anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2009

Nasze dzieciaki mają tą dziwną zdolność że ich wewnętrzne zegary biologiczne w weekend przesuwają się o około 1h i dzieciaki po prostu wcześniej wstają. Przez ostatnie lata pozwalaliśmy im włączyć sobie Disney Channel i oglądać bajki aż rodzice zwleką się z łóżka. Ostatnio te małe „potwory” jednak zaczęły przesadzać bo punkt 6 (!!!) są już na nogach i z niewinnym uśmiechem pytają rodziców czy mogą włączyć bajkę. W zeszły weekend powiedziałam Karoli że może cichutko włączyć na co ona pobiegła do pokoju i obudziła Mateusza z krzykiem – Mateusz, bajka!!
W ten weekend zmianom uległy zasady oglądania TV z rana bo Karola obudziła mnie o 5:30 że ona chce już bajkę. OOOO NIE! Nie dam się tym małym stworom. Koniec kropka, bajkę oglądamy po śniadaniu. Efekt – Dzieci o 6:30 chcą już jeść i stoją przy naszym łóżku wołając – Mama wstawaj.
Chcąc nie chcąc przed 7 byłam na nogach – w SOBOTĘ!! Ludzie.. kiedy one pozwolą poleżeć do 7:30 no kiedy?

Wczoraj Karolina udowodniła, że można uprać jeansy w temperaturze 95 st C. Oczywiście nas rodziców nie poinformowała o przeprowadzanym doświadczeniu, matka odkryła fakt po upraniu kiedy to spojrzała na ustawienia pralki. Karolina po prostu zmieniła ustawienie temperatury i przestawiła ją na najwyższą możliwą
Wnioski z doświadczenia:
- w tej temperaturze żaden proszek czy żel już ladnie nie pachnie
- skarpetek Mateusza nie da się ubrać nawet na lalki Karoliny
- spodnie jeansowe wytrzymały ale boję się że przy następnym praniu wyciągnę je w kawałeczkach.
- bluza Mateusza z nadrukiem się nieco posklejała ale nadruk o dziwo nie zszedł (byłaby rozpacz ogólna jakby coś się odkleiło)
Dzięki Bogu nie były to ubrania Karoliny króre są w kolorach różu bo z pewnością by puściły kolor.
Od dziś precz z praniem w ciągu dnia – oficjalne godziny prania w naszym domu zaczynają się teraz od 22:00 (nocna strefa)
***
OT: właśnie odkryłam, że moja szminka ma ciekawą nazwę własną (opis koloru): TEASE ME! To kto pierwszy? JUZ NAŁOŻYŁAM….
***
Kolejna inwencja twórcza kolegi. Zamiast PAPATKI ostatnio pożegnaliśmy się PAPSYCHOTKI (po rozmowie o dzieciach, ich wybrykach i psychologach którzy mogą pomóc ich okiełznać)

W przysżłym tygodniu zaczynają się rozmowy z ludźmi do nowej pracy w mojej firmie. Ustaliliśmy z kolegą że on przychodzi ubrany następująco:
- dres
- łańcuch na szyi (z braku laku weźmie ten którym przypina rower)
- srebrny wisior z napisem – FUCK YOU JAWOHL (szukamy osoby z niemieckim)
- włosy obcięte na zero
- obcisły podkoszulek
Z racji swoich gabrytów będzie wyglądał nieźle… hehehe
Ja też muszę wymyśleć jakiś oryginalny image bo nie mogę kopiować kolegi. Może krótka spódniczka i buty do ud w kolorze błyszczącej skóry?

Last update

Brak komentarzy

Ostatnie dni przyniosły mi wesołe wydarzenia z życia naszych dzieciaków:

1. Karola dzisiaj wieczorkiem idąc po chodniku zapytała tak: Dlaczego gwiazdy mają ooo tak? / i tu rozłożyła ręce w bok i zrobiła pajacyka/
Przyznam szczerze, że przytkało mnie i nie odpowiedziałam…

2. W chwili słabości kupiłam dzieciakom płatki z jabłkiem. Mateusz jedząc je zrobił mi 10min wykłąd nad:
- wyższością płatków zbożowych z mlekiem nad cynamonowymi, których reklamę oglądał ale jak się wyraził jest na nią odporny
- po czym zadał pytanie czy płatki cynamonowe jednak możemy kupować raz na ruski rok, po czym dodał że on się wcale nie kieruje reklamą ale one są naprawdę dobre.
- a na sam koniec pobawił się w lingwistę i stwiedził że płatki ZBOŻYWCZE to produkt spożywczy ze zboża.

eko zakupy

4 komentarzy

Pojechałam dzisiaj do Auchan. Postanowiłam wziąć sobie bardziej do serca zdrowie mojej rodziny i dogłębnie czytać etykiety informacyjne. A oto wyniki mojego „śledztwa”:
- wiem dokładnie czym można zakonserwować każdą z kiełbas łącznie z tym ile świństwa niemięsnego jest w nich (rezultat – nie kupiłam żadnej kiełbasy)
- kupienie herbatki owocowej dla dzieci graniczy z cudem (rezultat – kupiłam taką która miała pomiędzy wyciągiem z czarnej porzeczki a jabłkiem wpisane jakieś konserwanty, bo chociaż towarzystwo miała doborowe)
- jeśli chcę kupić dzieciom żelki to od razu musze założyć fundację bo pójdę z torbami
- zwykłe masło nie jest masłem, masło osełkowe wcale nie ma 80% masła w maśle a tego co chciałam kupić nie było
- kupowanie pióra dla dziecka to mordęga! po przejrzeniu całej wystawy w rozpaczy zaczęłam niektóre rozpakowywać…. masakra
- wybór soku który nie ma cukru albo ma go poniżej 4g (ta druga opcja została ustawiona na ON po 15 min przeszukiwania półek) o smaku który dzieciakom przypadnie do gustu zajęło mi bagatela 20 min (rezultat – już widzę jak się ucieszą jutro na sok porzeczkowy, będą komentarze w stylu: ble, jaki kwaśny, co to za obrzydlistwo, maaaama, polałam się, moja piżamka nadaje się do wyrzucenia… itd itp)
- serki topione kupiłam dla męża (te konserwanty całkiem mu slużą) ale dzieciakom chyba ich nie dam
Ogólne podsumowanie:
- ponad 2h w sklepie miotająca się między półkami z lupą w oczach
- zakupy za jakieś 40zł więcej
- część rzeczy wogóle nie kupiona
Wniosek:
1. Albo dzieciaki świecą z konswerwantów w nocy
2. albo szef daje podwyżkę a doba w której robię zakupy wydłuża się o 2h

Kapcie zostały u babci na Śląsku więc z braku laku po dwóch dniach zapakowałam młodego do samochodu i wylądowaliśmy w Auchan. Najpierw chciałam kupić no wiecie.. takie normalne kapcie. Ale jak kapcie nie mają bajerów lub odpowiednich rysunków to są BE. No więc chcąc nie chcąc weszłam na halę Auchan i tam okazało się, że sprzedają te wielkie kapcie w kształcie psa, krokodyla czy innego zwierza. Nie mam pojecia co kupiliśmy, wygląda jak skrzyżowanie misia z bobrem (Miś to mój pomysł, bóbr to pomysł Młodego) i robi z jego nogi rozmiar conajmniej 37. Ale co tam! Najważniejsze że kapcie kupione a mężulek nawet jakoś specjalnei nie wybrzydzał jak je zaprezentowalismy dumnie na  nogach.
***
Karola ma zapalenie płuc. Rozwinęlo się bardzo szybko bo w niedzielę byliśmy w szpitalu na osłuchaniu (już kaszlała) i było czysto a w poniedziałek wieczorem już zeszło na płuca i oskrzela. Co za badziewie. Żal mi dziecka bo następne 10 dni spędzi uziemione w domu ale co zrobić. Najgorszy jest ten kaszel i aż na myśl jak to musi ją boleć (kaszle aż wypluwa sobie resztki płuc) aż mam ciarki.
***
Co należy zrobić jak nie chce się oddać mężowi kluczyków do samochodu i chce się z nim podroczyć? Chowanie za sobą w jednej ręce nie sprawdza się, wrzucanie w spodnie też niezbyt udany pomysł bo szerokie nogawki… ale dzisiaj odkryłam nowy sposób – wrzucenie klucza do biustonosza. Zaskoczenie mężulka było tego warte…. hehehe a jak przyjemnie gdy go próbował wydostać (dodam że miałam dość obcisły golf)

Jak łatwo otworzyć się gdy czlowiekowi wydaje się że jest anonimowy. A przecież to nieprawda, wiele razy słyszałam o akcjach gdzie blogowicz napisał że się zabije a zaniepokojeni czytacze jego wpisu zawiadamiali policję. I co się okazywało? Że jednak anonimowość to taka nakładka na prawdziwe oblicze internetu, że jeśli ktoś się trochę na tym zna to może nas wyśledzić i użyć to co piszemy przeciwko nam.

Blogowicze mają tendencję do opisywania swoich uczuć i sytuacji bez nakładki obyczajowej, tak jak widzą to i odczuwają. Takie zupełne obnażenie się przed internetową społecznością pozwala spojrzeć na problem w szerszym zakresie ale też jest pewnym niebezpieczeństwem. Ludziom wydaje się, że anonimowość zapewnia im brak konsekwencji w stosunku do tego co piszą. To omam i nieprawda, bo znane są przypadki zwolnienia z pracy po odpowiednim wpisie na blogu czy facebooku. Nikt nie jest anonimowy a człowiek jest tak skonstuowany, że musi zawsze odczuwać świadomość że jego słowa niosą konsekwencje.
To nie bajka czy film SF gdzie możemy przenieść się w czasie i coś wykasować bądź usunąć. To nie twardy dysk gdzie zrobimy defragmentację i usuniemy niewygodne kawałki i szczątki zniszczonych plików. Nasze słowa mają pewną moc i od nas zależy jak ją wykorzystamy. Udawanie, że to co piszemy nie ma wpływu na rzeczywistość jest nieprawdziwe i może się odwrócić przeciwko nam.

Dzięki fikcyjnej anonimowości na internecie pojawia się coraz więcej bardzo intymnych wpisów, które w normalnym świecie mogłyby być zapisane tylko w pamiętniku chowanym pod łóżkiem. Teraz ludzie obnażają się zupełnie myśląc że to takie COOL bo mogę to z siebie wyrzucić i poczuć się lepiej. A potem jest lawina przerażenia bo zaczyna się nagonka na takiego blogowicza. Każdy ma prawo do pisania o czym chce ale jego moralność powinna postawić odpowiednie granice i ich nie przekraczać, aby być fair w stosunku do siebie i tych którzy mogą się natknąć na jego wpis.

Pewne rzeczy i przemyślenia powinno się zostawić na poziomie swojej głowy, bez pokazywania tego nazewnątrz. Być może przyjaciel czy przyjaciółka, współmałżonek czy najbliższa rodzina mogłyby to usłyszeć ale często właśnie powiedzenie takiej tajemnicy komuś bliskiem jest zbyt trudne do przeskoczenia. Unikajmy ekshibicjonizmu sieciowego bo to nie prowadzi do rozwiązania problemów ale do ich tworzenia. Zupelne otarcie się na drugiego OBCEGO człowieka powoduje, że siła przyjaźni i zaufania staje pod znakiem zapytania. Kiedyś do takich zwierzeń człowiek szukał kogoś mu bliskiego duchowo, teraz wystarczy nr IP oraz komputer.

Czy ktoś zastanawiał się w jaki sposób można przymocować na dobre kapcie na nogach dziecka? Bo na razie nie znaleźliśmy sposobu aby codziennie nie szukać zagninionych kapci. Kapcie Mateusza mają to do siebie że umieją się dodatkowo maskować na dywanie i zupełnie ich wtedy nie widać (czyt. zupełnie ich dzieci nie widzą).
Po generalnej naradzie zaproponowano następujące rozwiązania:
- przyklejenie kapci na kropelkę, minusem jest codzienne używanie rozpuszczalnika ale czego się nie robi dla dobra nauki
- przyszycie rzepów i czasowe przyczepianie butów – na razie nie rozwiązana zostaje opcja jak przyczepić rzep do nogi Mateusza (uwaga… za rozwiązanie można dostać NOBLA)
- użycie mechanizmu mocowania dla rękawiczek czyli buty na sznureczku przewleczonym przez nogawki
Trzecia opcja wydaje się być najciekawsza i najłatwiejsza do wykonania i nie wiem czemu moje dziecko z histerią zareagowało na moją propozycję. Ktoś może mi to wyjaśnić?

zimno mi

2 komentarzy

Nadeszła prawdziwa jesień. Wczoraj pojechaliśmy do parku i do lasu poza miasto i trochę wymarzliśmy mimo, że w sumie spędziliśmy na dworze może ze 30 minut. Tak czy owak pora roku weszła nam aż w kości i poczułam, że koniec, to juz nie przelewki.
Siedzę w pracy w wełnianym swetrze założonym na bluzę (ostatni krzyk mody jesienno-zimowej jeśli ktoś nie wie – czarna bluza a na nią różowy sweterek) i zastanawiam się czemu tak „ciągnie po nogach”. Jedyne o czym marzę to powrót do domu, szklanka herbaty z sokiem malinowym, ciepły koc (który nota bene ostatnio załatwiliśmy, bo Karola podczas prania zmieniła temperaturę na o 20 stopni wyższą i teraz mamy przepiękny zbity kocyk a nie puchatka) na nogi i fajny film melancholijny.
Marzenia marzenia a rzeczywistość jest taka, że do 21 nie ma spokoju, potem człowiek siada by się wyluzować, włącza TV i po 10 min oczka się same kleją. Ciekawe jak będzie dziś


  • RSS