anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2010

Wczoraj zostawiłam w samochodzie butelkę z wodą mineralną. Gdy wróciłam po pracy i chciałam się jej napić odkryłam, że ZA DARMO mam wodę o temperaturze idealnej do zalania zielonej herbaty. To się nazywa oszczędność

Ostatnie tygodnie były dość zakręcone – prawie jak lody włoskie z automatu – więc trudno było się skupić na ich nie lizaniu (tylko pisaniu bloga). No więc chyba wystarczy lizania i należy zrobić update tego co się w życiu Anulii działo…a działo się działo…

Pierworodny zakończył klasę pierwszą i jako jeden z pięciu uczniów został wyróżniony. Po ilości uwag w dzienniczku oraz ilości zarekwirowanych Bakuganów (którym potem niestety ktoś pomógł przenieść się do innego wymiaru) nigdy bym tego nie podejrzewala stąd nawet większa moja radość.

Odbyły się urodziny Mateo. Takiej zgrai chłopaków jeszcze u nas w domu nie było a że tato włączył playstation i chłopaki pograli sobie w MAUPKI okazały się być to najlepsze urodziny naszego dziecka. W następnym tygodniu każdy z chłopaków obowiązkowo odwiedzał Mateusza chyba licząc na powtórkę z Playstation a tu yyyyyyyy!!! błąd w rozumowaniu. Aha.. jeśli dziecko ci mówi że chce tort to wcale nie ma na myśli tortu tylko ewentualnie nutellę bo tort urodzinowy potem jedli wszyscy naokoło prócz tych najbardziej zainteresowanych.

Karolinka ma nową psiapsiółeczkę Zosię, której mama zaprosiła nas na weeekend nad jeziorem do ich domku. Ale wiecie. to nie było zaproszenie typu
- Hey.. co robicie w weekend? może pojedziecie z nami nad jezioro
ale dokładnie takie:
- hey, własnie wyjeżdżam z miasta, co robicie dziś? może się spakujesz i przyjedziesz do nas?

Taaa.. po prostu z grubej rury i za to tę dziewczynę chyba lubię. Dzięki temu spędziłam dzień w lesie nad jeziorem a rano gdy się pakowałam moja córa mi powiedziala:
- Mamo, kiedy już pojedziesz?
Nie sądziłam, że tak szybko zaczną się takie odzywki, myślałam że dopiero nastolatki tak gadają a moja 3,5 letnia córa wyprowadziła mnie z błędu.

Dziś pytam się córki czy idziemy kupić owoce. Na to ona mówi:
- tak idziemy po te… no jak one się nazywają… aaa wiśnie
- nie wiśnie tylko czereśnie - tłumaczę jej.
Na co ona odpowiada rezolutnie (grunt to umieć uciec z tematu który ci nie odpowiada)
- a w naszym przeszkolu jest ciocia kucharka która ma na imię yyyyy CZEŚNIA.
No i wróciliśmy do bezpiecznych tematów dla mojej córeczki.

Moi mężczyźni pojechali na męski spływ kajakowy Ojciec+Syn. Mateo dzwoni codziennie z nowościami typu: siedzę do 11 w nocy, mieliśmy wojnę na szyszki, jednemu 9 latkowi tak walnęła piłka, że się poryczał a taki duży. Dziś natomiast oznamił że łowił ryby na larwy much i sam musiał je znajdować. Dumny był z tego jak nie wiem co…. a potem dowiedziałam się od mężulka że dziś dzień „uciekającego białka” czyli jedzą tylko to co złapią. Mam nadzieję, że młodemu nie przyjdzie na myśl sprawdzić czy dżdżownice równie smacznie smakują jak kwaśne żelki Haribo. Chłopaki mają już plany na organizowanie takich spływów dla naszych znajomych więc chyba im się dość podoba.


  • RSS