anulaaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: roznice

Dzieciaki niby podobne a różne co wychodzi w codziennym życiu:
Jak krzyknę z drugiego pokoju, że koniec bajki, to Karolna odchodzi od TV, Mateusz jest tak zafascynowany nawet reklamami, że nie odpuści nawet 5 sekund. Karolina potrafi zawołać do mnie:
- Już się skończyło Mamiś!
Natomiast Mateusz będzie udawał, że zupełnie zapomniał nas o tym powiadomić.
To samo przy grach: Mateusz gra mimo naszych próśb o wyłączenie komputera stosując taktykę:
- Mamuś, ostatnia gra, już kończę..
Po czym oczywiście kończy dopiero wtedy, gdy nad nim staniemy i przypomnimy o wcześniejszej rozmowie.
Karolina za to jest inna, jak usłyszy, że to ostatnia gra, to po paru minutach głośno krzyczy:
- Mamiś skończyłam!
Jedynie podejście do sprzątania mają podobne (jak zresztą chyba 90% dzieciaków) czyli mamy „żałobę w rodzinie” a tyle ile rodziciele się nasłuchają na temat wyzysku dzieci i tego, że bolą ich głowy, nogi, ręce, serce i Bóg wie co jeszcze, że powinni być odznaczeni najwyższym medalem za odwagę na polu walki. Bo życie z dziećmi, które ciągle idą pod prąd rodzicielskiego wychowania to ciągła walka.
***
Kolejny przykład z naszego codziennego życia czyli posiłki.
Oboje mają tendencję do podpierania się przy stole – ciekawe jest to, że nikt prócz nich tego nie robi więc skąd mają ten nawyk? Przedszkole? Tak czy owak mimo ciągłego przypominania wystarczy spuścić ich z oczu na 10 min a co zastaniesz? Dziecko siedzące nad talerzem i konsumujące posiłek w pozie podparcia (czyli cieć na dyżurze).
Ostatnio dzieciaki sprawdzają naszą konsekwencję: Mężulek mówi do córy:
- Pochyl się nad talerzem bo cała sukienka będzie brudna!
A Karola patrząc mu w oczy bierze mięsko na widelec i go do buzi podczas, gdy siedzi oparta o krzesło i do tego ze zsuniętym tyłkiem. Mężulek nie tracąc zimnej krwii powtarza dodając informację, że liczy do trzech i będzie kara. Nie zgadniecie, kiedy Karolina się pochyla nad talerzem – ZAWSZE po cyfrze DWA. Hm, a może zmienić kolejność i liczyć od dwóch ?
Za to Mati… taaa, Mati jest błądzącym w chmurach dzieckiem i pamięta nakazy czy zakazy jakieś 5 min. Potem kolejne obrazy z życia zastępują miejsce temu co rodziciele mówili.
Niby te same typy dominujące charakteru a jednak… różnice zauważalne. I jak tu traktować ich jednakowo jeśli są tacy inni?

choroba

Brak komentarzy

No i mnie dopadło. Nie żebym była obłożnie chora, po prostu czuję się średnio na jeża (ciekawe skąd to określenie bo przecież my ludzie wcale nie wiemy czy jeże czują się średnio, może lepiej wprowadzić inne określenia typu: średnio na chomika czy średnio na nietoperza?), z nosa cieknie, w gardle jakbym miała piłeczkę do tenisa i ten ból skóry.
Czy wy też tak macie, że w chorobie jak ktoś dotyka wam skóry to jakby przykładał zimne ostrze noża? Normalnie aż mnie wzdryga na samą myśl o dotyku. Czy  ktoś zna sposób, aby to zakomunikować bezboleśnie mężulkowi? Bo wczoraj jak delikatnie mówiłam (chyba jednak mało asertywnie oraz mało obrazowo – muszę nad tym popracować) to się chłop obraził, że nie chcę aby mnie przytulał w łóżku. No dobra, przełknęłam tą uwagę i go przeprosiłam i potem było na odwrót – zamiast tłumaczyć, żeby mnie nie dotykał to prosiłam, żeby mnie przytulił.
Ja się wcale nie dziwię, że faceci nie rozumieją kobiet po takim wieczorze, najpierw odgania a potem prosi żeby ją przytulił. Z drugiej jednak strony, gdybym tego nie zrobiła to rano by wstał obrażony, że WREDNA (ale kochana) żonka go tak potraktowała. No więc dla dobra ludzkości żona zmienia zdanie. I kto powiedział że kobieta coś robi BO TAK? Tutaj ewidentnie widać, że kobiety zmieniają zdanie BO żeby mężom się żyło lepiej. Uffff… niezły wywód.
***
Widzieliście parodię Carrey filmu „Black Swan”? Jeśli nie to zerknijcie TUTAJ. Wczoraj moja córa na pytanie, czego uczyli się na tańcach, zademonstrowała podobny repertuar. Łzy pociekły mi z oczu i tylko pluję sobie w brodę, że nie pomyślałam o nagraniu tego cuda. Wszystkie baleriny powinny zobaczyć jak się prawidłowo tańczy „Jezioro Łabędzie”. W razie dużego zainteresowania proszę o stworzenie społecznej listy i zapisy – sami rozumiecie, małe mieszkanie a na korytarzu zmieści się max 20-25 osób w wersji na słup telegraficzny (hm.. czemu przyszedł mi na myśl słup telegraficzny a nie telefoniczny? czyżby ukryte pragnnienie aby wróciły tamte lata?)

Ech życie, mężulek Wężulek siedzi dalej w okopach i specjalnie się nie odzywał od rana, więc pamiętając wcześniejsze akcje wczoraj specjalnie go omijałam. No ale im dłużej on siedzi w okopach (lub jak mówią psycholodzy = w jaskini) tym bardziej mnie krew zalewa, że mnie ignoruje. Kurcze Bóg to naprawdę dobrze pomyślał, że złączył kobietę z mężczyzną. Dzięki temu jest przynajmniej ciekawie w życiu bo nie da się żyć razem bez konfliktów.
Ok… starałam się jak mogłam być miła ale bez żadnych fajerwerków (czyli w moim przypadku lekko oschła) udając, że mi nie zależy. W środku miałam totalny wulkan emocjonalny i gdybym rano robiła sobie śniadanie to nie wiadomo, gdzie by trafiły rzucone przeze mnie talerze. Na szczęście tą przyjemność zostawiam sobie na pierwsze minuty pracy, więc talerze ocalały.

Pierwszy telefon w tym dniu od mężulka. Nerwy mnie ponoszą, że mnie o coś pyta ale nie daję po sobie znać, ton zwisający i krótkie odpowiedzi to motto mojego dnia. Drugi telefon, jeszcze krótsza rozmowa, a po powrocie do domu mam ochotę do niego podejść, złapać za ramiona, wytrząsnąć i zapytać:
- Jak długo będziesz mnie ignorował? (czyli ile jeszcze bawimy się w jaskiniowców, kapujesz?)
Nawet dzieciaki zauważyły zmianę, rano nikt nie wywalał na siłę z łóżka a matka nie przywitała taty wesołym:
- Nooo cześć M.

No ale nic, mężulek przełknął zniewagę której się wczoraj raczyłam dopuścić, do jego komórek mózgowych trafiły w końcu moje przeprosiny (mężczyzna to niezwykle precyzyjny układ scalony, zobaczcie ile ta wiadomość krążyła po jego obwodach zanim w końcu trafiła w odpowiednie miejsce… od wczoraj 6 rano do dziiejszej godziny 18….. to lepsze niż najsilniejszy komputer Polski) więc raczył okazać swojej żonie litość i zezwolić, aby wszystko wróciło do normy. Cóż za łaskawość w obliczu TAKIEJ zniewagi…. czuję się zaszczycona.

W ramach przeprosin były lody co dzieciaki skwitowały pytaniem (poniekąd retorycznym):
- Lody w środku zimy?
Na co niżej podpisana odpowiedziała (również retorycznie nie oczekując reakcji):
- to przeprosiny za ostatnie dwa dni…
W jednej chwili mężulek oczywiście oburzony odrzekł:
- Ja nie mam za co przepraszać, nie czuję się niczemu winny.
Już miałam coś na języku ale raczyłam odpowiedzieć tylko:
- Tak tak, ja i tak swoje wiem, to są przeprosiny bo jeśli nie to nic się nie zmienia.
Ech… chyba lubię być żoną. Tylko czemu to takie czasami trudne co?

Czy wiecie jak pachną książki oblane mlekiem? jeśli nie to zapraszam do siebie. Dziś wieczorkiem otworzyłam plecak Pierworodnego celem sprawdzenia co pani Wychowawczyni mi pisze w dzienniczku i co znalazłam w plecaku:
- jedno nadgryzione jabłko
- dwa opakowania z marchewką (dobrze, że jeszcze zachowała jakieś soki, bo ostatnio wyciągnęłam jakieś suszki a nie marchewkę)
- jeden pusty kartonik po mleku
- jeden kartonik po mleku gdzie była jeszcze jakaś połowa zawartości.

No i dzięki tej ostatniej pozycji (choć podejrzewam również i przedostatnią) plecak mojego dziecka zmienił się w szkolną mleczarnię. Nie wspomniałam, że dodatkowo Mati zapomniał zamknąć piórnika (halo.. a gdzie dwa nowe długopisy? teraz już wiem kto mi zwędził mój ulubiony stary długopis) więc do całości dołączyły kredki świecowe i inny asortyment.
No niezły bajzel. Nawet nie wiecie jak Młody się ucieszył, jak mu to wszystko wywaliłam na środek dywanu. Jego wycie było słuchać napewno na 4 piętrze (no bo więcej tutaj nie ma) w górę i na parterze kolejnych klatek (for sure!).
No nic. Ja ogarnęlam plecak w środku (ciekawe co tam jeszcze wcześniej porozlewał bo nieco się kleił) a młody miał za zadanie ogarnąć kupkę z dywanu.

Nie wspominałam jeszcze, że ostatnio młody wszystko czyta, podczas ubierania czyta Świerszczyk, przy sprzątaniu czyta wszystkie etykiety. Cieszę się z jego pasji, ale do czerwoności rozgrzewa mnie fakt, że Pierworodny potrafi wciągać kalesony przez 20 min a potem wściekać się bo karzę mu iśc przed lutro i sprawdzić, co jest nie tak (podpowiedź autora: na lewą stronę i przód na tył).
No i wracamy do kupki z zamoczonymi książkami, w tle wycie Młodego i nagle cisza… sprawdzam czemu. taaa  mogłam się domyślić. Otworzył książkę, aby ją zacząć rozrywać kartka po kartce i oczywiście zaczął ją czytać. Musiałam pogonić, bo inaczej, by nic z tego sprzątania nie było.
***
Uwielbiam Facetów – prości, nieskomplikowani… i lubią sie obrażać. Wyobraźcie sobie, że dziś rano o godzinie 6:05 mój mężulek (ostatnio wymyśliłam dla niego nowe określenie Wężulek) mnie zaczyna budzić. Ale nie tak delikatnie tylko co? W ramach terapii szokowej próbował mi włożyć palec do nosa. Wiecie że o tej godzinie kobieta ma najwięcej siły w ciągu całej doby? No i mój Mężulek też się o tym przekonał, bo na pół śpiąco walnęłam go ręką. No i masz ci babo los, trafiłam go w nos (który w zeszlym roku był operowany) więc mężuś ze zbolałą miną wstał i sobie poszedł.
Tak się obraził, że przed śniadaniem mimo moich przeprosin zakomunikował z obrażoną miną, że więcej mnie już budzić nie będzie. Moje prośby o bardziej humanitarny sposób budzenia nie dały rezultatu a  mój współspacz postanowił przez najbliższe kilka dni okopać się na swoim polu bitwy i pocierpieć w samotności.
Nauczona przez książki i różne prelekcje staram się mu nie przeszkadzać. Co ja jednak na to poradzę, że mi dawno już przeszło i z każdą godziną wkurza mnie to coraz bardziej, że on nie chce się od-obrazić?

Wczorajszy wieczór, przychodzę do pokoju dzieciaków żeby im życzyć spokojnej nocy. Przytulam Karolinkę i ją caluję a na wyjście z pokoju mówię:
- Kolorowych snów dzieciaki.
Na to Mateusz wychyla się z górnego łóżka przypominając o sobie:
- A ja to co? Pies?
No to poszłam ucałować też mojego pieska.
***
Kolejna z różnic między moimi dziećmi. Pora jedzenia. Karolinka jak tylko ubrudzi się nieznacznie w czasie jedzenia, od razu biegnie się przebrać bo nie jest w stanie wytrzymać w zapaćkanej sukience. Mateusz? hm… jak mu się nie zwróci uwagi to wogóle nie będzie świadom, że obiad leży mu na spodniach. Przebieranie? Tylko jeśli jest konieczne czyli w przypadku wylania połowy ketchupu lub innego napoju. Każdy inny przypadek da się przeboleć i ubranie można dalej nosić, chyba że rodzicielka stanowczo się nie zgadza.
Ostatni przypadek to wyjście do kościoła, bluza z zawartością kolacji i śniadania a Młody się „bulgoce” że matka każe mu się przebrać bo przecież pod kurtką niczego nie widać. Prawda taka, że miał chłopak rację tylko co z tego? I tak się musiał przebrać.
***
Od znajomego księdza dostaliśmy zaproszenie na weekend w górach. Zapowiada się zjazd rodzin, które mają wspomóc nowe dzieło w KK. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że jedziemy SAMI – bez dzieci. To będzie pierwszy taki wyjazd od lat. Ale się cieszę!!!
***
Jaki jest szczyt zmęczenia? Próba zmycia makijażu zmywaczem do paznokci! Dobrze że mnie zapach otrzeźwił, bo byłoby ciekawie.


  • RSS