anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: dzieciaki

Muppety

1 komentarz

Ostatnio przypomniały nam się stare dobre czasy, kiedy w TV leciały Muppety. Mężulek wygrzebał kilka odcinków w internecie na youtube, żeby przybliżyć naszym dzieciakom bajki, na których wychowaliśmy się my – wcześniejsze pokolenie.
Wczoraj włączyliśmy na komputerze pierwszy odcinek i oto co zauważyliśmy: Mati łapał już większość dowcipów chociaż cięte puenty i aluzje zostały zupełnie niewyłapane, Karolina zupełnie nie była w stanie zrozumieć Muppetów i potwornie jęczała, że jej się nie podoba.
Z drugiej jednak strony dochodzę do wniosku, że muppety to świetna metoda na Karolinę, aby ćwiczyła przy oglądaniu. A czemu? Ilość pozycji, które wczoraj przyjmowała podczas oglądania bajki była zadziwiająca – łącznie z pozycją leżenia na plecach ze spuszczoną z łóżka głową (czyli oglądamy bajkę do góry nogami). Ciekawa jestem czy dziecko myślało, że taka pozycja spowoduje większe zrozumienie oglądanych treści?
Po raz kolejny spostrzegliśmy z mężulkiem, że nasze dzieci nie odpuszczą niczego w TV, jeśli mają zgodę na oglądanie. Karolina nudziła się jak mops, ale było to nie do pomyślenia, aby odejść od telewizora i nie oglądać. Ona miałaby sobie odpuścić, jeśli Mateusz oglądał bajkę? Co to, to nie! Mateusz też potrafi oglądać byle co, wystarczy tylko że ekran będzie w miarę często migał i to wystarczy.

Jeśli człowiek bardziej przyjrzy się swojemu życiu okazuje się, że ciekawe zależności można odkryć. Ostatnio doszłam do bardzo „konstruktywnego” wniosku, że po użyciu kremu do rąk od razu człowiekowi chce się iść do toalety. Tam przecież trzeba umyć ręce więc krem po 5 min zostaje spłukany. Czyżby firmy kosmetyczne dodawały środek moczopędny do swoich kremów aby ludzie ich więcej używali? Na to wygląda – ciekawa teoria spiskowa.
***
Przeprowdziłam ciekawy eksperyment – obcięłam grzywkę córeczce używając nożyczek dla osób praworęcznych. No cóż… grzywka pewnie odrośnie za jakąś chwilę a ja wiem na 100% że należy kupić nowe nożyczki. Ciekawe czy ktoś wymyślił wersję dla oburęcznych? Nota bene co to za pomysł aby narzucać ludziom używanie prawej ręki. Mnie tam się lewa ręka podoba, rodzice całe dzieciństwo mnie poprawiali, abym używała prawej ręki a ja w ramach buntu na studiach zaczęłam nosić zegarek na prawiej. Teraz już wiem, że lewa ręka jest sprawniejsza pomimo faktu, że piszę jednak prawą ręką. Leworęczni górą! Problem pojawia się, gdy chcę coś pokazać moim dzieciom (np krojenie czy trzymanie czegoś) a niestaty robię to właśnie lewą ręką. Dzieciaki są praworęczne więc pojawia się dylemat czy naśladować mnie czy też stosować obraz lustrzany (czego Karola nie bardzo umie zrobić).   

Wczoraj wybrałam się z córeczką na rowerze do znajomej. Raptem jakieś 2,5 km. Nawet nie wiecie jak kilometry potrafią się mnożyć, gdy dziecko histeryzuje.
Zaczęło się od faktu, że Karola chciała jechać autem a „wredna” matka postanowiła uprzykrzyć jej życie i przejechać się rowerem. Jestem pewna, że na naszym osiedlu zostałam okrzyknięta „Matką Miesiąca” bo moje dziecko tak wyło, ze ludzie przystawali sprawdzając co takiego ja jej robię (a ja tylko prosiłam by pedałowała).

Potem doszedł problem świecącego słońca, jednak młoda nie chciała wrócić po okulary twierdząc, że to i tak nie pomoże.
Kolejny problem pojawił się na drugim zakręcie – Karolinie zrobiło się gorąco więc rozwyła się, że chce ubrać bluzę. Moje tłumaczenia, że jak jest gorąco to człowiek się rozbiera a nie ubiera, nie trafiły na podatny grunt.

Przy pierwszym skrzyżowaniu był problem z tym, że drapie ją pod kaskiem a po przejechaniu wiaduktu doszedł największy problem (bo ciągnął się ok 1km) – podnosząca się spódniczka.

Jednak dojechaliśmy, choć chwile załamania trafiały się co kilkaset metrów. I nie uwierzycie, że powrotna droga zajęła nam maksymalnie 10 min w tempie takim, że bałam się iż będę córę zdrapywać z chodnika (chyba postanowiła pobić rekord prędkości zjazdu z górki po kamieniach na 4 kółkach).

Grunt to zasiać ziarno zainteresowania w kierunku jazdy rowerem – w chwili obecnej dla Karolinki jest to najbardziej znienawidzony pojazd, ktorym można się poruszać. Dobrze, że Mati wszedł w okres w którym zaczyna zauważać plusy poruszania się na rowerze. Ostatnio pojechał na pocztę, bo uznał, że droga na piechotę zajmie mu więcej czasu. Niech ja policzę… czyli za jakieś 4 lata nasza córka też polubi rower? Do tego czasu albo moj mężulek osiwieje albo ja – w sumie jemu bardziej by to pasowało.

Jaki komplement może córka powiedzieć własnej matce? Wczoraj się o tym przekonałam na własnej skórze.
Wracałam do domu z Karoliną i jej koleżanką Weroniką.
Weronika popatrzyła na mnie i powiedziała:
- Ładne ma Pani kolczyki.
Na co Karolina z oburzonym wzrokiem najpierw na koleżankę (jak śmiała komplementować jej rodzicielkę) po czym na mnie, od dołu do góry i spowrotem i spuentowała całe zdarzenie:
- Mamiś, ładne masz ubranie……… i nawet ciało masz ładne!
No i chyba nie będę mieć już więcej kompleksów na punkcie swojego wyglądu.
****
Mój pierworodny wyjechał na tydzień w góry. Oczywiście, że za nim tęsknię, oczywiście, że chciałabym się dowiedzieć co słychać, z kim jest w pokoju, jak mu się podoba i czy jest zadowolony. Ale ciągle to za mało, abym czuła potrzebę zaopatrzenia mojego dziecka w komórkę.
Wczoraj rozmawiałam z mamą innego chłopca, z którym Mateusz jest na wyjeździe. Oczywiście M. była bardzo zdziwiona, że mój syn nie jest w posiadaniu komórki, bo to jest nieodzowny gadget na takie wyjazdy. No bo przecież jakby ona mogła do niego nie zadzwonić 5x w ciągu dnia (o ile nie więcej …).
Przypominam sobie czasy moich kolonii i innych wyjazdów. Nie było komórek, nie było możliwości zadzwonienia z budki telefonicznej, pisało się pocztówki lub listy a potem po przyjeździe przez tydzień opowiadało rodzicom jak udał się wyjazd. Teraz wszystko jest wywrócone. Dziecko nie ma możliwości uczestniczenia w swoim wyjeździe tak w 100% bo ciągle czuje wirtualny oddech rodziców. Ci dzwonią co chwilę, pytają czy przebrało skarpetki, czy się ciepło ubiera, pamięta o myciu zębów itd. Trzeba dzieciom pozwolić się usamodzielnić, w końcu wychowawcy mają telefony, jakby coś się działo napewno zadzwonią.
Wychodzę z założenia, że dzieci w tym wieku należy wypuścić i pozwolić im odkryć uroki samodzielności. Bez tego nigdy tak naprawdę nie poczują się za nic odpowiedzialni bo zawsze będą mieć rodziców za swoimi plecami, którzy przypomną im o kluczowych sprawach.
A niech tam, jestem konserwatystką jeśli chodzi o takie sprawy – inni rodzice mogą mnie wytykać palcami, że za mało się przejmuję moim synem a prawda jest taka, że się przejmuję i to bardzo ale wiem, że do jego wzrostu potrzebna jest mu swoboda wyboru i podejmowania decyzji, za które potem sam odpowiada. Niech się uczy na własnych błędach. A ja poczekam tydzień aby o tym wszystkim się dowiedzieć.
***
Wczoraj moja córa stanęła na wysokości zadania i zdała test samodzielności. Młoda pluskała się w brodziku a ja akurat rozmawiałam przez telefon w kuchni. Przychodzę po kilku minutach do łazienki a szczęśliwa Karolinka stoi na podłodze i woła:
- Mamiś, już się ukąpałam i nawet włosy umyłam! zakomunikowała 4,5 latka.
Na włosach piany nie było więc uznałam, że dziewczyna dała radę.
Dzisiaj jednak mam co do tego wątpliwości bo wyszło na jaw że Karolinka pomalowała pomadką włosy swojego kucyka. Wobec tego co może zrobić ze swoimi włosami? Jak pomysł jej może wpaść do głowy? Dobrze, ze lakiery do paznokci są na najwyższej półce w lodówce.. ufff.

Opuściłam się w pisaniu bloga, jednak powoli wychodzę znowu na prostą. Od ostatnich zdarzeń wiele się działo w naszej rodzinie. Była Pierwsza Komunia, wielkie zdarzenie dla mojego syna ale i dla nas jako rodziców. Było zakończenie roku szkolnego i świadectwo z wyróżnieniem dla Matiego (chociaż ja i tak twierdzę jako matka, że jego braki są większe niż jego wiedza stąd nie rozumiem dlaczego Pani go tak chwali – ale może mówi o innym Mateuszu LOL?) a pomiędzy tym wiele małych zdarzeń, które wzmacniały bądź osłabiały naszą rodzinę.

Wczoraj mąż wrócił z Pierworodnym z tygodniowego spływu kajakowego. Chłopacy opaleni, zarośnięci (tylko ten większy), nogi tak brudne że trudno ustalić gdzie zaczynają się paznokcie (tylko raz mieli nocleg na campingu, reszta to leśne pola biwakowe) ale szczęśliwi, że spływ się udał. Mati był dumny z tego, że on z tatą byli najwięcej razy na takich spływach więc często pomagali innym, bo sami byli bardzo dobrze zorganizowani (tzn mąż trzymał syna w ryzach bo Mati nigdy nie byl dobrze zorganizowanym dzieckiem).

Rano jak tylko Karolinka ustaliła, że chlopaki przyjechali, wdrapała się na łóżko piętrowe do Mateusza, żeby się do niego przytulić. Może i działają sobie na nerwy, wkurzają się nieustannie ale dzisiaj rano było widać wielką miłość – po prostu iskrzyło między moimi dziećmi. Mati oczywiście zachowywał „twarz” i mówił:
- Daj mi spokój, bo chcę jeszcze spać!
Ale widać było, że sprawia mu przyjemność jak jego młodsza siostrzyczka „łasi” się do niego.
Jestem dumna z moich dzieciaków!

Jak poprosić o Coca colę, kiedy się nie pamięta jej nazwy? Moja córeczka poszła po rozum do głowy i miło poprosiła:
- Mamiś, czy mogę dostać tej czekolady w butelce?
***
Jak nazywa się pani weterynarz? Nic prostszego – weterynareczka!

Znowu jakieś przestoje w pisaniu, miałam problemy z oczami więc zupełnie się odcięłam od netu – ale wracam z podwójną dawką siły!
***
Dzieciaki potrafią mnie ciagle zaskakiwać. Karolinka ma kolejną przyjaciółkę a ja chyba muszę sobie założyć jakiś dokładny spis (najlepiej ze zdjęciem) bo zaczynam się w tym gubić. Wszystkie mamy mam wpisane jako np: Mama Zosi, Mama Amelki… normalnie zrobiła się z tego długa lista po tym jak doszło kilka mam od Mateusza kumpli. Chyba muszę wymyslić inną metodę oznaczania tych telefonów :D
***
Karolinka przeszła kolejny etap swojego dorastania:
- jeździ na rowerku 16 cali z dwoma bocznymi kółkami. W niedzielę zrobiła na tym sprzęcie ok 7-8km i jestem dumna że sobie dała radę a wieczorem nawet miala siłę na oglądnięcie bajki. Boczne kółka ją ograniczają jeśli chodzi o prędkość i gdyby nie nasze dziurawe chodniki Karolina jechałaby naprawdę szybko – trzeba wygrzebać z piwnicy kask rowerowy, bo aż strach patrzeć jak szybko przebiera nóżkami.
- ostatnio córa poinformowała rodziców, ze od dziś kąpie się sama. Skutek? Prawie ukręcony wąż od prysznica ale dziecko ma samodzielnie umyty brzuch i ręce. A to że zapomina o plecach, tyłeczku i nogach to mały pryszcz.
- Mateusz tak zakolegował się z Erykiem, że wczoraj Eryk mnie poinformował, że chętnie wymieni swoją siostrę na Mateusza.
Kuusząca propozycja? eee musi być równość w domu a nie trzy dziewuchy i jeden mężczyzna.
***
Wczoraj na obiad miałam gołąbki. Wieczorem widzę, że mężulek chodzi po kuchni i szuka czegoś do przekąszenia. Nagle staje i aż za głowę się łapie. Okazało się, ze wczoraj w firmie miał obiad ale o nim zapomniał (jak można zapomnieć ze się zjadło dwudaniowy obiad?) więc w domu zjadł jeszcze 3 gołąbki a wieczorem znowu mu burczało w brzuchu. Czyżby mu się żołądek rozciągnął na długość obu nóg? bo innego wyjaśnienia nie znajduję.

Znowu jakieś przestoje w pisaniu, miałam problemy z oczami więc zupełnie się odcięłam od netu – ale wracam z podwójną dawką siły!
***
Dzieciaki potrafią mnie ciagle zaskakiwać. Karolinka ma kolejną przyjaciółkę a ja chyba muszę sobie założyć jakiś dokładny spis (najlepiej ze zdjęciem) bo zaczynam się w tym gubić. Wszystkie mamy mam wpisane jako np: Mama Zosi, Mama Amelki… normalnie zrobiła się z tego długa lista po tym jak doszło kilka mam od Mateusza kumpli. Chyba muszę wymyslić inną metodę oznaczania tych telefonów :D
***
Karolinka przeszła kolejny etap swojego dorastania:
- jeździ na rowerku 16 cali z dwoma bocznymi kółkami. W niedzielę zrobiła na tym sprzęcie ok 7-8km i jestem dumna że sobie dała radę a wieczorem nawet miala siłę na oglądnięcie bajki. Boczne kółka ją ograniczają jeśli chodzi o prędkość i gdyby nie nasze dziurawe chodniki Karolina jechałaby naprawdę szybko – trzeba wygrzebać z piwnicy kask rowerowy, bo aż strach patrzeć jak szybko przebiera nóżkami.
- ostatnio córa poinformowała rodziców, ze od dziś kąpie się sama. Skutek? Prawie ukręcony wąż od prysznica ale dziecko ma samodzielnie umyty brzuch i ręce. A to że zapomina o plecach, tyłeczku i nogach to mały pryszcz.
- Mateusz tak zakolegował się z Erykiem, że wczoraj Eryk mnie poinformował, że chętnie wymieni swoją siostrę na Mateusza.
Kuusząca propozycja? eee musi być równość w domu a nie trzy dziewuchy i jeden mężczyzna.
***
Wczoraj na obiad miałam gołąbki. Wieczorem widzę, że mężulek chodzi po kuchni i szuka czegoś do przekąszenia. Nagle staje i aż za głowę się łapie. Okazało się, ze wczoraj w firmie miał obiad ale o nim zapomniał (jak można zapomnieć ze się zjadło dwudaniowy obiad?) więc w domu zjadł jeszcze 3 gołąbki a wieczorem znowu mu burczało w brzuchu. Czyżby mu się żołądek rozciągnął na długość obu nóg? bo innego wyjaśnienia nie znajduję.

Mężulek zastanawia się nad możliwościami zmiany samochodu, bo nie wiadomo kiedy nasza Maryśka się rozkraczy i odmówi na dobre posłuszeństwa. Pierworodny słyszał, że oglądamy na allegro autka i dyskutujemy na ten temat, czego oddzwięk usłyszeliśmy we wczorajszej modliwie wieczornej:
- Panie Boże, jeśli chcesz żeby to autko o którym rozmawiają rodzice trafilo do naszej rodziny to niech trafi, a jeśli nie …. (chwila zastanowienia), to nie! (KONIEC KROPKA)
***
Codziennie wieczorem nasze dzieci we wspólnej modlitwie rodzinnej dziękują za różne rzeczy / zdarzenia lub o coś proszą. Karolina ma tradycyjny zestaw bo prosi zawsze o następujące rzeczy:
primo –  niech będzie tęcza
secundo – niech będą aniołki.
Dobrze, że Bóg wie co dla nas najlepsze i nie spełnia jej próśb bo od 1,5 roku bylby tęczowy świat.
***
Dziś wizyta u fryzjera. Mężulek tradycyjnie nie pamiętał, mimo że przypominałam mu o tym wyjściu conajmniej kilka razy. Dzwoni do żonki z zapytaniem, kiedy wraca do domu. Oczywiście po RAZ KOLEJNY przypominam o dzisiejszym fryzjerze na co mężulek z troską w głowie odpowiada:
- Tylko niech cię tam za mocno nie kroi!
czyżbym szła na operację plastyczną a nie na podcięcie włosów?
***
Dzisiejszy telefon mnie totalnie rozbroił. Zadzwonił do mnie o 10:00 Mateusz – ze szkoły. Zadzwonił z informacją, że jednak są miejsca na półkoloniach, więc w jakim terminie ma się samodzielnie zapisać. Wczoraj sprawdzałam informacje na szkolnej gazetce a że przegapiliśmy termin zapisów sądziłam, że nic z tego już nie wyniknie. No i synek wziął sprawy w swoje ręce, sprawdził, zadzwonił do matki, poinformował o terminach i sam się zapisał. Grunt to samodzielny drugoklasista! BRAWO!

Taaa.. nadchodzi czas zakochiwania się moich dzieci. Co prawda Pierworodny ma aktualnie wstręt do wszystkich przejawów miłości w postaci pocałunków (jak coś takiego leci w TV to młody się odwraca i mówi: Fuj… nie lubię jak się całują), ale za to Karola idzie jak po bandzie.
Wczoraj Karolina męczyła Mężulka o to aby odwiedzić Filipa. My oczywiście nie byliśmy wtajemniczeni, o co chodzi  z tym odwiedzaniem, ale po kilku godzinach się wszystko wyjaśniło. Miało to miejsce w Auchan, gdzie jak co tydzień robimy zakupy. Nagle Karola krzyczy:
- Patrzcie patrzcie, to Filip. Ale jestem w nim zakochana!
I od razu pytanie do mnie:
- Mamuś, czy mogę wyjść ? (chodzi o wyjście przed kasy)
Zgoda byla od razu, więc córa przepchała się przez ludzi, stanęła naprzeciw kasy, przy której stał Filip i zaczęła filuternie bawić się swoimi warkoczykami stąpając z nogi na nogę.
Wygląda na to, że mamy naszą pierwszą miłość w domu.
***
W czasie drogi z Auchan pochwaliłam dzieciaki, że ładnie śpiewają i zasugerowałam, że mogą nam coś zaprezentować. Oczywiście nie wpadłam na to, żeby narzucić im repertuar, więc tradycyjnie otrzymaliśmy w prezencie piosenkę FEEL „Jest już ciemno”. Kiedy Mati zrobił wstawki typu „uuuu, uuu” między zwrotkami, rodziciele prawie zapluli ze śmiechu przednią szybę. Dziecko oczywiście od razu obrażone że nie doceniamy jego talentu, ale szybko dał się udobruchać. Czekam tylko na moment gdy FEEL zacznie mi się śnić. A może powinnam założyć fanklub tego zespołu w mojej rodzinie? Dwóch członków honorowych już mam!
***
Zaczynamy wchodzić w egzystencjalne tematy. Wczoraj podczas drogi do Auchan Karola zadała pytanie:
- kto z naszej rodziny umarnie pierwszy?
Wtedy rodzicielka poprawiła:
- Umrze Karolciu, umrze…
Na co rezolutna córa:
- Wiem, pierwszy umarnie Mati bo jest ode mnie starszy.
No i skupiaj się tutaj człowieku na nauce poprawnej polszczyzny jak takie problemy zaprzątają głowę mojej córce.


  • RSS