anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009

W końcu nadszedł dzień, w którym postanowiliśmy podjąć temat dalszej przyszłosci naszych dzieci. Ciężko mi było sobie uświadomić że za parę miesięcy Karola stanie się przedszkolakiem pełną gębą a Mateusz powędruje do szkoły z plecakiem. I tak jak wcześniej była mowa tylko o rejonowym przedszkolu i szkole tak w ciągu weekendu dojrzeliśmy do podjęcia poważnego zobowiązania wysłania dzieciaków w inne miejsce.
Jak to się stało? Ano pojechaliśmy na dni otwarte w szkole niedaleko nas (ale nie rejonowej dla naszego osiedla) ponieważ otwierane jest tam nowe przedszkole chcąc zapisać Karolę, która nie dostanie się do rejonowego przedszkola przy tak dużej ilości dzieciaków. Tam okazało się że fundacja, która przejęła ten budynek ma dość ciekawe plany co do szkoły i nagle obojgu z nas zabłysnęła myśl, że może jednak byśmy wysłali dzieciaki w jedno miejsce. Sobota rozmów, wykładania na stół za i przeciw i późnym wieczorem doszliśmy do porozumienia. Już miałam dzwonić na telefon komórkowy którejś z pań ze szkoły aby na wszelki wypadek zaklepać miejsce ale zdrowy rozsądek się odezwał
Jutro mężulek jedzie zawieść kartę a miejsce dla Mateo jest już zaklepane. Miejmy nadzieję, że to będzie dobra decyzja i że nie wyjdzie nam ona bokiem. Co prawda będzie nieco dla nas uciążliwa bo codzienne dojazdy trzeba wliczyć w nasz plan dnia, ale mając na uwadze dobro dzieci chyba jednak będzie warto. Mała szkoła gdzie zna się ucznia i nowe przedszkole z ogromnym terenem przy budynku mówią same za siebie.

Wczoraj długo rozmawiałam z przyjaciółką na temat małżeństwa i tego w jaki sposób rozwiązujemy nasze problemy. Po tylu latach bycia razem w końcu oboje zrozumieliśmy jak ważna jest komunikacja swoich uczuć. Ja ze swojej strony staram się w chwilach trudnych dla mnie sygnalizować swojej rodzinie moje problemy emocjonalne. Wiem, że oni nie czytają w moich myślach więc mnie wkurzają a im tego nie powiem to zapewne po jakimś czasie po prostu wybuchnę.
A kłótnie? Z wiekiem człowiek dojrzewa do takiego etapu, w którym nagle widzi bezsens kłócenia się w małżeństwie. Czasami trzeba postawić na swoje ale w tak poważnych sprawach zazwyczaj się nie kłócimy, bo nasze różnice wynikają z odmiennego zdania na temat codziennych rzeczy. I tu nagle się okazuje że:
- mąż nie docenił moich starań i nie pochwalił obiadu (mimo że nie wyszedł a ja już z tego powodu miałam kaca)
- ktoś po raz kolejny zostawił bałagan na stole
- ja mam swoją wizję weekendu najeżoną spotkaniami a mąż wpada w dokładne przeciwieństwo czyli siedzimy w domu i odpoczywamy przez weekend
Kiedyś potrzebowałam paru dni w skłóceniu, żeby dążyć do próby porozumienia. Teraz już wiem, że nie warto czekać i tkwić w uporze maniaka, żeby wyszło jednak na moje. Bo jakie to ma znaczenie że to On mnei jednak przeprosił (czyli wyszło na moje) za rok, dwa a może pięć? Ważne jest to co jest tu i teraz i to jaki los sobie zgotujemy TERAZ. Nie warto czekać w takim zawieszonym skłóconym związku tylko po to żebym poczuła chwilę zwycięstwa bo On jednak przyznał mi rację po 2 tygodniach.

Dlatego apeluję – wyciągajmy pierwsi rękę na zgodę a amimozje drugiej strony próbujmy obrócić w żart, przejąć pałeczkę i zmienić temat a życie stanie się łatwiejsze. Kłótnie to niepotrzebny stres a okres zawieszenia po nich jest jeszcze gorszy bo żyjemy wtedy nie ze sobą ale obok siebie.  Trzeba być tolerancyjnym dla swojego partnera a stawianie zawsze na swoim jest wyrazem egoizmu i braku zrozumienia związku. W związku nie ma miejsca na egoizm bo jest tyko miłość do drugiej osoby przez którą zapominam o sobie.

Dzień za dniem mija a ja mam wrażenie że nasze małżeństwo z kazdą kolejną staje się coraz mocniejsze. Fakt, pracujemy nad tym, staramy się pamiętać o naszych zobowiązaniach, chociaż nie jest to łatwe. Czasami mam wrażenie, że gdyby nie nasze ciągle włączające się czerwone światełko pewnie byśmy ciągle się kłócili z naszymi sprzecznymi charakterami.

Czemu to piszę? Stoję właśnie w obliczu poważnych problemów w małżeństwie mojej przyjaciółki. Najgorsza jest ta bezsilność i jedyne co mozna zrobić to modlić się i oddać panu Bogu całość tych problemów. Chciałabym być przy niej ale nie jest to w chwili obecnej możliwe a przez telefon nie da się przekazać tych emocji które człowiekiem targają. Szczęście w nieszczęściu jest takie że R zrobiła rachunek sumienia z ostatnich lat i po raz pierwszy od dłuższego czasu była u spowiedzi.

Cieszę się, że mój mąż chce się rozwijać, chce wzmacniać naszą miłość poprzez warsztaty i inne wyjazdy a dzięki temu coraz jaśniej widze naszę przyszłość.

Ostatnie dni dały mi dużo do myślenia, nawet nie miałam sily tego zebrać w całość i opisać choć parę razy próbowałam podejść do tematu.
Pierwsza rzecz która mi się nasunęła to fakt, że mój nastrój tak mocno zależny jest od okoliczności i ludzi z którymi jestem. Wiem, że powinien on wypływać gdzieś ze mnie, z mojego wnętrza i być niezależny od tego w jakim nastroju są inni bo to znaczy że nie poddaję się oddziaływaniom osób wokoło. A tak niestety nie jest… miałam dość stresujące ostatnie dni i ten stres przenosił się z innych na mnie, czułam się podminowana i wręcz histeryzująca gdzieś w środku.
Próba analitycznego podejścia do tematu spaliła na panewce i czuję że muszę popracować nad tą sferą mojego życia.. Nie może przecież tak być żebym sama w sobie generowała stres. Ostatnio wyczytałam że przez rozpamiętywanie trudnych sytuacji człowiek tworzy mniej więcej 80% stresu który przeżywa w ciągu całego swojego życia. A to oznacza, że jeśli będę w stanie uwolnić się od stresująch zdarzeń i wspomnień w miarę szybko to pozbędę się sporej dawki stresu w moim życiu.
Czyż to nie piękna perspektywa dalszego życia?
***
Ostatnio podczas rozmowy ze znajomym wyszło że jeżdżę na rekolekcje i jestem mocniej związana z kościołem niż tylko świąteczne wyjścia na pasterkę. No i co usłyszałam? Że moja postawa ratuje obraz katolika który jest widziany przez niewierzącyh jako ponurak… ciekawe skąd to się wzięło? Czyżby z tego powodu że jakoby mamy wiele zakazów, które nas ograniczają i powodują, że stajemy się zgorzkniali z tego powodu? Tylko gdzie są tak naprawdę te zakazy bo ja ich nie widzę? To wszystko co dostaję wraz z bagażem religii jest mi pomocą w stawaniu się coraz lepszą i nie osiadaniu na laurach. Dzięki stawianym wymaganiom kształtuję siebie i swój światopogląd a przez to staję się bardziej świadoma życia i otaczających mnei ludzi. I to są te ograniczenia które widzą nie-katolicy? Wobec tego lepiej je odrzucić, włączyć TV i przesiedzieć resztę swojego życia przed głupią telenowelą bo dzięki niej poznam wspaniałe życie i pomarzę sobie jakbym to mogła mieć 3 męża, dwóch kochanków i trójkę dzieci z różnch związków + 5 operacji plastycznych na karku.
***
Dziś odwiedziła nas koleżanka z synkiem o rok młodszym od Karoliny. Najpierw młoda była dzika że ktoś ją odwiedza ale jak okazało się że Kamil zabrał się za jeżdżenie wózkiem to minka jej zrzedła. Korzystając z okazji, że kolega był w drugim pokoju Karolina przyniosła mi pudło pełne zabawek i z bardzo ale to bardzo poważną miną powiedziała:
- Mama schowaj!!
Potem schowała się za drzwiami i zaczęła dłubać przy ścianie gdzie mamy przyczepioną filcową ochronkę. Gdy udało jej się w końcu to oderwać powiedziałam jej żeby zaniosła do taty to się usieszy.
Oczywiście tato się NIE ucieszył a Karola przecież nie wyczuła mojej ironii w głowie więc przyszła do mnie ze smutną minką i oznajmiła:
- Tata się nie cieszy!
no i dla takich chwil warto się czasami z dzieciakami pomęczyć.
***
Nie wspominiałam że ostatnio przechodziłam z Mateuszem szybką lekcję anatomii kobiecej. Przygotowując się do pracy zostawiłam na wierzchu kartonik z tamponami no i Mateusz skorzystał z okazji nasiadówki w toalecie i zdołał sobie przeskanować całą instrukcję używania, która była w środku (cwaniaczek jeden!!). Wychodząc z toalety oznajmił:
- a ja już wiem do czego to się używa, wkłada się do pupy i wyjmuje kupę! Wszystko przeczytałam z karteczki!
No nie powiem… zaskoczenie było niesamowite – dobrze że nikt nie filmował, bo szczękę miałam rzeczywiście w okolicy kolan. No więc szybkie zebranie myśli i krótka informacja o tym że dziewczynki mają inną budowę ciała (zresztą co będę mu to mówić – sam zauważył u siostry), oraz tym podobne. Temat zakończyłam po paru minutach.. teraz chłopak trawi i zobaczymy kiedy wróci z pytaniami

Czemu ciągle widzimy złe rzeczy w naszym życiu nie doceniając tak naprawdę tych małych dobrych światełek?
Trzeba więcej wysiłku włożyć w widzenie dobra bo zło kłuje po oczach. Ale nie dam się, warto spróbować tak więc:
1. Użyj swoich sił by rozpoznać co składa się na twoje wyjątkowe siły
… wydaje mi się że umiejętność dobrego odczytywania ludzkich zachowań, słuchanie ludzi i pomaganie im w trudnych chwilach. Tą umiejętność odkryłam parę lat temu i od tamtego czasu staram się wykorzystać dar który otrzymałam od Boga. Nie chcę go marnować, zakopać pod poducha bo wtedy zaniknie. Niech moja wiedza, umiejętność słuchania zostanie dobrze wykorzystana w kontaktach interpersonalnych.
2. Każdego dnia wieczorem wypisz 3 rzeczy które się zdarzyły tego dnia
… Wczoraj? Mieliśmy spotkanie ze znajomymi i były to głębokie rozmowy o naszym byciu i życiu. Ich świadectwa pomagają mi patrzeć z perspektywy na swoje problemy. Udało mi się postprzątać w domu a wieczorem miałam rozmowę z koleżanką gdzie czułam że są jakieś niedopowiedzenia między nami i należy je wyjaśnić. To był naprawdę dobry dzień
3. Bądź wdzięczny. Komu i za co? Moim przyjaciołom że mi pomagają a jeśli nie umieją to chociaż słuchają. Mojemu mężowi że daje mi wolną rękę na realizację moich pasji pisania i pomagania innym przez słuchanie i rozmowę. Moim dzieciom że tak mnie kochają i moim rodzicom że mnie nauczyli tak kochać namiętnie
***
Wczorajsze usypianie Karoliny
- Moja Ukochana Córeczka – szepce mama do ucha głaszcząc po głowie
- Ja nie córeczka, ja Kaninja – woła oburzona Karola
NO comments


  • RSS