Już dwa razy moje dzieci opiekowały się znajomym pieskiem. Piesek był bezproblemowy, w miarę grzeczny i całkiem miły jeśli chodzi o chęć do zabawy. Mateusz bardzo przejął się nową rolą i muszę przyznać, że gdybym brała pod uwagę rozbudowowanie naszej rodziny (nie, nie, tutaj nie chodzi o nowego dzidziusia), nie wahałabym się długo nad tym, czy dziecko może podjąć takie zobowiązanie. Dzięki psu Mateusz zaczął szybciej wstawać z rana (bez jęczenia – juppi!), mimo brzydkiej pogody czuł się się w obowiązku wyjść z psem na spacer i nie jęczał pod domofonem jak mu mężulek kazał zrobić jeszcze jedno kółko z psem wokół bloku.
Mam jednak sporo spostrzeżeń, które mnie jeszcze mocniej utwierdzają w przekonaniu, że pies nie nadaje się do mieszkania w bloku:
- trawniki wokół bloków to jedna wielka toaleta, nie liczyłam ile razy musiałam czyścić buty dzieciom z kup
- większość właścicieli nie „zniży” się do poziomu traFki żeby wysprzątać po swoim psie (tutaj muszę się przyznać że mnie też ze dwa razy zapomniało się zabrać reklamówki, potem jednak wszyscy pilnowaliśmy tego obowiązku)
- pies musi wychodzić regularnie na dwór, raz zdarzyło się nam, że pies o swojej godzinie nie wyszedł, kiedy wróciliśmy do domu pies już prawie sikał po nogach. Jeśli wszyscy w domu pracują i nie wyprowadzają psa w okolicy południa to uważam to za męczenie zwierzęcia. My chodzimy do toalety co parę godzin a pies ma wytrzymać bez wyjścia na dwór 8h? to może nie dawajmy mu picia, żeby mu było łatwiej….
Reasumując – nadal jestem przeciwna posiadaniu psa w bloku w sytuacji gdy oboje pracujemy. Może kiedyś ta sytuacja się zmieni ale na chwilę obecną chciałabym bardzo aby ludzie, którzy zastanawiają się nad kupnem psiaka przemyśleli czy tak naprawdę chcą podjąć się tego POWAŻNEGO zobowiązania.