anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2010

Rano, przygotowania do wyjścia. Informuję Karolę, że dzisiaj ją odbioręz przedszkola, ale pewnie nieco później niż normalnie robiłby to tato.
Karola na to rezolutnie:
- Mamiś, to powiedz swojemu szefowi albo…. (tu chwila zastanowienia) szefci że masz mnie odebrać zaraz po obiadku!
Ciekawe czy szefci spodoba się jej nowe przezwisko
****
Droga do przedszkola, jedziemy samochodem. Pytam się Karolinki:
- Czy wczoraj wychodziliście na spacer?
Na co rezolutna córa odpowiada pytaniem:
- Nie, a czy wy wychodzicie z pracy na spacer?
A ja już oczami wyobraźni widzę jak szef formuje z nas pary, zjeżdżamy windą i wychodzimy grzecznie na półgodzinną przerwę na lunch. Mogłoby być ciekawie. Podoba mi się wizja pracy mojej córci

Poniedziałek godziny południowe. Za 4 h wyjeżdżamy spowrotem do domu, więc postanowiłam zrobić jeszcze ostatnie zakupy. Wyciągnęłam brata plus moje szkraby oraz oczywiście mężulka (nie bylo łatwo całość namówić, bo zimno było że hej). Idziemy sobie do centrum przez ogródki działkowe, dzieciaki skaczą wokół mojego brata a ja cieszę się, że cały wyjazd obył się bez jakichkolwiek większych ofiar w zabawkach, ubraniach i sprzęcie.
Mój pierworodny zobaczył piękną dziurę w ścieżce i wpadł na genialny pomysł, aby pobiec do niej i wskoczyć jedną nogą.
Usłyszeliśmy wielkie PLUM a potem zobaczyłam nogę Matiego brudną od mokrego błota aż po kolano. Mężulek szybko zabrał syna do domu (widzieliście kiedyś kuśtykającego psa ktory zjadł komuś kiełbasę? – tak właśnie wyglądał mój syn) i dziw mnie bierze, że się nie pochorował idąc 10 min w całkowicie mokrym bucie.

PS – dziś oficjalnie zakończyłam suszenie buta. Chyba nie spiszemy go na straty. Młody zachwycony powrotem do traperów bo w adidasach czuł się jak na łyżwach. Życie jednak bywa piękne.

Wczoraj odwiedził nas Gwiazdor – tzn Mikołaj ale z racji lokalnej przynależności społecznej poprawność polityczna nakazuje go tak nazywać. Dzieciaki nie mogły się go doczekać, Mati wiedział już kto to jest natomiast Karolina zupełnie nieświadoma oczekiwała prawdziwego Mikołaja. Oczywiście troskliwy braciszek nakręcił siostrę mówiąc że widział jak Mikołaj ląduje saniami na dachu sąsiedniego budynku, więc córa głośno zastanawiała się jak taki dziadek przejdzie przez komin. Koniec końców pojawił się Mikołaj, prezenty przyniósł a dzieci szczęśliwe zajęły się swoimi nowymi zabawkami. 

Późnym wieczorkiem, kiedy to już była pora spania Karolina poszła  do drugiego pokoju ze swoimi lalkami i bawiła się sama w dom (w tym samym czasie Mateusz ze swoim wujkiem „rąbali” w Settlersów – nowy nabytek pierworodnego). Po jakiś 10 min przyszłam sprawdzić co robi moja córa bo było tutaj dość cicho – cóż zastałam? 
Obrazek jakby z kosmosu – Karola siedzi przy kompie, włączyła sobie przeglądarkę a na niej Youtube i przegląda sobie rosyjskojęzyczne piosenki. A jak mnie zobaczyła, spłoszyła się lekko po czym z uśmiechem na ustach powiedziała:
- Mamuś, ja już wiem jak włączać dziewczyńskie piosenki !(tzn śpiewane przez dziewczyny dla dziewczyn czyli sporo różu itd).
Matka dostała ataku śmiechu i musiała się ewakuować a wujek ze zdziwieniem zastanawiał się jak jego siostrzenica dokopała się do takich piosenek nie umiejąc pisać.
Na koniec okazało się że prócz przeglądarki otwarte były dodatkowo ustawienia systemowe, klawiatura, usuwanie programów i takie tam. Ciekawe bo by było gdyby Karolina „dokopała” się do formatowania dysku. W takim momencie mina wujka T  byłaby po prostu bezcenna.

W tym roku sobie maksymalnie sobie dołożyliśmy z adwentowymi postanowieniami. Po prostu ustaliliśmy ze nie oglądamy TV. No ale może powiem jak doszłam do takiego postanowienia: w pierwszy dzień adwentu mój mężulek przyszedł do mnie i zaproponował takie postanowienie. Jak prawdziwa kobieta od razu byłam na nie i rozpoczął się czas przekonywania mnie do tej absurdalnie głupiej rzeczy (tak na pierwszy rzut oka). Wieczorem byłam już „urobiona” i nawet zaczęło mi się to podobać. A oto moje wrażenia po prawie całym adwencie:
- wcale nie mam więcej czasu, wręcz wydaje mi się że mam go mniej (naukowo jeszcze tego nie próbowałam udowodnić ale może kiedyś… może)
- wcale nie brakuje mi filmów (w sumie to chyba tego się obawiałam, że w sobotę wieczorkiem będę chciala sobie pooglądać jakiś fajowy film a tu nic – żadnych tęsknot)
- brakuje mi za to wspólnie spędzanego czasu – no wiecie sami… oglądanie fajnego filmu będąc wtulonym w męża to coś co my kobietki lubimy naprawdę bardzo, bardzo, bardzo..
- dochodzę do wniosku że nagrywanie nowego serialu jest bez sensu – to co się w nim dzieje wirtualnie rozgrywa się na papierze gazety telewizyjnej bo po raz kolejny odchaczam nagranie odcinka, wczoraj drastycznie skasowałam jakieś nowe seriale uznając że nie będzie mi się chciało do nich sięgać jak nie będzie już szlabanu na TV
Świat potrafi być piękny bez TV ale jeśli ktoś umie z tego dobrodziejstwa korzystać to może być to przyjemna rozrywka. I tu dodaję: JA NAPRAWDĘ UMIEM!

Karola może spokojnie pracować w sprzedaży. W piątek mój mężulek dostał telefon od pani przedszkolanki, która z lekkim niepokojem spytała:
- Panie M… Pańska córka Karolina przekonała wszystkie panie w przedszkolu, że tato zapisał ją na tańce. Sprawdzam tylko kontrolnie czy to prawda.
Sprostowanie: MY jej nie zapisaliśmy na tańce!
Po południu już w domu córa przyszła do taty i powiedziała z grobową miną:
- Tato, musimy poważnie porozmawiać.
Myślałam że takie teksty słyszy się dopiero od nastolatek / nastolatków ale widzę, że muszę swoją wiedzę lekko rozszerzyć.
***
Dzisiejszy dzień należał do tych z serii ciężkich. Dzieciaki od rana jęczały o każdą duperelkę więc ok godziny 16 nam już lekko puszczały nerwy. Wieczorem Mati wyciągnął klocki Lego ale nie chciał się bawić razem z Karolą więc ona odstawiła teatrzyk z rykiem i wyciem. Mati powiedział, że się z nią pobawi jak się uspokoi ale ta wyła coraz głośniej.
Zawołałam córę do kuchni próbując załagodzić sytuację i ją trochę uspokoić. Mówię jej żeby otarła łzy i zaczęła się uśmiechać to Mati się z nią będzie bawił na co ona:
- ale ja nie umiem tak od razu… nie umiem tak sama przestać… nie wiem który numer uśmiechu!
Musiałam się opanować żeby nie parsknąć i z poważną miną odpowiedziałam:
- uśmiech numer 5.
i tu przypis – mamy takie powiedzonko przy marudach że chcemy zobaczyć dawne dziecko które uśmiecha się uśmiechem numer 5.
***
Poniedziałkowy UPDATE:
Idziemy wszyscy do garażu a ja konspiracyjnie szepcę mężowi (częściowo z angielskimi słówkami żeby Karola nie zrozumiała):
- będziesz pamiętać żeby spytać się o te DANCE CLASSES?
Na co Karolinka:
- Tatuś, pamiętaj żeby mnie zapisać na lekcje tańca.
Jak mężulek odbierał córę z przeszkola ta rezolutnie od razu wywołała go do „tablicy” pytając czy ją zapisał. TO BYŁA NAPRAWDĘ WAŻNA SPRAWA.


  • RSS