anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008

Ciekawa jestem jak szybko Karolina załapie że należy mówic w języku polskim. Na razie jest to totalna chińszczyzna prócz paru słów typu: TA, NIE, NIE MA, TATA, MAMA, KURKA… to ostatnie słąbo pasuje do kompletu  ale jakoś spodobało się młodej ze wszech miar.
Dzisiaj Karolina postanowiła rozwijać swój język migowy tak więc niniejszym następujące gesty wprowadzono do potocznego języka pozawerbalnego:
- wyciągnięty język–> ja chcę loda
- palec wkładany do gardła –> ja chcę pić
- palec pokazujący zęby w okolicach czwórek –> myjemy ząbki
- ręka przyłożona do ucha –> idziemy zadzwonić
No to by było na tyle z dzisiejszych obeserwacji.
***
Akceptacja akceptacją ale zauważyłam że nadal ciągną się za mną jakieś ogony niedkończonych spraw. Niby teoretycznie wiem że jestem zgrabna ale łapię się na tym że podziwiam babki o 2 rozmiary większe ode mnie i gdzieś przemyka mi myśl, że szkoda iż ja nie jestem od nich szczuplejsza. Potem rozum bierze górę i niby dochodzi do mnie że przecież JESTEM ale ta podświadomość czasami bierze kontrolę nad moim sposobem patrzenia na życie. Niedawno ktoś mi powiedział że jak mnie poznał to stwierdził że jestem najseksowniejszą mamuśką na rekolekcjach. Ten głos bardzo mnie uderzył i pozwolił po raz kolejny odkryć swoją kobiecość która niestety jest mocno zaburzona.
***
To co przeżyliśmy na rekolekcjach i po nich naprawdę zmieniło nasze życie. Dzisiaj dotarło do mnie że ostaatnie dwa tygodnie to prawie sielanka jeśli chodzi o nasze życie małżeńskie. Nagle pojawiły się czułe gesty których już dawno brakowało, przytulania i okazywanie sobie miłości na każdym kroku. Nagle poczułam się kochana i pokazuję że też kocham. To wszystko jest rezultatem naszych przeżyć jako małżenstwo, naszych poważnych rozmów i chwili zastanowienia się nad naszym małżeństwem. Cieszę się z tego bo to krok milowy w naszym związku i mam nadzieję że uda nam się kultywować te gesty.

Czy ktoś mnie może oświecić czemu na wakacjach czas jakoś inaczej biegnie? bo napewno się nie dłuży i jestem przekonana że ktoś przestawia nam zegarki jak tylko na nie nie patrzymy. Tak czy owak po 16 dniach wakacji wracam do normalnego życia.
Czy powinnam pisać o tym co robiłam i gdzie byłam? W sumie nie miałam takiego zamiaru ale być może opiszę parę sytuacji i zdarzeń które jakoś mi zapadły.
Ano byłam na rekolekcjach dla rodzin….tak tak… takie miejsce gdzie było nas 16 par +25 dzieci więc gwar i zabawa na całego. Oczywiscie nie przyjechaliśmy się tam bawić ale pracować nad sobą i swoją wiarą co zaowocowało kacem fizycznym już 10 dnia – w końcu każdy ma prawo doświadczyć zmęczenia materiału prawda?
Nie będę opisywać co się tam działo ale powiem tylko że Wielkie rzeczy się działy… można by opisywać godzinami co tam przeżyliśmy i jakie przyjaźnie nawiązaliśmy i aż dziw bierze że w tak krótkim czasie można się tak zaprzyjaźnić i zżyć. W związku z odniowieniem ślubów małżeńskich mieliśmy również weselicho i musże powiedziec że dawno się tak nie bawiłam. Stanęłam w końcu w prawdzie że wcale nie jestem taką beznadziejną tancerką jak mi czasami mawia mężulek bo tam dopiero pokazałam czadu. Andrzej który ze mną bawił się do ostatniej duszy (jego żona i mój mąż wymiękli parę godzin wcześniej) tak prowadził że normalnie sama siebie nie poznawałam, robiłam piruety, obroty o 360 st w powietrzu i inne cudeńka. Ludziska… bawiłam się po prostu SUUUPER i tylko zdrowy rozsądek kazał nam o 1:30 iść do pokojów zeby rano wstać. Mężulek był lekko zazdrosny że z wypiekami na policzkach opowiadam o swoich poczynaniach ale co tam… przynajmniej wyleczyłam się z kolejnego kompleksu bo JA UMIEM TAńCZYć JAK MAM DOBREGO PARTNERA.
***
Dzieciaki zaaklimatyzowały się fanstastycznie i gdyby nie 10 dni deszczu to pewnie cały ten okres spędziłyby na dworze. Nie da się ukryć że taka forma „wypoczynku” się sprawdziła i choć b. zmęczeni to przyjechaliśmy szczęśliwi i jeszcze bardziej w sobie zakochani. Karolina została pupilką całej grupy bo nikt nie potrafiła tak jak ona prosić o ciasteczka lub stroić miny nie mówiąc już o tym że jej lalka miała być Jezuskiem w żłóbku ale została przez Karolinę w połowie nabożeństwa gwizdnięta i biedny tatuś musiał przynieść zastępczego pana Jezusa (dobrze że mieliśmy drugą lalę bo byłby kłopot).
Nie wspominam już o takich atrakcjach jak jeżdżenie na quadach – młoda zaliczyła 4 przejażdżczki i brakowało nam tylko czasu wolnego żeby przejechać się na stogu siana czy też na traktorze.
Cd.


  • RSS