Wakacje dawno się skończyły a ja zaczęłam kolejny etap swojego życia rodzinnego i osobistego. Co takiego się zdarzyło? Oj wiele rzeczy ale może o niektórych choć napomknę.
Mój pierworodny syn poszedł do trzeciej klasy. To jakaś masakra – można by to skomentować. Młody ma taki opór przed lekcjami, że wołami trzeba go zaciągać. Matka jednak postawiła sobie za punkt honoru nauczenie go porządnie podstaw języka angielskiego. Skutek? Siedzimy sobie nad angielskim trzy razy w tygodniu po pół godziny. Może to nie jest dużo, ale efekty już widać. Mateusz zaczyna bardziej kumać, wreszcie wie jak odpowiedzieć na pytanie i dlaczego akurat tak a nie inaczej się pytam.
Nie podoba mi się to co nauczyciele zrobili z nauczaniem angielskiego. Może i dziecko osłuchuje się z językiem od pierwszej klasy, ale co z tego, że umie po angielsku różne owady jeśli nie umie podstawowych zwrotów w obcym języku. Tak to mój syn spędził dwa lata ucząc się głupkowatych i nieprzydatnych słów (na przykład – patyczak) a nie umiał powiedzieć: I am a boy. What is it lub innych.
Przekonanie dziecka, że matka może mieć rację to Syzyfowa praca i każdy, kto się za to zabiera powinien od razu dostać Medal za waleczność.

Nasza córeczka z aniołka (z małymi różkami) zrobiła się pyskatym aniołkiem. Jej ulubione hasło to: No ej! (w sumie lepsze niż niektóre teksty „puszczane” przez rówieśników ale i tak wkurzające). Do tego rozwinęła umiejętność używania takich dźwięków w rozmowie (czyt. pyskówce) z bratem, że działają na rodziców jak gwizdek na psa. Niby prawie nic nie słychać ale słowa po prostu świdrują czaszkę i doprowadzają do wściekłości dorosłe osoby. Znaleźliśmy na to metodę (jak na razie skuteczną) – każde dziecko musi bawić się w pokoju. Efektem tego jest bombardowanie nas dwiema rodzajami muzyki czyli na przykład Arka Noego i kolędy (taa. wiem, niby początek jesieni a my już kolędujemy). Mieszanka wybuchowa – mówię wam.

Na wakacjach wraz z mężem postanowiliśmy o rocznej abstynencji od alkoholu. Dla osób niezwiązanych z ruchem Domowego Kościoła to zupełnie niezrozumiałe postanowienie, bo po co sobie odmawiać czegoś, od czego nie jesteśmy uzależnieni? Nie będę tłumaczyć naszych powodów bo to nie miejsce i czas. Czuję jednak, że odmawianie sobie czegoś, co lubię, bez czego nie było spotkania z przyjaciółmi czyni mnie silniejszą. Niby człowiek nie ma z tym problemu, ale jeśli pomyśli chwilę to znajdą się głupie rzeczy czy słowa które wypowiedzieliśmy pod wpływem alkoholu. W związku z tym w tym roku nie robimy wina – nasze zeszłoroczne winko będzie miało czas dojrzeć przez następne miesiące.

Przyglądając się rynkowi pracy w Polsce dochodzę do wniosku, że jest coraz gorzej. Wymagania z kosmosu, wiek poniżej 30, najlepiej podpisać lojalkę o tym, że nie zajdzie się w ciążę. Ostatnio zaczynają się pojawiać jeszcze oferty na ” bardzo osobiste asystentki”. Tutaj nie jest ważne co masz w głowie ale to co masz w tali i biuście. Dość prymitywny sposób szukania sobie kogoś na samotne wieczory. A najgorsze jest to, że sytuacja w której młodzi ludzie się aktualnie znajdują powoduje, że część dziewczyn napewno na takie anonse odpowie. Czy godna praca to już fikcja w naszej rzeczywistości? Czy każdy z nas musi się dostosować do tego wyścigu szczurów a jak nie to wynocha z naszej bajki?