anulaaa blog

Twój nowy blog

W piątek obiecałam sobie że przyjadę do domu jak tylko da się szybko. Ale jednak się nie dało… czemu? Zaraz wyjaśnię.
Zaraz po pracy wskoczyłam do tramwaju (jak zwykle przechodząc nie pod rondem ale wcześniej na skróty ulicą – nie rozumiem czemu nikt tam nie chce dać pasów) i dojechałam do miejsca gdzie miałam zaparkowany samochód. Dla tych którzy nie znają mojego miasta powiem tylko tyle – zaparkowanie auta w centrum gdzie tylko dwie uliczki jednokierunkowe są bezpłatne graniczy z cudem i potrafi nieźle napsuć rano humor. No więc dochodzę  do auta i co widzę? wielką kolubrynę z napisem TNT stojącą centralnie wzdłuż parkingu przy moim aucie. Czekam i czekam i nic… facet z TNT nie przychodzi bo po co, jeśli włączone ma światła alarmowe.
Wkurzyłam się i postanowiłam wykorzystać czas zamiast tutaj bezproduktywnie kwitnąć lub udawać, że czegoś słucham w aucie i poszłam kupić wędliny. Po chwili wracam szczęśliwa, że w oddali już nie widzę ciężarówki TNT. Moja radość jednak rozprysła się o porysowaną blachę kolejnego zawalidrogi, który wykorzystał puste miejsce po cięzarówce i stanął sobie dokładnie tak samo.
Kurcze… ludziska! Ale mi się ciśnienie podniosło (dobrze że mój zegarek mierzy tylko ciśnienie atmosferyczne bo mu by zabrakło skali na 100%). Nie dosyć że straciłam ponad 20 minut to okazuje się, że stanie wzdłuż ulicy, zaraz za zakrętem z głównej ulicy dwupasmowej jest głównym zajęciem polaków w piątkowe popoludnie.
Pomyślałam sobie (przepraszam za cytat ale mnie wtedy poniosło):
- Nie daruję gnojkowi, idę po policję!

Policja widziałam przy sklepie mięsnym więc w te pędy biegnę spowrotem, żeby ich dorwać i nakablować na tego zawalidrogę. Niestety chyba był dzień dobroci dla gnojków, bo policja chwilę wcześniej się zwinęła i zostawiła mnie z tym wszystkim na środku ryneczku.
No nic – myślę sobie – trzeba sprawdzić czy na tych 10 cm po obu stronach samochodu dam radę jakoś wyjechać nie stukając oczywiście tego zdechlaka z rozwaloną i pordzewiałą karoserią (ale na światlach awaryjnych – mój dzisiejszy postulat to PRECZ AWARYJNYM ŚWIATŁOM).
Koniec końców wyjechałam choć zajęło mi to nie wiem ile czasu, na koniec aż byłam zziajana od machania kierownicą (czy ja wydziwiam, czy rzeczywiście wspomaganie kierownicy działa tylko wtedy, gdy nie trzeba manewrować?). Ale dałam radę i do domu spóźniłam się tylko 40 minut. Dzięki dwóm kierowcom, którym teraz na forum internetowym bardzo dziękuję za umożliwienie mi przypomnienia sobie zasad manewrowania samochodem.
***
W ramach nowości to okazuje się, że można zarazić się ospą nawet 4 dni po tym jak wszystko zaschnie. Nie wierzycie? Mój brat może poświadczyć! Nawet nie wiecie jaki jest zadowolony, że wygląda tak, jakby nalożył sobie na twarz maseczkę błotną. Powiem szczerze że boję się odbierać pocztę, bo jeśli w chwili słabości (czyli teraz) mi wyśle jakąś niespodziankę w ramach podziękowań?

Dzieciaki niby podobne a różne co wychodzi w codziennym życiu:
Jak krzyknę z drugiego pokoju, że koniec bajki, to Karolna odchodzi od TV, Mateusz jest tak zafascynowany nawet reklamami, że nie odpuści nawet 5 sekund. Karolina potrafi zawołać do mnie:
- Już się skończyło Mamiś!
Natomiast Mateusz będzie udawał, że zupełnie zapomniał nas o tym powiadomić.
To samo przy grach: Mateusz gra mimo naszych próśb o wyłączenie komputera stosując taktykę:
- Mamuś, ostatnia gra, już kończę..
Po czym oczywiście kończy dopiero wtedy, gdy nad nim staniemy i przypomnimy o wcześniejszej rozmowie.
Karolina za to jest inna, jak usłyszy, że to ostatnia gra, to po paru minutach głośno krzyczy:
- Mamiś skończyłam!
Jedynie podejście do sprzątania mają podobne (jak zresztą chyba 90% dzieciaków) czyli mamy „żałobę w rodzinie” a tyle ile rodziciele się nasłuchają na temat wyzysku dzieci i tego, że bolą ich głowy, nogi, ręce, serce i Bóg wie co jeszcze, że powinni być odznaczeni najwyższym medalem za odwagę na polu walki. Bo życie z dziećmi, które ciągle idą pod prąd rodzicielskiego wychowania to ciągła walka.
***
Kolejny przykład z naszego codziennego życia czyli posiłki.
Oboje mają tendencję do podpierania się przy stole – ciekawe jest to, że nikt prócz nich tego nie robi więc skąd mają ten nawyk? Przedszkole? Tak czy owak mimo ciągłego przypominania wystarczy spuścić ich z oczu na 10 min a co zastaniesz? Dziecko siedzące nad talerzem i konsumujące posiłek w pozie podparcia (czyli cieć na dyżurze).
Ostatnio dzieciaki sprawdzają naszą konsekwencję: Mężulek mówi do córy:
- Pochyl się nad talerzem bo cała sukienka będzie brudna!
A Karola patrząc mu w oczy bierze mięsko na widelec i go do buzi podczas, gdy siedzi oparta o krzesło i do tego ze zsuniętym tyłkiem. Mężulek nie tracąc zimnej krwii powtarza dodając informację, że liczy do trzech i będzie kara. Nie zgadniecie, kiedy Karolina się pochyla nad talerzem – ZAWSZE po cyfrze DWA. Hm, a może zmienić kolejność i liczyć od dwóch ?
Za to Mati… taaa, Mati jest błądzącym w chmurach dzieckiem i pamięta nakazy czy zakazy jakieś 5 min. Potem kolejne obrazy z życia zastępują miejsce temu co rodziciele mówili.
Niby te same typy dominujące charakteru a jednak… różnice zauważalne. I jak tu traktować ich jednakowo jeśli są tacy inni?

Wszyscy od razu kojarzą francuskiego pieska jako wybredną osobę. Ja mam jednak inne skojarzenie. Karolina właśnie wchodzi w okres kiedy zaczyna uczyć się wymowy literki „r” stąd na razie jej wychodzi na modłę francuską a że lubi pieski to została „francuskim pieskiem”.
Tak więc kilka dni temu wieczorem przychodzi do mnie i mówi:
- Mamiś, czy mogę dostac na koRano pRasterek?
aaaa, zapomniałam dodać że córa zmieniła również imię z Karolina na KaroRina. Ciekawie się zaczyna. Aż się boję myśleć jak dojdziemy za jakiś czas do wymowy „sz” oraz „cz” bo na chwilę obecną Mati ma taką zabawę: mówi do swojej siostry:
- Powtórz za mną – SZUSZU.
Na co Karolina powtarza ale wychodzi jej zdziebko inaczej:
- SIUSIU.
***
Ostatnie odkrycie naszych dni. Okazuje się, że stare auto można szybko sprzedać. W sobotę mężulek chciał wystawić na Allegro moja starą Sienę. No i męczył się, wklejał zdjęcie i Voila – nic się nie ustawiło do sprzedaży. Po prostu zniknęło! Po jakis 5 min mężulek doszedł do wniosku, że chyba coś skopał bo nie ma ani potwierdzenia z allegro ani informacji, że samochód jest na aukcji. Jak się okazało zanim dostaliśmy potwierdzenie wystawienia już ktoś zdążył zalicytować i autko było sprzedane. To się nazywa tempo. A liczyłam że trochę dłużej będziemy się z nim rozstawać.
***
Dzieci i choroby to temat rzeka. Gdy dziecko ma gorączkę to wydaje się, że umiera, nie rusza się, leży plackiem i patrzy w sufit przez bitą godzinę a moje serce aż boli, gdy to widzę. Niech tylko gorączka spadnie a po 10 min wraca dawny zawadiaka i zartowniś. Dziś Karolina miała drugi dzień serialu „wymiotujemy na żądanie”. Biedna była w tej swojej chorobie. Jak tylko brzuch przestał dokuczać to od razu było pytanko do mamy:
- Mamuś, a będę mogła pograć w ubieranki?
Aaa zapomniałam dodać że dzięki ospie nasza córa nauczyła się sama ubierać laleczki (taka gra dla dziewczynek). Wiecie jak to jest gdy dziecko przez tydzień jest zamknięte w domu, po prostu dostaje na głowę. Mężulek w akcie desperacji włączył jej grę, posadził przed komputerem i powiedział:
- Jak chcesz grać to musisz się nauczyć pracować z myszką!
Zgadnijcie jak przywitała mnie córa parę godzin później?
- Mamiś, mamiś, chcę ci pokazać jak umiem grać w ubieranki. SAMA!
No i sami ukręciliśmy sobie sznurek bo teraz młoda idąc śladami brata wpadła na pomysł wymieniania wieczorynki na 15 min grania. I jak tu traktować dzieciaki zgodnie z wiekiem jeśli oni dążą do tego aby być na równo? Szczególnie Mateusz to nam wypomina, że traktujemy go inaczej niż jego siostrę, ale przecież nie mogę mieć takich samych kryteriów do 9latka jak do 4latki. Do niego jeszcze te argumenty trafiają ale jego ciostra jest już na nie niestety oporna. Będzie orka na ugorze, oj będzie.

Środek pracy, dzwoni telefon od mężulka (z domu) i odzywa się łamiący głos Karolinki:
- Mamiś, chciałabym żebyś przyszła do domu bo mam kryzys.
No i jak tu odmówić córeczce? dobrze że to było popołudnie więc wyjaśniłam, że już niedługo będe w domciu
***
W poniedziałek mężulek odwiózł pierworodnego na obóz judo. Zostawił do w pokoju z 2 kolegami (z jego grupy) i poszedł się zameldować i załatwić formalności do opiekuna. Po 5 min wraca i jaki widok? Chłopaki nierozebrani, w kurtkach i butach rozłożyli się na jednym łóżku i już grają w karty! Co za poziom. Nudzić się pewnie nie będą.
Dziś mężulek przejeżdżał obok więc postanowił sprawdzić co słychać. Pobudka oficjalnie miała być o 7 rano ale o 7:30 jeszcze wszyscy w bursie spali. Ciekawe czy to dlatego, że tak im dali wczoraj w kość czy że siedzą do 11 w nocy?
***
Córa pod nieobecność brata postanowiła sprawdzić jak się śpi na górnym łóżku. Wymościła sobie swoje gniazdko i poszła spać. 10 minut później słyszę jak krzyczy z pokoju:
- Mamiś, już się rozmyśliłam! Chcę spać na dole.
No i były kolejne przenosiny.
***
Poranek zaraz przed śniadaniem, Karolina chodzi po domu i czegoś szuka. Na pytanie czego słyszę odpowiedź:
- Gdzie jest moja obroża?
Lekka konsternacja, bo w pieska jeszcze nie zaczęliśmy się bawić. Po chwili wszystko się wyjaśniło – chodziło o naszyjnik.

Karola miała dzisiejszą terapię biedronkową czyli malowanie fioletem. Prócz totalnego uwiądu ciała przy smarowaniu 20 kropki młoda odstawiła mi takiego węża że dzięki temu moje wszystkie palce są w kolorze fioletu a kolor moich paznokci nieco zaginął niestety. No cóż. Takie jest życie przy wężowej biedronce :D
***
Wstawki, które dzieci fundują swoim rodzicom powinny być nagrywane, a w ramach nauk przedmałżeńskich puszczane narzeczonym – aby poważnie się zastanowili nad swoim wyborem. Z drugiej strony takie nauki by pewnie odstraszyły 90 % penitentów i nasze społeczeństwo zaczęłoby wymierać. W sumie to już powoli wymiera więc tylko byśmy przyłożyli się lekko do tego procesu. Dziś na przykład Pierworodny był poinformowany, że ma wyrzucić plastik + papier. Nie było tego dużo ale chcieliśmy, aby zrobił to przed wyjazdem (jutro wyjazd na obóz judo – już się boję myśleć jaki Karmagedon tam będzie miał opiekun z gromadą takich Pierworodnych jak mój syn). Oczywiście dziecko olało nasz komunikat a jak usłyszał to znowu 20 min przed bajką (w połowie rozbierania się do kąpieli) to oczywiście odpysknął:
- Czuję się tutaj jak niewolnik!
Zastanawiam się ile zdążył jeszcze powiedzieć po drodze do śmietnika. W sumie droga niedaleka więc może tylko usłyszeli to sąsiedzi z pobliskiej klatki? Poczułam się jakbym przeniosła się do antycznego Rzymu, Ja – piękna kobieta i on – mój niewolnik.
Obiecuję sobie, że na 18 te urodziny spiszę te jego pyskówki i dostanie je ode mnie w prezencie.
***
Update: Syn dowiedział się, że będzie włączony „Bolek i Lolek”. Oczywiście poleciała wiązanka w stylu: Nie znoszę Bolka i Lolka! To jest takie nudne, szkoda że nie wiedziałem, że to będzie itd. No to mąż wkroczył do akcji i kazał Pierworodnemu iść do pokoju. Teraz młody wyje w pokoju, że on już chce oglądać Bolka, to jest jego ulubiona bajka.
Great. Uwielbiam kiedy dzieci zmieniają zdanie szybciej niż kobieta w ciąży (a ja potrafilam je zmieniać dość szybko, jednak moje dzieciaki opanowały tą umiejętność do granic możliwości).
Ostatnie podrygi młodego w pokoju, już nie wyje tylko mówi głośno: Tata, ja chcę oglądać, tata ja chcę oglądać (doliczyłam już 6 razy). Pewnie jak przejdzie do etapu, że trzeba przeprosić a nie wyć to będzie koniec kary. Ciekawe jest to, że taką metodę mamy od początku wychowania Pierworodnego a on JESZCZE nie zajarzył mechanizmu. A wydawało się, że dzieci są takie bystre!

No i mamy własną hodowlę szczepów ospy wietrznej. Jeśli ktoś chciałby „załatwić” tą chorobę póki dzieciaki w miarę małe, to zapraszam. Nasza córeczka wygląda jak dalmatyńczyk tylko, że fioletowy. Każda krosteczka musi być potraktowana z odpowiednią czcią i zabalsamowana fioletem. Dzięki takiej procedurze brzuch mojego dziecka powoli ma więcej koloru fioletowego niż białego, na szczęście że na buzi „wylazło’ nam na razie tylko parę kropeczek.
Najgorsze są te krostki we włosach. Zastanawiam się, czy jak nie będę myła włosów córy przez kilka dni, to jej się włosy zafarbują na stałe? Bo w chwili obecnej wygląda sobie tak jakby się przygotowywała do wyjścia na bal karnawałowy i zrobiła sobie fioletowe placki na głowie :D
Najgorsze oczywiście jest to, że ubrania też podłapują kolor. Sprawdziliśmy to już na ulubionej bluzeczce Karoliny, która od wewnątrz jest upiększona plamami z fioletu – pewnie po chorobie bez cienia żalu się z nią pożegnam, choć dla córy będzie to pewnie poważny problem.
No i jeszcze jeden efekt uboczny wietrznej ospy – dziecko marudzi o wszystko a najbardziej o to że ją swędzi. No ale co ja jej na to poradzę? Możemy delikantnie masować przez ubranie i nic więcej a młoda potrafi się oczywiście nakręcić na maxa. Tak czy owak wieczorem po kilku godzinach zajmowania się dzieckiem mam dosyć wszelkiego „miałkotu”.
A mina mojego mężulka jak ma zostać z miałczącym dalmatyńczykiem jest po prostu bezcenna – może mu pstryknę jakąś fotkę przed wyjściem do pracy? Ale tak to jest jak się ma niewykorzystany urlop, trzeba się poświęcić i go wybrać właśnie z takich chwilach.

Mężulek zastanawia się nad możliwościami zmiany samochodu, bo nie wiadomo kiedy nasza Maryśka się rozkraczy i odmówi na dobre posłuszeństwa. Pierworodny słyszał, że oglądamy na allegro autka i dyskutujemy na ten temat, czego oddzwięk usłyszeliśmy we wczorajszej modliwie wieczornej:
- Panie Boże, jeśli chcesz żeby to autko o którym rozmawiają rodzice trafilo do naszej rodziny to niech trafi, a jeśli nie …. (chwila zastanowienia), to nie! (KONIEC KROPKA)
***
Codziennie wieczorem nasze dzieci we wspólnej modlitwie rodzinnej dziękują za różne rzeczy / zdarzenia lub o coś proszą. Karolina ma tradycyjny zestaw bo prosi zawsze o następujące rzeczy:
primo –  niech będzie tęcza
secundo – niech będą aniołki.
Dobrze, że Bóg wie co dla nas najlepsze i nie spełnia jej próśb bo od 1,5 roku bylby tęczowy świat.
***
Dziś wizyta u fryzjera. Mężulek tradycyjnie nie pamiętał, mimo że przypominałam mu o tym wyjściu conajmniej kilka razy. Dzwoni do żonki z zapytaniem, kiedy wraca do domu. Oczywiście po RAZ KOLEJNY przypominam o dzisiejszym fryzjerze na co mężulek z troską w głowie odpowiada:
- Tylko niech cię tam za mocno nie kroi!
czyżbym szła na operację plastyczną a nie na podcięcie włosów?
***
Dzisiejszy telefon mnie totalnie rozbroił. Zadzwonił do mnie o 10:00 Mateusz – ze szkoły. Zadzwonił z informacją, że jednak są miejsca na półkoloniach, więc w jakim terminie ma się samodzielnie zapisać. Wczoraj sprawdzałam informacje na szkolnej gazetce a że przegapiliśmy termin zapisów sądziłam, że nic z tego już nie wyniknie. No i synek wziął sprawy w swoje ręce, sprawdził, zadzwonił do matki, poinformował o terminach i sam się zapisał. Grunt to samodzielny drugoklasista! BRAWO!

Wczoraj mężulek poszedł na coroczne spotkanie firmowe, była uroczysta kolacja i jakaś potańcówka ale znając moją drugą połówkę jakoś nie garnął się do potupajki i raczej siedział z kumplami gadając o wszystkim i niczym. Wrócił koło 1 do domu i chyba był jednym z pierwszych którzy wychodzili. Pytacie czemu? Bo dziś mamy bal karnawałowy i chłop chciał się oszczędzić.
Ok 8 obudziły nas dzieciaki, mężulek wyglądał na całkiem świeżego aż do pośniadaniowej kawy przy której prawie zasnął. No ale nic, wmusił ją w siebie, po czym 15 min później znalazłam go w sypialnii ,gdzie chował głowę pod poduszką twierdząc, że ma światłowstręt. Całkiem nieźle jak na kilka godzin zabawy, aż boję się myśleć w jakim stanie będzie jutro po zabawie karnawałowej, do której się przygotowujemy.
***
Rozmowy wieczorne małżonków. Ja leżę wtulona w mojego ukochanego męża i cicho szepczę:
- Może porozmawiamy o nas, o związku (czyt. chciałabym, abyś mi powiedział, że nadal mnie kochasz… wiem wiem, niezły kamuflaż, ale niech mężulek ćwiczy swoje szare komórki a nie dostaje wszystko na tacy).
Na co pół śpiący mężulek odpowiada:
- A w związku z tym, może byś zgasiła światło?
No i czy nie pogadaliśmy o związkach?
***
Co może być weselszego od obserwowania moich dwóch facetów jak z wypiekami na policzkach próbują po raz n-ty przejść poziom w grze na PS3? Całkiem niezła gimnastyka, boję się nieco, że Mateusz wybije joystickiem zęby mężulkowi bo takie robi wygibasy. A jakie wstawki, aż mnie brzuch boli jak siebie dopingują:
- Noooo dawaj, miałeś nie spadać! – mówi mężulek
- Tato, poddajmy się, nie damy rady – mówi po chwili syn
- Nie poddawaj się! Dasz radę – krzyczy mężulek
- O ja cię, ja się trzymam na jednej ręce! Ej nie trzymaj mnie tata, jak ty mnie tym ciągnąłeś? no pokaż, pokaż! – mówi Mateusz.
Teraz chyba mają jakieś podskoki w grze bo co chwilę robią „Falę”.
I tak od godziny. Ciekawe kiedy im się to znudzi. Z drugiej strony cieszę się, że robią to razem, że jest to ich wspólna zabawa a ja nawet nie próbuję się w to wkręcić bo znając siebie, pewnie bym tylko chciała w to grać.

Dzieciaki potrafią mnie zadziwić. Wczoraj w ramach kuracji domowej zaaplikowałam sobie dwie dawki czosnku – jedna rano a druga póżnym popołudniem. Od razu dodam, że jeszcze niedawno sam smak czosnku wywoływał u mnie torsje ale czego się nie robi dla zdrowia prawda? No więc kroję sobie spokojnie czosnek, dzieci ze mną w kuchni i zaczyna się teleturniej  „100 pytan do..”:
- Mamusiu, a czy czosnek ma witaminy? – pyta Karolina
- Tak córeczko, czosnek jest bardzo zdrowy, a jak człowiek jest chory to powinien go zjeść.
- Mamusiu, a czy jabłka mają witaminy? - kolejne pytanie córy.
- Tak, ale inne niż czosnek – odpowiada mama
- Mamusiu (uwielbiam te wstawki gdzie słyszę słowo mamiś lub mamusiu co każde zdanie… no a zawsze dziecko czeka aż ja powiem: Tak?) a czy banany mają witaminy? - dziecko dalej brnie w temat witaminowy.
- Oczywiście Karolciu.
- No to ja proszę o banana z witaminami, bo czosnku nie lubię – konkluduje córeczka.
Wtedy do akcji wkracza Mati
- A czy jak się ma katar to czosnek może pomóc? – pada kolejne pytanie
- Myślę że tak.
I tu wstawka: co Mati wykuruje się z jednego kataru to łapie kolejny przez swoją głupotę lub roztargnienie więc wcale mu się nie dziwię, że w styczniu ma go już dosyć.
- To ja proszę o duuuużą porcję - dzielne dziecko postanawia wziąć problem zdrowia w swoje ręce.
Efekt? Ja musiałam wykazać się dużymi zdolnościami aktorskimi (których dodam że mi raczej brak), aby udowodnić, że czosnek nie jest taki straszny – w sumie przedstawienie było dla Karoli, bo Mati połknął porcję, zapił mlekiem i jeszcze się oblizał (tfu tfu tfu!).
Teraz już wiem, że każde z dzieci leczymy czymś innym: Mateusz – czosnek a Karolina – banan.

choroba

Brak komentarzy

No i mnie dopadło. Nie żebym była obłożnie chora, po prostu czuję się średnio na jeża (ciekawe skąd to określenie bo przecież my ludzie wcale nie wiemy czy jeże czują się średnio, może lepiej wprowadzić inne określenia typu: średnio na chomika czy średnio na nietoperza?), z nosa cieknie, w gardle jakbym miała piłeczkę do tenisa i ten ból skóry.
Czy wy też tak macie, że w chorobie jak ktoś dotyka wam skóry to jakby przykładał zimne ostrze noża? Normalnie aż mnie wzdryga na samą myśl o dotyku. Czy  ktoś zna sposób, aby to zakomunikować bezboleśnie mężulkowi? Bo wczoraj jak delikatnie mówiłam (chyba jednak mało asertywnie oraz mało obrazowo – muszę nad tym popracować) to się chłop obraził, że nie chcę aby mnie przytulał w łóżku. No dobra, przełknęłam tą uwagę i go przeprosiłam i potem było na odwrót – zamiast tłumaczyć, żeby mnie nie dotykał to prosiłam, żeby mnie przytulił.
Ja się wcale nie dziwię, że faceci nie rozumieją kobiet po takim wieczorze, najpierw odgania a potem prosi żeby ją przytulił. Z drugiej jednak strony, gdybym tego nie zrobiła to rano by wstał obrażony, że WREDNA (ale kochana) żonka go tak potraktowała. No więc dla dobra ludzkości żona zmienia zdanie. I kto powiedział że kobieta coś robi BO TAK? Tutaj ewidentnie widać, że kobiety zmieniają zdanie BO żeby mężom się żyło lepiej. Uffff… niezły wywód.
***
Widzieliście parodię Carrey filmu „Black Swan”? Jeśli nie to zerknijcie TUTAJ. Wczoraj moja córa na pytanie, czego uczyli się na tańcach, zademonstrowała podobny repertuar. Łzy pociekły mi z oczu i tylko pluję sobie w brodę, że nie pomyślałam o nagraniu tego cuda. Wszystkie baleriny powinny zobaczyć jak się prawidłowo tańczy „Jezioro Łabędzie”. W razie dużego zainteresowania proszę o stworzenie społecznej listy i zapisy – sami rozumiecie, małe mieszkanie a na korytarzu zmieści się max 20-25 osób w wersji na słup telegraficzny (hm.. czemu przyszedł mi na myśl słup telegraficzny a nie telefoniczny? czyżby ukryte pragnnienie aby wróciły tamte lata?)


  • RSS