anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2008

wypadek

1 komentarz

W czwartek miałam okazję zobaczyć miejsce wypadku w Poznaniu zaraz po tym jak się zdarzyła ta tragedia. No może nie zaraz bo była już policja i karetka ale niedługo po tym. Jadąc rowerkiem do pracy zauważyłąm że przede mną jest korek, oczywiście skutecznie zjeżdżając na chodnik go ominęłam. Okazało się ze motocyklista zderzył się z samochodem i poniósł śmierć. Przejeżdżając obok widziałam wszystko jak na zwolnionym filmie – ciało młodego mężczyzny niedbale przykryte płachtą, rozlewająca się krew (pierwsze skojarzenie jakie mi przyszło do głowy to zdziwienie że jest taka jasnoczerwona) i zbiegowisko ludzi. Nie zatrzymałam się ale wręcz przyśpieszyłam zastanawiając się czemu nie czuję zadnych emocji, czyżbym już była totalnie zniszczona przez naszą cywilizację która epatuje takimi obrazami na codzień?
Jadąc cały czas modliłam się o za tego człowieka który zginąl w wypadku. Mniej więcej po godzinie, będąc już w pracy odczułam że to do mnie w końcu dotarło, poczułam mocno żal, przykrość, chęć powiedzenia jego rodzinie jakiś ciepłych słów. Poczułam że niepotrzebnie zginął kolejny człowiek, czyiś syn i być może również mąż i ojciec.
Dwa dni później przejeżdżając obok miejsca wypadku zobaczyłam grupę kobiet które zapalaly znicze koło drogi. Poczułam wielką chęć zatrzymania się i powiedzenia paru słów ale powstrzymał mnie fakt że dla nich zapewne była to magiczna i intymna chwila i nie sądzę aby chciały to z kimś dzielić.

Taaa. nie ma to jak długi weekend. Wybyczyliśmy się w domku w lesie wraz z naszymi znajomymi, opiliśmy tyle winka że na dłuższy czas zrobione mam już zapasy no i zostaliśmy główną przekąską wszelkiego robactwa w okolicy 2km.
Z mojego punktu widzenia wyjazd się bardzo udał tyle że Gosia nie była zachwycona faktem że moje dzieciaki o 6:30 były już wyspane i pełne energii na najbliższe godziny a ona wchodziła właśnie w stan błogiego snu. Ciekawe czy nas zaproszą znowu bo na wysypianie się i błogie lenistwo nie mogą liczyć.

W ramach rozwoju społecznego moich dzieciaków przedstawiłam im a szczególnie Mateuszowi faunę wielonogą naszych lasów czyli wszelkie robactwo którego większość ludzi się boi. Nawet Karolina tak się wciągnęła w zabawę szukania czegoś ciekawego co pełza/skacze/przesuwa się że aż byłam zaskoczona jak nas zawołała do jakiegoś robala który przekraczał jej ścieżkę. Lekcję przyrodniczą przerobiliśmy na szóstkę i myślę że dzieciaki na długo zapamiętają spotkanie z żabą (która chyba ze strachu mi nasikała na rękę) czy wielkie mrowisko dużych mrówek dzielnie pilnujących przejścia.

Czy ktoś próbował kiedyś wsadzić do kajaka rodzię z dwójką dzieci? jeśli nie to zapraszam na lekcję pokazową. Dwójka dzieci w kamizelkach + dwójka dorosłych a zanurzenie kajaka prawie na maxa. Do tego namów najmniejszą ratolośl żeby się nie wierciła a żonę żeby nie była zbyt zestresowana faktem tracenia dziewictwa na kajaku (taaak taaak … nawet tam można stracić dziewictwo i to jeszcze w tłumie).

No i doczekałam się. Karolina zaczęła mówić a najgorsze jest to że ma słowotok. Nie kończy jej się zdanie, chyba zostanie humanistą bo potrafi nawijać naprawdę długo. Oczywiście rodzicielka nic a nic nie kuma i tylko przytakuje licząc na to że dziecko nie skapnie się że ma lekko ułomną mamę.

Ostatnio młoda każe nam się ciągle bawić w grę: Zadaj_Pytanie_ które_Ja_Mam_Na_Myśli_a_Ja_Ci_odpowiem_tak/nie. No i Mama od samego rana zadaje pytanie:
-Czy karolinka chce mleczko – odpowiedź przytakująca lub negatywna w postaci odpowiedniego kręcenia głową.
Najgorsze jest jeśli nie wstrzelę się w typ pytań czyli: jedzenie/ picie/ zabawa / jedzenie itd i dziecko denerwuje się że nie może nawiązać kontaktu telepatycznego z matką

Oznajmiam wszystkim że dzisiaj są moje urodzinki. No więc pierwsza wiadomośc dnia – dostałam podwyżkę. Kwota na razie została poddana dyskusji bo nie lubię zgadzać się od razu na to co proponują.
Ale nie o tym miałam pisać. Siedzę sobie ze słuchawkami na uszach i słucham studenckiego radia URN Nottingham przez neta. Radio fajne no i przede wszystkim mówią po angielsku z pięknym brytyjskim akcentem.
Zaczyna się moja ulubiona audycja Remote Control gdzie można prosić o rózne piosenki z czego już parę razy skorzystałam (ale nie dzisiaj). No i pierwsza piosenka to co? —– nie uwierzycie!
.
..

Polski hymn.!! Taaak. Puścili go dlatego że kiedyś rozmawiali sobie o swoich korzeniach (po moim mailu że ktoś z Polski ich słucha – tyle że to było jakieś 2tyg temu) i postanowili wrócić do tego tematu ponownie. No to mnie zaskoczyli na 200%.
Od razu puściłam im tekst że właśnie słucha ich ktoś w Polsce co po hymnie było natychmiast skomentowane.
TERAZ TO JUż NAPEWNO MAM DOBRY DZIEń

W niedzielę Karolina nauczyła się nowej rzeczy. Po przyjechaniu znad jeziorka dzieciaki byly tak naładowane energią (a rodzice tak wypompowani) że aż trudno uwierzyć.
W końcu Mateo wpadł na genialny pomysł aby mama położyła się w poprzek pokoju a on będzie przez nią skakał. Oczywiście robieg był aż z kuchni a i tak nie wcelował się 2 razy i mi się lekko oberwało. Koniec końców zmęczony padł obok na co Karolina poszła do kuchni i z okrzykiem na ustach „TATAAAAA” poleciała w jego kierunku aby wpaść z rozpędem na swojego ukochanego brata. Koniec końców Mama stanęła w połowie drogi i robiła 123-start a Karolina zawsze krzycząc TATAAAA biegała w tą i spowrotem. Sytuacja była wielce komiczna i po chwili ja już prawie leżałam ze śmiechu na podłodze.
***
Jestem wielką fanką świetnej linii angielskiej firmy TOPSHOP (reklamowanej między innymi przez Kate Moss) o nazwie MOTO. Mam już parę rzeczy kupionych w ciucholandach bo niestety w Polsce chwilowo są one niedostępne. Wczoraj udało mi się znaleść świetne spodnie sztruksowe w stylu lekkich dzwonów a po południu dostałam paczuszkę z wylicytowanymi kolejnymi spodniami MOTO. Dzisiaj się w nie już wbiłam i powiem szczerze ze leżą jak druga skóra. UWIELBIAM czuć się sexy a w nich właśnie tak jest. Zresztą są naprawde obcisłe i pokazują co trzeba przy okazji nie zsuwając się z pupy przy kazdym nachyleniu jak to niektóre spodnie mają.

Wczoraj przy opisywaniu spodni które chciałabym wystawić na allegro odkryłam że jedną parę jeansów mam projektanta który jako pierwszy zastosował stretch w tego typu ubraniach. Próbowałam nawet na allegro coś znaleść ale niestety zupełnie nie jest znany w Polsce a szkoda bo spodnie tak leżą że SZOK.
***
Ostatnio zastanawiam się czy nasze podejście do życia i rodziny jest czymś dziwnym. Każdy weekend planujemy tak aby jak najmniej czasu spędzać na NICNIEROBIENIU. Zawsze są jakieś wyjazdy, festyny, rowerki czy wycieczki. Staramy się namawiac wszystkich wokoło do tego typu rekreacji ale mimo usilnych próśb udaje nam się czasami kogoś wyciągnąć i to prawie za uszy. Nie wyobrażam sobie chodzenia w piżamie do 12 w niedzielę a potem siedzenia przed kompem lub telewizorem do późnego wieczora bo to żadna przyjemność. Dla nas przyejmnością są nowe rzeczy, zwiedzanie nowych miejsc i znajdowanie fajnych zajęć z dzieciakami a nie włączenie im bajek i czytanie gazety (chociaż na to mam czas tylko w toalecie, ale od kiedy Karolina sięga do klamki i tam nie jestem bezpieczna).

Czy nasz styl życia jest taki dziwny? Z jednej strony słyszę głosy, że fajnie że planujecie takie wyjazdy, że macie czas i ochotę być z dzieciakami i robić coś fajnego ale z drugiej słyszę że na 1 po południu w niedzielę to nie ma szans się wyrobić, że to za wcześnie bo dopiero godzinę temu rodzinka zwlokła się z łóżka.

Jeśli dzieciom nie pokazuje się od początku że należy się ruszać, że trzeba być aktywnym, że nie można gnuśnieć w domu to potem nie ma problemu z fizyczną aktywnością. Jeśli dzieciom nie zaszczepi się bakcyla podróży i rozrywki to nigdy nie będą samodzielnie dążyć do takiego stylu życia. Nie chcę mieć dzieci które do 12 łażą w piżamie, do 22 grają na kompie a wyciągnięcie ich na rower graniczy z cudem bo „się spocą”.

Chcę mieć dzieci które będą z niecierpliwością czekały na sobotę bo Rodzice znowu wymyślą coś nowego, jakiś ciekawy wyjazd czy chociażby wycieczkę do lasu albo nad jezioro. Chcę aby cieszyły się takimi drobnostkami a nie wisiały mi na nodze że chcą iść na zamknięty plac zabaw do M1 albo na zakupy do centrum handlowego bo „to jest fajniejsze”.

Ja mam konkretne i rzeczowe plany i sumiennie je realizuję a wy?

Czy wspominałam że mamy wścibską sąsiadkę? mogłabym pisac tutaj historie z życia wzięte w które mało kto by uwierzył ale po co.
prawda jest taka że po przeprowadzeniu się tutaj i natychmiastowym (po dwóch dniach) pojawieniu się Karoliny była ona jedyną osobą którą znałam w całym mieście. No i baba wykorzystała to żeby wiedzieć wszystko o nas, dokładnie wszystko. Wchodziła bez pukania (bo na początku tak pukała że budziła mi dziecko więc jej pozwoliłam CZASOWO na takie odstępstwo), nachodziła nas od 8 rano do 21 po 5-10 razy, kiedy coś gotowałam to musiała, ale to po prostu musiała spóbować co tam pichcę.

Ale nie o to chodzi abym teraz obgadała sąsiadkę B. Chcę tylko zauważyć że czasami pozwalamy komuś się zbliżyć a ta osoba to perfidnie wykorzystuje aby tobą manipulować i wykorzystywać wiedzę którą przez tą bliskość wykorzystała. Ja jako osoba wierząca w dobro ludzi długo dawalam się omamiać tej babie, mój mąż szybciej załapał że ona próbuje nas od siebie uzależnić, że musimy się przed nią tłumaczyć gdzie jedziemy, co robimy, co planujemy i dlaczego. To nie rodzina żebym jej się spowiadała a wręcz czułam fizyczny przymus żeby to robić. Jak na osobę z robotniczej rodziny umiała idealnie stosować środki manipulacji.

Aż do ostatniego tygodnia kiedy to mój mężulek pękł i zadzwonił do niej że nie życzy sobie aby ona dysponowała czasem naszej opiekunki bo to ON jej płaci za pracę a nie ona. No i od tego czasu ciiiisza. Sąsiadka B. zlikwidowała wszelkie zależności między nami (typu odbieranie gazety czy chleba bo jak ja wracam z pracy to już nic nie ma w sklepach) i nie przychodzi do nas wogóle.

Z jednej strony przykro mi jest że tak to się skończyło ale dłużej tak nie dało się funkcjonować. Na chwilę obecną sąsiadka B obrabia nam pewne tyłki przed całą lokalną społecznością ale wielu już się na niej poznało i traktują z przymrużeniem oka to co mówi.

Szkoda tylko że nie można było przejść do zwykłych sąsiedzkich kontaktów po moim powrocie do pracy kiedy to już nie mam tak dużo czasu i nie wpadam do sąsiadki co jakiś czas ale raz na tydzień za co ona ma do mnie pretensje.  Przykre jest to że w momencie powiedzenia prawdy rozhisteryzowała się i nastawiła wszystkich przeciwko nam.

KTO NIE ZE MNĄ TEN PRZECIWKO MNIE! to jej główne hasło. żal mi tylko jej męża bo życie pod jednym dachem z taką osobą bywa nie do zniesienia a przecież dzieli nas od niej korytarz

Karolina rozpoczęla antymamusiową Kampanię Wyborczą. Od paru dni wyje mi niesamowicie przy próbie uśpienia i w końcu po 20-30 min siedzenia na łóżku z zamkniętymi oczami i wycia pada wycieńczona i zasypia. Wczoraj już się na nią wkurzyłam bo nic jej nie robię, próbuje ją ukołysać i przytulić a ta zołza odpycha mnie na maxa i drze się w niebogłosy.
No to wysłałam Mężulka żeby zajął się SWOJĄ niunią. Kurcze blade – po 5 min dziecko było już uśpione!!! Byłam w ciężkim szoku.
W nocy o 4 młoda się obudziła a ponieważ ja jestem mocno zakatarzona i prychająca to spałam w drugim pokoju. Jak tylko usłyszałam słynne MAMUUU to przyleciałam i zrobiłam jej mleczko. Chcialam się do niej przytulić żeby znowu zasnęła a ta to samo – Histeria jakbym ją przyduszała albo conajmniej przypalała na ogniu. No to się wyniosłam do pokoju Młodego a Karolina utulona w ramiona swojego TATUSIA szybko odpłynęła w krainę snu.
W ten sposób rozpoczęła się u nas ERA TATUSINEJ CÓRUNI. Już zaczynam się bać co będzie dalej ale nie dam się tak łatwo wyrzucić ze swojego łóżka bo córeczka chce spać z tatusiem, o nie!! to oznacza WOJNĘ!

Kochani.. rzeczywiście zniknęłam na trochę. Nie będę się tłumaczyć bo nie ma z czego i nie ma w sumie konkretnego powodu dla którego nie pisałam. Po prostu nie pisałam i koniec basta!
No ale robiąc update tego co się ostatnio działo to powiem że z dzieciakami zaliczyliśmy następujące imprezy:

- Dzień Ułana na Cytadelii – Karolina była zachwycona konikami, ale dotknąć żadnego nie chciała, chyba poczuła w stosunku do nich szacunek bo każdy z nich pewnie by zmieściłw swojej paszczy jej rękę bez żadnego problemu. Oczywiście na widok Karoliny z Mężulkiem na ręku która się bała dotknąć konia pan Ułan powiedział: „za 18 lat przysłać synka do nas i zrobimy z niego mężczyznę! ” HAHAHA nie dementowaliśmy tego że akurat trafiła nam się teraz córa a nie synek

- pożegnanie ośrodka w Cichowie czyli good bye na ognisku. Bardzo fajna impreza, niestety młoda kaszlała więc załapał się na to tylko Mateusz który był zachwycony faktem biegania po całym ogrodzonym ośrodku bez żadnej opieki rodzicielskiej.

- Spływ kajakowy + ognisko na zakończenie rajdu. Na to akurat załapała się tylko męska część mojej rodziny a ja z Karoliną dołączyłam się tylko na ognisko. Najlepsze było to że odebrałam chłopaków z przystanii i zawiozłam na górę gdzie mieliśmy zobaczyć całą grupę i do niej się dołączyć, bo nie znaliśmy miejsca ogniska. No i czekamy, czekamy, po godzinie dzwonię do kumpla a on mówi że już są po kiełbaskach i siedzą pod górą zaraz przy boisku do siatkówki. My też siedzieliśmy obok tego boiska tylko że po drugiej stronie ulicy i krzaki nam zasłaniały ludzi na boisku. No i posiedzieliśmy sobie jakieś pół godziny za długo hahahaha

- piknik country nad Rusałką. Też fajna impreza, spotkaliśmy oczywiście znajomych z dzieciakami więc chłopaki szaleli jak opętani a Babcia (taaak! przyjechała do nas Babcia czyli moja mama… nareszcie) zrobiła niezłą trasę z karoliną po okolicznych ścieżkach festynowych tak że wieczorem młoda była totalny flaczek.
*****
Karolina rozgaduje się coraz bardziej. Co prawda podstawowym słowem jest MAMUUU (z akcentem na U) i oznacza ono dosłownie wszystko ale młoda ostatnio znalazła inny środek ekspresji – bierze delikwenta za spodnie, ciągnie gdzie chce abyśmy przyszli i pokazuje co chciałaby zrobić lub dostać. Idzie jej świetnie i bez problemów można odczytać co Dzidzia chce (czyli albo czekoladkę albo coś innego słodkiego co jest oczywiście reglamentowane w naszej rodzinie)
***
Zrobiłam porządki w szafach. Oczywiście zebrał się wielki wór rzeczy w których albo nie chodzę albo są na mnie za duże ale z sentymentu je trzymam (czyżbym chciała znowu podświadomie przytyć?) Dodatkowo koleżanka dała mi dwie siatki ubrań które rozdzieliłam między siebie i przyjaciółkę odświeżając nieco garderobę. Trochę więcej miejsca się zrobiło ale i tak marzy mi się jakaś nowa para jeansów czy coś w tym stylu…
***
Karolina rośnie jak na drożdżach. Babcia przywiozła jej kilka body na rozmiar 2-3 latka i powiem tylko tyle ze nie ponosimy ich za długo


  • RSS