anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010

Czasami prawie nic a często malutkie rzeczy które powodują, że nasze życie robi się kolorowsze.
Dziś na przykład był to slima który próbował mi włamać się do garażu i ukraść samochód. Dobrze że go dorwałam jak próbował uchylić drzwi by się wśligznąć do środka i je wybić wyjeżdżając naszym bolidkiem.
Te ślimaki naprawdę mają tupet.
***
Karola ostatnio zaprosiła stado mrówek na nasz balkon zostawiając im kawałki jabłek na podłodze. Dobrze że następnego dnia je zauważyłam bo koledzy mrówki się już skrzyknęli i pewnie na swoim mrówkowym portalu umieścili ogłoszenie o darmowym ŻARCIU na balkonie Anuli.

Kolejny festyn zaliczony z loterią fantową. Tym razem dziecko moje nie uszczęśliwiło mnie stadem świetlików maskotek (ostatnio dorobiliśmy się aż 4 dorodnych wypasionych sztuk wielkości 3cm każda) lecz … KOSIARKĄ! Szkoda tylko że do kosiarki nie dają darmowego metra kwadratowego chodniczka do koszenia. Co prawda kolega zaproponował, że nam za darmo posadzi trawę z rolki na balkonie ale jak weźmiemy od niego nawodnienie więc balkon z wysokości 2m skurczyłby się do 1,5m. No nie wiem czy to taka atrakcja dla mnie.. chyba się nie skuszę.
Ostatecznie mogę sobie taką trawę z rolki rozłożyć przed balkonem, skosić raz na tydzień i ją spowrotem zrolować stawiając w kącie balkonu. Hm… propozycja niczego sobie.

Planowaliśmy miły piątkowy wieczór Ja i mężulek… dzieciaki właśnie zmęczone zbierały się spać i wystarczyła jedna sekunda a sytuacja diametralnie się zmieniła. Zamiast tego mam bardzo pobudzone dzieciaki + 1l oliwy na podłodze kuchni + pod szafkami.
Wylałam już wszystkie możliwe NEUTRALIZATORY i poważnie zastanawiałam się nad zlizywaniem oliwy z podłogi (w końcu godzinę wcześniej ją myłam !) a w chwili obecnej mam piękną ślizgawkę w kuchni i dzieci które staną na głowie, żeby tylko matka nie była na nie zła.

Zaczynam zastanawiać się czy w takiej sytuacji nie wymóc na Karoli jakiejś obietnicy typu: Będziesz zawsze nas słuchać! lub Przed 16tką nie pojadę pod namioty z chłopakiem! tylko jak tu uzyskać dowód żeby za 10 lat pomachać jej przed oczami jak właśnie sprzedaliśmy kamerę? Hm… opcja nagrywania na komórkę wchodzi w grę ale tam tylko 20 sekund się nagrywa więc musimy przećwiczyć kilka razy czy mieścimy się w czasie.

Ech.. wracam do kolejnego naoliwiania podłogi – moje kafelki przeszły
lifting najnowszej mody. Jedyny plus z tego że jak nam zaleje kuchnię
(woda musiałaby pewnie podnieść się o jakieś 10m) to wodę będziemy
zbierać w kropelkach a nie wiadrach tak ładnie się po naoliwionej
powierzchni skropli.
Wniosek: piątkowy wieczór + zmęczone dziecko + oliwa na półce poniżej 2m = ślizgawka kuchni / lifting kafelków

No a z miłego wieczoru nici bo zdążyłam się już pokłócić z mężem o pierdołę typu a tej szafki to wyżej nie idzie podnieść?
Update: Teraz to nawet lekarstwo za głośno żuję (tabletki Tantum Verde są FE) w opini mężulka
   

Karola rośnie na małą kobietkę i zaczyna mieć fochy ala paniusia. Otóż zawsze jej marzeniem było spać na górnym łóżku u Mateusza. W skutek choroby Mateo musiał zejść na dolne łóżko (niezbyt się miło haftuje z wysokości 2m) więc Karola została przeniesiona na górę. I tak jak jeszcze parę dni temu było jęczenie że ona chce na górę tak na górze okazało się że córa chce NA DÓŁ!
Miałczenie kota w czasie rui to nic co młoda odstawiła pierwszej nocy. Nawet próba położenia się z nią na chwilę nie zdała rezultatu za to spowodowała panikę w oczach młodego który leżał na dole i widział jak się ugina łóżko (no niby to wersja dla dorosłych ale trochę miałam obaw żeby wejść na górę).
***
Deszcze i niepogoda spowodowały stan depresyjny u części społeczeństwa. Widzę jak rano wychodzą na chodniki i niewidzącym wzrokiem ograniają okolice, widzę ja snują się po ulicach licząc na to, że nikt ich nie rozjedzie lub uszkodzi. Trzeba niezłej finezji, żeby w czasie drogi do pracy nie mieć wypadku i kogoś na sumieniu ale co człowiek może zrobić na pojawiającą się nutę depresyjną w społeczeństwie ślimaczym?

Moje dzieciństwo było kolorowe i piękne choć bez markowych ciuchów czy gumy do żucia DONALD.
Nikt jednak mi nie zabierze wspomnień takich jak:
- zbieranie skrzeku na pobliskim jeziorze i hodowanie kijanek w domu
- zbieranie zaskrońców z ulicy w czasie lęgu aby nikt ich nie przejechał
- chodzenie z koszykiem na żaby (i przyprawianie w ten sposób babci o stan przedzawałowy)
- hodowla raków w słoikach
- reanimacja nietoperzy które się zaplątały w sieci
- jedzenie ziemniaków, które babcia ugotowała dla świnek – były NAJLEPSZE na świecie!
- spanie z kotami w sianie
- zabieranie żywych myszy kotom i próba ich reanimacji (zazwyczaj niestety nieskuteczna ale dzięki temu babcia w domu miała myszy)
i wiele wiele innych świetnych historii które opowiadam moim dzieciom.
NIEWIELE a może AŻ TYLE?

Poranek przed pracą. Tradycyjny szybki make-up. Dzieciaki obok z zaciekawieniem podpatrują.
Córa podaje mi tusz do rzęs (no bo jest w różowej tubce) żebym go użyła na co ja jej tłumaczę że na codzień nie tego nie stosuję.
Mati tylko spuentował:
- To dobrze, bo ty nie potrzebujesz takich NARKOTYKÓW.
******
Ostatnio Karolina i Mateusz prowadzą cięte dysputy na temat tego, do kogo należy brzuch mamy. Karola twierdzi że, ona była w brzuszku Mamy a Mateusz w brzuszku Taty i nie ma innej opcji, natomiast Pierworodny próbuje przekonywać ja (na razie bez skutku) że jej wizja jest lekko skrzywiona bo oboje byli w brzuszku Mamy. No ale dla Karoli określenie WCZEŚNIEJ-PÓŻNIEJ jest nie do przełknięcia, no bo jeśli Mati był w brzuchu Mamy to GDZIE U LICHA BYŁA ONA?

Syn poważnie pyta się mnie dziś wieczorem:
- mamo… a czemu ty nie mówisz do mnie MORDO TY MOJA?
Mamie zabrakło słów
***
Goście się zbierają do wyjścia, całusy dla Karoliny, pożegnanie Mateusza, Karola na niby żegna się też z bratem na co on mówi:
- Karola, możesz z nimi jechać.
Ot łaskawy brat… pozbędzie się niepotrzebnego balastu z pokoju i wyjca osiedlowego
***
W piątek córa zakomunikowała ze włożyła sobie koralika do nosa. Kosztowało nas to wyjazd na pogotowie, potem szpital, 2,5h czekania i koralik w gaziku. A najśmieszniejsze jest to że na dzień dziecka kupiłam córce cały ZESTAW KORALIKÓW do nawlekania. Teraz muszę iść dokupić sprzęt dodatkowy czyli zatyczki do nosa i uszu aby mogła się tym bawić

Wczoraj jak to zazwyczaj wracałam rowerem do domu. Teraz jeżdżę już TYLKO po ulicach żeby nie było że łamię przepisy. No więc jadę sobie spokojnie a tu nagle z tyłu słyszę jakieś śmiechy i dokładnie w tej samej sekundzie jakiś głupek walnął mnie otwartą dłonią w plecy.
Hi hi hi.. wykrzykując coś i śmiejąc się na głos 4 chłopaków odjechało w nówce Mercedesie. Ja z wrażenia straciłam równowagę i niedużo by brakowało a zaliczyłabym upadek na ulicy gdzie za mną jechał kolejny samochód.
Stanęłam żeby się uspokoić bo totalnie się trzęsłam, w końcu mało co a miałabym kolejny wypadek z powodu głupich chłopakó ok 18 lat w super bryce którzy sobie robią jaja z rowerzysty.
Najgorsze jest to, że wcześniej jeśli już miałam taki wypadki to tylko że ktoś mi krzyknął coś nad uchem jadąc blisko mojego roweru a pierwszy raz zdarzyło mi się, że ktoś mnie po prostu walnął.
Nie mogłam uspokoić nerwów przez jakiś 15 min, na ustach miałam wszystkie możliwe przekleństwa które zasłyszałam w swoim życiu i po raz pierwszy byłam w stanie je komuś wykrzyczeć w twarz gdybym tylko miała daną taką szansę.

Jedyny plus sytuacji jest taki że aktualnie moja baza przekleństw w wersji polskiej i angielskiej wzbogaciła się o kilka pikantnych kawałków

Młody wdał się w bójkę w szkole. Odpowiednia uwaga znalazła się w dzienniczku na co rodzice zadali po jednym pytaniu:
- o co poszło – spytała Matka
- kto wygrał – spytał Ojciec
Ot mała różnica w podchodzeniu do sprawy

Wyszło że trzeba młodemu kupić drugi dzienniczek bo informacje od pani wychowawczyni zaczynają zajmować więcej niż przewidziane ustawowo miejsce.
W zeszłym tygodniu młody nie słuchał się na wycieczce i wrzucał kamienie do sadzawek (przez co pewnie potem ryby musiały iść na kurację antydepresyjną za grube pieniądze), dzisiaj podobno rozwalił szafkę (aż boję się pytać ile mnie to będzie kosztował) bo kolega go popchnął a on uderzył w szafkę łokciem (chyba mam dziecko z żelaznymi łokciami ot co).

Pani zamiast wymyślać kary wpadła na dziki pomysł, ze Mati ma pomóc rodzicom w pracach domowych a my mamy napisać jak mu poszło. No i dostał dziś swoje zadanie – pozmiatanie klatki schodowej (jednego piętra) 2x w tym tygodniu. Widzielibyście ten uwiąd nóg przy odczytywaniu wyroku… spokojnie mógłby udawać zawał serca bądź wylew do mózgu z jednoczesnym atakiem rzucawki pospolitej. Brakowało tylko piany na ustach ale że język nasz młody ma niewyparzony usłyszeliśmy swoje wszystkie grzechy ostatnich lat. Czekałam tylko aż mi rzuci, że on musi jeść rano kanapkę z wędliną a Karola nie….
***
Dodatkowo pani wymyśliła ciekawy system odpracowywania błędów. Jeśli zabierze dziecku jakąś zabawkę w czasie zajęć to musi ono wykupić fanta. Każde dziecko ma coś innego wymyślone, Matiemu skapnęło się robienie kwiatów (fuj fuj… on chłopak i kwiaty fuj fuj) z origami. Chłopak myślał, że szybko zaliczy ten punkt programu a tu okazało się ze trafił na ciężką materię w postaci białej kartki papieru. Pierwszy kwiat wymęczony tak że można z niego spokojnie od razu ściągać wszelkie odciski jego palców. Cała kartka papieru na to poszła na co młody wymyślił, że pójdzie na latwiznę i z kolejnej kartki zrobi już dwa kwiaty.
Taaaa, drugi i trzeci kwiat były już lepsze ale młody poszedł dalej w kierunku minimalizacji kwiatka licząc że im mniejszy tym będzie łatwiej. No i tu było zdziwienie gdy okazało się że najmniejszy kwiatek zajął więcej czasu niż te pierwsze. W sumie dobrze spędzone półtorej godziny przy akompaniamencie tupania i rzucania się na prawo i lewo że cytuję – TO NIE FAIR.
***
uffff… chyba wystarczy mi matkowania na dziś.


  • RSS