anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2008

Olśnienie

3 komentarzy

Wczoraj doznałam olśnienia, przechodząc koło lustra zauważyłam w odbiciu kogoś kogo nigdy wcześniej nie widziałam. Zatrzymałam się i popatrzyłam tej dziewczynie w oczy… no i bach! trafiło mnie… Olśnienie. Ten ktoś w lustrze to jednak ja, nie zakopleksiona dziewczyna z lekką nadwagą i prostymi włosami ale ładna babka z niezłą figurą, ładnymi nogami i ciekawą fryzurą. Popatrzyłąm znów krytycznym okiem i uznałam że ta babka jest całkiem całkiem… ładna, zgrabna, proporcjonalna sylwetka.. tylko jakby nie ta Ja którą pamiętam sprzed lat.
Nagle do mnie dotarło że już nie jestem tamtą dziewczyną, że już zmieniłam tak wiele w swoim życiu że z tamtymi czasami mam naprawdę mało doczynienia. Dotarło do mnie że wreszcie się zaakceptowałam taką jaka jestem. wiele lat mi zeszło zanim tego dokonałam ale ostatnie lata mojej pracy nad sobą fizycznie i psychicznie zmieniły mnie na dobre. Wreszcie zobaczyłam że czegoś dokonałam. Zmieniłam wiele w swoim podejściu do życia, nie będę się rozpisywać ale wiem że teraz wstaję z uśmiechem na ustach gdy kiedyś to było nie do pomyślenia. Fizycznie osiągnęłam to o czym marzyłam czyli wagę 60 kg o których zawsze marzyłam. Dzięki rowerowi mam ładne nogi i brak problemów związanych ze zdrowiem. Czuję że żyję, oddycham i rozwijam się jako matka i pracownik. Nagle rzeczy które mnei przerażały stały się jakieś łatwiejsze, prostrze i do zrobienia. Nagle coś co było nie wytłumaczalne dla mnie okazało się być całkiem całkiem proste a zmieniłam tylko podejście!
Grunt to się polubić, pokochać a tak wiele spraw się nagle staje prostszych.
***
Dwa dni temu o 12 w nocy zapadła kuczowa decyzja o wyrzuceniu Karoliny z pokoju. Tak nam się dawała we znaki z nocnym wyciem że chce spać w naszym łóżku że w końcu mój mąż wyniósł ją z pokoju do Mateusza i ostatecznie zdecydował się na to, nad czym myślałam już od dłuższego czasu. No i dzięki męskiej decyzji na którą nie mogłam się ostatecznie zdecydować młoda wyparowała z naszego pokoju. Dzięki ci Panie za spokojne noce, brak palców w nosie, brak wyrywania rzęs, dłubania w oczach lub ciągnięcie za kolczyki nie wspominając o spaniu z nogami na mojej głowie lub innych kombinacjach przy których kamasutra wysiada!
To co że teraz muszę chodzić do drugiego pokoju jak się obudzi. ważniejsze jest to że jak w końcu zaśnie to wracam do swojego i tylko swojego (kawałka) wyrka i nic (nikt) mi go nie zabiera – i to się liczy ludziska!

Znowu jestem sama w weekend. Nie narzekam jednak bo wiem że takie wyjazdy (chłopaki pojechali na kajaki pod namioty na 2 dni) są ważne dla stworzenia dobrej więzi między synem a ojcem. Mateo musi widzieć w Maćku swój wzór do naśladowania, musi widzieć jak prawdziwy mężczyzna się zachowuje, jakie rzeczy umie sam zrobić i muszę pozwolić mojemu mężowi uczyć mlodego zachowań męskich.
Czasami coś się we mnie buntuje bo to oznacza że są spięcia między chłopakami, że Maciek nie toleruje mazgajstwa i innych zachowań które ja jako matka widzę, ale czasai jednak mu pozwalam. Może i tak jest że tato częściej karze, jest bardziej konsekwentny w swoim zachowaniu, ostrzejszy i groźniejszy ale przecież ktoś musi jasno stawiać granice dziecku. To nie dziecko decyduje o tym co robimy, co jemy, jak żyjemy ale rodzice którzy podjęli się jego wychowania. i tak uważam że jako tato Maciek stara się jak może najbardziej aby nie popełniać błędów swoich rodziców i wkłada dużo wysiłku w to co robi. Pewnie że chciałabym aby bardziej się udzielał przy Karolinie, ale rozumiem fakt że z młodą jeszcze nie da się wyjść na rower, na piłę czy coś podobnego i Mąż po prostu czasem ma kryzys pomysłów na dziecko. Ja też nie przepadam za tym wiekiem, dziecko mówi do ciebie po chińsku i ni w ząb nie idzie zrozumieć. Dla przykładu podam dwie sytuacje z weekendu obrazujące trudny okres dziecięctwa przez jaki cała rodzina przechodzi.

Wczoraj Karolinka bawiła się w malowanie, siedziała sobie na poduszce ale ciągle jej pupa zjeżdżała. No więc mama chciała jej poprawić poduchę. Okazało się że chyba było trzeba ją zostawić z tym problemem niż wchodzić z butami bo pogorszyłam tylko sprawę. Młoda na migi probowała przekazać jak poduszka ma być położona ale że mnie cieżko wychodziło jej zrozumienie (kurs parapsychologiii i czytania z myśli jeszcze nie został jak widać opanowany) dziecko odstawiło koniec końców taką histerię że szok. Dobrze że ostatecznie po wyładowaniu emocji trochę jej przeszło – jedyny pozytyw z tej sytuacji był taki że młoda się zmęczyła i w miarę szybko usnęła.

Druga podobna sytuacja to dzisiejsze śniadanie. Moje dziecko postanowiło samo sobie komponować posiłki. Nie wspomnę już o samodzielnym jedzeniu jogurtów (nie pozwala się zupełnie karmić, szkoda że nie ma na imię Zosia bo to naprawdę niesamowita samosia) bo to zupełnie inna historia. Karolina dzisiaj rano doszła do wniosku że zamiast chleba będzie żywiła się chrupkim chlebkiem Wasa. Ryk był niesamowity, moja kanapka zmasakrowana na części ale postawiłam na swoim i śniadanie miało być takie jak JA zdecydowałam. Skutek był taki że Karolina poszła na głodnego do kościoła i dopiero o 11 zjadła swój przydziałowy jogurt. Głodna była niesamowicie ale to była JEJ decyzja. A uparciuch z niej niesamowity, nawet Mateusz szybciej wysiadał.

Dobrze że wspólnie z mężem wiemy że konsekwencja w wychowaniu to najważniejsza sprawa i nie pozwalamy się ustawiać chociaż powiem szczerze że nie jest to łatwe zadanie. Ale dzięki konsekwencji okazało się że nasz synek był najgrzeczniejszym dzieckiem nad morzem (na wyjeździe z babcią). Raz zaczął się buntować przy jedzeniu ale jak się opanował to przepraszał 2 razy cały stolik – brawo Mateusz. Może i są moje dzieciaczki temperamentne ale dzięki temu zyskują wiele. A że przez niektórych jesteśmy postrzegani jako ostrzy rodzice to już ich problem a nie nasz.

Ostatnio zastanawiałam się gdzie pędzi nasz świat. Dzieci zamiast cieszyć się dzieciństwem wprowadzane są w świat dorosłych którzy po rozwodach traktują swoje pociechy jak powierników, zwierzają się ze swoich problemów i obciążają swoimi dylematami. Obserwując dzieci w grupie łatwo jest powiedzieć które tak naprawdę są dziećmi a które na siłę są wtłaczane do naszego świata.
Przykro mi jest patrzeć na rodziców którzy będąc po rozwodach lub jako single tłuką dziecku ciągle że ta druga strona o nich nie dba, że jest zła i że nie należy wiązać z nią żadnych nadziei na przyszłość. Sama znam jedną taką matkę, która po 30 latach obudziła się ze zdziwieniem z letargu i głośno narzeka teraz na córkę. Na tą samą której przez tyle lat robiła pranie mózgu o jej ojcu tłumacząc jej że przespała się z nim dla dziecka, że jest starym prykiem do niczego jej nie potrzebnym i że jest głupi. Na tą samą która przez tyle lat widziała ciągle zmęczoną matkę która musi sobie zrobić poobiednią drzemkę, której nic się nie chce i której na niczym nei zależy prócz jej samej. I czego można wymagać od dziecka które przez tyle lat patrzyło w mamę jak obraz starając się ją naśladować?
Teraz ona sama nie zachowuje się jak 30 letnia kobieta w kwiecie wieku ale zmachana 50latka która ma dosyć życia i najchętniej by ciągle spała na kanapie przed telewizorem.
Kiedy tak spoglądam na jej przykład to czasami mam ochotę potrząsnąć tymi rodzicami którzy z wielką determinacją dążą do podobnego celu sami o tym nie wiedząc. Uważają że nastoletnie dziecko może być dla nich podporą, poduchą do wypłakania się lub głuchym telefonem do wyżalenia nie myśląc jednak że dziecko przeżywa to 10x mocniej niż oni sami. Obciążając go problemami na które nie zna rozwiązań i które go zupełnie przerastają wykrzywiają mu psychikę na całe życie.
Oczywiście że nie można dzieci chować pod kloszem i nic im nie mówić, czasami warto powiedzieć że to są problemy dorosłych i nie są one związane z tym konkretnym dzieckiem, czasami warto się przyznać żę ma się jakieś zawirowania w życiu ale napewno znajdzie się rozwiązanie. Dziecko potrzebuje ciepłego domu w którym będzie czuło się bezpiecznie a nie bomby zegarowej której nie umie rozbroić po tym jak mu rodzic ją wręczył w postaci własnych problemów, nad którymi nie panuje.

Nasze dziecko postawiło sobie za punkt honoru wykończenie swoich rodziców. W zeszłym tygodniu była gorączka więc młoda spała tak jakby chciała a nie mogła.  W piątek po 4 nieprzespanych nockach (bo co to za sen jeśli jest przerywany co 1-2h) czułam się jak na kacu. W pracy nie mogłam się wogóle skupić a wszelkie czynności poza przerzucaniem maili lub dzwonieniem po informacje o ile było to łatwe zadanie przerastały moje zdolności percepcyjne.
Na szczeście dotrwałam do 16 a wieczorkiem jakoś się zregenerowałam chociaż dawno nie miałam już takiego poważnego kryzysu fizycznego.
Wczoraj zdecydowaliśmy że Młoda za dużo pije w nocy mleka i że trzeba ją przestawić na wodę. Taaa łatwo powiedzieć trudniej zrobić.
O 23:30 młoda się obudziła i kategorycznie zażyczyła sobie …. nie … zażądała porcji mleka. Mama na to dała jej wodę na co Młoda odstawiła taką histerię że dziw bierze iż policja nie stała pod naszymi drzwiami po 1h. No ale jakoś udało się ją namówić na położenie. Droga przez mękę trwała do 4 rano, Karolina budziła się z częstotliwością co 15 min i przypominała sobie że wredna matka chce ją wykończyć dając jej takie paskudztwo.
Ech.. o 4 matka wymiękła i dała trochę mleka na co córa szybko je wciągnęla i poszła spać. Taaa ciężko było wstać o 7 rano ze świadomością że Karolina sobie jeszcze smacznie śpi i ma wszystko w głębokim poważaniu.

Co za dziecko!
Już się boję myśleć co będzie dzisiaj. Będąc w sklepie zastanawiałam się nad kupnem Tigera albo innego napoju energetycznego ale pamiętając jaki wredny mają smak (wzbiera mi się na mdłości) jakos się nie przekonałam. Teraz zaczynam żałować tej dezycji bo jakiegoś dopalacza będę pewnie potrzebować.
Ciekawe co sąsiad zza ściany sobie o mnie myśli? czy w dobie próby uświadomienie ludziom że trzeba być wrażliwym na krzyki dziecka ktoś na mnie naśle polizai? W sumie nie dziwiłabym się bo młoda ma gardło jak rasowa piosenkarka rockowa i spokojnie może zakrzyczeć całą rodzinę. A najlepsze jest to że nie traci głosu jak to było po takim koncercie z Mateuszem ale od rana ponownie wałkuje temat. Wiem wiem… charakterek dziecko ma po mnie, nie da się ukryć że różki to jej po bokach już rosną i tylko włoski je jeszcze zakrywają wprowadzając ludzi w błąd.

Z jednej strony mówimy o zdrowym stylu życia, poruszaniu się na nogach lub rowerze zamiast braniu samochodu nawet po to żeby podjechać do kiosku po papieroski a z drugiej nikt nie mówi o tym jak rowerzyści są dyskryminowani na drogach.

Jako kierowca wiem że czasami denerwujące jest jechanie za takim człapiącym człekiem ale rozumiem ludzi którzy wybrali taki styl poruszania się po drogach. Sama jako aktywny rowerzysta bo dojeżdżam codziennie do pracy wiem że nie jest łatwo wjechać na górkę czy też przejechać przez torowisko bo człowiek cały podskakuje i z prędkości nici. Denerwują mnie jednak pewne zachowania Polaków których doświadczam od czasu do czasu.
Pierwszy typ kierowcy zauważającego rowerzystę to krzykacz. Średnia wieku 18. Najlepiej spuszczany dach, paru kiboli w środku i podjeżdżają sobie cichą BMWicą lub innym wozem z tyłu do rowerzysty po czym razem krzyczą: SZYYYYBCIEJ! Gwarantuję efekt piorunujący bo już parę razy mialabym glebę z tego powodu.

Drugi typ kierowcy reagującego na rowerzystę to graniaczek który uważa że droga jest Jego i tylko jego. jedzie sobie środkiem pasa i widząc rowerzystę nie ma zamiaru zjechać nawet na 5 cm na lewo żeby go wyprzedzić. Skutek? Wyprzedzanie na grubość lakieru. Zapomniałam dodać do tej grupy jeszcze kierowców tirów którzy mają podobne odczucia bo już dwa razy musialam zrobić upadek kontrolowany żeby moja lewa strona nie dotknęła takiego koła.

Trzeci typ kierowcy to nie widzący. W przeciwieństwie do poprzedniej dwójki ten powoduje najwięcej kłopotów bo dzięki takim ludziom łatwo o wypadek. Bo taki jedzie obok ciebie, wyprzedza cię i nagle na przykład skręca w prawo zajeżdżając ci drogę. Ostatnio prawie mnie skasowała jakaś kobieta na skrzyżowaniu gdzie przejeżdżałam na pasach na zielonym świetle. Szczytem chamstwa było to że nawet nie raczyła się zatrzymać mimo że ładnie jej przejechałam po boku a sama wyszłam z opresji z pogiętą kierownicą i przesuniętymi hamulcami.

Reszta kierowców nie wchodzi w interakcję z rowerzystami i w sumie to najlepiej chyba się do takiej grupy zaliczać. Ja w każdym bądż razie dbam o to aby rowerzyści którzy jadą obok mnie czuli się bardziej komfortowo niż sardynki w puszce bo tak niestety czasami wygląda jazda po naszych drogach.

Rower to droga do zdrowia, dobrej sylwetki i dobrego samopoczucia. Może trudno zacząć bo ja co roku się z tym borykam ale jeśli już się zacznie to naprawdę robi się to przyjemną sprawą. A jaki budzi podziw wśród znajomych którzy wożą tyłki w swoich wozach jak się powie że woli się rower? Taa może to i lans ale zdrowy i polecam go każdemu. A i opalić się można, wyrzeźbić sylwetkę no i wzbudzić zazdrość wśród tych którzy jedynie w myślach robią coś dla zdrowia


  • RSS