anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2010

Jedziemy autem: Ja czyli Matka oraz dwóch 8 latków czyli mój pierworodny oraz jego kolega Mikołaj.
Rozmowy o tym co chłopacy zobaczyli w TV wczoraj zeszły na ptasią grypę (kurcze jeszcze coś o tym mówią? jestem zacofana chyba) a potem po chorobach jak po nitce do kłębka chłopcy płynnie zeszli na RAKA.
No i od czego pochodzi słowo RAK (mowa o chorobie)
- od tego że się raki też mają takie choroby i dlatego to się tak nazywa też u ludzi – wywnioskował Mikołaj
- eee nie. to od tego że się popatrzyło na raka i się rozchorował człowiek – skomentował Mateo
Po kolejnej wymianie zdań na temat pochodzenia słowa RAK matka wkroczyła do akcji i umiejętnie zmieniła temat.. ale ich teorie mnie po prostu rozwalają… skąd oni mają takie pomysły no skąd?
***
Przyjechała Babcia. Karolinka w łóżku i babcia czyta książkę. Koniec bajeczki więc babcia daje całuska i chce się z nią połozyć na chwilę. Na to córeczka mówi:
- Babciu ja cię bardzo lubię ale idź i zawołaj mamusię żeby przyszła, przyniosła mleczko i się ze mną położyła
***
W poniedziałek Karola miała przebite uszy. Mieliśmy trochę pietra ale dziecko nie dosyć że nic nie płakało, to jeszcze po przebiciu miało takiego rogala na ustach, że aż pani kosmetyczka skomentowała ten fakt. Potem było wyjście do sklepu żeby uzupełnić zapasy podczas którego:
- pani na mięsnym dowiedziała się, że Karola ma nowe kolczyki
- pani na kasach została poinformowana o błyszczących kolczykach
Następnego dnia z rana wszystkie panie łącznie z panią sprzątaczką wiedziały o tym, co karolina przeżywała dzień wcześniej.
***
Mateo w czwartek miał wypadek na basenie, zapomniał zabrać swojego klucza i wrócił biegiem po niego, na zakręcie się poślizgnął, najpierw guz z przodu, potem guz z tyłu no i utrata przytomności. Mąż przywiózł młodego który narzekał na ból głowy no ale przy takim guzie jaki mu urósł to nic dziwnego. Dostał przecibólowy środek i poszedł od razu spać. Rano pytam jak się czuje i słyszę, że coś go znowu boli, Maciek miał być w domu wiec była szybka decyzja, że młody też zostaje. Godzina 7:25 a Mateusz nagle oznajmia że on jednak chciałby iść do szkoły. Ciekawa zmiany jego decyzji dopytuję się o co KAMAN?
Na to słyszę:
- bo jak opowiem chłopakom że straciłem przytomność i mam dwa wielkie guzy to będzie dopiero COŚ!
No tak.. grunt to dobra historia do opowiadania. W poniedziałek guza nie było więc nie można było już szpanować.
Dzisiaj podczas jazdy samochodem (akcja RAK – patrz wyżej) Matusz licytował się z Mikołajem który mocniej walnął się w głowę a matka musiała tłumaczyć dzieciom, że jak ktoś straci przytomność to wcale nie przestaje oddychać, bo Mateusz już puścił wodze wyobraźni. No cóż, sama tą wyobraźnię mu wyhodowałam…. heehhe

Mateusz zadziwia mnie swoją jasnością myślenia. Wczoraj przyszedł do mnie z prośbą, żebyśmy przemyśleli dawanie mu kieszonkowego. Jego argumentacja? BANALNA – nie będziemy musieli mu kupować żadnych zabawek bo on sam na nie uzbiera.
To było Genialne zagranie w stosunku do Mężulka, pierworodny wiedział gdzie uderzyć i już wczoraj wniosek został pozytywnie rozpatrzony.
***
Mateusz ostatnio zwierzył mi się, że jego kolega podkochuje się w dziewczynie z klasy. Chciałam się dowiedzieć co takiego sobie mówią a Mati na to, że chłopak nie wiedział jak zwrócić uwagę tej dziewczynki. Ciągnąc dalej swoja wypowiedź zwierzył się, że poradził mu co należy zrobić. Chciałam z niego to wyciągnąć ale mi się nie udało, bo słowo klucz brzmiało: TO JEST TAJEMNICA.
Aż zaczynam się bać co mu poradził nasz synek. Nota bene rośnie drugie pokolenie i chłopak widać że ma dużą dawkę zrozumienia oraz empatii. Czy też będzie tym, komu przyjaciele i nie tylko będą się zwierzać prosząc o wsparcie i dobre słowo? Może założymy „Biuro porad i klepania po plecach – Anula i Pierwo-rodny” sp. z o.o.

Wracam dziś do domu i co widzę? mężulek umiera w sypialnii na problemy żoładkowe. Odbija mu się sałatą pekińską więc to ona została wyznaczona jako powód całego zamieszania. Rozgospodarowała dzieciaki i pojechałam do fryzjera żeby zrobić się na bóstwo przed wyjazdem integracyjnym. Siedzę u fryzjera i sms” kiedy będziesz? No więc prawie na skrzydłach (przechodząc przez mój ulubiony sklep po drodze) wracam do domu.
Co zastaję? Dzieciaki nieumyte, głodne czekają na matkę. Ojciec umiera pod kołdrą w pokoju Karoli. Podchodzę i pytam:
- żyjesz?
- yhm..
- co cię boli?
- yhm…
- masz gorączkę?
- yhm
- czujesz się gorzej?
- yhm
Rozmowa wyjątkowo nam się kleiła, mężulek nawet nie raczył podnieść powieki (no bo jak udawać chorobę to na całego) gdy przerwana została przez telefon. I co zrobił mężulek? Wstał, odebrał telefon, poszedł do sypialni, włączył komputer i przez 20 min dywagował z kolegą na temat jego problemów z internetem.
I cała mistyfikacja się wydała, okazało się że ból brzucha może i jest ale jak już raz mężulek wstał to nie dałam mu się położyć tak łatwo – teraz ogląda TV i wszystko jest OK. a co  było pół godziny temu, no co?

Zawsze mi się wydawało, że jeśli już raz przeszłam bunt dziecka (począwszy od 3 latka) to przy kolejnym będzie mi o wiele łatwiej. I tu tkwi BŁĄD w rozumowaniu! Kolejne dziecko to kolejna zagadka do rozwiązania. Nie ma tutaj opcji WYŁĄCZ lub RESTART. Co prawda twardy restart można zawsze zrobić ale przecież nie o to tutaj chodzi prawda?
Ostatnio Karolina robi nam awantury o każdą rzecz. Dla przykładu podam jak wyglada rozpoczęcie naszego dnia:
- budzenie dzieci – Karola buczy że chce spać
- kolejne budzenie, tym razem tylko Karoli, która buczy że światło jej świeci po oczach
- Karolina siedzi na łóżku i nagle zauważa przygotowane ubranie – i awantura że nie chce tej spódnicy tylko inną.
- mama daje możliwość wyboru spódnicy ale reszta ubioru zostaje taka sama. I tu zaczyna się problem bo Karola tuż przed wyjściem do przedszkola zauważa, że bluzka też nie pasuje do spódnicy więc przydałoby się ją zmienić.
- śniadanie i kolejny problem, że nie ma: takiej bułeczki jaką Karolina lubi / takiego dżemu jaki Karolina lubi lub mitelji (czyt. nutella) której wredna matka nie chce dać na śniadanie.
o reszcie dnia przed wyjściem nawet nie wspomnę bo o 7:30 z przyjemnością ostatnio idę do pracy – tam nie ma dzieciaków, którym cały świat nastąpił na odcisk (są tylko wredni dorośli).

Dwa dni temu Karolinka zwierzyła się mamusi, że chciałaby mieć małego dzidziusia w domu. Mama na to, że musi jeszcze poczekać, bo jest za mała, żeby urodzić maluszka. Na to rezolutne dziecko ustaliło kto może się tym zająć w jej imieniu:
- w pierwszej kolejności było pytanie do mamy, czy może urodzić dzidziusia. Mamie opadła szczęka co córa chyba zauważyła bo przeszła do punktu drugiego i oznajmiła, że
- wobec powyższego to ona pomodli się żeby wujek Tomek (dodam że jeszcze nieżonaty… hehehe) postarał się o dzidziusia.
Wujek Tomek zareagował bardzo nerwowo na doniesienia o modlitwie i poprosił o przesunięcie jej w czasie.

Mateusz dzielnie ćwiczy czytanie. Oczywiście przed każdym procesem rozpoczynającym czytanie któremuś z rozdzicieli jest znany tekst:
A czemu tak dużo? A tu są trudne słowa? a jak poczytam to będę mógł pograć na komórce?
A potem do dzieła… po kilku tygodniach męczenia widać mniejszy opór i całkiem nieźle mu idzie. Z niecierpliwością czekam na moment aż sam zacznie czytać. Już teraz czasami czyta Karolinie bajeczki co mnie baaardzo baaaardzo cieszy. Z drugiej strony lubię z nim siedzieć i rozmawiać o faunie czy florze czy też zjawiskach z naszego świata. Na przykład dzisiaj mieliśmy lekcję biologii i krótkie wprowadzenie do kodu DNA i jego powiązań między rodzicami a dziećmi. Oczywiście muszę dodać, że Mateusz ma swoją wizję każdej teorii bez wysłuchania najpierw jej podstaw więc sprawę załatwiamy następująco:
- Mati głowi swoją rewolucyjną teorię opartą na zasłyszanych elementach + Rodzina Pytalskich (ma cąłkiem niezłą pamięć jeśli o to chodzi)
- matka wygłasza ogólnie przyjętą teorię
- oboje próbujemy przekonać stronę o swojej racji
- Mati ugina się i przyjmuje na ładne oczy, że mama ma rację (z bólem serca przyznaje że nie jest w stanie jej przekonać)
PS. Matka obawia się że w takim tempie za 2-3 lata zostanie przegłosowana na forum rodzinnym i jej teorie oraz wiedza zostaną zlinczowane.

Ostatnio staramy bawić się matematyką oraz tym co ona oferuje. Dzięki Auchan i wyprzedażom staliśmy się dumnymi posiadaczami różnego rodzaju książek z zagadkami oraz zadaniami logicznymi a także wiedzą matematyczną przystosowaną do jego poziomu. Teraz nasze wieczory to dyskusja nad tym, skąd wiemy że PITAGORAS naprawdę żył i dlaczego liczby arabskie nie są zwane indyjskimi. Mam tylko nadzieję, że nauczycielka nie wyklnie mnie za to, że młody przynosi co chwilę takie ciekawostki do szkoły, bo znając jego od razu się pewnie nimi dzieli na zajęciach.


  • RSS