anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: rodzinka

Dziś Mateusz się zwierzył że będzie miał pierwszą kartkówkę z angielskiego. Matka postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i przysiąść z synem aby nauczyć go porządnie, jak się trzeba uczyć angielskiego (w końcu ile godzin na tym spędziła to już inna kwestia). No i tu trafiliśmy na poważny opór materiału.
Oto kolejne etapy naszej nauki:
- najpierw próba negocjacji aby przełożyć tą chwilę na środę (czyli zyskać 2 dni wolnego)
- potem okres opłakiwania bajki gdy okazało się, że nie da się tego nauczyć i jeszcze oglądnąć TV
- etap lamentu nad ilością słów (dla zobrazowania dodam że chodzi o dni tygodnia – poprawne wymawianie oraz napisanie)
- chwila zwątpienia nad ciągłą walką z matką (dodam że słownictwo pojawiające się w tamtej chwili w głowie mojego dziecka nie nadawałoby się napewno na ten blog, gdyby słowa mogły zabijać padłabym dawno martwa)
- kolejny etap to zalanie się łzami i to literalnie bo kartka była mokra po tym jak kazałam dziecku przepisać każde słówko 10 razy. Wg Mateusza miało mu to zająć conajmniej do rana
- etap zwątpienia i na koniec biała flaga na maszcie!
Okazało się, że wystarczy przepisać słówka tylko po 4 razy i nawet weszły do głowy.
Na koniec prawie godzinnej batalii językowej dziecko przytuliło się do mnie a potem poszło się pochwalić tacie co opanowało.
Liczę, że nauka miesięcy pójdzie już łatwiej, bo jeśli nie, to muszę sobie kupić RedBulla i łyknąć go z jakąś wódką – to nie jest na moje nerwy, kochani!

W piątek obiecałam sobie że przyjadę do domu jak tylko da się szybko. Ale jednak się nie dało… czemu? Zaraz wyjaśnię.
Zaraz po pracy wskoczyłam do tramwaju (jak zwykle przechodząc nie pod rondem ale wcześniej na skróty ulicą – nie rozumiem czemu nikt tam nie chce dać pasów) i dojechałam do miejsca gdzie miałam zaparkowany samochód. Dla tych którzy nie znają mojego miasta powiem tylko tyle – zaparkowanie auta w centrum gdzie tylko dwie uliczki jednokierunkowe są bezpłatne graniczy z cudem i potrafi nieźle napsuć rano humor. No więc dochodzę  do auta i co widzę? wielką kolubrynę z napisem TNT stojącą centralnie wzdłuż parkingu przy moim aucie. Czekam i czekam i nic… facet z TNT nie przychodzi bo po co, jeśli włączone ma światła alarmowe.
Wkurzyłam się i postanowiłam wykorzystać czas zamiast tutaj bezproduktywnie kwitnąć lub udawać, że czegoś słucham w aucie i poszłam kupić wędliny. Po chwili wracam szczęśliwa, że w oddali już nie widzę ciężarówki TNT. Moja radość jednak rozprysła się o porysowaną blachę kolejnego zawalidrogi, który wykorzystał puste miejsce po cięzarówce i stanął sobie dokładnie tak samo.
Kurcze… ludziska! Ale mi się ciśnienie podniosło (dobrze że mój zegarek mierzy tylko ciśnienie atmosferyczne bo mu by zabrakło skali na 100%). Nie dosyć że straciłam ponad 20 minut to okazuje się, że stanie wzdłuż ulicy, zaraz za zakrętem z głównej ulicy dwupasmowej jest głównym zajęciem polaków w piątkowe popoludnie.
Pomyślałam sobie (przepraszam za cytat ale mnie wtedy poniosło):
- Nie daruję gnojkowi, idę po policję!

Policja widziałam przy sklepie mięsnym więc w te pędy biegnę spowrotem, żeby ich dorwać i nakablować na tego zawalidrogę. Niestety chyba był dzień dobroci dla gnojków, bo policja chwilę wcześniej się zwinęła i zostawiła mnie z tym wszystkim na środku ryneczku.
No nic – myślę sobie – trzeba sprawdzić czy na tych 10 cm po obu stronach samochodu dam radę jakoś wyjechać nie stukając oczywiście tego zdechlaka z rozwaloną i pordzewiałą karoserią (ale na światlach awaryjnych – mój dzisiejszy postulat to PRECZ AWARYJNYM ŚWIATŁOM).
Koniec końców wyjechałam choć zajęło mi to nie wiem ile czasu, na koniec aż byłam zziajana od machania kierownicą (czy ja wydziwiam, czy rzeczywiście wspomaganie kierownicy działa tylko wtedy, gdy nie trzeba manewrować?). Ale dałam radę i do domu spóźniłam się tylko 40 minut. Dzięki dwóm kierowcom, którym teraz na forum internetowym bardzo dziękuję za umożliwienie mi przypomnienia sobie zasad manewrowania samochodem.
***
W ramach nowości to okazuje się, że można zarazić się ospą nawet 4 dni po tym jak wszystko zaschnie. Nie wierzycie? Mój brat może poświadczyć! Nawet nie wiecie jaki jest zadowolony, że wygląda tak, jakby nalożył sobie na twarz maseczkę błotną. Powiem szczerze że boję się odbierać pocztę, bo jeśli w chwili słabości (czyli teraz) mi wyśle jakąś niespodziankę w ramach podziękowań?


  • RSS