anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

Dwa dni temu kupiłam sobie nowy lakier, kolor metalik z odcieniami fioletu… no po prostu mioooodzio
Po pomalowaniu paznokci czuję się jak królewna, taka seksi babka która daje jasny komunikat światu – we mnie jest seks.
No i tu chwila zastanowienia co dla mnie jest tak naprawdę wyznacznikiem seksualności kobiety:
- z pewnością piękne paznokcie pomalowane na jakiś fajny kolor ze wskazaniem na czerwień (uwielbiam ten kolor).. ciekawe czy wyznacznik seksualności wzrasta wraz z ilością pomalowanych paznokci czyli czy przy pomalowanej jednej ręce będę się czuła dwukrotnie mniej sexi niż przy pełnym manicure?
- dobrze dobrany strój pokazujący wcięcie w talii i krągłe biodra ale bez szaleństw typu 2 rozmiary mniejsze ubranie jak to teraz jest w modzie.
- kobiece ubiory, z tym ostatnim jest u mnie tak średnio bo łatwiej ubrać się w spodnei i bluzkę niż szaleć z jakimiś kieckami. Ale powiem tylko tyle – wczoraj kupiłam sobie świetną spódnicę z bardzo fikuśnym zamknięciem i myślę że będzie to hit wiosny w mojej garderobie.
***
Dwa dni temu dokonałam szokującego odkrycia. Po raz pierwszy odczułam że mój przyjaciel traktuje mnie jak kobietę a nie tylko przyjaciółkę. Normalnie mną siekło i to na dobre. Jakieś obawy, niepokój zakradły się w serce … zresztą trudno się dziwic bo seksualizm wprowadza zamęt w związkach. Wczoraj jednak sprawę obgadaliśmy i wiem już co i jak. Wszystko po staremu i cieszę się że tak ktoś mnie odbiera bez podtekstu erotycznego. Bo na pierwszym miejscu jest dla mnie przyjacielem a dopiero gdzieś dalej mężczyzną i nic tego nie może zmienić.
***
Nigdy przenigdy nie zgodziłabym się na zamianę partnerów. Pewnie że człowiek zastanawia się jakby to było ale jest to zazwyczaj rozdmuchane przez gazety i programy bębniące o swobodzie seksualnej. Teraz to jest takie modne być otwartym na eksperymenty, nowości w świecie erotyki i zabawki erotyczne. A zamiana partnerów może tylko podgrzać atmosferę. Tyle że ja nie chcę widzieć swojego męża obłapia inną kobietę bo jego pieszczoty są zarezerwowane tylko dla mnie. Nie wyobrażam sobie okazywać taką czułość innemu mężczyżnie tylko po to by z nim się przespać i mieć orgazm. Seks daje nam poczucie miłości, jednoczy nas w związku a co daje seks bez związku? Tylko dobry orgazm. I zagrożenia których może nie widzimy ale możemy potem odczuć i to mocno na swojej skórze.
Ciągle mnie zaskakują ludzie którzy zaczynają związek od seksu. OK. to jest ważne ale tutaj można się dotrzeć – w końcu całe życie przed nami. A co w przypadku gdy w sferze intymnej jest extra a reszta kuleje? czy tą resztę też można dopracować jeśli tylko łączy nas dobry / świetny seks? Seks to kilka chwil/ parę h a resztę czasu się męczymy? Jeśli w związku coś się złego dzieje to seks tego nie naprawie, to nie jest lek na każde zło tak jak się wielu wydaje. Ja sama blokuję się na seks jeśli jest między nami problem, dla mnie nie jest to do przeskoczenia, najpierw problem musi być rozwiązany a dopiero potem można sobie okazywać czułość i pogłębiać związek podczas aktu seksualnego.
Czyli reasumując – swingersom mówimy NIE

na językach

2 komentarzy

W sobotę byłam na babskiej imprezie zorganizowanej przez koleżankę z dawnej pracy.
Zaczęłyśmy sobie opowiadać o starych znajomych tzn koleżanka mnie oświecała bo ja nie mam kontaktu z tymi osobami / urwał mi się po zakończeniu pracy w tym miejscu.
W pewnym momencie doszłyśmy do osoby o której wiem więcej niż inni tzn o jej problemach z córką. M. się mnie zapytała czy wiem coś więcej niż one i powiem szczerze że w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
No i od tamtego czasu męczy mnie kwestia czy wolno powiedzieć o kimś cos z przeszłości jeśli wtedy tzn 4 lata temu była to tajemnica. w głębi serca wszystko mi mówi ze jeśli to była tajemnica / sprawa poufna to nie powinnam o niej nigdy rozmawiać. I taki nurt sobie narzuciłam ale podczas rozmów w grupie dziewcząt czułam się dziwnie że nie mówię o wszystkim i mam jeszcze jakieś opory
***
Może sytuacja z kolegą M mnie nauczyla pokory że jesli ktoś mi mówi coś w zaufaniu to należy to uszanować i nawet mężowi o tym nie mówić. Koniec końców sprawa się i tak wyda nawet jeśli mężulek będzie się starał o tym nie mówić.
***
Faceci to dziwny gatunek, jak tylko się ich urazi to są obrażeni parę dni, czekają na przeprosiny od kobiety w konkretnym stylu (tzn nie buziaczek i przepraszam ale jakieś dziwne podchody) i jeszcze są zaskoczeni że nie umiem odczytać ich myśli i się dostosować to tego typu przeprosin. Po tygodniu męczenia, dręczenia i proszenia w końcu usłyszałam to czego M by ode mnie oczekiwał jako przeprosin – kurcze w życiu bym się nie domyśliła takiej metody przeproszenia.
no więc teraz apel:
Drodzy PANOWIE – jeśli czegoś od nas oczekujecie to albo to powiedzcie albo napiszcie bo kursu czytania w myślach nie mamy w kursie przedmałżeńskim.
***
Słowniczek Karoliny cd:
- kapety – skarpety
- oka – oczy
- jał – tak robi kot czyli „miał”
Wczoraj Karolina chodziła za kotem sąsiadki i wołała na niego „JAŁ CHODŹ”, ciekawe czemu kot zwiewał co?

Przechodzę detoks od wina. Czuję się wypluta bo akurat dostaliśmy fajne winko (a może to likierek) które do szafki się juz nie zmieściło więc aktualnie w kuchni na blacie stoją mi dwie otwarte butelki z winem + NIE_WIADOMO_CO i kuszą.
Zapomniałam dodać że obok leży cała apteczka podręczna Mamusi bijąca po oczach wielkim napisem _ NIE ŁĄCZYĆ Z ALKOHOLEM.

No i jak tu żyć jeśli nie można się czasami napić winka wieczorem co? Ślinka mi cieknie, nachodzą mnie myśli żeby jednak się napić i sprawdzić na sobie jaki będzie efekt połączenia z antybiotykami, ale zdrowy rozsądek jednak górą (blee jakie to nudne).
***
Czemu tak mało się mówi o tym że ciąża może być trudnym przeżyciem emocjonalnym dla kobiety nawet jeśli cieszy się z  dziecka? Dopiero teraz ja moge o tym spokojnie mówić ale i tak większość ludzi mi nie dowierza. Bo jak można uwierzyć kobiecie która czeka na narodziny dziecka że ma w tym okresie depresję i bynajmniej nie jest to baby blues?
Już od drugiego miesiąca miałam czarne myśli, przechodząc przez każdą ulicę widziałam siebie przejechaną przez samochód, męża z dzieckiem na ręku nad trumną i takie tam ponure obrazy. Wtedy o tym nikomu nie mówiłam, czułam presję otoczenia żeby cieszyć się tym co dzieje się we mnie a nie jakimiś głupimi myślami.
Ale w głębi serca przeżywałam wszystko po trzykroć, widziałam już nas jako rodzinę na wokandzie podczas procesu rozwodowego, siebie z dwójką dzieciaków zostawioną przez męża, siebie chorą po ciąży w szpitalu albo jeszcze inne opcje równie drastyczne co dramatyczne.
Trudno mi było się uśmiechać, cieszyć z życia jeśli tylko widziałam jego negatywne skutki, czarne barwy i brak szczęścia w życiu.
I tak przez całą ciążę aż do sławnego Baby blues który wcale nie był lepszy tyle że nie było już wizji własnej śmierci. No ale to chyba już lżejsza forma depresji prawda?

Odkrycie nr 1:
Gdyby mi ktoś powiedział że mozna przespać noc mając pobudki co 15 min (chora Karolinka) i być w stanie iść do pracy to bym go wyśmiała. gdyby jeszcze dodał że 5 wcześniejszych nocek nie było lepszych a i tak da się funkcjonować to bym płakała ze śmiechu. A tu taka niespodzianka.. to naprawdę da się zrobić. To co że rano się ma kaca, po połowie dnia mija i pojawia się przymulenie (hm… nie wiem co gorsze) a kryzys gdzieś po tygodniu i to tak mocny że nie da się go opanować.

Odkrycie nr 2:
Rozmowa o uczuciach pomaga w małżeństwie. Wiem.. to jest trudne a jeszcze trudniej mówić o tym co boli, dotyka lub tkwi jak cierń. Wiem też że bez tego nie ma możliwości uleczenia a trwanie w gniewie tylko pogarsza sytuację i powoduje że konflikt narasta.

Odkrycie nr 3
Mój synek napisał do mnie pierwszy list który rozbawił mnie do łez. Został wsunięty przez szparę w drzwiach sypialnii gdy się tam zamknęłam aby odreagować kryzys który mnie dopadł z powodu braku snu. Brzmiał następująco (uwaga oryginalna pisownia):
CZ MOGE SEREK
WOW.. byłam w ciężkim szoku ale widać że chłopak powoli sobie radzi.

Odkrycie nr 4
Mateusz wychodzi z założenia że to co matka do niego mówi wcale nie jest prawdą. Ot przykład z dnia dzisiejszego: Mój perfum się kończy więc młody chciał się zaopiekować butelką. Nie pozwoliłam mu tłumacząc że to szkło i że ma odłożyć. A on nie.. bawi się tym dalej, no to ja powtarzam że ma to odłożyć i w tym momencie młody sobie psiknął w oczy perfumem. Oczywiście histeria na całego, nas szczęście szybko przestało go piec i skończyło się tylko na lekkim zaczerwienieniu. No ale jak matka mówiła że ma się nie bawić to nie słuchał… Boże co z tego dziecka wyrośnie? Takich akcji jak ta zaliczyliśmy dzisiaj przynajmniej 4 a może już na inne nie zwracam uwagi. Karolina zresztą tak samo robi, tłumaczenei nie daje rezultatu, przenoszenie w inne miejsca również bo robi się jak meduza i nijak jej nie idzie uchwycić taka jest wiotka. Ech… i co tu zrobić z takimi maluchami?

Odkrycie nr 5
Pójście na basen w czasie kuracji antybiotykowej na zapalenie zatok i udawanie że się ma 100% zdolność fizyczną jest fikcją. Po przepłynięciu 4 basenów instruktor tylko zapytał co się stało z żabą że zmieniła się w ropuchę. Aa.. zapomniałam dodać że nie idzie ze złości tupać w basenie (wiem bo próbowałam) więc ta forma wyładowania złości na fakt że się ma mniej siły nie działa w takim miejscu.

Odkrycie nr 6
Cuda się zdarzają. W sobotę rano miałam straszny kryzys z powodu całego tygodnia wyrywkowego spania no i martwienia się o chore dzieciaki. Po południu kumulacja bólu głowy, mdłości z powodu leków i braku apetytu spowodowała że nie wytrzymałam i była mała rewolucja w domciu. Na godzinę poszłam spać żeby się odkacować i byłam święcie przekonana że z wieczornej imprezy karnawałowej nici. A tu o dziwo ok 16:30 dzieciaki zapakowane w autko jechały do opiekunki a ja na spokojnie dalej skacowana robiłam sobie manicure. Po godzinie przestała głowa boleć, po kolejnych minutach ustąpiły objawy zimna i nadwrażliwości skóry a o 19:30 byłam już pełna werwy i ochoty na potupajkę. Czułam się jak Kopciuszek bo jak wybiła 12:00 to wrócił ból głowy, potworne mdłoscic i gdyby nie fakt, że sama sobie nalewałam wodę mineralną, mogłabym spokojnie powiedzieć że mam MEGA KACA. A może ten kurczak z rożna był z procentowym nadzieniem co? Pół godziny później skacowany Kapciuszek i jego podpora w postaci męża wlekli się przez wyludnione osiedle aby dotrzeć do domu. Pamiętam jeszcze następujący tok: piżama – demakijaż – łóżko – urwany film.

wpływ?

1 komentarz

Czy nasze wolne myśli zebrane na blogu, w formie eseju czy wogóle gdzieś zapisane mogą wpływac na innych? Zawsze myślałam że jest to wielce nieprawdopodobne aby moje przemyślenia mogły kogoś ciekawić jeśli nie zna mnie osobiście, bo dlaczego? Kiedyś jako dziecko pisałam nawet opowiadania w formie większego zbioru ale liceum a dokładniej polonistka skutecznie stłumiła na wiele lat we mnie chęć wyrażania się przez słowa.
Teraz powoli odkrywam, że jednak mam coś do powiedzenia. Mój esej w piśmie psychologicznym dostał wyróżnienie i jest to dla mnie jasny sygnał, że to co chcę przekazać znajduje czytelników.

Wczoraj siedząc wieczorem przed komputerem i rozmawiając z „zaadoptowanym” bratem mówiłam że bloga piszę tylko dla siebie i że nie interesuje mnie czy ktoś go czyta. Bo dlaczego chciałby czytać coś co pisze o sobie i swoich dzieciakach? dla niego jestem jedynie kolejną blogowiczką, nikim innym. Ale dzisiaj chyba zmieniłam zdanie bo moje wpisy na blogu mobilizują innych co oznacza że jednak wpływają na życie ludzi których nigdy nie spotkałam. Czyżbym znalazła w sobie jakiś stłumiony potencjał kreowania wlasnego swiata w formie pisanej?

To już nie duma ale dumność jako wyższy stopień od dumy mnie napawa po piątkowych zajęciach z doskonalenia pływania.
To był mój pierwszy raz, przyznaję się bez bicia i przez dwa dni przed strasznie to przeżywałam. Pytanie – CO?
Ano to że:
- będę pływać na dużym basenie
- pode mną będzie aż 4 m głębokości
- mój instruktor powiedział że świetnie mi idzie
- namówiłam koleżankę aby też się zapisała.

Reasumując w końcu doczekałam się swojego wymarzonego kursu doskonalenia pływania. Na początek tuż przed wejściem na basen koleżanka M zakomunikowała ze boi się schować głowę pod wodę. A jak tu się nie zanurzyć kiedy basen nie ma osiągalnego przez normalnego człowieka dna (bo ludzi o wysokości pow 2,5 jeszcze nie widziałam)… ja cię kręcę… normalnie szczęka mi opadła bo M mówiła że umie pływać ale nie ma stylu i praktyki. A tu takie info ….

Chwilę później pojawia się pan Sławek, wita nas i na dzień dobry mówi – to proszę 4 długości basenu (DUZEGO) na rozruszanie. Człowieku!!! ja tu przeżywam fakt że pod nogami nie ma dna a on mi z 4 basenami na początek? Zaczęłam ambitnie bo kraulem i po chwili przyszedł pierwszy stres bo zobaczyłam w oddali dno… dotarło do mnie że nawet jak zacznę się topić to zejdzie mi naście sekund zanim go dotknę.. o kurcze ale uczucie. Ok… dopłynęłam do brzegu i chwila oddechu i uspokojenia. Ale mówię sobie – kobieto przecież nie dasz się głupiemu basenowi tak zestresować co nie?

Pozbierałam się szybko i dalej ale tym razem w wersji bezpieczniejszej bo na pleckach. Na początku wrażenie że człowiek się wogóle nie przesuwa, na szczęście co 100 m rozwieszona jest linka więc jak pierwszą zaliczyłam to trochę się odstresowałam (cóż wrażenie że stoi się w miejscu jest lekko demotywujące). Potem już poszło lepiej. Okazało się że zrobienie 15 długości w ciągu 45 min zajęć nie jest tak trudne jak mi się wydawało. Do tego jeszcze różne ćwiczonka i usprawnianie stylu pływania.
Na sam koniec były skoki w najgłębszej części basenu i bardzo mnie to nakręciło. Marzyło mi się spróbować zejść aż na dno ale jak już byłam całkiem niedaleko to miałam wrażenie że moje okulary już wbiły się totalnie w czaszkę. No więc sobie odpuściłam.

Dwie rzeczy mnie mocno zmodywowały do dalszej pracy i jeszcze większego podkręcenia sobie tempa pływania:
- pierwsza to fakt że mój instruktor powiedział mi że mam świetną kondycję. Ludziska, jeszcze parę lat temu byłam zupełnie niesportowa, ja i kondycja? Koń by się uśmiał, omijałam WF jak diabeł wodę święconą, wolałam dostawać bolesne zastrzyki w rękę przez parę miesięcy niż ćwiczyć jakieś biegi czy skoki. Na studiach też starałam się nie przemęczać. A teraz? przy plusowych temperaturach rowerkiem do pracy czyli 16 km dziennie. No i pływanie które okazuje się być moją kolejną pasją po rowerze.
- druga rzecz to jedno może głupie stwierdzenie instuktora który zobaczył że mocno sobie podkręciłam tempo, na jego pytanie czemu odpowiedziałam że przy okazji doskonalenia chcę sobie jeszcze popracować nad sylwetką. W tym momencie padło stwierdzenie że figurę mam przecież świetną. Ech gdyby faceci wiedzieli ile takie słowa znaczą. Ja tam widzę tylko fałdki tłuszczu oraz niedoskonałości swojego ciała. A tu takie stwierdzenie od obcego faceta – panie S – KOCHAM PANA za to co pan powiedział!! Miałam ochotę go wycałować za tak motywujące stwierdzenie, dobrze że facet nie wie co go minęło.

Reasumując: dzisiaj jest dzień PO a ja się ruszam bez zakwasów czy innych dolegliwości. JEST GIT! a za tydzień daję sobie jeszcze bardziej w kość żeby spalić nie 500 ale 1500 kalorii (może jakieś odważniki przy każdej nodze?=

Chyba jeszcze nie wspominałam że ostatnio mam jakieś remake ze słynnej Opowieści Wigilijnej Dickensa. Nie wiem czy to zaległości z wersji którą oglądłam z Muppet Show (świetne!) czy też Karolina w jakiś dziwny sposób telepatycznie oglądnęla tą bajkę przez mury swojego pokoju (bo oglądał tylko Mateo)… ale o czym to ja mówiłam?

Aaaa.. między 2 a 3 rano nawiedza mnie codziennie „duch” mojej Karolinki w piżamce nocnej i z lalą pod pachą informując że należy przygotować picie oraz przenieść się na łóżko pierworodnej córki. Czemu duch? bo nie sądzę (LOL) żeby moja córa była taka wredna aby codziennie budzić swoją ukochaną mamę!!. Tak czy owak przychodzi duch i pokazuje mi przeszłość czyli to jaka ja byłam jako małe dziecko (zaczynam doceniać własną Mamę) bo jak inaczej wytłumaczyć sobie te codzienne a właściwie conocne wędrówki?
Dziecko tak mnie już wyćwiczylo ze punkt 2 w nocy się budzę i nasłuchuję czy maluch śpi, dzisiaj spał… jakieś 20 min dlużej czyli miałam pobudkę o 2:20 :(

No i jeszce należy dodać że moja mała jest nieźle zaprawiona w bojach, poszła spać bez pieluchy (bo mąż zapomniał jej założyć) a jak sie obudziła to jej portki były już właściwie suche – tylko materac świadczył o zaistniałej pare godzin wcześniej akcji gaszenia. A że Karolina postanowiła być „twardą babką” odstawiła atak histerii jak mama zaproponowała spanie na innym łóżku bądź chociaż w nogach jej łóżka żeby się przenieść z dala od mokrego materaca. Zastanawiałam się przez chwilę czy ja też tak histeryzuję jak mam PMS (mam nadzieję że nie) po czym wystawiłam ją na środku pokoju wyjącą i poinfomowałam że albo wychodzę albo rozpoczynamy negocjacje. Nie wiem co zadziałało (brak mokrej plamy po tyłkiem czy moja groźba) ale dziecko przestało ryczeć i z wyrzutem w oczach (tak podejrzewam bo było ciemno) wdrapało się na drugą stronę łóżka. Potem oczywiście dłubanko w uszach i zabawy kolczykami przez 20 min aż odpadła na dobre – NARESZCIE. W sumie to nie powinnam narzekać bo spanie na 20 cm szerokości (przy czym 5cm to deska) to już dla mnie norma i nawet jestem w stanie zasnąć i nie spaść. Życie jest piękne prawda?

Dzisiaj dodatkowo o godzinie 1 w nocy przyczłapał się Mateusz, który poinformował mnie że właśnie się wysikał – jakby ktoś nie wiedział to taka informacja o 1 nad ranem jest mi niezbędna do życia i funkcjonowania – po czym klapnął obok mnie i zasnął. Nie zostało nic innego jak przenieść się na łóżko Mateusza żeby mieć więcej niż 0,5 m sześciennego kołdry (moi mężczyźni dziwnie dzielą pomiędzy siebie naszą wielgachną kołdrę).

Ostatnio obserwuję z wielkim niepokojem jak wokoło pojawia się coraz więcej sierot z dwójką rodziców pod jednym dachem. Brzmi dziwnie ale jak można nazwać rodzinę w której jedno bądź oboje rodziców pracuje tyle, że widuje dzieciaki tylko w weekendy? Nie mówię o zawodach które wymagają wyjazdu takie jak marynarz czy kierowca międzynarodowy ale o rodzicach którzy pracują na miejscu a mimo to nie są w stanie znaleść czasu dla swoich dzieci.
Takie tłumaczenie, ze trzeba zarobić na lepsze auto, wakacje w Tunezji, narty w Alpach i dobry komputer dla dziecka są dla mnie kompletną bzdurą. Czy dziecku bardziej potrzebne jest 5 dni spędzone na nartach gdzie i tak nie widzi swoich rodziców czy rodzina na codzień? Czy bardziej rozwinie się podczas pluskania się w basenie w ekskluzywnym hotelu w Tunezji gdzie rodzice i tak próbują się go pozbyć wieczorami czy może podczas wspólnych rozmów przy posiłku bądź lużnych pogawędek przy ciastku upieczonym przez mamę?

Może ja rzeczywiście źle rozumuję, może naprawdę moje dziecko bardziej ode mnie potrzebuje markowych jeansów i plecaka prosto z Disneylandu, może bardziej emocjonalnie otworzy się na ludzi gdy sprezentuję mu gierkę na Playstation 3 i to jescze z kamerką żeby zająć mu całe wieczory? Tak, wiem że nauka w dobrym liceum kosztuje, że studia na renomowanej uczelni, najlepiej zagranicznej to pokażny odpływ pieniędzy ale co z wiedzy dzieciom i młodzieży jeśli emocjonalnie i uczuciowo są kalekami? Co z tego że ojciec jest szefem banku i zarabia tyle, że rodzinę stać na wszystko jeśli jest tylko wirtualnym ojcem? Czy od niego młodzieniec nauczy się męstwa i ojcostwa niezbędnego do zawiązania własnej rodziny? Nawet prowadząc z nim telekonferencje nie jest w stanie dostac tyle co dziecko, którego ojciec znajduje trochę czasu na codzień. Nie wymagam całkowitego poświęcenia dla dzieci ale uważam że czas im poświęcony będzie czasem dobrze wykorzystanym choćby miał być przeznaczony na głupoty.

czy to dziwne że wolę gorszą pracę pod warunkiem normalnego wychodzenia do domu? Czy jestem nienormalna bo nie interesuje mnie kariera jeśli ma być kosztem moich dzieci i rodziny? czy dziwnie zachowuję się bo nie chcę aby opiekunka spędzała z nimi więcej czasu niż to jest koniecznością? Pewnie że czasami mam ich dosyć i marzę o wystawieniu na allegro (ale na razie jest to sprzeczne z regulaminem portalu więc zostają jedynie marzenia) ale kocham je całym sercem i chcę nauczyć je miłości i szacunku do drugiego człowieka. Dzieci uczą się przez obserwację więc jeśli ja im to pokażę to kiedyś same będą podświadomie dokonywać prawidłowych wyborów. Mój czas, choć czasem tak niechętnie im oddawany (bądź też po prostu zabierany) zmienia się w emocjonalne złoto i srebro i wiem że kiedyś to będzie owocować.
Własciwie co ja mówię.. jakie kiedyś.. już teraz widzę i słyszę co moj synek mówi i jestem dumna z faktu że tak go wychowuję. Może Mateo nie ma spodni za 150 zł ale zwykłe jeansy z second handu ale głowę ma pełną mądrych myśli a serce pełne wiary w Boga. Oby i Karolinka załapała tego bakcyla i poczuła że miłością w sercu może zdziałać cuda wokoło.


  • RSS