anulaaa blog

Twój nowy blog

Dziwna to przemiana. Zazwyczaj byłam skowronkiem jeśli chodzi o wstawanie rano. Stawanie o 6-7 nie jest jakimś wielkim problemem, kwestia to motywacja. Jak Mateusz był mały to do 7 miesiąca wstawał rano o 4 (miał zegarek w głowie) i chciał się bawić więc byłam zmuszona zwlec się wtedy z łóżka. Teraz jest trochę lepiej bo staje między 6 a 7. Dzisiaj rano przyszedł do łóżka koło 7 więc w nadziei na dłuższe spanie włączyłam mu bajkę. Wstałam o 8:30 i muszę przyznać że nie pamiętam kiedy tak długo spałam – chyba jeszcze na studiach. Najgorsze jednak są mdłości bo rano jak mnie dopadły to miałam spore problemy ze zrobieniem śniadania nie mówiąc o zjedzeniu.
Mam dwa rodzaje mdłości:
- z braku jedzenia
- z powodu jedzenia
Dlaczego nie ma jakiejś wersji przejściowej? Do tego zaczęła mi się zatrzymywać woda w organiźmie (normalka w ciąży) i już mam problemy z wkładaniem obrączki (dobry powód żeby jej nie nosić – zazwyczaj mężczyźni szukają takowych bo ich obrączki denerwują) no i z przerażeniem patrzę na wagę która powoli zaczyna się ruszać(z 62 na 64kg). Nie jestem tym jakoś zachwycona bo ukrycie mojego stanu w pracy będzie naprawdę trudne szczególnie że nosiłam zawsze bardzo obcisłe rzeczy i do tego bluzki tak mniej więcej do pasa i nie dłuższe. Chyba czas na pierwsze zakupy i lekką zmianę stylu ubioru.
*
Wczoraj byłam u przyjaciółki (Reniu – pozdrowienia) i uśmiałyśmy się że wszystkie rzeczy które jej ostatnio przywiozłam bo uważam że są dla mnie za szerokie (jak widać względna to ocena) będę chyba teraz od niej pożyczać. To po co wywoziłam? W sumie to chyba mam efekt deja vu bo przy moim pierwszym maluszku było tak samo, pozbyłam się paru rzeczy które były o rozmiar za duże (parę miesiecy wcześniej schudłam o rozmiar) a potem musialam sobie kupować. Nie mówiąc o tym że dwa tygodnie temu zrobiłam sobie zapasy środków chigienicznych (dziewczyny wiedzą o co chodzi a chłopacy się domyślają) na parę miesięcy bo zawsze kupuję hurtem zeby potem nie zapomnieć. Przy mateuszu było to samo, kupiłam a potem musiałam wydać bo się kończył termin przydatności. No i teraz utopiłam dobrych pardziesiąt złotych w coś co będzie mi leżalo na półce i zabierało miejsce przez conajmniej 1,5 roku!
*
Od 4 tygodni próbujemy wyleczyć malucha z kaszlu i kataru. Wczoraj była taka śliczna pogoda więc spuściłam go z „łańcucha” i po 4 tygodniach przymusowej odsiadki w weekend chłopak wyszedł na dwór. No i jaki skutek? Dzisiaj osowiały, miał stan podgorączkowy, kaszle i ma katar że szok. No i jak tu wypuścić dizecko na dwór? Jestem zła na siebie, mimo że pilnowałam aby miał czapkę i bandanę na szyi i tak się przeziębił. No i znowu 2 tygodnie będzie sobie wypluwał płuca. Już sama nie wiem co gorsze, kaszlące dziecko czy marudne dziecko które od tygodni nigdzie nie wychodzi?

W sumie jestem na samym początku mojej drogi z Kropelką a mam wrażenie że wypompowała ze mnie całą energię. Nie mówię już o totalnych spadkach energii po południu i wieczorem (ostatnio siedziałam przed komputerem i modliłam się zeby bajka trwała conajmniej godzinę bo czułam że nie wstanę, że tylko zamknąć oczy i odpłynąć) to jeszcze szybko się męczę. Wczoraj zaraz po pracy pojechaliśmy na zakupy, potem na spotkanie ze znajomymi na którym właściwie prawie cały czas stałam i jak wróciłam do domu to mialam tak napięte mięśnie brzucha że mi się tylko ryczeć chciało. Takie uczucie miałam przy pierwszej ciąży dopiero pod koniec jak za mocno szarżowałam ze swoimi obowiązkami, ale żeby w 5 tygodniu? Już się boję myśleć o następnych tygodniach jeśli trochę chodzenia i stania powoduje że cały wieczór byłam uziemiona w łożku i próbowałam się rozluźnić (szkoda że nie można jakimś winkiem bo to zawsze działało). Tak czy owak czuję się totalnie wypluta, rano jak się obudzilam po 6 to myślałam że umrę, głowa mi pękała, nie bylam w stanie zmobilizować się do wstania, nawet maciej nie mógł mnie dobudzić. Miałam wrażenie że położyłam się spać 10 minut temu po dwóch nieprzespanych nockach. Okropne uczucie kaca, dobudziłam się dopiero po godzinie leżenia w łóżku. Miejmy nadzieję że Kropelka będzie mi mniej takich jazd fundować.
*
Dzisiaj udawalam przed teściem (który niczego nie wie na razie) że nie mogę doprawić bigosu z powodu braku smaku spowodowanego mocnym przeziębieniem. Nie wiem czy mi się udało go zmylić ale jakoś to przyjął do wiadomości. Prawda jest taka że mnie mdli na sam widok mięsa, chyba tą ciążę będę miała naprawdę bezmięsną (przy pierwszej ciąży brak mięsa na obiad oznaczał tragedię narodową).
*
Dzisiaj wytłumaczyłam mojemu brzdącowi że na Święta zostanie braciszkiem. Przyjął to to wiadomości, stwierdził że to będzie siostrzyczka (i nic innego!) no i że będzie się nią opiekował i nie dawał jej słodyczy aż urośnie taka jak teraz on. Co za troska o zdrowie Kropelki prawda?

Zaczęłam czytać „Urzekającą” Johna & Stasi Eldredge pożyczoną mi przez brata Tadeusza (dziękuję Bracie za taki cudowny prezent). Przeczytałam parę stron i nie mogłam dalej oddawać się swojej ulubionej rozrywce. Dlaczego? BO książka jest tak głęboka, mówiąca o mojej osobowości, moim sercu i moich pragnieniach że nie można tego traktować jak książkę przygodową lub kryminał. Nie można tego czytać jednym tchem bo treści w niej zawarte są tak niesamowicie prawdziwe ale z drugiej strony są takim szokiem jak się je czyta że trzeba co chwilę ochłonąć z tego natłoku prawdziwych informacji o sobie.
*
Uczucie niesamowite – czytać książkę przeznaczoną dla mas ale tak jakby napisaną dla ciebie. Pierwszy raz coś takiego poczułam gdy od Brata Tadeusza dostałam jego książeczkę „Kropelki”. To właśnie tekst z tej książeczki stał się mottem mojego bloga. Czułam że te wiesze są napisane własnie dla mnie i tylko dla mnie, reszta ludzi czytających je to jedynie czytelnicy którzy nie przeżywają tego spotkania z własnym JA.
*
Wracając jednak do książki Urzekająca nasunęła mi się taka myśl. Czy jestem prawdziwą kobietą? Nie chodzi tutaj o wygląd zewnętrzny bo tutaj nikt nie zakwestionuje że wyglądam jak kobieta. Mówi się że jeśli kobieta jest w ciąży to jest spełnioną kobietą, czy jednak fakt że w sobie noszę nowe życie, co prawda malutkie czyni mnie od razu spełnioną? Może urodzenie dziecka nie jest jedyną rzeczą o której marzę żeby poczuć się spełnioną? Autorka książki wymieniła trzy rzeczy aby kobieta poczuła się spełnioną: przeżycie romansu, poczucie że ktoś o ciebie zabiega oraz przeżycie wielkiej przygody.
Kiedy pierwszy raz to przeczytałam to uśmiechnęłam sie w duchu że tak spłycono moje pragnienia. Jednak po chwili zastanowienia, wrócenia do wydarzeń które działy się w moim życiu wiem że to naprawdę jest bardzo prawdziwe stwiedzenie. Dlaczego?
*
Przeżycie romansu – każda z nas chyba pragnie przeżyć niesamowity romans, czytamy książki, uwielbiamy historie z dobrym zakończeniem gdize dwoje ludzi łączy się pomimo wszelkich przeciwności.
*
Poczucie się piękną – to pragnienie każdej kobiety. Pamiętam że dwa tygodnie temu w supermarkecie robiłam zakupy z mężem. Podeszłam do promocji gdzie młody chłopak sprzedawał jogurty. Wdałam się w krótką rozmowę i gdy już wybierałam jogurt usłyszalam że mam idealną figurę (no cóż – nie zgadzam sie z tym) i że nie muszę wogóle kupować jogurtów light. Od razu się odwróciłam i odeszłam, nie dlatego że ten młody człowiek mnie uraził, nie nie. Po prostu poczułam się tak cudownie, na moich ustach zagościł uśmiech, poczułam się piękna. Nie chciałam żeby on to zobaczył, nie mówiąc już o moim mężu który chyba nawet nie zwrócił uwagę na to co ten chłopak do mnie powiedział. Minęło już sporo czasu od tego zdarzenia i ja ciągle przypominam sobie tamtą chwilę bo to uczucie spełnienia było cudnowne. Szkoda tylko że nasi mężczyźni nie wiedzą że właśnie tego pragnie nasza dusza.
*
Chęć przeżycia niezapomnianej przygody- już w podstawówce pisałam opowiadanie o sobie jako małej dziewczynce która była indianką i mieszkala sama w wielkim lesie. Na kratkach papieru przeżywałam niesamowite przygody i ciągle wracałam do mojej krainy marzeń, szczególnie wtedy gdy mi było źle.
Coś w tej książce jest takiego że chce się czytać o Urzekającej. Będe dalej ją czytać i zobaczymy czego jeszcze się tam dowiem.

Normalnie dzisiaj piersi mi opadły – naprawdę. Od dwóch tygodni jestem przeziębiona i od momentu gdy zaczęłam podejrzewać Kropelkę o niezapowiedzianą wizytę od tego czasu nie biorę żadnych leków. No i jaki efekt? Zerowy.
Postanowiałm się kurować herbatkami (mizerny efekt ale zawsze coś), sokiem z maliny i miodem oraz ciepłym mlekiem. Żłopię herbaty z miodem do obrzydzenia (nie lubię słodkich napojów prócz Coli bo sama nie słodzę niczego) a do tego w pracy wypijam hektolitry soku z malin. No i dzisiaj odkryłam że:
-primo: malina może ale nie musi być środkiem wczesnoporonnym
-secundo: miód podobno jest niewskazany w ciąży jako silny alergen.
No to czym mam się kurcze kurować? Leżenie pod kocem wieczorami nie daje efektu a z powodu dwutygodniowego kataru i słabego kaszlu przecież nie pójdę na zwolnienie.
*
Ciężkie jest życie kobiety w ciąży. Nie dosyć że musi dzwigać dziecko (na razie pewnie jakieś 5gr-ale ciężar!), powinna się zdrowo odżywiać (koniec z chińskimi zupkami a własciwie z makaronem z zupek, żegnajcie wszelkie chemicznie przetworzone gotowe dania, ograniczenie Coli do minimum, koniec z Gingersem raz na tydzień, ale najbardziej żal mi nalewki aroniowej-pychotka), dużo chodzić i się ruszać (w lecie będę przeklinać każdą temperaturę powyżej 20 stopni) to jeszcze po urodzeniu dziecka dieta matki staje się ograniczona do minimum (koniec z czekoladą i ulubionym ciastem z makiem, żegnajcie pomarańcze i słodycze).
*
No super! Nie widzę pozytywów mojego stanu. Dzisiaj mam dzień negatywów, może z powodu sytuacji w pracy, niezupełnie związanej ze mną ale jednak po cześci mnie dotykającą.
*
No dobra, rzeczywiście chyba wpadam w przesade. To typowe dla ciąży, wpadanie z zachwytu w dołek. Od paru tygodni mam poranne mdłości chociaż u mnie zaczynają się dopiero koło południa i trwają do póżnego wieczora. Zastanawiam się jaki jest w nich ukryty sens, w czym one mogą pomagać w czasie ciąży. I do jakiego wniosku dochodzę? Mdłości są po to aby wszyscy wokoło wiedzieli że jesteś w ciąży jeszcze przed trzecim miesiącem (patrz Kodeks Pracy – zwolenienia w ciąży).
*
Mój organizm od dwóch tygodni przeszedł na system kanapkowy. Kanapka rano, kanapka w południe zamiast obiadu i coś na ruszt delikatnego zamiast kolacji. Nic innego nie przechodzi mi przez gardło jak kanapki i to broń Boże z mięsem. Mięso jest be tak stwierdziła Kropelka. No może poważnych zachcianek jeszcze nie mam ale mogę oddać królestwo za poranną kanapkę z serkiem i ogórkiem (koniecznie korniszonek).
Będąc tak w kulinarnych tematach to mam nadzieję że nie będę znowu jadła kokosanek z matiasami bo tak mi się zdarzało.

Niedawno czytałam w paru gazetach o ciekawym eksperymencie w gimnazjach – dzieciaki dostają elektronicznego bobaska na weekend i mają się nim opiekować przez cały czas. W artykule pojawiło się pare totalnie skrajnych opinii gimnazjalistów którzy przeszli ten „horror” weekendu sam na sam z maluszkiem. Ogólny wydzwięk artykułu był taki że młodzi ludzie chętnie podejmują takie wyzwanie żeby spróbować jak to jest być rodzicem przez 48h a z drugiej strony jednogłośnie stwierdzają że to nie jest najłatwiejsza rola i chyba łatwiej być uczniem niż rodzicem. Może warto by się zastanowić czy taki eksperyment nie powinien być prowadzony cyklicznie we wszystkich gimnazjach? Przecież jeśli młodzież stwierdza po takim weekendzie że to jest o wiele trudniejsze niż im się wydawało i że chbya jeszcze nie dorośli do bycia odpowiedzialnym rodzicem to od razu nasuwa się wniosek że pewnie będą podchodzić poważniej do związków i rozpoczęcia życia intymnego. Czy to nie jest jakaś metoda uczenia życia w rodzinie?
*
Wydaje mi się ze taki 48h test dał tym młodym ludziom więcej niż cały rok zajęć z życia w rodzinie czy jak to inaczej zwą w szkole. Czemu nie idziemy w kierunku uczenia młodzieży w formie zabawy? Dla nich to jest tylko test który za parenaście godzin się skończy ale wnioski i przemyślenia zostają im na całe życie.
Może i byłaby to poważna inwestycja dla naszego budźetu ale pomyślmy ile trzeba by zapłacić nauczycielowi za całoroczną pracę w szkole, ile potem trzeba utrzymywać samotnych matek których nikt nie uświadomił że rodzicielstwo to nie tylko zmiana pieluszek i usypianie ale również wiele innych rzeczy o których nawet nie myślały wcześniej.

Jakiś czas temu poznałam człowieka który wydał mi się być atrakcyjny w swojej zadziorności. Otóż gdy robiło się w jego okolicy nudno od razu znajdował powód do niezadowolenia, do kłótni. Na początku wydawało mi się to śmieszne, może trochę dziwaczne, taka udawana trochę zadziorność. Dzisiaj jednak zaczęłam się nad tym mocniej zastanawiać i doszłam do wniosku że trochę to jest przygnębiające, taki sposób życia.
*
Dlaczego pewnie spytacie, prawda? Otóż taki człowiek nie umie wsłuchać się w otaczający świat, nie umie się cieszyć spokojem i szczęściem innych ludzi, szuka sztucznych podniet po to aby znowu stać się niezadowolonym ze świata, nic mu nie pasuje. Przykro patrzeć jak to co jest nam tak miłe, ten spokój duszy o który tak zabiegamy jest niedoceniany przez innych. To co dla nas jest niesamowitą wartością dla nas wydaje się być bezwartościowym śmieciem dla niego. Przykre a z drugiej strony może to jedynie fasada przed pokazaniem że jest się delikatnym człowiekiem a nie facetem który lubi być zadziorny, mieć ostatnie zdanie.

Dzisiaj oficjalnie narodziła się Kropelka. Ma około 5 tygodni, pewnie ze dwa milimetry i już ją kocham.
*
Ciekawe jak będzie dalej…
*
Obiecałam sobie pisać do niej chociaż parę zdań każdego dnia a do tego pewnie jeszcze trochę przemyśleń dotyczących świata i ludzi. Mam nadzieję że wytrwam w swoim postanowieniu.
*
Dzisiaj po raz kolejny przekonałam się o tym że Bóg jest niesamowity w swoim hurtowym obdarowywaniu nas ludzi. Nie dosyć że dodał mi sił abym otworzyła się na Niego, dodał mi sił abym umiała o swoich słabych stronach opowiadać i je ulepszać a na dokładkę jak wisienkę do ciasteczka dał mi nadzieję na ślicznego dzidziusia czyli Kropelkę.
*
Mój synek Mateusz (w czerwcu 4 latka) od trzech tygodni pyta się mnie czy noszę w brzuszku dziewczynkę bo on ma u siebie chlopczyka. I jak tu nie wierzyć w szósty zmysł dziecka. Zanim jeszcze ja zaczęłam się domyślać o tym że zostane mamą, Mateusz już o wszystkim wiedział. Trochę mnie to przeraziło bo oznacza to że dzieci wiedzą o wiele więcej niż byśmy chyba chcieli. Czy to oznacza że podświadomie rozkładają nas na cząstki pierwsze i wiedzą o nas naprawdę dużo? Dziwne uczucie mieć taką świadomość względem swojego dziecka.
*
Dzisiaj byłam u swojego lekarza prowadzącego ciążę. Jego ocena naszego systemu zdrowotnego totalnie mnie załamała, do tego stopnia że chciało mi się płakać. Nawet nie w sumie nad sobą, bo ja sobie poradzę, pójdę do lekarza prywatnie i będę płacić za to co mi się należy bezpłatnie. Martwi mnie jednak fakt zaniedbywania nienarodzonych jeszcze dzieci, bo nie wszyscy są w takiej komfortowej sytuacji jak ja teraz. Nie każda kobieta może pozwolić sobie na prywatne prowadzenie ciąży. Dlaczego mimo płacenia składek odbiera się nam szansę na normalne traktowanie?
Przykre jest traktowanie kobiet jak opakowań dla dziecka a nie żywych istot. Opakowanie w ciągu 9 miesięcy rzeczywiście raczej się nie niszczy, wystarczy ze obejrzy się je raz na 2-3 miesiące i to w zupełności wystarczy. Nie trzeba przeprowadzać żadnych prób ani testów bo to przecież tylko opakowanie. No i właśnie tak się czuję, jak opakownie dla malutkiej istotki a nie jak przyszła mama.
*
Duchowym ojcem chrzestnym Kropelki został Brat Tadeusz. Mam nadzieję że dzięki temu moja Kropelka będzie dobrze wprowadzona w świat Dobrego Boga, troskliwego Anioła Stróża i pięknej miłości jaką obdarza nas Pan. Ja to odkryłam dopiero niedawno więc trudno mi się nią jeszcze nacieszyć dlatego wiem że chciałabym aby mój maluszek miał szansę dostrzec te cudowne uczucia jak najwcześniej. Wielkim zaszczytem dla mnie jest przyjęcie przez br. Tadeusza tej roli i chęc uczestniczenia w życiu mojego maleństwa które ma aktualnie -8 miesięcy. Fajny wiek dla takiego maluszka.
*
W sumie to dziwnie mi mówić o dziecku które jeszcze nie ma swojego wieku a juz istnieje. Jak mam określac jego wzrost? Czemu mówimy że jestesmy na przykład w drugim miesiącu ciąży a nie mówimy że nasze dziecko ma już 2 miesiące. Brakuje mi określnika dla miesięcy kiedy maluszek jest całkowicie związany ze mna, kiedy jestem dla niego całym światem w pełnym tego slowa znaczeniu. To cudowne uczucie być calym światem dla kogoś, być czymś co jest uznawane za coś pięknego, bo przeciez taki jest świat. Gdy dziecko się rodzi powoli cały świat którym była mama staje się dla niego za mały, odkrywa ciągle nowe rzeczy, poznaje nowe doznania. Pewnie poczuję się zazdrosna o to że mój maluszek staje się ode mnie coraz bardziej niezależny ale na razie cieszę się że przez następne miesiące tylko ja będę kształtować jego ciało i duszę, wspomnienia i marzenia – wszystko czym my jesteśmy.
*
Już nie mogę doczekać się 18 tygodnia kiedy to poczuję pewnie pierwsze ruchy. W sumie to dziwne uczucie, to tak jakbym w środku miała akwarium z rybką która puszcza bąbelki, czuję jak pływa sobie od krawedzi do krawędzi, wypuszcza powietrze i cieszy się życiem. Stanę się „żywym akwarium„.


  • RSS