobią co ona sobie wymarzyła to staje na środku pokoju i tak rzewnie płacze że po chwili zastanawiam się nad przyniesieniem jakiejś bali lub dużego garnka tak lecą krokodyle łzy. Na mnie to nie działa ale biedni są moi mężczyźni.. przechodzą po prostu katusze.

Wczoraj był dzień po znakiem CIUCHOLAND. Kurcze ludziska ale sobie kupiłąm niezłe ciuszki. Karolinie wykupiłam chyba z pół sklepu ale za to na następne dwa lata mogę spokojnie iść co 2 mce na imprezę w stylu ślu/wesele/uroczystość innego rodzaju bo mam w co ubrać dziecko. Mateo też się obłowił bo dostał dwie koszule (od razu musiał je ubraći polecieć do sąsiada się pokazać) no i podstawę czyli KRAWAT. Ja za to kupiłam sobie parę bluzek na lato takich marek jak Mango czy Morgan oraz płaszcz w kolorze brudnego różu na duuuże guziki czyli to co mi się od dlugiego czasu marzyło.  Jestem przeszczęśliwa a moja szafa pełna.
Przy okazji zrobiłam porządki w zachomikowanych rzeczach i okazało się że Karolina nie mieści się już w wiele rzeczy które teoretycznie mają wpisane na przykład 1.5-2 lata lub w najgorszym przypadku 2-3. Lekko się podłamałam bo miałam odłożony śliczny bezrękawnik – co prawda jest teraz za długi ale młoda wygląd az nim jakbym ją ubrała w lateks – taki jest obcisły.

Dzisiaj odwiedziłam Factory Outlet – jestem lekko zniesmaczona. Tam naprawdę nic nie ma nie mówiąc już o tym że ceny wcale nie są pooowalające tak jak to niby miało być. Co prawda w House kupiłam przyjaciółce pikowany płaszcz przeceniony z 219 na 19!! oraz sobie polar o przedłużonym stanie (taki damski) za 39 – przeceniony ze 109. Ech.. chociaż raz na jakiś czas miło jest sobie kupić coś małego i przyjemnego. W sumie to jakbym się tak zastanowiła dłużej to najbardziej co mnie kręci to piżamy czy też jakieś sukienki do spania… mogłabym na to wydać fortunę chociaż nikt tego właściwie nie widzi.. czy to nie jest pokręcone?

Zapomniałam dodać że mój okulista na mnie leci!! hahahha tak. dobrze napisałam. Ostatnio jak byłam u niego z mężem oraz mamą którą w końcu zaciągnęlam do niego to miałam co chwilę wyznania że mu się podobam itd. A oto najlepsze teksty
- przy siadaniu do lasera chciałam sobie zaczepić okulary o dekolt na co usłyszałam ze w ciemni jest tylko dwóch facetó (on i inny pacjent) i chyba nie chcę ich przyprawić o zawał serca takimi seksownymi ruchami
- na moją odpowiedz ile mam lat oraz dzieci usłyszałam że cyt ” no to nie jesteś jeszcze taka stryrana i mu się podobam” / grunt to dobra argumentacja
- jutro mam przywieść mamęm jej będzie badał wzrok a ze mną szybki numerek… hahahah muszę się zastanowić w czym pójdę.
Ogólnie pan dokto lubi sprośne kawały (nie zapomnę otwartej szczęki mojego męza jak przyszedł do niego pierwszy raz i po informaacji że słabo widzi tekst pisany usłyszał że to od oglądania świerszczyków)

?

3 komentarzy

Karolina nauczyła się kolejnej rzeczy czyli znaku zapytania. Od jakiegoś czasu jej ulubionym przerywnikiem takim jak niektórzy stosują k….a lub tym podobne jest słowo ma-ma. Cokolwiek by nie robiła to ma-ma pasuje idealnie do opisania całemu światu co robi. Słowo MAMA słyszę jakieś 200 razy dziennie a może i więcej. No a że rodzice mnei nauczyli że jak ktoś do mnie mówi to trzeba odpowiedzieć to co chwilę muszę mówić – SŁucham Karolinka! Ech.. po co wybrałam jej takie imie…. długie… skomplikowane.. Nie mogłam dać jej na imię Ala czy coś w tym stylu? Nie skończę jeszcze mówić swojej frazy gdy młoda znowu odzywa się ze swoim ma-ma!

Dzisiaj doszło do małej wariacji w słowie ma-ma bo Karolina naczyła się znaku zapytania. Aktualnie zwrot brzmi: ma-ma??? No i nieśmiertelne: yyyyyy brzmi teraz jak yyyyy??? Muszę ją szybko tego oduczyć bo jak się odezwie tak do swojego chłopaka to katastrofa. Wyobraźmy sobie tutaj romantyczną kolację, chłopak zbiera się w końcu by coś wydusić z siebie, mówi drżącym głosem że chyba ją kocha a ona mu odpala z grubej rury czyli: yyyy???? Chłopak ląduje na OIOM z palpitacjami serca – ma to jak w banku.

Mateusz wszedł w etap pertraktacji. Po kąpieli nie chce mu się odnieść ręcznika do łazienki więc zaczyna do mnie swoją gatkę:
- mamo ale popatrz jak ja pięknie wysprzątałem DWA …tak DWA pokoje z zabawek… czy możesz za mnie zanieść ręcznik?
albo inna gatka:
- mamusiu…. jestem taki zmęczony, nie mam już siły na nic… zaniosłabyś za mnie ręcznik?
Czekam na jego inwencję twórczą i wplątanie w całą akcję ufoludków tudzież innych stworów które przekonają Mamę do zaniesienia ręcznika.


  • RSS