Kolejna rodzina z naszych znajomych przeprowadza się do swojego własnego domu. Zostaliśmy tylko my, rodzinka 4 osobowa w 3 osobowym mieszkaniu. Trochę mnie to dotknęło, pomyślałam, że fajnei by było mieć własny ogródek i dużą kuchnię z wielkim stołem.
Z drugiej strony nie chcę być niewolnikiem domu, nie mam tyle kasy aby na spokojnie sobie tam mieszkać nei martwiąc się o to, czy jak zacznie przeciekać dach to czy będę mieć kasę aby go naprawić. Bo czy o to chodzi wew własnym domu?
Nie chcę zaliczać się do grupy ludzi dla których wyznacznikiem sukcesu w ŻYCIU jest to ile plaż zaliczyliśmy w ciągu roku i jak duży mam ogród. Ten czas poświęcony pewnie na ogród i dom wolę spędzić z dziećmi na rowerach lub na innej rozrywce. Z jednej strony tęsknota do czegoś do czego wszyscy dążą a z drugiej glos rozsądku że nie jest mi to teraz potrzebne do szczęścia bo mam fajną rodzinkę i cudownego męża (który czasami jest nieźle wkurzający). Czy trzeba mi coś więcej?
Dzięki temu nie czuję się ograniczona przez rzeczy materialne, to one mają mi służyć a nie ja nim.
***
Karolina ostatnio zaproponowała nową zabawę – w KOSMIMITKĘ. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi ale po chwili zajarzyłam, że bawimy się w kosmetyczkę. Od dziś nie mamy KANINII tylko KOSMIMITKĘ.
***
Nasza córa umie urobić wszystkich. Ostatnio wieczorem przybiegła z zapytaniem czy może położyć się na chwilę z Mateuszem na górze na jego łóżku bo:
- to jest jej ulubiony braciszek i ona bardzo prosi – please please please
Pozwoliłam, po 10 min słyszę jak się oboje chichrają tak że aż łóżko skrzypi. No i musiałam rozdzielić ulubionego braciszka i kochaną ale dokuczającą siostrzyczkę.