anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

No i scenariusz przeze mnie przepowiadziany został wprowadzony w życie. Dzieciaki z zapaleniem gardła i krtani zostały pomyślnie przetransportowane do Gliwic gdzie czekała stęskniona Babcia. Tam oczywiście mieliśmy wielkie plany (no bo antybiotyki się kończyły) aby odwiedzić rodzinkę i dzieciaki w okolicy (czytaj: jakieś 2 wyjazdy na dzień – niezły maraton) ale nikt nie przewidział że antybiotyki spowodują problemy z brzuszkiem Karoliny. No i święta w typowo rodzinnym gronie z zakazem zbliżania się dzieciaków (bo jak się okazało grypa żołądkowa) przekształciły się we wczasy z dietą odchudzającą dla Karolci a potem i Mateusza.
Spowrotem jechaliśmy znowu z dwójką chorych dzieciaków i miłym prezentem w postaci wirusa grypy żołądkowej który chyba polubił również ukochaną Babcię.
Aktualnie mam w domu dwóch normalnie jedzących ludzi i dwójkę pijących dzieci (oby nie wpadły w nałóg wodoholizmu), Karolinie tak spadł brzuszek że po raz pierwszy zobaczyliśmy żebra naszej córeczki (wow.. one tam naprawdę są!!) a Mateo robi się jeszcze większym przecinkiem i niedługo będę go mogła zapiąć w pasie łańcuszkiem na szyję.
***
Najnowszy słownik naszej córci:
- Pati kuje mumę – mateusz dziękuje za szminkę
- Musia – skrót od Mamusi
- Pati, Patuś – brat Mateusz
- top – stop (najczęściek krzyczny podczas jazdy samochodem)
- rzusio nie chory (gdzie R wymawiane jest w wersji anglojęzycznej) – brzusio nie jest chory
- czeko – czekolada
- leko – mleko
- kołaj – Mikołaj
- Wuja Toma – wujek Tomek
- tiku – Tiktaki – nasza rodzina stała się największym odbiorcą owocowych Tiktaków w naszej okolicy bo Karola za każdym sikaniem chce tiktaka a dodatkowo częstuje (i nie można odmówić!!) każdego w domu. Zaczęłam kupować już duże paczki, czy ktoś widział może takie na 1 tys sztuk?
- Kaninja – tak Karolina określa siebie
- na górke – Karolina oznajmia że chce wejść na górne łóżko Mateusza
CDN…

Grunt to mieć plan.. no i grunt to dać dzieciom do zrozumienia że ten plan należy wykonać.
Jaki jest tego efekt? oba dzieciaki pochorowały się jak na zawołanie w ciągu jednego dnia, oboje oczywiście na inne choroby żeby rodzicom nie było zbyt łatwo. Co prawda choroby wcześnie wykryte ale co z tego jeśli pani lekarka na pogotowiu o 18 twierdzi ze nic Karolinie nie jest a o 2 w nocy jest wzywana pogotowiem bo dziecko się dusi. Taaa. to chyba można zaliczyć do małej słodkiej zemsty za to że nie wykryła nam wczesniej tego zapalenia krtani.
Nie jest tak źle, dzieciaki o 19:30 były w łóżkach ale powiem z czystym sumieniem że rodzice są równie uchapani jak i one. No bo znalezienie dzieciakom zajęcia innego niż bezmyślne oglądanie telewizora nie jest łatwą sprawą i dzisiaj tego doświadczyliśmy na własnej skórzez w wersji x2. Na szczęście dobrnęliśmy na czworakach do bajki i jestem przeszczęśliwa że mogę sobie teraz odsapnąć. Marzyło mi się jakieś winko… mężuś dzisiaj trochę odlał z ostatniej butli ( a mamy ich trzy w pokoju, jakbym się uparła to metrowa rurka i mogę pić na leżąco) ale wyszedł nam na razie dobry soczek bez procentów (może je wywaliliśmy z miąższem?). W sumie to nie mam co narzekać bo przynajmniej nie kręci się w głowie chociaż czasami człowiek to by chciał żeby go siekło i miałby problem z głowy.
***
Wczoraj rozmawiałam ze swoim przyjacielem. Nie wiem jak to jest ale są takie rozmowy po których człowiek jakby budzi się ponownie do życia z takiego codziennego letargu. To jakby pownowne spojrzenie na świat z innej perspektywy i właśnie czegoś takiego doświadczyłam wczoraj. Niesamowite jest ile dobrego słowa mogą uczynić, przeraża mnie fakt ile złego mogą również zrobić. Sama wiele razy doświadczyłam tego drugiego i mimo racjonalnego podejścia do tego gdzies w sercu została mała ranka. Jako studentka postanowiłam sobie że nigdy nie zostanę nauczycielką bo dla mnie to wielka… nie to złe słowo… ogromna odpowiedzialność za rozwój dziecka i nastolatka. Niewyobrażalną moc ma nauczyciel z autorytetem, do dziś pamiętam mojego nauczyciela z angielskiego w liceum. pan profesor był zjawiskowym człowiekiem, znał się na wielu rzeczach i fizyka czy matematyka były dla niego chlebem codziennym mimo że sam uczył nas języka obcego. I właśnie takich nauczycieli życzę młodym ludziom wchodzacym w świat nauki czyli przyszłym pierwszoklasistom z moim Mateuszem na czele. Oby trafili na swojej drodze na wspaniałych ludzi którzy wzbudzą w nich chęć poznawania i doskonalenia się w różnych dziedzinach. Oby nie trafili na kogoś kto ich od razu zniechęci do tematu lub problemu bo to powoduje, że człowiek totalnie sie zamyka na daną dziedzinę nauki.
Najgorsze jest to że nauczyciele nie czuja tej presji którą na nich nakłada stanowisko w społeczeństwie. Może ci starej daty… no to oni chyba tak ale młodzi? gdzie tam.. Z mojego roku część dziewczyn trafiła właśnie do szkół i wiem że nie było to ich marzeniem, nie znalazły innej pracy więc ostatecznie.. żeby coś robić.. żeby „przezimować”.. żeby mieć czas dla dzieci.. żeby…
A czemu nikt nie spytał się uczniów po co przyszli do szkoły? żeby spotkać takiego nauczyciela, który sam nie wie o czym tak naprawdę mówi, który nie ma planu na nauczanie a jedynie na to, żeby dotrwać do przerwy semestralnej?
Wolałabym żeby nauczyciele dostawali więcej ale żeby byli tacy jak moi wychowawcy z podstawówki… pełni pasji do swojego przedmiotu i miłości oraz zrozumienia dla ucznia i jego problemów.
Oby…
***
Gdyby porównać mieszkanie nasze i naszej najbliższej sąsiadki okazałoby się że są totalnymi przeciwieństwami: u nas minimalizm rzeczy, brak bibelotów lub niepotrzebnych rupieci które zajmują tylko miejsce a u niej totalny nadmiar misiaczków, pluszaczków i innych rzeczy otrzymanych, zakupionych i Bóg wie gdzie znalezionych. No może ta różnica jakiś 40 lat robi swoje ale mam nadzieję że w tym wieku nie będę miała dużego pokoju zawalonego pluszaczkami w ilości dziesiąt sztuk. Czasami ten nasz minimalizm mnie drażni gdy mam coś, jakąś pamiątkę która mi przypomina coś ważnego a nie ma dla niej miejsca w naszym życiu. Leży sobie grzecznie w kąciku i czeka na lepsze czasy które chyba dla niej nie nadejdą. Ostatecznie wyląduje ładnie zapakowana w piwnicy i słuch po niej zaginie. No ale takie życie zaakceptowałam i taka była nasza obopólna decyzja jako małżeństwa (chociaż nie powiem, mocno się opierałam) więc aby być wiarygodnym, trzeba być konsekwentnym.

Mówi się że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To są takie typowe przyjaźnie a ja mam już po raz drugi okazję na nietypowe podejście do prawdziwej przyjaźni.
Mój pierwszy przyjaciel był księdzem. X. M był niesamowicie oczytanym człowiekiem z wielką pasją w oczach i miłością do książek oraz sztuki. Rozumieliśmy się bez słów i nie potrzebowaliśmy wiele rozmawiać by przekazywać sobie to co ważne, mniej ważne rzeczy były po prostu przemilczane. Traktowałam go jak kogoś kto nie jest ciałem w moim życiu na codzień ale duchem jest ciągle i nieustannie. Jadąc do niego spędzałam więcej czasu z jego książkami i sztuką na ścianach niż na rozmowach z X. M. Ale właśnie dzięki obcowaniu z tym samym, dzięki temu czasowi w jego bibliotece w otoczeniu książek czułam że łączy nas wiele. Wiele o mnie wiedział ale też wiele się domyślał i nie musiałam mu o tym mówić. Czułam się kimś wyjątkowym dla niego, a byłam przecież tylko 20 latką, zagubioną w życiu duszą która nie mogła odnaleść swojego miejsca…. przy nim jednak go odnajdywałam bo łączyły nas te same pasje. X. M pojawił się w moim życiu na kilka lat i potem równie szybko odszedł a raczej śmierć go zabrała… została pustka i niedosyt tego co nas łączyło. Teraz z perspektywy widzę że była to niezwykła przyjaźń i bardzo mi go brakuje, chyba jak nikogo innego a przecież przez ten czas naszego „bycia” widzieliśmy się może z 10 razy? Ale przecież nie chodzi o ilość ale jakość.
Dzięki niemu wyjeżdżałam z naładowanymi akumulatorami na następne miesiące i mimo nie widzenia się ciągle czułam jego obecność w swoich myślach – nawet teraz prawie 8 lat po jego śmierci często o nim myślę.

Drugi przyjaciel pojawił się 3 lata temu. Na początku połączyła nas jego troska o mnie bo miałam wtedy trudny okres. Była to nietypowa znajomość bo przez internet. Nie wiedziałam kim jest naprawdę ale podświadomie rysowałam sobie jego sylwetkę przez to co mi pisał. Przypominał mi X. M i jak się okazało nie było to przypadkowe skojarzenie bo tym razem trafiłam na brata zakonnego. I tak zaczęła się przyjaźń która została przypięczętowana powierzeniem tajemnicy mojego życia, otwarciem się na drugiego człowieka w 200 % z wiarą że ta wiedza nie zostanie nigdy wykorzystana. I dzięki temu zawierzeniu otrzymałam w darze piękną przyjażń. I analogicznie B. T nie jest obecny na codzień w moim życiu ale jego duchowe bytowanie gdzieś ciągle pojawia się w moich myślach i marzeniach. To niesamowite ale czuję że mogę z nim o wszystksim rozmawiać a mimo to nie czuję potrzeby zawracania mu głowy głupotami życia codziennego, to nie to się tak naprawdę między nami liczy… Jest to bardzo podobna przyjaźń jak ta z x. M i mam tylko nadzieję że będzie ona trwała o lata dłużei i nie skończy się tak jak tamta.. wogóle się nie skończy…

I takich przyjaciół życzę innym… bo tylko takie przyjaźnie nas rozwijają, dodają skrzydeł i uzdalniają do pracy nad sobą.

na ratunek

1 komentarz

Nie wiem co się stało że nie potrafiłam tyle miesięcy zmobilizować się do napisania czegokolwiek. Może zmiany które się we mnie działy nie pozwalały mi na to a może to lenistwo? Hard to say, tak czy owak postanowiłam skorzystać z ostatniej deski ratunku i napisać coś aby moje wypociny nie zostały skasowane tak ot sobie.

Nie będę opisywać tego ile Karolina zmieniła się w ostatnim czasie bo pewnie brakłoby wieczoru. Postaram się skupić nad sobą i zmianami które dotknęly mnie osobiście. Pierwsza taka duża zmiana to fakt ze w końcu postanowiłam zabrać się za naukę pływania. No wiem.. brzmi tragicznie bo kobita ma ponad 30 lat i pływa stylem „rozpaczliwym”. W sumie nie było może tak tragicznie, bo na pływalni ratownicy nie skakali do wody jak próbowałam pływać ale i tak robiłam wiele szumu wokoło a przepłynięcie paru metrów kończyło się sporą zadyszką. Ale się nie dałam i w końcu zażyczyłam sobie naukę pływania dla dorosłych. Wiem.. brzmi dziwnie sle mówię wam – Jest GIT. Mamy jednego rodzynka (który wygląda jakby wyszedł prosto z siłowni i tylko piwny brzuszek zdradza że to nieprawda) a nasz instruktor jest naprawdę fajowy (ech pan SŁawek). Ostatnio odkryłam że jestem druga od końca jeśli chodzi o zaawansowanie w wieku bo większość jest ode mnie starsza. A ja bałam się że bądą same nastolatki i studentki hahahaha.
Nie będę opisywać moich zmagań z oddychaniem pod wodą (cieszę się że mnie nie skasowali dodatkowo za wypitą wodę bo pewnie bym musiała im zwracać na raty tyle tego było) lub wymachiwaniem rękami (grunt to nie rumienić się za mocno gdy złapie się innego uczestnika w nieodpowiednie miejsce – czyt. uczestnik mężczyzna) albo totalnym zapominaniem że podczas prób pływania należy RÓWNIEŻ oddychać. Ech było wesoło i na mój gust to nadal pływam stylem „mniej rozpaczliwym” chociaż instruktor co chwile mi mówi coś innego. Dumna jestem z faktu że jako pierwsza zostałam zakwalifikowana na duży basen (teraz pluszczemy się w baseniku do nauki, duży basen ma 4 m głębokości i jest 2,5 x dłuższy) i od razu pobiegłam się zapisać na doskonalenie z ukochanym instuktorem (którego nota bene już inwigilowałam na googlu).
Od 9 stycznia zaczynam doskonalenie pływania na wielgachnym basenie gdzie na powierzchni na 2 torach się będziemy uczyć jako lepiej pływać a pod nami po dnie będą przemykać grupy płetwonurków (boję się że będę się co chwilę śmiać jak takeigo zobaczę). Nooo jestem bardzo ciekawa. W sumie do końca nie było wiadomo czy się uda zorganizować kasę na ten kurs bo jednocześnie zaczyna się doskonalenie pływania dla Mateusza. Na szczęście wszystko się tak ułożyło że mój prezent pod choinkę będzie rzeczywiście tym co sobie wymarzyłam.
Już czuję się dzika z tego powodu… uuuuaaaa!! Głębiny nie będą mi obce a zawsze marzyło mi się wskoczyć na główkę do taakiego basenu… jaaa cię!!

Dzisiaj byłam na zakupach świątecznych i po całodziennym chodzeniu po sklepach w Poznaniu przyjechałam totalnie zdruzgotana do domciu w przekonaniu że niczego jednak nie kupię swojemu ukochanemu (aczkolwiek działającemu czasami na nerwy) mężusiowi, a tu okazuje się że pod nosem w sklepie jest wszystko czego szukałam cały dzień po mieście. Co za poziom! No ale kartą już się nie dało zapłacić (nooo to już nie Poznań więc pewnie dlatego) więc po południu wzięłam dzieciaki i zrobiliśmy sobie mały spacerek. Karolina wymyśliła sobie pójście z wózeczkiem no i w ten sposób cała nasza ferajna prosto z przedszkola udała się do centrum handlowego na piechotkę. Jak wjechaliśmy do sklepu Berghoffa (producent akcesoriów kuchennych) to musiałam mieć oczy wokół głowy no bo :
primo – Karolina chciała wszystkso dotknąć
secundo: drugą ręką dalej pchała wózek który wcale nie miał dużo miejsca do przejechania
a na deser jeszcze Mateo zaczął się nerwowo kręcić w wąskim przejściu.
Ale miałam stres że hej. Ostatecznie oskubana do ostatniego grosza za to zwielką torbą na ramieniu i kupą w pampersie wybrałam się spowrotem. Czy ktoś wie jak 2 latek idzie mając kupę przyklejoną do tyłka? nie dosyć, że cała okolica wiedziała że Karolina ma kupę (nieśmiało przypominała o tym co 3 krok) to jeszcze nie szła jak modelka po prostej linii wybiegu ale jak marynarz który po miesiącu schodzi na ląd (niezły rozkrok poprzeczny). Aaaa no i jeszcze im bliżej domu tym bardziej zwalniała a moja torba robiła się coraz cięższa. Zapomniałam dodać że w torbie miałam żeliwną patelnię grillową która na mój gust ważyła chyba z 10 kg bo rękę mi normalnie wykręcało. Jeśli Mama nie będzie jej używać w celach kulinarnych to w obronnych z pewnością się jej przyda – tym to można naprawdę zabić jak się kogoś walnie. Ciekawe że nikt nie żąda pozwolenia i zaświadczenia o przejściu testów psychologicznych przed jej kupnem.
No i tak dotarliśmy do domciu po jakiejś godzince (dodam że na piechotkę można tam dojść w jakieś 5 min spokojnym krokiem).
Ech działo się oj działo.
***
Moja przygoda z pisaniem przybrała inny wymiar (ósmy?) bo oto mój pierwszy artykuł ukazał się latem a drugi właśnie został zaakceptowany do marcowego wydania. Chyba nigdy się tak nie cieszyłam z czegokolwiek osiągniętego bo po raz kolejny pokazałam, że mnie na coś stać mimo tego, że polonistka mnie tępiła. Szkoda że kobieta nie wie ile zła wyrządziła w moim życiu bo te jej stwierdzenia spowodowały że zablokowałam się na wiele lat. Teraz dzięki mojemu przyjacielowi przez duże P znowu powoli się otwieram i sprawia mi to niesamowitą przyjemność. Znowu chcę coś pisać i mówić ludziom o tym co się we mnie kłębi i co czuję. A jeśli ktoś to przeczyta i pomyśli chwilę nad moim tekstem to będzie już wielki sukces dla mnie.


  • RSS