Ostatnio zastanawiałam się gdzie pędzi nasz świat. Dzieci zamiast cieszyć się dzieciństwem wprowadzane są w świat dorosłych którzy po rozwodach traktują swoje pociechy jak powierników, zwierzają się ze swoich problemów i obciążają swoimi dylematami. Obserwując dzieci w grupie łatwo jest powiedzieć które tak naprawdę są dziećmi a które na siłę są wtłaczane do naszego świata.
Przykro mi jest patrzeć na rodziców którzy będąc po rozwodach lub jako single tłuką dziecku ciągle że ta druga strona o nich nie dba, że jest zła i że nie należy wiązać z nią żadnych nadziei na przyszłość. Sama znam jedną taką matkę, która po 30 latach obudziła się ze zdziwieniem z letargu i głośno narzeka teraz na córkę. Na tą samą której przez tyle lat robiła pranie mózgu o jej ojcu tłumacząc jej że przespała się z nim dla dziecka, że jest starym prykiem do niczego jej nie potrzebnym i że jest głupi. Na tą samą która przez tyle lat widziała ciągle zmęczoną matkę która musi sobie zrobić poobiednią drzemkę, której nic się nie chce i której na niczym nei zależy prócz jej samej. I czego można wymagać od dziecka które przez tyle lat patrzyło w mamę jak obraz starając się ją naśladować?
Teraz ona sama nie zachowuje się jak 30 letnia kobieta w kwiecie wieku ale zmachana 50latka która ma dosyć życia i najchętniej by ciągle spała na kanapie przed telewizorem.
Kiedy tak spoglądam na jej przykład to czasami mam ochotę potrząsnąć tymi rodzicami którzy z wielką determinacją dążą do podobnego celu sami o tym nie wiedząc. Uważają że nastoletnie dziecko może być dla nich podporą, poduchą do wypłakania się lub głuchym telefonem do wyżalenia nie myśląc jednak że dziecko przeżywa to 10x mocniej niż oni sami. Obciążając go problemami na które nie zna rozwiązań i które go zupełnie przerastają wykrzywiają mu psychikę na całe życie.
Oczywiście że nie można dzieci chować pod kloszem i nic im nie mówić, czasami warto powiedzieć że to są problemy dorosłych i nie są one związane z tym konkretnym dzieckiem, czasami warto się przyznać żę ma się jakieś zawirowania w życiu ale napewno znajdzie się rozwiązanie. Dziecko potrzebuje ciepłego domu w którym będzie czuło się bezpiecznie a nie bomby zegarowej której nie umie rozbroić po tym jak mu rodzic ją wręczył w postaci własnych problemów, nad którymi nie panuje.