anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2011

W piątek obiecałam sobie że przyjadę do domu jak tylko da się szybko. Ale jednak się nie dało… czemu? Zaraz wyjaśnię.
Zaraz po pracy wskoczyłam do tramwaju (jak zwykle przechodząc nie pod rondem ale wcześniej na skróty ulicą – nie rozumiem czemu nikt tam nie chce dać pasów) i dojechałam do miejsca gdzie miałam zaparkowany samochód. Dla tych którzy nie znają mojego miasta powiem tylko tyle – zaparkowanie auta w centrum gdzie tylko dwie uliczki jednokierunkowe są bezpłatne graniczy z cudem i potrafi nieźle napsuć rano humor. No więc dochodzę  do auta i co widzę? wielką kolubrynę z napisem TNT stojącą centralnie wzdłuż parkingu przy moim aucie. Czekam i czekam i nic… facet z TNT nie przychodzi bo po co, jeśli włączone ma światła alarmowe.
Wkurzyłam się i postanowiłam wykorzystać czas zamiast tutaj bezproduktywnie kwitnąć lub udawać, że czegoś słucham w aucie i poszłam kupić wędliny. Po chwili wracam szczęśliwa, że w oddali już nie widzę ciężarówki TNT. Moja radość jednak rozprysła się o porysowaną blachę kolejnego zawalidrogi, który wykorzystał puste miejsce po cięzarówce i stanął sobie dokładnie tak samo.
Kurcze… ludziska! Ale mi się ciśnienie podniosło (dobrze że mój zegarek mierzy tylko ciśnienie atmosferyczne bo mu by zabrakło skali na 100%). Nie dosyć że straciłam ponad 20 minut to okazuje się, że stanie wzdłuż ulicy, zaraz za zakrętem z głównej ulicy dwupasmowej jest głównym zajęciem polaków w piątkowe popoludnie.
Pomyślałam sobie (przepraszam za cytat ale mnie wtedy poniosło):
- Nie daruję gnojkowi, idę po policję!

Policja widziałam przy sklepie mięsnym więc w te pędy biegnę spowrotem, żeby ich dorwać i nakablować na tego zawalidrogę. Niestety chyba był dzień dobroci dla gnojków, bo policja chwilę wcześniej się zwinęła i zostawiła mnie z tym wszystkim na środku ryneczku.
No nic – myślę sobie – trzeba sprawdzić czy na tych 10 cm po obu stronach samochodu dam radę jakoś wyjechać nie stukając oczywiście tego zdechlaka z rozwaloną i pordzewiałą karoserią (ale na światlach awaryjnych – mój dzisiejszy postulat to PRECZ AWARYJNYM ŚWIATŁOM).
Koniec końców wyjechałam choć zajęło mi to nie wiem ile czasu, na koniec aż byłam zziajana od machania kierownicą (czy ja wydziwiam, czy rzeczywiście wspomaganie kierownicy działa tylko wtedy, gdy nie trzeba manewrować?). Ale dałam radę i do domu spóźniłam się tylko 40 minut. Dzięki dwóm kierowcom, którym teraz na forum internetowym bardzo dziękuję za umożliwienie mi przypomnienia sobie zasad manewrowania samochodem.
***
W ramach nowości to okazuje się, że można zarazić się ospą nawet 4 dni po tym jak wszystko zaschnie. Nie wierzycie? Mój brat może poświadczyć! Nawet nie wiecie jaki jest zadowolony, że wygląda tak, jakby nalożył sobie na twarz maseczkę błotną. Powiem szczerze że boję się odbierać pocztę, bo jeśli w chwili słabości (czyli teraz) mi wyśle jakąś niespodziankę w ramach podziękowań?

Dzieciaki niby podobne a różne co wychodzi w codziennym życiu:
Jak krzyknę z drugiego pokoju, że koniec bajki, to Karolna odchodzi od TV, Mateusz jest tak zafascynowany nawet reklamami, że nie odpuści nawet 5 sekund. Karolina potrafi zawołać do mnie:
- Już się skończyło Mamiś!
Natomiast Mateusz będzie udawał, że zupełnie zapomniał nas o tym powiadomić.
To samo przy grach: Mateusz gra mimo naszych próśb o wyłączenie komputera stosując taktykę:
- Mamuś, ostatnia gra, już kończę..
Po czym oczywiście kończy dopiero wtedy, gdy nad nim staniemy i przypomnimy o wcześniejszej rozmowie.
Karolina za to jest inna, jak usłyszy, że to ostatnia gra, to po paru minutach głośno krzyczy:
- Mamiś skończyłam!
Jedynie podejście do sprzątania mają podobne (jak zresztą chyba 90% dzieciaków) czyli mamy „żałobę w rodzinie” a tyle ile rodziciele się nasłuchają na temat wyzysku dzieci i tego, że bolą ich głowy, nogi, ręce, serce i Bóg wie co jeszcze, że powinni być odznaczeni najwyższym medalem za odwagę na polu walki. Bo życie z dziećmi, które ciągle idą pod prąd rodzicielskiego wychowania to ciągła walka.
***
Kolejny przykład z naszego codziennego życia czyli posiłki.
Oboje mają tendencję do podpierania się przy stole – ciekawe jest to, że nikt prócz nich tego nie robi więc skąd mają ten nawyk? Przedszkole? Tak czy owak mimo ciągłego przypominania wystarczy spuścić ich z oczu na 10 min a co zastaniesz? Dziecko siedzące nad talerzem i konsumujące posiłek w pozie podparcia (czyli cieć na dyżurze).
Ostatnio dzieciaki sprawdzają naszą konsekwencję: Mężulek mówi do córy:
- Pochyl się nad talerzem bo cała sukienka będzie brudna!
A Karola patrząc mu w oczy bierze mięsko na widelec i go do buzi podczas, gdy siedzi oparta o krzesło i do tego ze zsuniętym tyłkiem. Mężulek nie tracąc zimnej krwii powtarza dodając informację, że liczy do trzech i będzie kara. Nie zgadniecie, kiedy Karolina się pochyla nad talerzem – ZAWSZE po cyfrze DWA. Hm, a może zmienić kolejność i liczyć od dwóch ?
Za to Mati… taaa, Mati jest błądzącym w chmurach dzieckiem i pamięta nakazy czy zakazy jakieś 5 min. Potem kolejne obrazy z życia zastępują miejsce temu co rodziciele mówili.
Niby te same typy dominujące charakteru a jednak… różnice zauważalne. I jak tu traktować ich jednakowo jeśli są tacy inni?

Wszyscy od razu kojarzą francuskiego pieska jako wybredną osobę. Ja mam jednak inne skojarzenie. Karolina właśnie wchodzi w okres kiedy zaczyna uczyć się wymowy literki „r” stąd na razie jej wychodzi na modłę francuską a że lubi pieski to została „francuskim pieskiem”.
Tak więc kilka dni temu wieczorem przychodzi do mnie i mówi:
- Mamiś, czy mogę dostac na koRano pRasterek?
aaaa, zapomniałam dodać że córa zmieniła również imię z Karolina na KaroRina. Ciekawie się zaczyna. Aż się boję myśleć jak dojdziemy za jakiś czas do wymowy „sz” oraz „cz” bo na chwilę obecną Mati ma taką zabawę: mówi do swojej siostry:
- Powtórz za mną – SZUSZU.
Na co Karolina powtarza ale wychodzi jej zdziebko inaczej:
- SIUSIU.
***
Ostatnie odkrycie naszych dni. Okazuje się, że stare auto można szybko sprzedać. W sobotę mężulek chciał wystawić na Allegro moja starą Sienę. No i męczył się, wklejał zdjęcie i Voila – nic się nie ustawiło do sprzedaży. Po prostu zniknęło! Po jakis 5 min mężulek doszedł do wniosku, że chyba coś skopał bo nie ma ani potwierdzenia z allegro ani informacji, że samochód jest na aukcji. Jak się okazało zanim dostaliśmy potwierdzenie wystawienia już ktoś zdążył zalicytować i autko było sprzedane. To się nazywa tempo. A liczyłam że trochę dłużej będziemy się z nim rozstawać.
***
Dzieci i choroby to temat rzeka. Gdy dziecko ma gorączkę to wydaje się, że umiera, nie rusza się, leży plackiem i patrzy w sufit przez bitą godzinę a moje serce aż boli, gdy to widzę. Niech tylko gorączka spadnie a po 10 min wraca dawny zawadiaka i zartowniś. Dziś Karolina miała drugi dzień serialu „wymiotujemy na żądanie”. Biedna była w tej swojej chorobie. Jak tylko brzuch przestał dokuczać to od razu było pytanko do mamy:
- Mamuś, a będę mogła pograć w ubieranki?
Aaa zapomniałam dodać że dzięki ospie nasza córa nauczyła się sama ubierać laleczki (taka gra dla dziewczynek). Wiecie jak to jest gdy dziecko przez tydzień jest zamknięte w domu, po prostu dostaje na głowę. Mężulek w akcie desperacji włączył jej grę, posadził przed komputerem i powiedział:
- Jak chcesz grać to musisz się nauczyć pracować z myszką!
Zgadnijcie jak przywitała mnie córa parę godzin później?
- Mamiś, mamiś, chcę ci pokazać jak umiem grać w ubieranki. SAMA!
No i sami ukręciliśmy sobie sznurek bo teraz młoda idąc śladami brata wpadła na pomysł wymieniania wieczorynki na 15 min grania. I jak tu traktować dzieciaki zgodnie z wiekiem jeśli oni dążą do tego aby być na równo? Szczególnie Mateusz to nam wypomina, że traktujemy go inaczej niż jego siostrę, ale przecież nie mogę mieć takich samych kryteriów do 9latka jak do 4latki. Do niego jeszcze te argumenty trafiają ale jego ciostra jest już na nie niestety oporna. Będzie orka na ugorze, oj będzie.

Środek pracy, dzwoni telefon od mężulka (z domu) i odzywa się łamiący głos Karolinki:
- Mamiś, chciałabym żebyś przyszła do domu bo mam kryzys.
No i jak tu odmówić córeczce? dobrze że to było popołudnie więc wyjaśniłam, że już niedługo będe w domciu
***
W poniedziałek mężulek odwiózł pierworodnego na obóz judo. Zostawił do w pokoju z 2 kolegami (z jego grupy) i poszedł się zameldować i załatwić formalności do opiekuna. Po 5 min wraca i jaki widok? Chłopaki nierozebrani, w kurtkach i butach rozłożyli się na jednym łóżku i już grają w karty! Co za poziom. Nudzić się pewnie nie będą.
Dziś mężulek przejeżdżał obok więc postanowił sprawdzić co słychać. Pobudka oficjalnie miała być o 7 rano ale o 7:30 jeszcze wszyscy w bursie spali. Ciekawe czy to dlatego, że tak im dali wczoraj w kość czy że siedzą do 11 w nocy?
***
Córa pod nieobecność brata postanowiła sprawdzić jak się śpi na górnym łóżku. Wymościła sobie swoje gniazdko i poszła spać. 10 minut później słyszę jak krzyczy z pokoju:
- Mamiś, już się rozmyśliłam! Chcę spać na dole.
No i były kolejne przenosiny.
***
Poranek zaraz przed śniadaniem, Karolina chodzi po domu i czegoś szuka. Na pytanie czego słyszę odpowiedź:
- Gdzie jest moja obroża?
Lekka konsternacja, bo w pieska jeszcze nie zaczęliśmy się bawić. Po chwili wszystko się wyjaśniło – chodziło o naszyjnik.


  • RSS