anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

Dzisiaj jestem już rozgoryczona na maxa. Zeszłotygodniowy wypadek na rowerze mnie przybił do ziemi ale nie na długo. Opisywać sytuacji nie będę ale dodam że moim jedynym przewinieniem była jazdna na chodniku (akurat ten kawałek.. chyba już tam jeżdzić nie będę… od dziś zawsze tylko na drodze) a skutkiem 5 szwów w jamie ustnej (na całą szerokość podbródka) i dwa pięknie wyhodowane siniaki na obu kolanach. Następnego dnia po szyciu tak pięknie spuchłam że wyglądałam jak świnka morska po jedzeniu.
Teraz jest już lepiej, szwy ściągnięte ale czuję się, jakbym z przodu miała wepchaną dużą paczkę waty higienicznej.
Uśmiech w moim wykonaniu wygląda trochę dziwnie i chyba złapałam z tego powodu doła, że mi już tak zostanie i będę miała „ślad” po wypadku.

Rano wybrałam się do sklepu kupić sobie strój kąpielowy, dziesiątki przymierzeń i nic! Nul! Zero! W naszych centrach handlowych nie można niczego dostać w normalnych cenach – sorki ale nie kupię sobie stroju Adidasa, który po przecenie dalej kosztuje krocie. Najfajniejsze jest to że wyjeżdżałam z domu w jednym kawałku a wróciłam połamana bo dostałam w międzyczasie okres. MIOOODZIO!

Na domiar złego w trakcie porządkowania w piwnicy złamałam sobie najmniejszy paznokieć i to tak niefortunnie że prawie pół paznokcia mi odpadło więc boli mnie okropnie. Żeby było weselej po południu oblałam sobie lewą dłoń wrzątkiem i myślałam że odfrunę tak mnie zaczęło boleć. Paznokcia już nie czułam tylko ten okropny ból skóry. Jak jechałam po córę to musiałam rękę mieć wystawioną cały czas przez okno bo nie byłam w stanie skupić się na jeździe samochodem. Ale musiałam wyglądać – jak przymuł :D heheheh

Mam takiego dziś doła że wyć mi się chce…przed chwila zadzwonił brat że w weekend nie przyjedzie. Chciał pogadać ale ucięłam rozmowę mówiąc że nie będę rozmawiać bo się rozkleję. Dzieciaki od godziny wojują i dalej nie śpią, Młoda zleciała z drabinki, zrobiła w międzyczasie 2x siusiu, 2x kupę, wydarła się że chce myć zęby jak mąż brał kąpiel i domaga się trzeciego buziaczka z kolei (żebym znowu się do nich przyczłapała.. a ja nieugięta wolę swojego bloga).

Wszystko jest dziś do dupy!

Weekend spędzony pod namiotem na kampingu spowodował, że przyszedł czas na podsumowanie:

- w przypadku zobaczenia gdziekolwiek nawet małej kałuży wody na campingu NIE WOLNO się koło niej rozkładać namiotem, nawet jeśli jest to najlepsze miejsce w tej okolicy / miejscowości. My tak zrobiliśmy co skutkowało tym, że całe popołudnie chodzili koło naszego namiotu różni robotnicy próbujący odblokować zatkany prysznic. Na koniec o 22 przyjechała gluciara i stanęła sobie tuż przy naszym spanku dając nam przepiękny pokaz mocy swojego silnika – ODRADZAM

- fajne towarzystwo w okolicy twojego namiotu nie może mieć mniej niż +40. My mieliśmy całą gromadę +20 co skończyło się imprezą do 4 nad ranem – ODRADZAM

- chodzenie cały dzień w stroju kąpielowym to świetna sprawa – człowiek oszczędza na praniu bielizny LOL. Minusem tego jest fakt, że nawet filtry 50+ nie pomagają i można się tak zjarać, że kolejne dni chodzi się po ścianach. SPRAWDZONE – NIE POLECAM

- zabieranie najcieplejszych rzeczy do spania to rzeczywiście rzecz przydatna ale nie w przypadku gdy w nocy temperatura spada max do +15 i człowiek po prostu się topi w ciepłej piżamce. Wersja LIGHT wskazana

- zabieranie ciasta na piknik to świetna sprawa ale należy zabrać ciasto spełniające następujące warunki
a) niesłodkie – żeby nie przylatywały osy, ostatnie odkrycie – nie może mieć również mięsa bo osy je też lubią
b) odporne na wysokie temperatury – my mieliśmy ciasto na bazie żelatyny i końcówkę wybieraliśmy już łyżeczką
Wniosek: najlepsze sucharki i to nie słodkie (ble ble ble)

No i wróciłam z wakacji. Powiem krótko – było extra. Nie odzywałam się, bo trudno jest wrócić do normalnego życia po dwóch tygodniach mieszkania z 12 małżeństwami i tworzenia piękne j wspólnoty. A co to było? Rekolekcje dla małżeństw na które pojechaliśmy naszą całą rodzinką. Nie będe się rozpisywać nad przeżyciami religijnymi bo takie rzeczy najlepiej przekazuje się w czasie rzeczywistej rozmowy, dodam tylko pewne fakty o moich dzieciakach:

- Karolina spotkała swój cień o imieniu Zosia, rocznik ten sam, miesiąc również podobny. Dziewczynki tak się dogadywały że wymieniały się nawet swoimi spodenkami i butami w ramach pieczętowania swojej przyjaźni. Rekord to wymiana 4 par butów w jedno popołudnie.

- Mateusz okazał się najbardziej poszkodowanym dzieckiem na całym campusie. Najpierw zaliczył lekką anginę, która go wyealiminowała z kąpieli na 4 dni. Potem była wpadka (literalna) do kompostownika – ludzie jaki to smórd to się w pale nie mieści! ubranie szybko do prania i nawet udało się je uratować – a na koniec zdarte golenie. Ostatni dzień zaowocował zdartym bokiem więc aż bałam się wyjazdu bo plastry się skończyły.

- rodzice natomiast po raz trzeci odnowili śluby małżeńskie i była to piękna uroczystość bo dzieci trzymały nasze dłonie a ksiądz obwiązał całość stułą (oj nie było łatwo nie było).


  • RSS