Dostałam jakiś czas temu od koleżanki fajne spodnie - czarne, z połyskiem i srebrnymi cekinkami przy kieszeniach.
Dzisiaj wybrałam się w nich do pracy (żeby pokazać się koleżance no i zobaczyć jak się w nich czuję) ale pewnych zagadnień fizycznych po prostu nie przewidziałam. Rano jak to w moim zwyczaju zrobiłam sobie herbatę i kawę i z dwiema filiżankami chciałam zasiąść przed komputerem. Ponieważ obie ręce byly zajęte a krzesło ustawione w prawidłowym miejscu, zaryzykowałam czynność łączoną czyli siad + odkładanie filiżanek.
To był BŁĄD. Okazuje się, że ładne, błyszczące spodnie mają zerowy współczynnik tarcia tylnej powiechrzni płaskiej dolnej partii naszego ciała i po prostu w pięknym stylu zjechałam tyłkiem z krzesła (któe sobie po prostu odjechało). Uratowałam pół kawy i całą herbatę ale nie chcecie wiedzieć, jak wyglądało moje biurko – zamiast zaoszczędzenia 2 sec zużyłam jakieś 10 min.
Teraz gdy siadam trzymam krzesło dwiema rękami – tak na wszelki wypadek!