Znowu jestem sama w weekend. Nie narzekam jednak bo wiem że takie wyjazdy (chłopaki pojechali na kajaki pod namioty na 2 dni) są ważne dla stworzenia dobrej więzi między synem a ojcem. Mateo musi widzieć w Maćku swój wzór do naśladowania, musi widzieć jak prawdziwy mężczyzna się zachowuje, jakie rzeczy umie sam zrobić i muszę pozwolić mojemu mężowi uczyć mlodego zachowań męskich.
Czasami coś się we mnie buntuje bo to oznacza że są spięcia między chłopakami, że Maciek nie toleruje mazgajstwa i innych zachowań które ja jako matka widzę, ale czasai jednak mu pozwalam. Może i tak jest że tato częściej karze, jest bardziej konsekwentny w swoim zachowaniu, ostrzejszy i groźniejszy ale przecież ktoś musi jasno stawiać granice dziecku. To nie dziecko decyduje o tym co robimy, co jemy, jak żyjemy ale rodzice którzy podjęli się jego wychowania. i tak uważam że jako tato Maciek stara się jak może najbardziej aby nie popełniać błędów swoich rodziców i wkłada dużo wysiłku w to co robi. Pewnie że chciałabym aby bardziej się udzielał przy Karolinie, ale rozumiem fakt że z młodą jeszcze nie da się wyjść na rower, na piłę czy coś podobnego i Mąż po prostu czasem ma kryzys pomysłów na dziecko. Ja też nie przepadam za tym wiekiem, dziecko mówi do ciebie po chińsku i ni w ząb nie idzie zrozumieć. Dla przykładu podam dwie sytuacje z weekendu obrazujące trudny okres dziecięctwa przez jaki cała rodzina przechodzi.

Wczoraj Karolinka bawiła się w malowanie, siedziała sobie na poduszce ale ciągle jej pupa zjeżdżała. No więc mama chciała jej poprawić poduchę. Okazało się że chyba było trzeba ją zostawić z tym problemem niż wchodzić z butami bo pogorszyłam tylko sprawę. Młoda na migi probowała przekazać jak poduszka ma być położona ale że mnie cieżko wychodziło jej zrozumienie (kurs parapsychologiii i czytania z myśli jeszcze nie został jak widać opanowany) dziecko odstawiło koniec końców taką histerię że szok. Dobrze że ostatecznie po wyładowaniu emocji trochę jej przeszło – jedyny pozytyw z tej sytuacji był taki że młoda się zmęczyła i w miarę szybko usnęła.

Druga podobna sytuacja to dzisiejsze śniadanie. Moje dziecko postanowiło samo sobie komponować posiłki. Nie wspomnę już o samodzielnym jedzeniu jogurtów (nie pozwala się zupełnie karmić, szkoda że nie ma na imię Zosia bo to naprawdę niesamowita samosia) bo to zupełnie inna historia. Karolina dzisiaj rano doszła do wniosku że zamiast chleba będzie żywiła się chrupkim chlebkiem Wasa. Ryk był niesamowity, moja kanapka zmasakrowana na części ale postawiłam na swoim i śniadanie miało być takie jak JA zdecydowałam. Skutek był taki że Karolina poszła na głodnego do kościoła i dopiero o 11 zjadła swój przydziałowy jogurt. Głodna była niesamowicie ale to była JEJ decyzja. A uparciuch z niej niesamowity, nawet Mateusz szybciej wysiadał.

Dobrze że wspólnie z mężem wiemy że konsekwencja w wychowaniu to najważniejsza sprawa i nie pozwalamy się ustawiać chociaż powiem szczerze że nie jest to łatwe zadanie. Ale dzięki konsekwencji okazało się że nasz synek był najgrzeczniejszym dzieckiem nad morzem (na wyjeździe z babcią). Raz zaczął się buntować przy jedzeniu ale jak się opanował to przepraszał 2 razy cały stolik – brawo Mateusz. Może i są moje dzieciaczki temperamentne ale dzięki temu zyskują wiele. A że przez niektórych jesteśmy postrzegani jako ostrzy rodzice to już ich problem a nie nasz.