anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2011

Muppety

1 komentarz

Ostatnio przypomniały nam się stare dobre czasy, kiedy w TV leciały Muppety. Mężulek wygrzebał kilka odcinków w internecie na youtube, żeby przybliżyć naszym dzieciakom bajki, na których wychowaliśmy się my – wcześniejsze pokolenie.
Wczoraj włączyliśmy na komputerze pierwszy odcinek i oto co zauważyliśmy: Mati łapał już większość dowcipów chociaż cięte puenty i aluzje zostały zupełnie niewyłapane, Karolina zupełnie nie była w stanie zrozumieć Muppetów i potwornie jęczała, że jej się nie podoba.
Z drugiej jednak strony dochodzę do wniosku, że muppety to świetna metoda na Karolinę, aby ćwiczyła przy oglądaniu. A czemu? Ilość pozycji, które wczoraj przyjmowała podczas oglądania bajki była zadziwiająca – łącznie z pozycją leżenia na plecach ze spuszczoną z łóżka głową (czyli oglądamy bajkę do góry nogami). Ciekawa jestem czy dziecko myślało, że taka pozycja spowoduje większe zrozumienie oglądanych treści?
Po raz kolejny spostrzegliśmy z mężulkiem, że nasze dzieci nie odpuszczą niczego w TV, jeśli mają zgodę na oglądanie. Karolina nudziła się jak mops, ale było to nie do pomyślenia, aby odejść od telewizora i nie oglądać. Ona miałaby sobie odpuścić, jeśli Mateusz oglądał bajkę? Co to, to nie! Mateusz też potrafi oglądać byle co, wystarczy tylko że ekran będzie w miarę często migał i to wystarczy.

psy

Brak komentarzy

Już dwa razy moje dzieci opiekowały się znajomym pieskiem. Piesek był bezproblemowy, w miarę grzeczny i całkiem miły jeśli chodzi o chęć do zabawy. Mateusz bardzo przejął się nową rolą i muszę przyznać, że gdybym brała pod uwagę rozbudowowanie naszej rodziny (nie, nie, tutaj nie chodzi o nowego dzidziusia), nie wahałabym się długo nad tym, czy dziecko może podjąć takie zobowiązanie. Dzięki psu Mateusz zaczął szybciej wstawać z rana (bez jęczenia – juppi!), mimo brzydkiej pogody czuł się się w obowiązku wyjść z psem na spacer i nie jęczał pod domofonem jak mu mężulek kazał zrobić jeszcze jedno kółko z psem wokół bloku.
Mam jednak sporo spostrzeżeń, które mnie jeszcze mocniej utwierdzają w przekonaniu, że pies nie nadaje się do mieszkania w bloku:
- trawniki wokół bloków to jedna wielka toaleta, nie liczyłam ile razy musiałam czyścić buty dzieciom z kup
- większość właścicieli nie „zniży” się do poziomu traFki żeby wysprzątać po swoim psie (tutaj muszę się przyznać że mnie też ze dwa razy zapomniało się zabrać reklamówki, potem jednak wszyscy pilnowaliśmy tego obowiązku)
- pies musi wychodzić regularnie na dwór, raz zdarzyło się nam, że pies o swojej godzinie nie wyszedł, kiedy wróciliśmy do domu pies już prawie sikał po nogach. Jeśli wszyscy w domu pracują i nie wyprowadzają psa w okolicy południa to uważam to za męczenie zwierzęcia. My chodzimy do toalety co parę godzin a pies ma wytrzymać bez wyjścia na dwór 8h? to może nie dawajmy mu picia, żeby mu było łatwiej….
Reasumując – nadal jestem przeciwna posiadaniu psa w bloku w sytuacji gdy oboje pracujemy. Może kiedyś ta sytuacja się zmieni ale na chwilę obecną chciałabym bardzo aby ludzie, którzy zastanawiają się nad kupnem psiaka przemyśleli czy tak naprawdę chcą podjąć się tego POWAŻNEGO zobowiązania.   

Mój syn robi się coraz bardziej samodzielny. Od jakiegoś czasu pozwalamy mu wracać autobusem ze szkoły. Jest to dla niego duża gratyfikacja bo czuje, że mamy do niego większe zaufanie. Chciałam mu jednak ułatwić sprawę powrotów do domu i umówiłam się z mamą jednej dziewczynki z klasy, że będą go wyrzucać po drodze ze szkoły przy naszym osiedlu.
Po trzech tygodniach wiem już, że to było uszczęśliwianie Matiego na siłę. Dzisiaj rano podczas jazdy samochodem w kierunku szkoły Mati powiedział do mnie:
- Mamo, czy mogę jeździć autobusem?
Na co ja zdziwiona poprosiłam o wyjaśnienie sytuacji. No i syn wyjaśnił, że to OBCIACH być odwożonym przez koleżankę (nawet jeśli ona fizycznie nie kieruje lecz jej ojciec) no i jeszcze ktoś pomyśli, że się w niej podkochuje. Nota bene ciekawe jakie dzieciaki mają skojarzenia – od jazdy autem do zakochania…
No i jak tu przeciwstawić się takim poglądom ? Pozwoliłam przesiąść się na autobus – żeby nie było obciachu.
****
Karolina zrobiła się ostatnio płaczkiem. O wszystko jęczy i każda rzecz musi być okupiona potokiem łez. Oczywiście nie omieszka wkurzać swojego brata co 5 min co skutkuje tym, że po jakimś czasie zaczynają się regularnie tłuc w pokoju. Nie zostaje nic innego jak areszt domowy : każde z dzieciaków siedzi w innym pokoju i ma zakaz kontaktu ze swoim rodzeństwem. Jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie zrobić jeszcze kraty w drzwiach żeby sobie nie rzucali piłek bo nawet w osobnych pokojach potrafią się zaczepiać.
****
W zeszłym tygodniu rozwaliłam sobie kciuk na tyle skutecznie, że miałam założone 3 szwy. Czuję się jak cyborg – z mojego palca wystają piękne zielone druciki a dzięki naszemu NFZ od dwóch dni próbuje się doprosić w przychodni żeby je ktoś mi wyciągnął. W chwili słabości zaczęłam już sama kombinować, jak się ich pozbyć bo noszenie bandaża bardzo mi przeszkadza, plaster w takim miejscu to jakieś nieporozumienie (co chwilę się odkleja) a chodzenie z nieodkrytym palcem powoduje, że ludzie się dziwnie patrzą. Najlepsza jest ich mina jak im podaję rękę (akurat w niedzielę spotkaliśmy dużo naszych znajomych).
****
Zbliża się Sylwester i tak jak w zeszłym roku znowu współorganizujemy imprezę. Zgłosiło się już 110 osób z czego pewnie 80 się pojawi. To i tak sporo, w tym roku na imprezie będzie jednak trochę ludzi z tzw góry czyli tych którzy są w DK trochę wyżej niż my. Nasza „mała” imprezka nabiera dzięki temu kolorów i powagi. Oby się udało dobrze ją poprowadzić.


  • RSS