anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

Oczywiście mój synek został skażony wirusem Pet shopkowym. Nic by w tym nie było dziwnego gdyby nie fakt że akurat te zabawki w 90% są przeznaczone dla dziewczynek więc i kolory i wzory odwołują się do tego. Ale mojego Mateusza wogóle nie zraża ten fakt, już od września chorował na chociaż jednego petshopka. W końcu mąż uległ bo był całkowicie przeciwny (hahha uległ.. świetnie to nazwałam, ale spójrzmy prawdzie w oczy, został postawiony przed faktem dokonanym) no i się zaczęło:
- Co chcesz od Mikołaja? Domek Pet shopków
- co chcesz za wyrwanego ząbka – pet shopka
- co chcesz kupić z pieniędzy zebranych do skarbonki – plac zabaw pet shopka
W ten sposób mamy już niezłą stadninę dziwnych zwierzów i jedyny plus tej sytuacji jest taki że Karolinie też przypadły one do gustu więc co rano jest szarpanina między dzieciakami o to kto rano będzie trzymał małpkę a kto konika.
Istny cyrk!!
Przed chwilą Mateusz zbierał pet shopki do pudełka, nakrył je ściereczką i zaczął nucić pod nosem „Lulajże Jezuniu” – Noooo nieźle!

Ostatnio zauważyłam że szczęście jest wprost proporcjonalne do tego co człowiek chce powiedzieć o różnych problemach. Im czuję się bardziej spełniona w małżeństwie tym więcej czasu wolę spędzać z mężem niż pisząc lub czytając. Nota bene ostatnio czuję się naprawdę jakbym dostała drugą szansę na bycie zakochaną, to takie piękne uczucie że nie ma godziny abym o moim M. nie pomyślała, nie przytuliła się do niego gdy jesteśmy w domu lub po prostu chociaż musnęła go dłońmi. Czuję się prawie jak na krótkiej smyczce, z własnej woli nie odejdę za daleko, no chyba że mąż popuści… ale co to za smyczka – mioooodzio.
***
Czy dzieci mają prawo rządzić rodzicami? NIE
Czy mają prawo do wyrażania swojego zdania? TAK
czy należy brać je pod uwagę? Jak najbardziej
A kto ostatecznie decyduje? RODZICE

To taka mała dygresja do ostatnich spostrzeżeń z naszego rodzinnego życia. Karola jest wyjątkowo upartą dziewuszką i tak jak nam się wydawało że Mateo był uparty tak ona pobiła go już po roku swojego 2 letniego życia. Młoda ma zdanie na każdy temat, potrafi przebierać się sama 3x dziennie bo ma nastój na założenie spodni zielonych a nie czerwonych. Jak jest obiad to ona ma ochotę na czekoladę, jak jest pora spania to ona chce rysować. Każde polecenie, każda propozycja to walka sił Karola-rodzice. Nie powiem, serce mi się czasami kroi jak ona płacze – a dodam że jest świetną aktorką i potrafi krokodyle łzy lać nawet przez godzinę i tak wyć jakbyśmy ją obdzierali ze skóry – ale jak się ugnę to będzie mnie potem ćwiczyć przy każdej okazji. Ostatnio mloda histeryzuje przy zasypianiu, chce aby się z nią położyć, wersja którą ja zaproponowałam czyli siedzenie obok ją nie satysfakcjonuje więc jest ogólna rozpacz i rzucanie się po łóżku. Na razie wytrzymuję chociaż psychicznie jest to cięzkie, fizycznie również niełatwo bo Karola odziedziczyła mocny głos po swojej ukochanej mamusi. Oj będzie wesoło… będzie.. Tak jak z Mateuszem nie mamy już tak częstych problemów przy decyzjach rodzinnych tak wchodzimy w epokę Karoli i kolejne lata pokazywania dziecku, że to rodzice decydują o jej losach a nie ona sama.
***
Kolejna zależność z dnia dzisiejszego – im bardziej dziecko jest ubrane do wyjścia do kościoła tym bardziej boli głowa i brzuch. To odkrycie nowe i zaskakujące bo jak tylko zamknęliśmy za sobą drzwi to wszytko wróciło Mateuszowi do normy, a po południu chciał już iść do koleżanki – Oj nie ma tak dobrze… głowa może znowu rozboleć prawda? Ciężko mu było przyjąć tą prawdę ale jak już udaje chorobę to niech udaje chociaż pół dnia a nie godzinę …

Rozmowa

3 komentarzy

Czasami trzeba nam rozmowy z drugą osobą  i wtedy jak na złość nikogo nie ma w pobliżu. Czujemy, że nie wytrzymamy z tą ilością myśli w głowie a nie ma komu ich przekazać. Pragniemy podzielić się nimi z kimś wyjątkowym a nie tym kto jest pod ręką.

I ogarnia nas złośc z tego powodu, że my zawsze dla innych znajdujemy czas a tu nikt nie może go teraz znaleść dla nas. I tak jak inni nie mają problemu, żeby zadzwonić i prosić cię o pomoc, ty nagle czujesz się skrępowana zrobieniem podobnego kroku.

Dlaczego? Bo czujesz się odpowiedzialna za swoich przyjaciół, nie chcesz ich obarczać swoimi problemami, wątpliwościami czy obawami a najmniej w świecie chcesz żeby przez twoje zwierzenia patrzyli inaczej na rodzinę i twoich bliskich. Chronimy ich zapominając z drugiej strony o fakcie, że w ten sposób być może czynimy sobie krzywdę. Czasami trzeba się wypłakać w rękaw komuś a my się przed tym tak mocno bronimy oszukując się, że to właśnie my jesteśmy od reszty świata silniejsi. A czasami trzeba przyznać się do słabości, do bycia tylko człowiekiem i po prostu przestać tyle myśleć o wszystkim

Bo czy każda myśl musi mieć jakiieś korzenie? czy każde skojarzenie musi mieć swój powód? czy każdy błysk wczorajszego dnia w naszej głowie musi być wywołany konkretną sytuacją? Może warto pomyśleć o niektórych rzeczach jako tych nieodgadnionch, nie do uchwycenia, bo zastanawianie się nad nimi niczego w naszym życiu nie polepszy a skutecznie go może utrudnić.

Łatwo w przyjaźni wejść w egoizm.. chcieć przyjaciela mieć dla siebie, kiedy ja chcę rozmawiać to on musi znaleść czas. Trudniej sobie to uświadomić a mistrzostwem jest temu przeciwdziałanie. I obyśmy stawali się w tej dziedzinie specjalistami na światową skalę.
***
Dzisiaj mam huśtawkę nastrojów, od euforii do płaczu w 10 minut późnej.. czuję że brakuje mi dwóch osób ważnych dla mnie w przeszłości. Chciałabym, aby przy mnie byli ci bliscy których już tutaj nie ma.. mój Tato i x. Marian / mój wielki przyjaciel. Chciałabym móc im opowiedziec o swoim życiu i tym co się ze mną dzieje, ale moimi słowami. Chciałabym im pokazać, jakie mam wspaniałe dzieciaki i że to właśnie dzięki przekazanej przez Tatę miłości do każdego zwierza (włączywsz w to wszelkie paskudztwa biegające po łące) mój synek zachwyca się teraz każdą mrówką, czy innym wielonogim stworem. Księdzu Marianowi pokazałabym jaka temperamentna jest moja córa i że idzie w ślady mamusi, będzie z niej niezła kobitka zawsze wyrażająca swoje zdanie. Oprowadziłabym ich po swoim życiu pokazując świat moimi oczami. Chciałabym żeby byli świadomi jak ważnymi mężczyznami byli w moim życiu. I ciągle są, bo to czego mnie wtedy nauczyli teraz przechodzi na moje dzieci. Chcę aby jak x. Marian kochały one literaturę i wdychały jej opary przez okładki książek, chcę aby jak mój Tato kochały wszelkie zwierzęta i widziały ich miejsce na ziemi, chcę aby jak Tato zakochały się w kresce i odkryły że dzięki niej są w stanie kreować świat na papierze. Chcę aby były prawdomówne jak x. Marian i wielkiego serca jak Tato. Chcę chcę chcę… i mam tylko wielką nadzieję że choć połowę moich pragnień uda się zrealizować a moi wielcy mężczyżni będą z dumą spoglądać na mnie z niebios.

Pamiętam jak dziś, że gdy byłam w liceum bądź na studiach i targały mną jakieś wątpliwości, miałam smutne dni lub po prostu czułam się do niczego to albo szukałam bratniej duszy a jeśli takiej nie znalazłam, wszystkie uczucia zostawały w moim sercu. Nie dzieliłam się nimi ze znajomymi czy kolegami/koleżankami ze szkoły bo potrzebowałam dużej dawki zaufania, aby się otworzyć.
Teraz widzę że normalne staje się otwieranie przed znajomymi a co gorsza i obcymi. Komunikatory dają nam możliwość napisania krótkiego opisu który chcemy „sprzedać” znajomym z listy. Sama parę razy złapałam się na opisaniu mojej aktualnej sytuacji bądź nastroju. Niedługo potem pojawiają się coraz to nowsze pytania od „pseudo znajomych” których interesuje tylko czemu w opisie mam wypisane np chandra. Ludzie z którymi nie rozmawiasz miesiącami nagle okazują „sztuczną” troskę kiedy tylko „wywęszą” ciekawy opis na komunikatorze. I tu ciekawa zależność, zazwyczaj otwierałam się przed takimi przypadkowymi osobami mimo, że w normalnych warunkach polowych pewnie bym nic nie powiedziała, bądź burknęła coś w stylu „nic mi nie jest”.
To taki internetowy ekshibicjonizm, niby nie otwieramy się na ludzi ale w necie jakoś idzie tak po prostu, człowiek mówi o jedno. dwa słowa za dużo i nagle cała lawina łącznie z rzeczami których nasi bliscy nawet nie wiedzą. Czasami wręcz opisy prowokują do tego żeby dopytać się o co chodzi, pytanie tylko po co mi ta wiedza jeśli z tymi osobami o niczym innym nie rozmawiam… Czy to nie wchodzenie w ich życie z butami, co prawda na ich prośbę ale mimo wszystko?
O wiele łatwiej rozmawia się z obcym na tematy które nas gnębią lub martwią, bo otwierasz się przed nim bez zobowiązań, to jest łatwiejsze niż dbanie o przyjaźń czy znajomość. Tutaj bach-bach i masz po sprawie, wyrzucasz z siebie z prędkością karabinu problem i wydaje się że przestał on istnieć bo ktoś „prawie” obcy go skomentował i doradził. Tylko czy to nie jest tworzenie iluzji? Przecież taka osoba nie zna ciebie, twojej sytuacji, problemów rodzinnych i sytuacji w pracy aby móc ci coś tak naprawdę poradzić, skierować. Może jedynie wysłuchać a to czasami jest za mało.
Częściej potrzeba nam słów od przyjaciela że nas rozumie niż rady od obcego, że mamy tak robić. Łatwo wpaść w pułapkę internetowego otwarcia, trudniej z niej zrezygnować bo to oznacza większy wysiłek w życiu, próbę stworzenia takich zależności aby mieć w innych oparcie i przystań w problematycznych momentach naszego życia.
Dlatego włóżmy więcej wysiłku w znajomości w realnej rzeczywistości a nie świecie internetu… już od dziś.

Zdjęcia

4 komentarzy

Portale społecznościowe typu bookface czy nasza rodzima NK mają to do siebie że gromadzą ludzi których można pogrupować łatwo na podstawie zdjęć. Pierwsza grupa to ci którzy umieszczają swoje zdjęcia typu: ja na karaibskiej plaży, ja przed wieżą Eiffel, moja rodzinka skacząca ze spadochronu. Im bardziej „egzotyczne” zdjęcie które wskazuje na niesamowite życie (lub jego próbę) tym lepiej.
Druga grupa ludzi charakteryzuje się wrzucaniem swoich fotek typu: ja z dnia dzisiejszego, ja w nowej fryzurze, ja myśląca, ja śmiejąca się, ja, ja, ja… najlepiej bez tła odwracającego uwagę.Ta grupa nakręca się w miarę otrzymywania kolejnych wpisów z informacją że świetnie wyglądasz (czytaj. świetny retusz lub świetnie zakonserwowana jak na te lata)
Trzecia grupa ludzi ma jedno zdjęcie, ci ludzie są po trochu dyskryminowani, najwyżej raz na jakiś czas ktoś napisze wpis typu pokaż jak teraz wyglądasz i tyle. Ci natomiast którzy nie mają wogóle zdjęcia to już prawie margines społeczny takego portalu bo nie przystają do żadnych wcześniejszych grup i nie identyfikują się z pewnością z ich hedonistyczną / egoistyczną próbą „sprzedania” swojego życia swoim znajomym.
***
Jak kobieta powinna zareagować na prośbę od mężczyzny/znajomego o przesłanie zdjęć w bikini? Pierwsze skojarzenie to oburzenie że się pewnie będzie traktowana jako obiekt seksualny, bo przecież nagość aż rzuca się w oczy. Drugie skojarzenie że pewnie chce wypunktować moje i tak już znane słabe punkty ciała, które nota bene jest przeze mnie średnio/mało/wogóle nie akceptowane. Natomiast trzecia myśl.. i dopiero trzecia (brązowy medal) to próba analizy czemu tak się człowiek jeży. W końcu na plażę w bikini wychodzę i setki ludzi mnie ogląda (o ile wogóle zauważa, najlepszy w takim przypadku jest żarówiasty kolor) i jakoś mnie to nie krępuje a tutaj po prostu jedna dodatkowa osoba i robi mi różnicę? a czym się różni wyjazd z tą osobą nad jezioro i tam rozebranie się od pokazania zdjęcia?
***
Jutro Walentynki. Nie lubię tej komercyjności świąt zachodnich a to jest jedna z takich chwil kiedy za przeproszeniem cofa mi się obiad na widok kolejnego serduszka. Aż dziw bierze że odświeżaczy do ust nie robią w kształcie serc bo przynajmniej byłby powód do wręczenia takiego prezentu. A tak na serio to nie liczy się fakt dania w ten dzień bukietu róż czy bombonierki bo to sztucznie napędzony produkt marketingowy który ludzie tak łatwo łykają. Ważniejsze jest jak miłość wykorzystamy i w jaki sposób będziemy ją okazywać drugiej osobie bo tylko takie rzeczy ubogacają nasze wnętrze.
I dlatego: … Dostaliśmy drugą szansę na ponowne zakochanie się w sobie po uszy, nie marnuję jej ale staram się wykorzystać dany mi czas jak się da najkorzystniej. Jeśli drżenie kolan przy jego dotyku, chęc wtulenia się każdym centymetrem ciała w jego skórę, pragnienie zasypiania w jego silnych ramionach i myślenie o nim bardziej niż o sobie to MIŁOŚĆ to ja to czuję w każdej chwili mojego  małżeństwa…. I chcę aby tak bylo do końca naszych dni mój drogi M. I to jest moja walentynka dla ciebie

1. Mocno wierzy w pewne wartości i zasady i gotów jest ich bronić
nawet wbrew stanowczej opinii grupy. Czuje się jednak na tyle pewnie,
ze potrafi je zmienić, jeżeli nowe doświadczenia i dowody wykażą, ze
był w błędzie.
—>Mam swoje wartości i zasady i z gruntu rzeczy bronię tego w co wierzę.. staram się jednak być otwarta na ludzi i ich opinie nawet jeśli kolidują z moim

2. Jest zdolny postępować według własnego rozeznania,
bez przesadnego poczucia winy, jeżeli inni to zganią, i nie żałując
tego, co zrobił.
–>No z tym to gorzej… mam często poczucie winy że zrobiłam coś a wyszło inaczej… rozeznanie mam wedle swoich wartości chociaż nie jest łatwo być w 100% pewnym swoich decyzji

3. Nie traci czasu na gryzienie się tym, co będzie, co się zdarzyło albo, co się właśnie dzieje.
—> Ważniejsze jest tu i teraz niż to co będzie za jakiś czas, trzeba mieć ufność w Bogu że idziemy dobrą drogą i że nasze decyzje prowadzą nas tam gdzie trzeba. Zamartwianie się powoduje że nie doceniamy małych radości z naszego życia

4. Wierzy, ze potrafi dać sobie rady nawet w obliczu błędów i niepowodzeń.   
—>Niepowodzenia mnie osłabiają, w obliczu błędów czuję się gorsza i nie zawsze sobie z nimi daję radę

5. Czuje się równy innym jako człowiek, ani lepszy ani gorszy,
niezależnie od różnic w poszczególnych zdolnościach, ad pochodzenia
społecznego i postawy innych wobec niego.
—> Staram się odbierać ludzi jako równych sobie, bez podziału na klasy, wykształcenie i tym podobne. Nie jest łatwe bo z zasady patrzymy na każdego w inny sposób kierując się tym co o danej osobie już wiemy

6. Przyjmuje za
naturalne, ze dla innych jest interesujący, wartościowy, przynajmniej
dla tych, których towarzystwo sobie wybiera
—> staram cieszyć się tym że mam grono przyjaciół i znajomych którzy mie akceptują i lubią na swój sposób. Jeśli oni chcą się ze mną spotykać to chyba jednak jestem dla nich kimś.

7. Potrafi przyjąć pochwały bez pozorów fałszywej skromności i komplementy bez poczucia winy.
—> Komplementy mnie zawstydzają ale chyba dlatego że nie przywykłam do nich. W szczególności do pochwał związanych z moją sferą kobiecą bo ostatnio jakby ją odkrywam ponownie.

8. Opiera się próbom zdominowania go
—> Nie jestem typem uległej kobiety, raczej w drugą stronę mam tendencje do dominowania w towarzystwie jeśli czuję że ono mnie akceptuje. Próba zdominowania mnie musi być naprawdę bardzo trudna

9. Jest otwarty na pomysły i nie ukrywa, że porusza go szeroki krąg
impulsów I pragnień. od złości do kochania, ad smutku do szczęścia, od
głębokiej urazy do pełnej akceptacji.
—> Uwielbiam czuć.. niezależnie od tego co to za uczucia o ile nie są destrukcyjne. One mnie wyzwalają, pozwalają odkrywać siebie i rzeczywistość.

10. Potrafi się szczerze
cieszyć bardzo rozmaitymi zajęciami, praca, zabawą, twórczym wyrażaniem
siebie, ludzkim towarzystwem i próżnowaniem.
—> Cieszmy się tym co mamy i znajdujmy w każdej czynności to coś co nas kręci. Wiem.. trudne ale chyba inaczej zostanie się malkontentem jeśli każda rzecz bedzie nas męczyć lub nudzić. Czasem nawet te najgorsze zajęcia można udobruchać przez znalezienie czegoś co akceptujemy. Ja nie znoszę prasować ale kiedyś sobie wymyśliłam ze przecież prasowanie to strata kalorii do której dążyłam przy dbaniu o sylwetkę. No i teraz z dużo mniejszą niechęcią do tego podchodzę.

11. Jest wrażliwy na potrzeby innych ludzi, na panujące zwyczaje, a zwłaszcza wie, że nie może być szczęśliwy kosztem innych.
—> Czasami ta cecha mnie dobija, bycie wrażliwym na innych ludzi powoduje że często odczuwam ich smutki ale też i radości. Z tym drugim nie ma problemu, gorzej gdy okazuje się że bardziej negatywne odczucia dominują w nich. Wtedy trzeba zachować umiar żeby nie zatracić się w chęci pomagania innym i nie zapomnieć również o sobie.

Wszyscy trąbią o kryzysie, że powinniśmy oszczędzać pieniądze a najłatwiej zrezygnować właśnie z przyjemności. Tylko pytanie czy w przypadku kupowania prezentów dla drugiej strony liczy się kasa czy włożony trud bądź po prostu serce? Dla mnie cenniejsze jest włożone serce, a nawet pamięć o tych mało istostnych rzeczach niż drogi prezent raz na jakiś czas. Pewnie że lubię dostawać prezenty, która kobieta tego nie lubi, tylko czy one są wyznacznikiem naszej miłości? bo jeśli tak to chyba czas się zastanowić co robię w takim małżeństwie. Ważniejszy jest dla mnie SMS z wyznaniem, batonik z marcepanem który uwielbiam ale sama raczej sobie nie kupuję, muśnięcie warg z rana i przytulenie na wyjście. To wszystko zastępuje mi perfumy, piękne ubrania i inne prezenty które mogłabym pewnie dostać od kogoś innego. Bo tak naprawdę te prezenty nie są potem doceniane przez tego który je daje, bo to nie dla niego wciągam nową kieckę ale dla koleżanek z pracy, bo to nie dla niego potem używam perfum o magicznym zapachu ale dla tych facetów na ulicy którzy się potem z tęsknym wzrokiem obracają za mną.
***
Dzisiaj przeliczyłam sobie BMI i wyszło mi że mam 20.9. Rok temu miałam 22.7 a po ciąży zaczynałam z magiczną wielkością 27. Czy czuję się zadowolona? Chyba tak, właściwie to TAK. Usłyszałam od innych że schudłam, usłyszałam że mam piękną i ponętną sylwetkę o której marzyłam od lat, nawet moja rodzina zauważyła że ubrania lepiel leżą i nie ma już wałeczków tłuszczu które mnie tak denerwowały. Chyba jednak jestem tam gdzie zawsze chciałam być – tylko czy stanie w miejscu jest dobre? Nie chcę dalej narzucać sobie kolejnych poprzeczek bo to prowadzi do anoreksji, z drugiej strony czy narzucenie sobie za cel utrzymania wagi nie jest za dużym wyzwaniem?
***
Mój kolejny artykuł został zaakceptowany do gazety. Cieszę się bo czuję się przez to podbudowana, czuję że mam powera do dalszego pisania i przenoszenia moich myśli na papier. To niesamowite ile w takiej głowie siedzi rzeczy, ile wątpliwości i pytań może pomieścić jedna osoba w swoim umyśle. Ostatnio tak się nakręciłam że nie mogłam się uspokoić aż do 1:30 w nocy, ciagle mi coś chodziło po głowie, jedna myśl po drugiej, jak mrówki z mrowiska szukające pożywienia, denerwujące swoim chaotycznym bieganiem po pomieszczeniu a zarazem nie dające się ignorować mimo że są małe i bezbronne. Takie są czasami moje myśli i mam wrażenie że to perpetum mobile mojej głowy

Czym jest ten święty spokój? czy ufnością w to, że Bóg chce naszego dobra, czy też może olewajstwem i życiem dniem dzisiejszym?
Czy tak naprawdę musimy ciągle się starać aby być w oczach innych coraz lepszymi czy po prostu robimy nareszcie coś bez patrzenia na innych i czekania na ich aprobatę.
Wszystko co robimy w życiu to nasz osobisty wybór i jeśli tylko będzie on dokonywany w zgodzie z naszym sumieniem to okaże się że ten święty spokój jest na wyciągnięcie ręki.

Wczoraj przeczytałam zdanie które wbiło mnie w krzesło
„..problem w tym, że uwielbiamy przebierać się w rolę ofiary losu i różnych konieczności. Bo wolność myli nam się z uwalnianiem się od odpowiedzialności”…
I w tym momencie przyszło mi na myśl zdarzenie z piątku. Byłam szczęśliwa, mój przybrany braciszek napisał mi pochlebną aczkolwiek krytyczną opinię na temat czegoś co zaczęłam ostatnio pisać. W pracy rozmawiałam z przyjacielem bo chyba mogę go już tak nazywać. Rozmawialiśmy przez skype co powoduje utrudniony przekaz pozawerbalny bo ileż można powiedzieć emotikonkami? Tak czy owak H. się otworzył i wyjawił mi coś o czym nikomu nie mówił, nawet swojemu psychologowi podczas terapii którą przechodził po wypadku. Niesamowite było to jego otwarcie na moją osobę i powierzenie mi swoich tajemnic. I tu nagle poczułam się niedowartościowana, jak to on ma problem a ja jestem taka szczęśliwa, bez żadnych zmartwień, bez problemów w danej chwili, bez czegoś co mogłabym powiedzieć a co spowodowałoby ze uwaga zostanie skierowana na mnie? Naprętce zaczęłam skanować pamięć i nagle – bum! Jest, znalazłam i idealnie pasuje: sekret, nie mówiony nikomu, bardzo delikatny… no po prostu książkowy przykład do zwierzeń. Dwa razy się zbierałam żeby to powiedzieć aż w końcu pękłam… i to nie dlatego że to był taki mroczny sekret (no dobra… trochę był) ale dlatego że moje EGO zażyczyło sobie uwagi drugiej osoby, pogłaskania po głowie i powiedzenia – EJ dajesz radę, i tak będzie dobrze!
Z jednej strony H. poczuł się jakoś pewniej bo również i ja się otworzyłam tyle że był to ksiązkowy przykład na egoistyczne zachowanie – chciałam jego uwagi i ją dostałam.
Teraz po przeczytaniu tego fragmentu dochodzę do wniosku że rzeczywiście zdarza mi się wchodzić w rolę ofiary, nie mówić o sobie kobieta, matka, żona ale osoba, która straciła pracę, która nie radzi sobie z czymś, nie jest wystarczająco dobra. Bo bycie gorszym jest łatwiejsze, mówienie negatywów o sobie jest o wiele prostsze no i ta uwaga drugiej strony gdzie podświadomie włącza się czerwone światełko i informacja że chyba jestem nieszczęśliwa, więc trzeba mnie pocieszać.

..”żeby położyć się pod gruszą trzeba być naprawdę wewnętrznie wolnym i niezależnym od opinii innych ludzi.”…
Widzę ile pracy jeszcze przede mną abym mogła spocząć przy tej gruszy, W końcu przestać myślec o tym co inni myślą o moich wyborach bo jeśli kieruję się w życiu swoją wiarą i modlę się o to abym dobrze wybierała to nie mam się to zastanawiać o opinii innych ludzi. Wystarczy być konsekwentnym w swoich wyborach i słuchać podpowiedzi serca aby uwolnić się od tego co nas otacza i stresuje. Nie uzależniajmy się od zewnętrznego blichtru bo można to stracić w jedną noc, ważniejsze jest to czy z naszej głębi również bije podobne światło.

Dotyk

1 komentarz

Właśnie przeczytałam artykuł na stronie Charakterów – jednej z moich ulubionych gazet
http://www.charaktery.eu/artykuly/Milosc-Przyjazn-i/423/Przytul-mnie/

Dotyk dla mnie jest bardzo ważnym środkiem przekazu pozawerbalnego. Zawsze od kiedy pamiętam stanowił dla mnie coś ważnego ale dopiero parę lat temu uświadomiłam sobie że często pamiętam z danego zdarzenia nie to co ktoś mówił ale jakie gesty robił, czy podawał rękę, całował mnie w policzek itd. Gdy ktoś jest dla mnie wazny często okazuję mu to uczucie poprzez dotknięcie ręki, przytulenie bądź chociaż muśnięcie. Moje dzieci są ciągle przeze mnie przytulane, dotykane, całowane i pieszczone. Nie chcę aby między moimi słowami że ich kocham a czynami był rozdźwięk. Chcę aby moi bliscy odczuwali że są dla mnie ważnymi osobami. Jeśli dla mnie dotyk, przytulenie, muśnięcie jest tak ważne to być może dla nich w przyszłości też będą takie czynności niosły ważny przekaz.
Mam nadzieję że dzięki temu przytulaniu same będą umiały okazywać uczucia w stosunku do innych ludzi i będą bardziej otwarci na kontakty społeczne
Wiem jak ciężko mi jest w przypadku gdy w małżeństwie coś „siada” i nie ma tego przytulenia i dotyku. Cierpię chyba bardziej niż w każdej innej sytuacji. Nawet słowa potwierdzające uczucia nie zmienią tego bólu jeśli nie ma przekazu pozawerbalnego.
Dlatego DOTYKAJMY SIĘ! Nie tylko słowa i obrazy są ważne, często zapominamy o tak łatwiej do wykonania czynności która wraz ze słowami potęguje przekazywane emocje


  • RSS